Danek: Ustrój angielski

| 8 sierpnia 2021 | 0 Komentarzy

Śmierć księcia Filipa, męża Elżbiety II, została w Polsce przyjęta z trudnym do wytłumaczenia żalem. Chyba najżywiej zareagowali na nią odbiorcy o konserwatywnej wrażliwości. Czyli ostatni, których powinien ten fakt obchodzić.

Mówią: odszedł jeden z symboli starego świata, żywa pamiątka po nim. No cóż, jeśli stuletni staruszek był jednym z symboli – to jednym z symboli Uzurpacji, która (sięgnijmy pamięcią nieco dalej, niż sto lat wstecz) obaliła w Anglii katolicką dynastię Stuartów. Symbolem przyżenionym, a sam groteskowy tytuł „księcia-małżonka” też dobrze symbolizował patchworkowy charakter monarchii hanowerskich świniopasów.

Ale – twierdzą niektórzy – nawet i w samej brytyjskiej monarchii powinniśmy widzieć symbol starego świata, bo co by o niej nie mówić, zachowuje ciągłość ustrojową od tamtych czasów. Okoliczność ta dowodzi jednak tylko tego, że Wielka Brytania jest korzeniem zła. To naśladowanie ustroju angielskiego zniszczyło monarchię i konserwatywny porządek polityczny na kontynencie. Uznanie suwerenności parlamentu; ogłoszenie, że „król nie może działać sam”; odebranie monarsze wszystkich prerogatyw, by przenieść je na premiera; rząd wyłaniany przez parlament, i to nie cały, tylko przez izbę niższą pochodzącą z wyborów powszechnych i bezpośrednich; odebranie kompetencji i nawet prawa weta izbie wyższej nie pochodzącej z wyborów; ścisłe upartyjnienie stanowiska premiera przez przyjęcie, że król na szefa rządu musi wyznaczyć przewodniczącego partii, która wygrała wybory – zasady ustroju angielskiego to katalog konserwatywnych antywartości. Nigdy dość powtarzania, że to, co Nicolas Gómez Dávila nazywał Alteuropą zniszczyła polityczna anglofilia.

Ustrój angielski ma tylko jedną bardzo pozytywną cechę: Wielka Brytania nie posiada konstytucji w nowoczesnym rozumieniu tego słowa – tzw. konstytucji w znaczeniu formalnym.

Fakt, że w ogóle mówi się o jakiejś „konstytucji formalnej” świadczy o dewaluacji, jakiej przez ostatnie dwa stulecia uległo pojęcie konstytucji. Konstytucja rozumiana tradycyjnie oznacza po prostu kształt ustrojowy, czyli zasady porządku politycznego. Zamiast powtarzać co roku w maju ahistoryczne banały o Polsce jako „pierwszym państwie w Europie, które przyjęło konstytucję”, pamiętajmy więc lepiej, iż Polska miała własną konstytucję wieki przed nieszczęsną ustawą majową, która tradycyjną polską konstytucję właśnie niszczyła, a poza tym doprowadziła do tragedii drugiego rozbioru. Kiedy w latach 1800-1802 filozof Georg Wilhelm Friedrich Hegel pisał swoją rozprawę przełożoną współcześnie na polski pod tytułem „Ustrój Niemiec”, zaciekle krytykował w niej właśnie tradycyjną niemiecką konstytucję, to jest konstytucję Świętego Cesarstwa Rzymskiego. (W oryginale praca ta nazywa się „Die Verfassung Deutschlands”, co znaczy dokładnie „Konstytucja Niemiec”.).

Ustrój państwa powinien mieć charakter organiczny, tzn. zasady porządku politycznego powinny być zawarte w nim samym, a nie w jakiejś kartce. W dawnym języku nauk przyrodniczych mówiono o „ustroju biologicznym” organizmu lub nawet o jego „konstytucji biologicznej”. Na konstytucję w jej starszej odmianie składają się niepisane zasady ustrojowe, jak w Wielkiej Brytanii. W odmianie nowszej zasady składające się na konstytucję rozproszone są w wielu aktach prawa. O państwach, które zachowały tradycyjną postać konstytucji mówi się dzisiaj, że posiadają konstytucję „w znaczeniu materialnym”. W epoce nowoczesnej do państw takich należały m. in. Austro-Węgry z ich „konstytucją grudniową” (Dezemberverfassung), której korpus tworzyło kilka różnych ustaw przyjętych w grudniu 1867 r.

Wprowadzenie konstytucji „w znaczeniu formalnym” zawsze wynikało z dążenia do racjonalizacji ustroju. Tymczasem im więcej w ustroju racjonalizmu, tym mniej mądrości – bo mądrość kształtuje się przez praktykę, nie przepisami, a to wymaga długiego doświadczenia historycznego i nie daje się zadekretować w jednym momencie. Im więcej racjonalizmu w ustroju, tym bardziej państwo staje się sztucznym projektem i traci organiczny charakter. Bo życie organizmu jest spontaniczne i nigdy do końca racjonalne.

Liberałowie lubią pomstować na biurokrację, ale liberalizm i biurokratyzm mają wspólną cechę – kult ustawy. Wynosi on legislację, przepisy i paragrafy do rangi najwyższego czy wręcz jedynego czynnika porządkującego życie zbiorowe. Swój szczytowy wyraz kult ustawy znajduje w kulcie konstytucji. Ten ostatni dochodzi do absurdu, przedstawiając kartkę jako źródło życia zbiorowego. „To jest twoja umowa społeczna!” – mówił do mnie kiedyś znajomy socjaldemokrata, wymachując egzemplarzem konstytucji z 1997 r. Konstytucja „formalna” przeradza się – dosłownie – w laicki totem, w demokratyczną alternatywę dla Biblii, w parodię Pisma Świętego. Przejawiało się to wyraźnie również podczas wydarzeń ostatnich lat w Polsce.

Normalniejsza i zdrowsza jest zatem sytuacja, w której państwo nie posiada konstytucji „w znaczeniu formalnym” i zasady ustrojowe składające się na jego konstytucję zawarte są w samej organizacji państwa, a nie na paru kartkach. Jeżeli jednak korpus konstytucji danego kraju tworzy grupa ustaw (co miało miejsce i w Rzeczypospolitej przed ogłoszeniem konstytucji 3 maja), mogę mieć one rangę i moc podwyższoną w stosunku do ustaw zwykłych, jak „ustawy organiczne” we Francji.

Krytyk mógłby stwierdzić, iż istnienie konstytucji „w znaczeniu materialnym” jest możliwe tylko w warunkach długotrwałej ciągłości bytu państwowego, więc konstytucja „materialna” mogła funkcjonować wyłącznie w takich krajach, jak Anglia, Francja czy Austria, ale nie w większości państw świata, składającej się ze stosunkowo młodych organizmów państwowych Ameryki, Afryki i Azji, które powstały dopiero w epoce nowoczesnej. Nie jest to jednak prawdą, ponieważ w krajach postkolonialnych do ustroju można (a właściwie: trzeba) włączyć tradycje i wzorce państw istniejących na ich terytoriach w czasach przedkolonialnych, a nawet przedpaństwowych tubylczych wspólnot politycznych, jak również wzorce pochodzące z epoki kolonialnej. Ciągłość ustrojowa jest więc możliwa także w takich państwach i rzeczywiście ma tam miejsce, jak pokazał to Artur Ławniczak na przykładzie Ameryki Łacińskiej (1).

Konstytucja w tradycyjnej postaci jest zdecydowanie dobrą stroną ustroju brytyjskiego. Chyba jedyną. Ale ta jedna pozytywna cecha to żaden powód, by darzyć sympatią Wielką Brytanię. Słusznie znienawidzona przez konserwatystów III Republika francuska też miała konstytucję „w znaczeniu materialnym” (2), nie miała zaś konstytucji „w znaczeniu formalnym” – i co z tego? A nawet III Republika odegrała w historii mniej szkodliwą rolę, niż perfidny Albion.

 

Adam Danek

1. Artur Ławniczak, Ustroje polityczne państw latynoamerykańskich, Wrocław 2008.

2. Tworzyły ją trzy ustawy przyjęte przez francuski parlament w 1875 r.: „o organizacji Senatu”, „o organizacji władz publicznych” i „o stosunkach między władzami publicznymi”.

Kategoria: Adam Danek, Myśl, Polityka, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: