banner ad

Brzozowski: Cieszcie się i radujcie!

| 6 lipca 2018 | 1 Komentarz

Jeszcze świeża adhortacja Papieża Franciszka zatytułowana GAUDETE ET EXSULTATE jest kolejnym spoiwem, które ukazuje sposób myślenia Franciszka i Jego spojrzenie na rzeczywistość – niezwykle praktyczne, pozbawione literackiego polotu oraz teologicznego, patetycznego języka. Jest zarazem pierwszym tekstem papieskim o tak dużym nagromadzeniu świętych – kanonizowanych i beatyfikowanych. I, co ciekawe, Ojciec Święty nie posłużył się w adhortacji żadnymi odniesieniami do biskupów europejskich – niewiadomo czy było to zabieg świadomy, ale z pewnością przenosi nas w myślenie bardziej o „peryferiach” Kościoła, aniżeli o „centralnej” Europie – podkreśla tym samym powszechność Kościoła Świętego.

 

Dokument „o powołaniu do świętości w świecie współczesnym” ma wieloraki charakter. Na początku w oczy rzuca się mnogość przykładów świętych, również takich, którzy mają swój ekumeniczny wymiar, jak np. bł. Marię Gabrielę Sagheddu, która ofiarowała swoje życie za jedność chrześcijan. Z resztą w punkcie 9 Papież podkreśla ekumeniczny charakter świętości, przywołując słowa Jana Pawła II „Świadectwo dawane Chrystusowi aż do przelania krwi, stało się wspólnym dziedzictwem zarówno katolików, jak prawosławnych, anglikanów i protestantów”. Co również istotne, świętych możemy odnaleźć również poza Kościołem: „Ale także poza Kościołem katolickim, w bardzo różnych środowiskach, Duch wzbudza znaki swojej obecności, które pomagają samym uczniom Chrystusa”. Świętość jest powszechna, bez względu na stan w jakim żyje człowiek. Świętość nie oznacza bezgrzeszności, co bardzo dobitnie podkreśla Papież w punkcie 22, gdzie ostrzega nas, aby nie „rozwodzić się nad szczegółami, ponieważ również w nich mogą występować błędy i upadki. Nie wszystko, co święty mówi, jest w pełni wierne Ewangelii, nie wszystko, co czyni, jest autentyczne i doskonałe”.

 

Franciszek zachęca nas również do dynamizmu, do działania, do budowania relacji, a nie oddzielania się od innych – co również jest kontynuacją Jego myśli od początku pontyfikatu – „Nie jest zdrowe miłowanie milczenia i unikanie spotkania z drugim, pragnienie odpoczynku i odrzucanie działalności, szukanie modlitwy i umniejszanie posługi”(26). Ten aktywizm musi się jednak wystrzegać wielu pokus: „Zaangażowanie pobudzane niepokojem, pychą, koniecznością pokazania się i panowania, z pewnością nie będzie uświęcające”(28).

 

Drugi rozdział papieskiego dokumentu jest ostrzeżeniem przed nowymi-starymi zagrożeniami: gnostycyzmem i pelagianizmem – coraz częściej spotykanymi w kręgach intelektualistów katolickich oraz tych, którzy poszukują swojej religijnej tożsamości. Te dwa zagrożenia urzekają  przede wszystkim „antropocentrycznym immantyzmem przebranym za prawdę  katolicką” (35). Gnostycyzm zakłada „wiarę zamkniętą w subiektywizmie, gdzie liczy się jedynie określone doświadczenie albo zbiór idei czy informacji, które – jak się sądzi – przynoszą otuchę i oświecenie, ale gdzie podmiot ostatecznie zostaje zamknięty w immanencji swojego własnego rozumu lub swoich uczuć” (36). Trzeba przyznać, że tendencje te zauważane są już w każdej przestrzeni – stajemy się społeczeństwem pełnym subiektywizmu, pełnym chęci do negocjacji prawd i tolerancji dla wszystkich uczuć i informacji, które wysyła naszego ego – nieświadomie staliśmy się niewolnikami tego co myślimy i przeżywamy. Wspomnieć należy tutaj słowa jednej z brytyjskich sióstr zakonnych: „Wiara jest stałym procesem odrzucania naszych obrazów i pojęć Boga, po to by Bóg mógł być tym, kim jest w swojej własnej rzeczywistości”. Dla wszystkich pewnych, że ich rozum i uczucia poznały Boga są to sława bolesne, tworzą niepewność, nakazują otworzyć się na coś nowego i odrzucić „obrazy i pojęcia”.

Tym bardziej wtedy, gdy zdajemy sobie sprawę, że „miarą doskonałości osób jest stopień ich miłości, a nie ilość zgromadzonych danych czy wiedzy” (37). „Często mamy do czynienia z niebezpiecznym zamętem: przekonaniem, że ponieważ wiemy coś lub możemy wyjaśnić to za pomocą pewnej logiki, jesteśmy już święci, doskonali, lepsi od „ciemnej masy” (45) – czy przypadkiem nie jest tak, że to właśnie nas – konserwatystów – dotyka najbardziej ta prawdę o niebezpiecznym zamęcie, który siejemy?

 

„Kiedy ktoś ma odpowiedzi na wszystkie pytania, pokazuje, że nie podąża właściwą drogą i możliwe, że jest fałszywym prorokiem, który używa religii dla własnej korzyści, w służbie swoich elukubracji psychologicznych i mentalnych. Bóg nas nieskończenie przerasta, zawsze jest zaskoczeniem i nie my decydujemy o tym, w jakich okolicznościach historycznych można Go spotkać, bo nie od nas zależy czas i miejsce, i sposób spotkania. Ten, kto chce, aby wszystko było jasne i pewne, usiłuje zapanować nad transcendencją Boga”(41).

 

Trafność i aktualność adhortacji, zwłaszcza w czasach kultu logiki, interpretacji Boga-Logos, zdaje się być jednym z kluczowych argumentów ku wsparciu pontyfikatu Franciszka – mimo wszelkich trudności, jakie przynosi nam interpretacja Jego słów i czynów. Szczególnie istotne przy tej interpretacji jest odrzucenie gnostycyzmu, ale również pelagianizmu , który chce umieści naszą wolę na pierwszym miejscu – „Osoby odpowiadające tej mentalności pelagiańskiej lub semipelagiańskiej, choć mówią o Bożej łasce w przesłodzonych  wystąpieniach, w ostateczności liczą tylko na własne siły i stawiają siebie wyżej od innych, ponieważ zachowują określone normy, albo ponieważ są niewzruszenie wierni pewnemu katolickiemu stylowi czasów minionych”(49).

 

Te ukłucie, ten ból, który odczuwa nasze ego, nasza fides et ratio, jest najprawdziwszym uznaniem własnych ograniczeń – co do osądu siebie, innych, a szczególnie władzy – politycznej i kościelnej. Dopiero z tej pokory może zrodzić się w nas szczęście i radości, które odrzucając herezje, stanowią podstawowy element miłości i miłosierdzia – otwierają nas na perspektywy, które są dalekie od naszych dotychczasowych pewników i fundamentów.

 

I zawsze musimy mieć na uwadze słowa św. Tomasza z Akwinu:

„To, co kochamy, mówi nam o tym, kim jesteśmy”

 

 

Franciszek Brzozowski

Kategoria: Franciszek Brzozowski, Publicystyka, Religia, Wiara

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Soplica pisze:

    Cieszcie się i radujcie! Tak, ale z czego? Wnikliwie obserwując obecne zmiany i tendencje KK jest to raczej radość z muzyki na Titanicu. Żadne słowa nie zmienią rzeczywistoci lecz czyny. Po tym co zobaczyłem w uroczystość 100 lecia objawień w Fatimie zrozumiałem że "idzie nowe", czy lepsze?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *