Śrama: Kilka refleksji o przeprowadzonej przez Szymona Pękale rozmowie z monarchistą

| 2 sierpnia 2021 | 0 Komentarzy

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że działalność Szymona Pękaly prowadzącego youtubowe kanały ,,Szymon mówi” i ,,Wojna idei” uważam za niezwykle pożyteczną. Wysoko cenię jego dociekliwość oraz rzetelność jaką wykazuje się przygotowując swoje materiały (z wyjątkiem tych poświęconych teologii)[1] oraz życzliwość wobec zapraszanych gości.

Jako monarchista muszę jednak podjąć się krytyki wypowiedzi zaprezentowanych w rozmowie z niejakim Janem, członkiem Polskiego Koła Monarchistycznego opublikowanej na kanale Szymon mówi 28 czerwca 2021 roku[2]. Nie mam jednak zamiaru podejmować polemiki z poglądami gościa programu, ale z zaprezentowanymi przez niego przeinaczeniami w sferze prezentacji samej idei, ponieważ o ile poglądy każdy może posiadać takie jakie chce, o tyle jest rzeczą niedopuszczalną, aby w imię poglądów przekłamywać fakty oraz treść teorii i doktryn filozoficzno-politycznych.

 

Monarchia ,,absolutystyczno-konstytucyjna”, czyli jaka?

Pierwszą problematyczną kwestią jest stwierdzenie, że istnieje coś takiego jak ,,monarchia mieszana absolutystyczno-konstytucyjną” (od: 0:35) dalej określana jako ,,specyficzna monarchia, połączenie monarchii absolutnej, gdzie władza jest w rękach jednej osoby oraz monarchii konstytucyjnej, gdzie monarcha jest ograniczany przez konstytucję” (od: 6:35).

Gość programu tłumaczy przy tym zastosowanie takiej zbitki w następujący sposób: ,,gdybyśmy mieli spojrzeć na to z formalnej perspektywy, to tak naprawdę jest to monarchia konstytucyjna, tylko ta konstytucja nadawałaby większość władzy królowi”. Z racji, że w dalszej części rozmówca Szymona nieco się… zapętlił, prowadzący przerwał mu dopowiadając: ,,ta absolutystyczna część została tutaj podana dla zobrazowania ilości tej władzy, którą miałby mieć król, natomiast to absolutnie nie jest monarchia absolutna , tzn. król jest ograniczony ustawą, to nie jest monarchia absolutna, tylko po prostu silna monarchia konstytucyjna” (od: 7:35).

Teraz trzeba rozbić to nagromadzenie pomyłek i przeinaczeń. Przede wszystkim w każdej monarchii najwyższa władza jest w rękach jednej osoby[3] i w każdej monarchii, nawet takiej o możliwie jak najszerszych prerogatywach monarchy zawsze istniała jakaś konstytucja, ponieważ istnieje wiele form funkcjonowania konstytucji. Nawet we współczesnych naukach prawnych istnieje rozróżnienie konstytucji ze względu na szereg czynników (na przykład podział na konstytucje pisane i niepisane)[4]. Jeżeli zatem konstytucja niekoniecznie musi być spisana jako jednolity dokument i co więcej nie musi być ona stworzona w jednym momencie, ale może po prostu być ona syntezą zasad powstałych w różnych okresach składających się na prawo zwyczajowe, to można stwierdzić, że na przykład w monarchicznej Francji takową rolę pełniły prawa fundamentalne regulujące w określonych aspektach władzę króla, który między innymi musiał być katolikiem, nie miał prawa do swobodnego wybierania swojego następcy (obowiązywała zasada primogenitury) i nie mógł abdykować[5]. Wystarczyło, aby niespodziewanie, po śmierci Henryka III (znanego u nas jako Henryk Walezy) w roku 1589, tron zgodnie z zasadami sukcesji miał przejąć protestant, Henryk Burbon (późniejszy Henryk IV), aby doszło do skutecznego uniemożliwiania mu przejęcia władzy aż do momentu, w którym nawrócił się on na katolicyzm. Można zatem stwierdzić, że mimo tego, iż na straży praw fundamentalnych nie stała żadna Najwyższa Izba ds. zgodności działań monarchy z prawami fundamentalnymi, ani nie były one prawami ujętymi w formie przyjętej przez jakiś organ decyzyjny ustawy, to były one skutecznie wdrażane w życie.

Zatem na tej podstawie trzeba stwierdzić, że władca zawsze jest ograniczany przez konstytucję, a przy tym w komentowanej wypowiedzi dokonano utożsamienia tak zwanej monarchii absolutnej z wszechwładzą pozbawioną jakichkolwiek ram (co potwierdza wypowiedź Szymona w 35 minucie filmu) charakterystyczną raczej dla oświeceniowych wizji ustrojów o charakterze demokratycznym i statolatrycznym tworzonych na przykład przez Jana Jakuba Rousseau, który czyniąc z państwa quasi-boga pisał: ,,dlatego, kiedy panujący mu [obywatelowi] powiada: Państwo potrzebuje, byś umarł, powinien umrzeć”, ponieważ ,,życie jego [obywatela] nie jest już tylko dobrodziejstwem natury, ale darem warunkowanym przez państwo”[6], natomiast później dla XX-wiecznych totalitaryzmów. Tymczasem dla monarchii, które w dzisiejszej historiografii nazywamy absolutnymi takie utożsamienie jest w najwyższym stopniu błędne, czego dowodem jest choćby powszechnie znany fakt historyczny, a mianowicie to, że Ludwik XVI chcąc wprowadzić nowe podatki musiał zwołać stany generalne. W tym kontekście można przyznać rację Nicholasowi Henshallowi, którego koncepcja zgodnie, z którą absolutyzm nigdy nie istniał była opisywana na naszym portalu przez Mateusza Kozielewicza[7].

Z drugiej jednak strony, dodam tutaj od siebie, że rzeczywiście w wielu monarchiach we wczesnej epoce nowożytnej doszło do wielkiej przemiany:

 

,,W dawnej monarchii feudalnej, czyli sprzed ostatniego zwołania Stanów Generalnych w roku 1614, filozofia rządzenia wyglądała zupełnie inaczej. Władza była spłaszczona i rozproszona. W prowincjach, które na początku XVII wieku cieszyły się jeszcze znaczną autonomią, sprawowali ją wielcy, ściśle związani z ziemią feudałowie […] Ludwik XIV zlikwidował autonomię prowincji i odsunął szlachtę od władzy. Cały zarząd nad nimi powierzył mieszczańskim intendentom, niekoniecznie pochodzącym z danego terenu, a lokalnym feudałom pozostawił w istocie mało warte czysto honorowe tytuły i zaszczyty”[8].​

 

Te przemiany były spowodowane głównie tym, że w wyniku wojen religijnych mających miejsce przede wszystkim w wieku XVI uznano, że dotychczasowy sposób sprawowania władzy oparty na rozproszeniu uprawnień nie jest już efektywny, a przynajmniej taką tezę (skądinąd bardzo dobrze uzasadnioną) stawia Reinhart Koselleck[9].

Na usprawiedliwienie zarówno Szymona, jak i jego rozmówcy muszę jednak stwierdzić, że ów błędny pogląd utożsamiający monarchię nazywaną w opracowaniach absolutną z królewską wszechwładzą i brakiem jakichkolwiek ograniczeń dla monarchy jest powielany przez niemal wszystkich i bardzo często łączony z powtarzaniem niczym mantry wyssanego z palca (choć na szczęście nie powielonego w komentowanej rozmowie) rzekomego cytatu z Ludwika XIV ,,Państwo to ja”[10]. W rzeczywistości król Francji nigdy tak nie powiedział, a umierając stwierdził: ,,Ja umieram, ale państwo będzie trwać zawsze”[11]. Nic zatem dziwnego, że nawet w trzymających zazwyczaj dobry poziom merytoryczny programach powielana jest teza niemająca niczego wspólnego z rzeczywistością.

Należy przy tym zauważyć, że wypowiedziane w komentowanej rozmowie określenie ,,monarchia mieszana”, czy też monarchia mixta powinno być używane dla nazwania ściśle określonego typu monarchii, czyli takiej która posiada w sobie elementy ustroju arystokratycznego i republikańskiego, a nie dla określenia monarchii ,,konstytucyjno-absolutystycznej”, a przy tym w praktyce większość monarchii w dziejach Europy przez znaczną część swego istnienia posiadała cechy właśnie monarchii mieszanej a wszelkie (wszakże niestojące w sprzeczności z prawami fundamentalnymi) próby wzmocnienia monarszej władzy w wieku XVI-XVIII często spotykały się ze sprzeciwem w postaci buntów, do których bardzo ambiwalentne podejście mieli klasyczni teoretycy monarchii, którzy z jednej strony przestrzegali władców, że jeżeli okażą się niegodni swojej władzy i staną się tyranami, to poddani mogą się przeciwko nim zbuntować, a z drugiej – tworzyli ściśle określone ramy dla sprzeciwu poddanych wobec władcy, zniechęcając ich do takowego działania, którego najbardziej drastycznym przejawem było tyranobójstwo. Św. Tomasz z Akwinu w swym traktacie ,,O królowaniu” przytacza przykład kobiety, która modliła się o długie panowanie dla syrakuzańskiego tyrana Dionizjusza, ponieważ ze swego doświadczenia wiedziała, że każdy kolejny tyran jest gorszy od poprzedniego:

 

 ,,Jak było w Syrakuzach, gdy wszyscy pragnęli śmierci Dionizjusza, a pewna staruszka nie ustawała w modłach, by był cały i zdrów. Kiedy tylko tyran się o tym dowiedział, zapytał ją czemu tak czyni. Na co ona mu odrzekła: Gdy mieliśmy srogiego tyrana w czasach mojej młodości, pragnęłam jego śmierci, a kiedy już go zabito, nastał po nim władca znacznie sroższy. Uważałam więc i koniec jego panowania za coś wielkiego. Jako trzeci, i jeszcze bardziej uciążliwy, rządcą zacząłeś być ty. Kiedy przeto ty przeminiesz, na twoje miejsce przyjdzie gorszy”[12].

 

Jednocześnie należy zauważyć, że gdy rozmawiamy o pewnych definicjach w żadnym przypadku nie powinno nas interesować co twierdzi większość, a raczej powinniśmy zwracać uwagę na to, jakie poglądy na dany temat mają autorytety w danej dziedzinie (na przykład z autorów dawniejszych święty Tomasz z Akwinu, inspirowani jego myślą hiszpańscy myśliciele tacy jak Antonio de Guevara, Diego de Saavedra Fajardo, czy Francisco de Quevedo, ale też we Francji Jacques Bossuet, czy we współczesnej Polsce, prof. Jacek Bartyzel). Natomiast podejście, że głosy należy liczyć, a nie ważyć jest w swej istocie swego rodzaju intelektualnym demokratyzmem nawet jeżeli jest on okazywany przez monarchistę. Natomiast, gdy chcemy przedefiniować jakieś pojęcie stosowane przez uznanych autorów, należy uzasadnić, dlaczego tak czynimy.

Ktoś mógłby powiedzieć, że w internetowej rozmowie nie ma miejsca na dyskusje o definicjach. Należy jednak zauważyć, że niezależnie od słuszności, bądź niesłuszności głoszonych przez siebie tez mistrzem w precyzowaniu i definiowaniu podczas swych wystąpień internetowych jest na przykład Krzysztof Karoń, który wprowadzając do swej wypowiedzi w ramach rozmów w mediach internetowych, nowe pojęcia rozumiane w inny sposób niż zazwyczaj, zawsze definiuje i stwierdza co nie odpowiada mu w podstawowej definicji, a mimo tego programy z jego udziałem zawsze cieszą się sporą popularnością. Zatem to nie jest tak, że w rozmowie nie ma miejsca na definiowanie, albo też, że definiowanie zabiłoby jakiekolwiek zainteresowanie odbiorców.

W końcu gość programu stwierdza również, że ,,dla większości Polaków monarchia jest tożsama z dyktaturą, podczas gdy na zachodzie monarchie są czymś normalnym” (od: 2.04). W odpowiedzi należy zauważyć, że monarchie na zachodzie w swej istocie nie mają niczego wspólnego z samą ideą monarchii. Ani konstytucyjny król Hiszpanii, ani władcy z takich krajów jak Wielka Brytania i Niderlandy nie mają praktycznie żadnych uprawnień politycznych i są jedynie symbolami, i reprezentantami swych państw. Inna sytuacja istnieje właściwie jedynie w Monako i w Liechtensteinie, którego książę Jan Adam stworzył zupełnie nową koncepcję monarchii mieszanej typowej wszakże w dziejach cywilizacji łacińskiej opisaną w książce pod tytułem ,,Państwo w trzecim tysiącleciu”[13].

 

Z czyjej woli panuje król?

Bardzo kontrowersyjną kwestią podnoszoną przez rozmówcę Szymona jest koncepcja króla z woli narodu (od: 14:10), co jego zdaniem wynika z tytulatury królewskiej, w ramach której: ,,mówiono właśnie z Bożej łaski i dopiero potem z woli narodu” (od: 17:18). Otóż, muszę zniszczyć to piękne stwierdzenie. Jedynym państwem, w którym takie sformułowanie istniało była Rzeczpospolita i to na dodatek jedynie w dwóch momentach XVIII wieku. Najpierw w taki sposób tytułował się wybrany podczas elekcji w 1697 roku, ale nigdy w Polsce niepanujący Franciszek Ludwik książę Conti[14] a następnie Stanisław August Poniatowski pod koniec swego panowania, w preambule Konstytucji 3 maja. Wszelkie inne dokumenty pochodzące z czasów panowania polskich królów elekcyjnych zawierały jedynie sformułowanie ,,z Bożej łaski”[15]. Należy zatem potraktować ową wolę narodu jako istniejący jedynie przez moment dodatek, który nie powinien przysłaniać tego, że niemal nigdy monarchowie nie tytułowali się w taki skądinąd niezwykle absurdalny sposób i co więcej poza Rzecząpospolitą takowe sformułowanie użyte w stosunku do króla rządzącego z woli Boga byłoby bardzo nie na miejscu.

Ponadto określenie ,,z Bożej łaski” nie wynikało z prawa sukcesyjnego, jak twierdzi gość programu (od: 17:26), ale z założenia, że wszelka władza pochodzi od Boga i istnieje z woli Bożej a nie narodu i pod żadnym pozorem nie była to żadna retoryka (od: 18:18), ale po prostu element nie tylko doktryny monarchistycznej, ale także katolickiej wynikający nawet nie z późniejszych refleksji myślicieli politycznych, ale z Pisma Świętego. Przecież nie kto inny niż święty Paweł pisał ,,wszelka władza pochodzi od Boga” (Rz. 13,1). Pogląd ten był obecny w Kościele przez stulecia i był nauczany również w epoce upadku monarchii. Papież Leon XIII w swej encyklice ,,Diuturum illud” pisał:

 

,,Wielu współczesnych idąc śladem tych, którzy w zeszłym wieku przybrali miano filozofów, twierdzi, iż wszelka władza pochodzi od ludu; a w konsekwencji, że władza nie należy do tych, którzy ją wykonują, lecz mają ją tylko w mocy mandatu ludowego, i to z tym zastrzeżeniem, że wola ludu ma zawsze prawo odebrania mandatariuszom władzy, którą im nadała.

W tym miejscu katolicy rozchodzą się z tymi nowymi nauczycielami, gdyż prawa się z tymi nowymi nauczycielami, gdyż prawa do rządzenia szukają w Bogu i uważają, że prawo to pochodzi od Niego, jak również, ze źródła naturalnego i z zasady konieczności.

Należy wszakże w tym miejscu zaznaczyć, że jeżeli chodzi o określenie tych, którzy powinni rządzić republiką, wyznaczenie ich może, w pewnych wypadkach, być pozostawione wyborowi i preferencjom większości, i że nie sprzeciwia się to katolickiej doktrynie. Wybór ten faktycznie wskazuje osobę władcy; nie nadaje mu jednak praw suwerennej władzy. W ten sposób nie ustala się władzy, lecz tylko ustala się kto tę władzę będzie wykonywać”[16].

 

Zatem zgodnie z nauczaniem katolickim, władza jest przekazywana zawsze z woli Boga, choć oczywiście należy przy tym zauważyć, że ,,dyktatorzy tacy jak Hitler czy Stalin w zły sposób używali władzy, nadużywali jej poprzez kierowanie się dobrem własnym a nie dobrem wspólnym obywateli. Takie złe sprawowanie władzy przeczyło samej istocie władzy i nie pochodziło od Boga, gdyż Bóg nie może być przyczyną zła. Było wynikiem grzechu człowieka”[17].

Stwierdzenie, że władza pochodzi z woli Boga prowadzi skądinąd do szeregu wniosków. Przede wszystkim trzeba się zapytać bowiem: dlaczego Bóg chciał, aby ktoś z Jego woli rządził nad ludźmi? I w ten oto sposób wychodząc od jednego tylko prostego sformułowania można dojść do opisu wszelkich obowiązków monarchy jako tego, który ma nie tyle pewne prawa, co wielkie obowiązki moralne. Pozwolę sobie na wymienienie ich tutaj za Antonim de Guevarą, XVI-wiecznym hiszpańskim biskupem i autorem traktatu pt ,,Zegar monarchów”:

 

,,Król […] powinien do tych dwunastu prawideł myśl i staranie nakłaniać i uczynkiem pokazać, że jest:

1. Obrońcą Wiary

2. Wykorzenicielem herezyj.

3. Opiekunem Kościołów.

4. Ojcem sierot.

5. Przyjacielem cnotliwych.

6. Prześladowcą złośliwych.

7. Mścicielem tyranów [dziś napisalibyśmy: mścicielem na tyranach].

8. Biczem na złych.

9. Miłośnikiem Rzeczypospolitej.

10. Obrońcą praw.

11. Dobrodziejem ubogich.

12. Nade wszystko prawdziwym wykonaczem [wykonawcą] sprawiedliwości od osoby swojej i domu swego zaczynając: we wszystkim znośna jest godność i stan królewski, nad wszystkich wyniesiony i z nikim nie równający się, prócz samej sprawiedliwości, którą zarówno w swoim domu, jak w całej Rzeczypospolitej zachować powinien”[18].

 

Zatem monarcha jest nie tylko tym, który zarządza państwem, ale także broni swoich poddanych, w szczególności najuboższych przed nieszczęściami włączając w to nadużycia swoich urzędników.  

W Polsce, w czasach gdy niemal nikt już nawet nie myślał o przywróceniu monarchii, o pochodzeniu władzy właśnie z woli Boga i wynikających z tego ograniczeniach dla niej wspominał kardynał Stefan Wyszyński, który w swej pracy ,,Prymat człowieka w ładzie społecznym” pisał: ,,A więc to, co z ustanowienia Stwórcy pochodzi – władza jako moc zwierzchnia i rozkazodawcza, porządkująca życie i współżycie obywateli – nie jest bogiem i nie jest najwyższą siłą. I ona jest ograniczona pochodząc w swojej istocie od Boga”[19].

Dlaczego podpieram się tutaj dokumentami Kościoła oraz cytatami z ludzi Kościoła? Odpowiedź jest prosta. W cywilizacji łacińskiej monarchia zawsze współdziałała (a przynajmniej miała za zadanie współdziałać) z Kościołem i zaczęło się to zmieniać dopiero w czasach oświecenia, choć nie do końca, ponieważ rolę religii w kształtowaniu postaw moralnych oraz w konstytuowaniu zasad obowiązujących w państwie dostrzegali również niektórzy oświeceniowi filozofowie. Nawet antyklerykalny (choć niebędący takim nienawistnym tępakiem jak Diderot rojący o wieszaniu ostatniego króla ,,na kiszkach wydartych z brzucha ostatniego z klechów”),  Wolter twierdził, że ,,bez religii niższe klasy społeczne byłyby hordą bandytów jak nasi złodzieje, spędzałyby swoje żałosne życie w tawernach z upadłymi kobietami; każdego dnia od nowa rozpoczynałby się ten odrażający krąg okrucieństw”[20] i jednocześnie uważał, że nie może istnieć ,,naród ateistów” (,,sądzę, że należy odróżnić naród jako taki od społeczności filozofów ponad narodem. Bardzo prawdziwe jest twierdzenie, że w każdym kraju ludność potrzebuje większego pohamowania”)[21].

Oczywiście, z dzisiejszej perspektywy można się zastanawiać, czy religia jest najlepszym nośnikiem zasad moralnych, ale nawet jeżeli znaleźlibyśmy jakiekolwiek argumenty przeciwko temu założeniu, zawsze musimy uznać, że Chrześcijaństwo będące dziełem Chrystusa, zbawiciela, jest o wiele lepszym uzasadnieniem dla moralności niż myśl dowolnego, nawet najmądrzejszego filozofa, a przy tym przez sam fakt trwania przez 2000 lat ma wartość także dla części osób niewierzących ze względu na przechowywane przez nią wartości oraz niebagatelny wpływ na kulturę jaki ona miało przez wiele stuleci (we współczesnej Polsce taką postawę prezentował prof. Bogusław Wolniewicz)[22]. Podsumowując można zatem stwierdzić, że bez wypełnienia treścią o charakterze moralnym każdy ustrój musi się zdegenerować, a jedyną treścią moralną mającą na ludzi odpowiedni wpływ, nawet według co rozsądniejszych oświeceniowych filozofów, jest ta przekazywana za pośrednictwem religii.

Jednocześnie, już z nieco bardziej ideowego punktu widzenia należy stwierdzić, że w niezwykle piękny sposób o współczesnej praktyce laicyzacji życia publicznego w jednej ze swych homilii wypowiedział się ksiądz Gabriel Grodziski, wikariusz w parafii świętego Eugeniusza i świętej Cecylii w Paryżu

 

,,Zaktualizowany do naszych czasów król Herod jest przedstawicielem tego sekularyzmu (laicyzmu), który nie tylko strzeże się przed chrześcijaństwem, ale zamierza usunąć je z kwestii politycznych i społecznych, gardząc nim, odpychając je i niszcząc. Wiemy, że to właśnie ta sekularyzacja zniszczyła chrześcijańskie społeczeństwo”[23].

 

Co za tym idzie monarchia, której zasady nie opierałyby się na zasadach religii, w której to monarchii Kościół miałby pełnić jedynie funkcje ceremonialne (jak stwierdził w jednej z odpowiedzi na komentarze nasz monarchista), byłaby raczej monarchią wzorowaną na rządach króla Heroda niż czymś, o co należałoby zabiegać, ponieważ w żadnym przypadku nie rozwiązywałaby ona współczesnego kryzysu jaki przeżywa cała cywilizacja łacińska.

Wracając jednak do głównego wątku niniejszej polemiki, należy stwierdzić, że zasada primogenitury nie jest charakterystyczna jedynie dla średniowiecznej i renesansowej monarchii, jak twierdzi rozmówca Szymona (od: 17:30), ale w zasadzie dla większości monarchii w cywilizacji łacińskiej począwszy od czasów średniowiecza (choć oczywiście we wczesnym średniowieczu jeszcze tak nie było). Jednocześnie głoszona przez rozmówcę Szymona koncepcja jakoby w odtworzonej monarchii król miał mieć prawo do wyznaczania swojego następcy (od: 20:25) jest charakterystyczna raczej dla Rosji po reformach Piotra Wielkiego niż dla monarchii w krajach przynależnych do cywilizacji łacińskiej, w której dopuszczano nawet do dziedziczenia przez osoby upośledzone umysłowo, czego przykładem są rządy Ferdynanda Dobrotliwego w Austrii. Monarcha ten zgodnie z zasadami dynastycznymi przejął władzę, ale był całkowicie niezdolny do jej wykonywania wobec czego państwem Habsburgów w jego czasach rządziła rada regencyjna[24]. Gdyby działo się to w czasach spokojniejszych niż lata 1835-1848, monarchia zapewne by nie ucierpiała w żaden sposób a wielbiący knedliki władca nie zostałby zmuszony do abdykacji. Jeżeli natomiast argument historyczny okaże się niewystarczający, pozwolę sobie tutaj zacytować jednego z najbardziej utalentowanych XX-wiecznych monarchistów, Salvadora Dalego, który kwestię rzekomej ,,przypadkowości” sukcesji tronu w swym ,,Manifeście Monarchistycznym” zdekonstruował w następujący sposób:

 

,,Prezydenci mogą być dobrzy albo źli, królowie także mogą być dobrzy albo źli, tak jak według prognoz meteorologicznych lata mogą być dobre lub złe. Kontynuacja monarchii stworzyła wielkie style, a style, jak mówił architekt Ledoux, stanowią schronienie dla bezdomnych. Ledoux, budując nawet kopalnie soli, robił to tak, aby robotnicy żyli w otoczeniu estetycznie bliskim urodzie pałacu królewskiego. Style zawsze stanowiły namacalny i stały archeologiczny ślad wszystkich cywilizacji”[25].

 

Trzeba szanownemu monarchiście zaproszonemu przez Szymona bowiem wiedzieć, że monarchia to nie tylko koncepcja, by był sobie król, ale także cały zestaw zasad, które muszą istnieć w sposób niezależny od woli jednego, czy drugiego monarchy, natomiast owe obiektywne zasady mają znaczenie nie tylko polityczne, ale także psychologiczne i estetyczne, ponieważ z o wiele większą estymą przyjmujemy kogoś, kto pełni jakąś funkcję otrzymawszy ją na podstawie odwiecznych zasad, a zupełnie inaczej kogoś, kto został po prostu wyznaczony przez swego poprzednika. Co za tym idzie dla znacznej części monarchistów (znających teorie dotyczące tego ustroju i niepróbujących tworzyć ekstrawaganckich jego wersji) jedną z głównych zalet monarchii jest istniejący w niej prymat obiektywnych zasad ponad subiektywną wolą władcy, czego w żadnym przypadku nie ma w demokracji, która zawsze opiera się na subiektywnym wyborze uprawnionych do głosowania. Jest przy tym rzeczą oczywistą, że każdy ustrój powinien funkcjonować w oparciu o zasady moralne.

Koncepcja wyboru następcy przez króla była przy tym zawsze krytykowana przez teoretyków ustroju monarchicznego, ponieważ jest to wprowadzenie pierwiastka woluntaryzmu w to, co powinno być poza ludzką wolą. Za wielką zaletę monarchii uznawano bowiem stałość zasad jakie nią rządziły. Zwracał na to uwagę na przykład Francisco de Quevedo w swojej ,,Polityce Bożej”, z kolei Diego de Saavedra Fajardo przestrzegał królów przed jakimkolwiek majstrowaniem przy prawie sukcesyjnym, ponieważ powinni być oni w pierwszej kolejności monarchami, a dopiero potem rodzicami, którzy mogą preferować któreś ze swych dzieci, albo nawet dążyć do tego, by żadne z nich nie zostało bez dziedzictwa i podzielić państwo między nie[26]. Właśnie z powodu kryzysów spowodowanych przez woluntarystyczne podziały królestw dokonywane przez niektórych monarchów we wczesnym średniowieczu, w niemal wszystkich państwach europejskich przyjęto zasadę primogenitury. Co więcej, sam fakt bycia wskazanym na następcę w oderwaniu od zasady primogenitury, czy też innych zasad stojących ponad ludzką wolą nigdy nie był dobrą legitymizacją i zawsze przyczyniał się do sporów dynastycznych.

 

Stabilność monarchii

Prowadzący słysząc o koncepcjach woluntarystycznego przekazywania władzy przez króla słusznie zwraca uwagę na ewentualne spory sukcesyjne, które muszą być logiczną konsekwencją zaprezentowanego sposobu postępowania i przeciwstawia ich perspektywę stabilności demokracji. Niestety, poszerza ten wniosek na monarchię w ogóle, stwierdzając ,,historycznie wiemy, że demokracja [..] ma ten plus, że ma bardzo stabilne przekazywanie władzy, czego o monarchii ciężko raczej powiedzieć. Potencjalna destabilizacja w czasie przekazywania władzy w ustrojach monarchicznych jest dużo większa” (od: 28:00). To, że Szymon Pękala doszedł do takich wniosków i przedstawił je w taki sposób na podstawie zaprezentowanej przez gościa koncepcji wyboru następcy przez króla jest rzeczą oczywistą w kontekście jego późniejszych słów: ,,mówię o sytuacji, gdy jest druga osoba w państwie, która uważa […], że powinna zostać następcą” (od: 31:30).

            Obrony koncepcji monarchii woluntarystycznej nie będę się tutaj podejmował, ale muszę stwierdzić, że w rzeczywistości w każdej epoce dziedziczne monarchie były bardziej stabilne niż państwa, w których wybierano zarządzających na kadencyjną, albo dożywotnią kadencję. Już Jean Bodin pisał o niepokojach jakie targają Genuą przy okazji każdego kolejnego wyboru doży dostrzegając, że podobny problem dotyczy monarchii elekcyjnych i zaznaczając przy tym że podobne problemy przy przekazywaniu władzy w monarchiach dziedzicznych zdarzają się raz na kilka pokoleń[27].

Można przejrzeć w zasadzie listę królów dowolnej monarchii dziedzicznej opartej na zasadzie primogenitury, by dostrzec, że to, co napisał Bodin jest prawdą. Sukcesje zazwyczaj odbywały się bezproblemowo, nawet jeżeli nowy król był małoletni, albo niespełna rozumu i jeżeli zdarzały się jakieś rewolty, to nie z powodu sporów na dotyczących kwestii sukcesji. Twierdzenie jakoby przekazywanie władzy w demokracjach było bardziej stabilne wynika tylko i wyłącznie z tego, że już na poziomie edukacji w szkole średniej każdy wie na przykład o wojnie stuletniej, czy wojnie o sukcesję hiszpańską, ale nikt w ramach programu szkolnego nie zaprząta uczniom głowy tym, że przytłaczająca większość monarszych sukcesji odbywała się bezproblemowo a potem ludzie nawet z wyższym wykształceniem głoszą poglądy o powszechności problemów sukcesyjnych a monarchiści tego nie negują (29:47).

            Z drugiej strony obok historii Genui i republik włoskich, można prześledzić na przykład to w jaki sposób odbywały się XIX-wieczne sukcesje prezydenckie w krajach Ameryki łacińskiej w świetle czego można zatem stwierdzić, że to, iż obecnie zwolennicy jednej, czy drugiej partii nie sięgają za broń przeciwko swym konkurentom wynika jedynie ze złagodzenia obyczajów politycznych i dotyczy zarówno monarchii, jak i demokracji, co przedstawiciel Polskiego Koła Monarchistycznego słusznie dostrzega.

 

Czy urzędnik może obalić króla?

Dość dziwną jest przy tym koncepcja obalenia króla prezentowana przez rozmówcę Szymona. Twierdzi on, że urzędnicy mogą po prostu zaprzestać wykonywania rozkazów (około 39-40 minuty) oraz wojsko nie powinno być do końca podległe królowi (41 minuta). Takie poglądy są całkowitym zaprzeczeniem idei monarchii zgodnie, z którą to król stoi ponad urzędnikami, a nie urzędnicy nad królem. Takowa koncepcja tworzy przy tym szereg problemów o charakterze praktycznym, a mianowicie urzędnicy mogą poprzez odmowę wykonywania rozkazów zawalczyć o podwyżkę paraliżując przy tym państwo.

We wszystkich poważnych koncepcjach monarchistycznych żaden urzędnik będący jedynie SŁUGĄ monarchy nie miał prawa do sprzeciwienia się jego władzy. Jeżeli dopuszczano bunt a nawet obalenie władcy to musiało dojść do niego z upoważnienia odpowiednich autorytetów. Takowym autorytetem nigdy nie był żaden urzędnik, czy podległy monarsze sędzia wydający wyroki w jego imieniu. W perspektywie historycznej można wskazać dwie instytucje, które mogły przyczynić się do ograniczenia władzy suwerennych władców, a nawet zapoczątkować proces ich obalenia. Pierwszą z nich był Kościół katolicki (myślę, że ogłaszane przez papieży detronizacje cesarzy są kwestią na tyle oczywistą, aby ich tutaj nie opisywać).

Drugą takową instytucją były uniwersytety. Znane są dwa przypadki mogące służyć tutaj za pewne precedensy. Pierwszym z nich jest to, że na mocy orzeczenia Uniwersytetu Paryskiego, Francja zaprzestała uznawania papieża Klemensa VII z obediencji awiniońskiej (wprawdzie nie króla, ale z pewnością suwerena), zatem de facto to ów uniwersytet zadecydował o prawowitości rządów papieża[28]. Natomiast drugim jest dysputa w Valladolid w ramach, której hiszpański król Karol I (będący jednocześnie cesarzem jako Karol V) zdecydował, że zrezygnuje z podboju Ameryki, jeżeli w ramach uniwersyteckiej debaty zostanie stwierdzone, iż takowe działanie jest niegodziwe. Można zatem przyjąć, że w przypadku odtworzenia w Polsce monarchii i przyjęcia wzorowanej na hiszpańskiej koncepcji prawowitości ze sposobu wykonywania władzy, obok prawowitości z pochodzenia, to właśnie Kościół i uniwersytet (rzecz jasna wymagający przebudowy) w ramach debaty o charakterze prawno-teologicznym  mógłby mieć prawo decydowania o tym, czy król utracił tą pierwszą, jednak jest to jedynie pewna stworzona naprędce koncepcja wynikająca z interpretacji dawnych precedensów (przy jednoczesnym odrzuceniu oczywistych nadużyć jakimi były sądy nad królem Anglii, Karolem I i Francji, Ludwikiem XVI), ale z pewnością bardziej sensowna od założenia, że podwładny będzie rządził zwierzchnikiem, gdyż król stoi ponad urzędnikami, ale ani nauką, ani religią władać nie może.

 

Pośmiertne życie Piastów

Na koniec zotawiam kwestie dość kuriozalne, a mianowicie koncepcje znalezienia Piasta, czy oddania tronu Wettynowi (od 16:10). O ile w przypadku Piastów należy stwierdzić, że ta dynastia wygasła w 1675 roku na księciu legnicko-brzeskim Jerzym Wilhelmie (o 4 lata przeżył go jedynie August, hrabia legnicki, potomek morganatycznej linii wywodzącej się od księcia Jana Christiana) a ich potomków w liniach kognatycznych jest obecnie tak wielu, że w praktyce nie da się na tej podstawie przypisać komukolwiek praw do tronu.

Natomiast twierdzenie, że jakiekolwiek prawa do tronu posiadają Wettynowie może wynikać jedynie z jednego z dwóch błędnych poglądów. Pierwszym z nich jest założenie, że skoro od 1697 do 1763 roku dwóch Wettynów zasiadało na tronie Polski, to dzisiaj ta dynastia ma do tego tronu prawo. Należy tutaj jednak zaznaczyć, że obaj byli jedynie władcami elekcyjnymi, zatem stwierdzenie, że jakikolwiek potomek któregokolwiek z nich ma dzisiaj prawa do tronu byłoby jak uznanie, że Kinga Duda ma prawa do przejęcia fotela prezydenckiego po swoim ojcu.

Drugi z tych poglądów ma pozornie solidniejsze podstawy i są nimi zapisy Konstytucji 3 maja, znane przez osoby głoszące go raczej z opracowań niż tekstu źródłowego, ponieważ jest rzeczą oczywistą, że w tym dokumencie zakładano przejęcie tronu przez Wettynów, ale jedynie w osobie ówczesnego elektora saskiego Fryderyka Augusta I i jego potomstwa. Z racji, że zostawił on jedynie córkę, Marię Augustę, niezamężną i bezdzietną, obecnie ten zapis nie może być podstawą do jakichkolwiek roszczeń do tronu.

 

***

 

Podsumowując – można stwierdzić, że wszystkie pojawiające się w materiale koncepcje ,,zaktualizowania” monarchii, promowania monarchii ,,absolutystyczno-konstytucyjnej”, czy jej dostosowania do naszych czasów wynikają w swej istocie z dość słabego rozeznania w różnych odsłonach idei monarchicznej a jednocześnie monarchia w formie zaprezentowanej przez gościa Szymona w swej istocie nie ma zbyt wiele wspólnego z jakąkolwiek poważną teorią, czy też doktryną monarchizmu. Jest jedynie prezentacją prywatnych poglądów autora opieranych zazwyczaj na dość powierzchownej wiedzy. Jest rzeczą niezwykle smutną, że tak właśnie wyglądała prezentacja pięknej idei w niezwykle popularnym programie.

 

Marcin Śrama

 

 

 


[1] Za szczególnie wartościowy uważam materiał, w którym Szymon Pękala omawia kwestię cmentarzy przy szkołach w Kanadzie i przekłamań jakie w tej sprawie pojawiały się w mediach społecznościowych: https://www.youtube.com/watch?v=yAqDuysw-oQ [dostęp 31 VII 2021]. Z drugiej jednak strony za w pełni uzasadnione uważam argumenty jakie przeciwko materiałom Szymona dotyczącym teologii prezentuje ks. dr Dariusz Olewiński: ks. D. Olewiński, Czy Bóg jest sędzią sprawiedliwym? Czyli katolicyzm jasełkowo-Pękalowy znowu, teologkatolicki.blogspot.com: https://teologkatolicki.blogspot.com/2021/04/czy-bog-jest-sedzia-sprawiedliwym-czyli.html [dostęp: 31 VII 2021].

 

 

[2] Do obejrzenia pod następującym linkiem: https://www.youtube.com/watch?v=_ICADxr8hFM [dostęp 31 VII 2021].

 

 

[3] Ta kwestia była już niejednokrotnie poruszana na Myśli Konserwatywnej, na przykład w kontekście istnienia współczesnych monarchii fasadowych: M. Śrama, Monarchia fasadowa, myslkonserwatywna.pl: https://myslkonserwatywna.pl/srama-monarchia-fasadowa/ [dostęp: 1 VIII 2021].

 

 

[4] Zob. np. A. Zięba, Konstytucjonalizm w państwach anglosaskich, Kraków 2003, s. 20, 90.  Pomijam tutaj oczywiście inne znaczenie słowa konstytucja, a mianowicie: w czasach I Rzeczypospolitej synonim używanego dzisiaj słowa ustawa.

 

 

[5] J. Bartyzel, Zasady sukcesji Korony podług praw fundamentalnych Królestwa Francji, legitymizm.org: http://www.legitymizm.org/zasady-sukcesji-korony [dostęp: 31 VII 2021].

 

 

[6] J.J. Rousseau, Umowa społeczna, Kęty 2007, s. 33.

 

 

[7] M. Kozielewicz, Absolutyzm nie istniał, myslkonserwatywna.pl: https://myslkonserwatywna.pl/kozielewicz-absolutyzm-nie-istnial/ [dostęp: 31 VII 2021].

 

 

[8] M. Mosakowski, P. Kossakowski, Francuska szlachta liberalna a rewolucja, Gdańsk 2020, s. 10-11.​

 

 

[9] Zob. R. Koselleck, Krytyka i kryzys. Studium patogenezy świata mieszczańskiego, red. nauk. M. Moskalewicz, przeł. J. Duraj, M. Moskalewicz, Warszawa 2015.

 

 

[10] Cytat podany po raz pierwszy pod koniec XVIII wieku: C. D. Erhard, Betrachtungen über Leopolds des Weisen Gesetzgebung in Toscana, Frankfurt 1791, s. 30.

 

 

[11] J. Touchard, Histoire des Idées politiques, Paris 1959, s. 342.

 

 

[12] św. Tomasz, O królowaniu,  Kraków 2006, s. 69, zob. też: J. Bartyzel, Magisterium Kościoła a problem tyranobójstwa, ,,Societas et Ius” 2017, nr 6, s. 7-23.

 

 

[13] Jan Adam II, Państwo w trzecim tysiącleciu, przeł. J. F. Tarnówka, Kraków 2011.

 

 

[14] J. Ch. Parthenay, Dzieje panowania Fryderyka Augusta II króla polskiego, Warszawa 1854, s. 67.

 

 

[15] Przykłady na to, że tak nie było można znaleźć w szeregu opracowań (w zasadzie w każdym opracowaniu historycznym, w którym cytowany jest jakikolwiek dokument poza preambułą do Konstytucji 3 maja). Takowe dokumenty można przeczytać także w internecie, np. tutaj (dwa pierwsze przykłady z czasów Augusta II, trzeci z czasów Jana Kazimierza): https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/332277/edition/314020/content?format_id=1 ; http://starodruki.ihuw.pl/stWeb/single/238/ ; http://starodruki.ihuw.pl/stWeb/single/202/   [dostęp: 31 VII 2021].

 

 

[16] Leon XIII, Diuturnum illud, cytat za: abp. M. Lefebvre, Oni jego zdetronizowali. Od liberalizmu do apostazji. Tragedia soborowa, Warszawa 1997, s. 55.

 

 

[17] M. Roeske, Czy władza polityczna pochodzi od Boga?, szkolateologii.dominikanie.pl: https://www.szkolateologii.dominikanie.pl/quolibet/czy-wladza-polityczna-pochodzi-od-boga-czy-od-ludzi/ [dostęp: 1 VIII 2021].

 

 

[18]A.de Guevara, Zegar monarchów, Wilno 1783, s. 169.

 

 

[19] S. kard. Wyszyński, Prymat człowieka w ładzie społecznym, Londyn 1976, s. 234.

 

 

[20] G. Himmelfarb, Drogi do nowoczesności. Brytyjskie, francuskie i amerykańskie oświecenia, Warszawa 2018, s. 215.

 

 

[21] Ibidem.

 

 

[22] Zob. np. M. Pencuła, Religia i Chrześcijaństwo w ujęciu Bogusława Wolniewicza, ,,Edukacja Filozoficzna” 2017, nr 64, s. 7-37.

 

 

[23] ks. G. Grodziski, Homilia na uroczystość Objawienia Pańskiegohttps://saint-eugene.net/les-homelies-de-labbe-gabriel-grodziski/ [dostęp: 1 VIII 2021].

 

 

[24] S. Grodziski, Franciszek Józef I,Wrocław 2006, s. 25.

 

 

[25] S. Dali, Manifest monarchistyczny, przeł. Jovanović Jovan, myslkonserwatywn: https://myslkonserwatywna.pl/manifest-monarchistyczny-salvadora-dali/ [dostęp: 1 VIII 2021].

 

 

[26] D. de Saavedra Fajardo, Prince chrestien et politique, Paris 1668/Amsterdam 1670, t. II, s. 200.

 

 

[27] J. Bodin, Sześć ksiąg o Rzeczypospolitej, przeł. Z. Izdebski, Warszawa 1958.

 

 

[28] J. Bartyzel, Wielka schizma zachodnia, legitymizm.org: http://www.legitymizm.org/ebp-wielka-schizma-zachodnia [dostęp: 1 VIII 2021].

 

 

Kategoria: Marcin Śrama, Myśl, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: