banner ad

Danek: Głębie milczenia

| 21 czerwca 2022 | 0 Komentarzy

Drugie z Przykazań w popularnej, skrótowej wersji mówi: „Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno”. Tymczasem ileż razy słowo „Bóg” powtarza się w naszych codziennych rozmowach, przysłowiach, powiedzonkach, wykrzyknikach, frazesach, ba, nawet w żartach? Niekiedy (w praktyce chyba rzadko) pamięta się, że naruszenie drugiego Przykazania skutkuje grzechem, ale uchodzi on za jedno z błahszych przewinień, nieporównywalne do łamania Przykazań od piątego do dziesiątego, normujących sferę relacji międzyludzkich. A przecież drugie Przykazanie należy do tej części Dekalogu, która normuje relacje człowieka z Absolutem. Czyżby Ten, co ustanowił Przykazania, niżej stał w naszych sercach od podobnego nam samym ludzkiego pyłu?

W istocie przekroczenie drugiego Przykazania winno budzić trwogę nie mniejszą, niż postąpienie wbrew regule „Nie zabijaj” czy „Nie cudzołóż”. Odmienny pogląd wyrastać może wyłącznie z atmosfery świata ponowożytnego, w którym nawet katolicy i nawet osoby, powierzchownie rzecz biorąc, religijne postrzegają rzeczywistość i myślą o niej w sposób coraz bardziej zlaicyzowany – czego modernistyczni socjolodzy nie omieszkali z triumfem obwieścić jako „odczarowania świata” lub „zmierzchu myślenia mitycznego”. Od czasu wielkiego sporu filozoficznego między realizmem pojęciowym a nominalizmem u schyłku średniowiecza, zakończonego praktycznym zwycięstwem drugiego nad pierwszym, stopniowo upowszechniał się pogląd o zasadniczej różności języka od świata realnego: nazwy bytów są dowolnie wymyślane i nadawane przez człowieka, więc nie są szczególnie ważne. Wcześniej, począwszy od kultur archaicznych, nawet jeśli ich społeczności nie posługiwały się wyrafinowanymi pojęciami filozoficznymi, aż po epokę średniowiecznych spekulacji, z pokolenia na pokolenie przekazywano wiedzę o jedności języka i świata. Nazwa każdego bytu stanowi jego integralną, nierozdzielną część i nie pochodzi od człowieka, a imię to specyficzna odmiana nazwy. Innymi słowy, kto wymawia imię danej istoty, porusza ją i przyzywa, przyciąga do siebie; dotyczy to także najwyższej z istot. To dlatego niegdyś bano się rozmawiać o diable, a nawet wypowiadać jego imię. Człowiek tradycyjny doskonale zdawał sobie sprawę, że imiona mają moc. Jakąż tedy moc musi posiadać „Imię, które jest ponad wszelkie imię”?

„Przez wezwanie imienia Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego przez Poncjusza Piłata, odgrodzone jest odstępstwo od ludzi i gdziekolwiek ktoś spośród wierzących w niego i spełniających jego wolę wezwałby je, on przybędzie i wypełni prośby tych, którzy z czystym sercem go wzywają.” – uczy strażnik pierwszej kościelnej ortodoksji, św. Ireneusz z Lyonu (130/140-200). (1). Imię Pańskie posiada więc ogromną moc, zbyt wielką, by wymawiać je kiedy indziej, niż w szczególnych i do tego przeznaczonych chwilach, to jest w modlitwach, formułach obrzędowych lub podczas lektury świętych tekstów. Poza takimi chwilami, najlepiej poprzedzonymi rytuałem duchowego oczyszczenia, właściwie nie powinno się wypowiadać Imienia, ponieważ pociągałoby to za sobą ryzyko świętokradztwa. Na ogół zapominamy bowiem, jak naprawdę brzmi drugie z Przykazań, objawionych w biblijnej Księdze Wyjścia: „Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, gdyż Pan nie pozostawi bezkarnie tego, który wzywa Jego imienia do czczych rzeczy.” (Wj 20, 7). Przestroga zostaje potem ponowiona w Księdze Powtórzonego Prawa, w identycznym brzmieniu: „Nie będziesz brał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, bo nie dozwoli Pan, by pozostał bezkarny ten, kto bierze Jego imię do czczych rzeczy.” (Pwt 5, 11).

Świadomość tej prawdy towarzyszyła rodzajowi ludzkiemu od zarania jego dziejów, zapewne od momentu Objawienia pierwotnego. Już poganie, wyznawcy religii archaicznych, odczuwali lęk przed wypowiadaniem imion bóstw. Pogaństwo w dojrzałej postaci głębiej zrozumiało zasadność takiego postępowania. Jeden z jego najwybitniejszych przedstawicieli, neoplatonik Porfiriusz z Tyru (234-303/305), w swoim testamencie duchowym przekazał szereg zasad zaczerpniętych ze znacznie starszej tradycji pitagorejskiej, wskazujących liczne powody, dla których w sprawach boskich nie należy sobie pozwalać na lekkomyślne gadulstwo: „»Nie dziel ani swojego życia, ani rozmów o Bogu z człowiekiem, którego poglądów nie podzielasz«. »Mówienie o Bogu do słuchaczy zepsutych fałszywymi opiniami nie jest bezpieczne. Wypowiadanie prawdy lub fałszu o Bogu w ich obecności to ryzyko«. »Nie jest rzeczą stosowną dla człowieka nieoczyszczonego z aktów bezbożnych mówienie o Bogu«, tym bardziej nie powinniśmy zakładać, że słowo o nim, jeśli już dotrze do uszu niegodziwych, nie zostanie zbezczeszczone. To zatem, co należy czynić, to »mówić lub słuchać nauk o Bogu tak, jakby on był obecny«. »Dzieła podobające się Bogu wprowadzają do nauk na Jego temat« oraz »należy milczeć o Nim pośród tłumu«. Teologia bowiem nie da się dostosować do fałszywych mniemań duszy. »Uważaj, że lepiej jest zachować milczenie, niż wypowiedzieć o Bogu przypadkowe słowa«.” (2). Wśród wyznawców religii mojżeszowej – z których akurat pod tym względem wielu członków Kościoła mogłoby w pewnym sensie brać przykład – zakaz zapisywania i wypowiadania najświętszego Imienia po dziś dzień stanowi jedną z najsurowiej przestrzeganych reguł życia religijnego. W piśmie nigdy nie podaje się go w całości, np. powszechnie znana jest angielska forma zapisu G-d. W mowie zastępuje się je wyrażającymi cześć synonimami; najczęściej spotykane to biblijne Adonai i Elohim. Tradycja chrześcijańska również zna rozmaite tytuły i przymioty Najwyższego. Neoplatoński teolog Pseudo-Dionizy Areopagita (V/VI wiek), który napisał osobne dzieło zatytułowane „Imiona Boskie”, wylicza ich za Pismem Świętym aż trzydzieści jeden: „(…) natchnieni autorzy stosują wobec Boskiej Zwierzchności liczne imiona. I tak przedstawiają Ją jako: »Jestem, który jestem«, »życie«, »światło«, »Boga«, »prawdę«. Ci sami teologowie, znawcy boskiej mądrości, czczą Przyczynę wszystkiego takimi imionami, jak: dobry, piękny, mądry, umiłowany, Bóg bogów, Pan panów, »Święty świętych«, wiekuisty, Ten, który jest, i przyczyna wieków, a także źródło życia, »mądrość«, »intelekt«, słowo, wiedzący, pełnia wiedzy, przekraczająca wszystkie skarby uczoności, »moc«, wszechmocny i Król królów, najstarszy ze wszystkich dni, nie starzejący się i niezmienny, »zbawienie«, »sprawiedliwość«, uświęcenie, odkupienie, przekraczający wszystko swoim ogromem i objawiający się w szmerze łagodnego powiewu.” (3).

Pogłębiona religijność nakazywałaby więc – jakkolwiek paradoksalnie by to nie brzmiało – unikać wymawiania Imienia Pańskiego poza czasem modlitwy. Wiadomo z kolei, iż najgłębsze kontemplacje religijne dokonują się w ciszy. Cisza króluje w miejscach, których mieszkańcy w sztuce kontemplacji osiągnęli mistrzostwo – w klasztorach i pustelniach. Ponadto, milczenie zapadające przed lub po pojawieniu się wśród zgromadzonych szanowanej osoby od zawsze stanowi sposób oddania jej czci i okazania pokory. Nie przez przypadek w klasycznym rycie Mszy świętej po odśpiewaniu trishagionu (4) zapada cisza, nie mącona przez muzykę liturgiczną, śpiewy ani słowa głośnej modlitwy aż do końca Przeistoczenia – bo w tym właśnie momencie na ołtarz zstępuje sam Zbawiciel.

„Lecz Pan mieszka w świętym domu swoim,

Niechaj zamilknie przed Nim cała ziemia.”

– powiada prorok Habakuk (Ha 2, 20). Cisza jest najlepszym miejscem spotkania człowieka z jego Stwórcą – i w tym też miejscu zawsze znajdowali Go najżarliwsi wyznawcy. Przykładu dostarczają poetyckie modlitwy protestanckiego teologa i mistyka Gerharda Tersteegena (1679-1769):

 

„Panie, mów Ty sam

w ciszy najgłębszej

I ciemności do mnie”

 

„O, najwyższy majestacie, który cały wzniosły

W ciszy wiecznej mieszkasz i ciemnej świętości.”

 

„Bóg jest tu obecny

Wszystko niech w nas zmilknie” (5).

 

Nie-wypowiadalnego nie powinno się zatem tykać ludzkim językiem, a jeżeli, to z najwyższą ostrożnością. Droga do wyższej rzeczywistości wiedzie przez milczenie i ciszę. O randze współczesnego świata świadczy zaś fakt, iż do jego nieodłącznych cech należą hałas, krzykliwość i nie przywiązywanie wagi do wypowiadanych słów. Wszystko to wypływa w gruncie rzeczy z jednego źródła: jego braku pobożności.

 

Adam Danek

 

1. Ireneusz z Lyonu, Wykład nauki apostolskiej, przeł. ks. Wincenty Myszor, Kraków 1997, s. 96.

 

2. Porfiriusz z Tyru, List do Marcelli, przeł. Piotr Ashwin-Siejkowski, Kraków 2006, s. 45-47.

 

3. Pseudo-Dionizy Areopagita, Imiona Boskie, [w:] tenże, Pisma teologiczne, przeł. Maria Dzielska, Kraków 2005, s. 224-225.

 

4. Biblijna pieśń Serafinów: „Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały.” (Iz 6,3).

 

5. Cyt. za: Rudolf Otto, Świętość. Elementy irracjonalne w pojęciu bóstwa i ich stosunek do elementów racjonalnych, przeł. Bogdan Kupis, Warszawa 1999, s. 87-88.                

Kategoria: Adam Danek, Myśl, Publicystyka, Religia, Wiara

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: