Nawrot: Jaką politykę zagraniczną prowadzimy, a jaką politykę prowadzić winniśmy. Kilka uwag o polityce zagranicznej Prawa i Sprawiedliwości.

| 15 czerwca 2021 | 1 Komentarz

Nie po to jest na wygnaniu rząd polski, aby wymadlać u Stanów Zjednoczonych sojusz z Polską czy obronę Polski. Metody wymadlania czy wyżebrywania czegokolwiek w stosunkach międzynarodowych do niczego, prócz do własnej deprecjacji, nie prowadzą. Rząd polski na wygnaniu może być kontrahentem Stanów Zjednoczonych, jeśli kiedykolwiek Stany Zjednoczone zechcą zmienić swoją dotychczasową politykę i  zwrócą się do narodu polskiego z  propozycją współpracy lojalnej i uczciwej. Rząd polski może być bowiem tylko kontrahentem, a nigdy ani żebrakiem ani agentem.’’

Stanisław Cat-Mackiewicz, ,,Ameryka a Polska’’, ze zbioru ,,Chciałbym przekrzyczeć kurtynę żelazną’’

 

Gdyby porównać politykę zagraniczną Prawa i Sprawiedliwości do pianisty to artysta ten mając do dyspozycji wiele pianin, uparł się na jeden instrument, pozostałe traktując po macoszemu. Takie zachowanie jest oczywiście zupełnie błędne i zasługuje na krytykę. Przy takiej ocenie celem moim będzie zaproponowanie planu alternatywnego.

Diagnoza

Polityka zagraniczna Prawa i Sprawiedliwości skupia się na relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, chcemy być głównym rzecznikiem tego światowego mocarstwa w Europie. Nie ma co ukrywać, że obranie kierunku transatlantyckiego cieszy się dużym poparciem społecznym wśród ogółu obywateli. Oczywiście nie jest to żaden poważny argument (przynajmniej dla mnie), niemniej jest on podawany jako jeden z powodów takiej, a nie innej polityki rządu.

Oczywiście, jest to absolutnie błędny kierunek, któremu zaprzecza obecny układ sił. Po 2008 roku Stany Zjednoczone wyraźnie osłabły i nie są już jedynym globalnym hegemonem – jak było w latach 1991-2008. Pojawił się nowy, rosnący w siłę gracz, którzy rzucił wyzwanie dotychczasowemu liderowi. Chiny, bo o nich mowa, przeżyły niebywały wprost wzrost sił i na dodatek pierwszy raz w swojej historii wykazują zainteresowanie Polską. Negowanie ich siły, rosnącej pozycji i wybranie tylko jednego sojusznika, któremu się podporządkowujemy, jest krótkowzroczne.

Rosja w tym czasie przeszła prawdziwą transformację wojskową; dysponuje o wiele liczniejszą, sprawniejszą i nowocześniejszą armią, niż kiedyś. Na dodatek siły zbrojne Federacji Rosyjskiej nieustannie ćwiczą się na terenie Syrii i Ukrainy. Wydaje się, że Prawo i Sprawiedliwość mentalnie nie obudziło się z euforii „końca historii”, spowodowanej upadkiem ZSRS. Obecna polityka zagraniczna naszego kraju jest oparta na życzeniach i marzeniach o silnym i jedynym, światowym liderze zwanym S­­tanami Zjednoczonymi. Ten okres już przeminął, natomiast wchodzimy w okres policentryzacji świata i musimy się, jako państwo, do tego politycznie ustosunkować i znaleźć swoje miejsce w tej układance. Trzeba umieć grać na wielu pianinach jednocześnie, a nierobienie tego jest podstawowym błędem założycielskim polityki zagranicznejPrawa i Sprawiedliwości.

Zamiast mieć wiele wektorów, mamy tylko jeden.

Cechą tej polityki jest niestety również hipokryzja, wielokrotnie przed 2015 rokiem Prawo i Sprawiedliwość mówiło o wstawaniu z kolan, a w praktyce ,,zmieniliśmy tylko klęczniki’’. W wymiarze symbolicznym ukazują to takie sytuacje jak Pan Wiceprezydent Mike Pence ogłaszający, że Polska nie wprowadzi podatku cyfrowego, występowanie na wspólnej konferencji prasowej przez Ambasador Stanów Zjednoczonych i Prezydenta Andrzeja Dudę, a także niesławne podpisywanie dokumentów na skraju biurka Prezydenta Donalda Trumpa.

Ustawianie się roli quasi-agenta jest szczytem nonsensu i jest przede wszystkim nieskuteczne. Polska jest wtedy traktowana jak ta wierna żona, która męża wracającego od kochanki przyjmuje bez słowa skargi na jego haniebne zachowanie. Kogoś takiego się nie szanuje, a Stany Zjednoczone będąc absolutnie pewnym sojuszu, nie starają się o nasze względy. Należy pamiętać, że USA nas potrzebuje, bo Polska jest gwarantem niepodległości państw bałtyckich. Bez nas nie ma efektywnej pomocy tym krajom w razie konfliktu. Nieudzielenie pomocy wojskowej krajom NATO w obliczu agresji, wywołałoby kryzys zaufania co do realnej wartości tej organizacji. Oczywiście Polska, w planach amerykańskich, ma również odgrywać rolę ,,drutu kolczastego’’, kaleczącego w razie potrzeby Rosję. Tej roli i tej polityki nie możemy w żadnym wypadku akceptować, zgoda na taką rolę sprowadza nad do zależności podobnej do tej, jaką miał PRL względem Związku Sowieckiego.

Panaceum

Polityka Prawa i Sprawiedliwości jest błędna i powinniśmy dążyć do jej przeobrażenia. Przede wszystkim winniśmy odejść od trzymania się kurczowego jednego partnera i położyć nacisk na dywersyfikację naszych relacji międzynarodowych. W polityce nie ma przyjaciół, są tylko interesy i jeśli nowy partner będzie je lepiej realizował, powinniśmy się rozstać z poprzednim bez żalu i gniewu.

Ważnym zadaniem winno być położenie znacznie większego nacisku na relację z Europą Środkowo-Wschodnią oraz z Niemcami i Rosją. Prowokowanie naszych silniejszych sąsiadów (szczególnie wschodniego) jest w najwyższym stopniu nieroztropne, musimy dążyć do polepszenia stosunków z nimi i w miarę możliwości tajnie popierać Ukrainę i inne kraje opierające się Rosji.

Kolejnym ważnym zadaniem powinno być dążenie do nawiązania silniejszych relacji z Chinami – na czym możemy skorzystać w dwójnasób. Po pierwsze Chiny chcą stworzyć Nowy Jedwabny Szlak, który ma przebiegać przez nasz kraj. To jest ogromna geopolityczna szansa dla Polski, polegająca na przełamaniu dominacji gospodarczej krajów atlantyckich i wzbogaceniu się na tranzycie. Skorzystalibyśmy, w końcu, na naszym sworzniowym położeniu. Po drugie, Chiny znakomicie mogą się nam przysłużyć w „subtelnym” wywieraniu nacisku na Stany Zjednoczone, które rywalizują z Państwem Środka. W ten sposób odeszlibyśmy od roli klienta Stanów Zjednoczonych i moglibyśmy czerpać korzyści od obu mocarstw. Jak to mówi mądre polskie powiedzenie: ,,pokorne ciele dwie matki ssie’’. Żonglowanie kontaktami z jednym i drugim kontrahentem to trudna, ale zwykle bardzo owocna umiejętność.

Prześledźmy teraz prawdopodobny i przykładowy scenariusz przyszłej polityki i interesów Stanów Zjednoczonych Ameryki i Polski.

Dla USA głównym wrogiem są Chiny, dla nas – Rosja. Nie można więc wykluczyć, że Stany stworzą kiedyś sojusz z Rosją, aby zagrozić Chinom. Taka sytuacja będzie stwarzała bezpośrednie niebezpieczeństwo dla Rzeczypospolitej i nie możemy takiej polityki akceptować. Jeśli kiedykolwiek dojdzie do kolejnej wojny światowej, to naszym największym pragnieniem państwowym stanie się porażka Rosji i jej możliwie największe rozczłonkowanie. Orędownikiem takiego planu był już w XX wieku Adolf Maria Bocheński. Polska nie jest niestety w stanie dokonać tego sama, zatem potrzebna w tym celu będzie koalicja państw. Stany Zjednoczone nie mają z Rosją zadrażnień terytorialnych (i może ich potencjalnie połączyć wspólny wróg), natomiast Chiny miały takowe w swojej historii. W latach 60’ doszło do wielu potyczek rosyjsko-sowieckich, a Chiny nie pogodziły się z oddaniem Syberii Rosji na podstawie traktatów nerczyńskich. Nie twierdzę, że Chiny muszą dokonać jakiejś formy aneksji Syberii, ale nie można też tego wykluczyć. Byłoby to bardzo korzystne dla Polski, natomiast Stany Zjednoczone nie byłyby z tego zadowolone (ze względu na to, że byłby to czynnik wzmacniający Chiny). Z powodu bogactwa surowców mineralnych, a także ich roli w gospodarce Rosji podbicie tych terenów przez Chińczyków stanowiłoby cios dla tego kraju. Tak skrajna sytuacja miała by zapewne miejsce po ewentualnej wojnie, ale istnieje jak widać, potencjalnie korzystna dla Polski porażka Stanów i zwycięstwo Chin. Przedstawiony przeze mnie scenariusz to tylko jeden z możliwych wariantów, ale pamiętajmy, że nie ma tylko jednej opcji sojuszu politycznego a zwycięstwo Stanów, ręka w rękę z Rosją, może być dla Polski katastrofą narodową.

Wracając do współczesności pamiętajmy, że Chiny mają kapitał i chcą go u nas zainwestować, z kolei Stany jakoś nie wykazują specjalnej woli ku temu. Prezydent Donald Trump kazał amerykańskim przedsiębiorstwom przenosić interesy z Chin do Stanów. Bardzo dobrze byłoby ich zachęcać, aby lokowali je w jakiejś części do Polski, ale tego nasza dyplomacja albo nie robi, albo nie udaje jej się to. Trzeba mieć w Waszyngtonie odpowiednią siłę przebicia, a można to uzyskać tylko poprzez pokazanie, że jeśli Stany nie pójdą nam częściowo na rękę, to przyjdą Chiny i chętnie zwiążą się z Polską.

Po czterech latach rządów PiS, możemy odczuwać niedosyt – niewielka obecność wojsk amerykańskich (dodajmy przy zachodniej granicy), niezbyt liczne kontrakty zbrojeniowe i gazowe to stanowczo za mało. Traktowanie ,,zniesienia wiz’’ jako sukcesu nie jest nim w rzeczywistości. Z drugiej strony konflikty z Unią Europejską są w najwyższym stopniu niepotrzebne, kwestie tak zupełnie nieistotne, jak sędziowie czy praworządność, nie powinny być przedmiotem sporu. Potencjalne zyski mają się niewspółmiernie do strat, które może nam przynieść konflikt z Unią. Tak wygląda praktyka polityki zagranicznej Prawa i Sprawiedliwości w pewnej najogólniejszej syntezie, teraz czas na analizę teorii.

Odnosi się wrażenie, że rząd nie ma szerszego planu i filozofii prowadzenia polityki zagranicznej. Dominuje chaos, i to pomimo wykonania dużych prac koncepcyjnych w trakcie kampanii wyborczej. Program tej partii zawiera wiele diagnoz i sformułowań (na poziomie ogólnym), ale niewiele mają one wspólnego z rzeczywistością. Postawione jest tam sześć tez dla polskiej polityki zagranicznej: 1. Zerwanie z klientelizmem; 2. Polska czerpie swoją siłę z potencjału regionu Europy Środkowej i Wschodniej; 3. Polska dysponuje potencjałem do prowadzenia polityki międzynarodowej obecności; 4. Polska powinna być promotorem wartości w środowisku międzynarodowym; 5. obowiązkiem Polski jest dbałość o pozytywny obraz państwa w środowisku międzynarodowym; 6. wzmacnianie obecności Polski w Sojuszu Północnoatlantyckim.

Pierwsze założenie jest nierealizowane, co było już udowadniane, drugie jest prawdziwe, brak jednak realnych sukcesów w tym zakresie poza spotkaniami przywódców państw tego rejonu; trzecie jest również słuszne, ale jego obecność kończy się na papierze. Czwarte i piąte są propagandą i tylko małym dodatkiem dla prawdziwej polityki zagranicznej. Należy pamiętać, że wartości nie mają dużego znaczenia w polityce międzynarodowej. Powoływanie się na wartości to tylko frazes, którego minister może używać do osiągnięcia określonego celu, i o ile sam w niego nie wierzy. Punkt szósty jest zbudowany od samego początku na życzeniach, bo NATO nie ma realnych sił, aby zatrzymać Rosję w razie pełnoskalowego konfliktu na flance wschodniej. Twierdzenie, że takie możliwości są zachowane pada w tym programie, co jest nieprawdą.

Na sam koniec chciałbym przedstawić krótką wypowiedź Jana Parysa dla radia WNET, który był szefem Gabinetu Politycznego Ministra Witolda Waszczykowskiego, który jak w soczewce pokazuje szkodliwy sposób myślenia obecnej ekipy rządzącej: ,,Nie może być tak, że my będziemy się uśmiechać do Stanów Zjednoczonych, kooperować z nimi militarnie, a jednocześnie będziemy na boku robić jakieś lewe interesy i sprowadzać chińską technologię w dziedzinie informatyki, co podważa nasze zaufanie do nas ze strony Stanów Zjednoczonych […..] Nie możemy siedzieć okrakiem’’. Właśnie taką politykę musimy prowadzić jako państwo graniczne, gdzie ścierają się interesy mocarstw. Trzeba umieć balansować, jak próbuje to robić Pan Prezydent Aleksander Łukaszenka, aby w sytuacji krytycznej nie być skazanym na jednego sojusznika, a móc opierać się na najkorzystniejszym w danej sytuacji partnerze. Nie możemy powtórzyć błędów naszych przodków, którzy oparli swoje bezpieczeństwo na ,,sojuszu’’ z państwami zachodnimi i zapłaciliśmy za to pięćdziesięcioletnią niewolą. Udowodnijmy w końcu, że powiedzenie ,,Polak mądry po szkodzie’’ nie jest najzupełniej fałszywe i bądźmy wreszcie mądrzy po tragediach, których dostarczyła nam historia.

 

Jakub Nawrot

 

Kategoria: Polityka, Publicystyka

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Republikanin pisze:

    Bardzo dobry artykuł, jednak pozwolę sobie wyrazić inną opinię: Głównym wrogiem Polski są Niemcy, a nie Rosja. Niemcy nami pogardzają totalnie, wszyscy, od kanclerza do menela, uważają nas za podludzi, a Polskę za "land" Niemiec. Rosjanie – zwykli ludzie, traktują nas obojętnie, a nawet, przynajmniej kiedyś, z szacunkiem. Jedynie rosyjscy politycy nas nie lubią, ale może nie lubią tylko naszych polityków? Proszę poczytać sobie pisma Romana Dmowskiego, jest to tam szczegółowo wyjasnione i uzasadnione.

    Warto także przypomnieć sobie z historii, ilu Polaków zrobiło kariery w przedrewolucyjnej Rosji, a ilu w Prusach, a potem w Niemczech. Jako jawni Polacy, a nie zasymilowani, "polskiego pochodzenia"?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: