banner ad

Kubiński: Koniec świata Bułhakowa

| 20 grudnia 2018 | 0 Komentarzy

Przez wieki dominacji chrześcijaństwa w Europie zostaliśmy przyzwyczajeni do bardzo schematycznego myślenia o końcu świata. Przez to w cieniu ostatecznej apokalipsy bardzo często zapomina się o apokalipsach małych, indywidualnych i lokalnych, przypominających śmierć Ikara na obrazie Breugla. To właśnie jedna z nich zdarzyła się w grudniu 1918 roku w Kijowie, która w formie epickiej została opisana Michaił Bułhakow. Tragedia jego ojczystego miasta przełożono na język literatury w powieści Biała Gwardia. Z okazji stulecia tej małej, choć doniosłej katastrofy, zapraszam do lektury kilku szkiców poświęconych zagadnieniom powieści, a zwłaszcza jej tłu historycznemu.

Scena i scenografia

W zimie, jak w żadnym innym mieście na świecie, spokój przenikał ulice i zaułki górnego Miasta na wzgórzach, i Miasta dolnego, co się rozłożyło w zakolu zamarzniętego Dniepru, a cały ten pomruk maszyn uchodził do wnętrza gmachów, łagodniał, huczał dość głucho. Cała energia, którą Miasto nagromadziło w ciągu słonecznego i burzliwego lata, przemieniała się teraz w światło. Od czwartej po południu światło zapalało się w oknach, w kulach latarń elektrycznych, w latarniach gazowych, w latarniach z ognistymi numerami domów nad bramami i w wielkich głuchych oknach elektrowni, które nasuwały myśl o strasznej, czczej, elektrycznej przyszłości człowieka, w wielkich oknach, przez które widać było machiny nieustannie obracające swe oszalałe koła machiny, których dygot wstrząsał posadami ziemi. (1)

Biała Gwardia jest powieścią przesiąkniętą duchem Kijowa, dlatego można by krótko prześledzić historię tegoż miasta. Jego narodziny zlokalizować można mniej więcej w VI wieku po Chrystusie. Od dziewiątego wieku, kiedy to podboju miasta dokonał Książę Nowogrodu Wielkiego Oleg Mądry (846 – 912), miasto zaczęło pełnić coraz ważniejszą rolę, by w końcu zostać prawdziwym centrum państwa ruskiego. Funkcję tę pełniło aż do podupadnięcia w okresie jarzma tatarskiego, nie tracąc jednocześnie wartości duchowej.  Kijów to również symbol pierwszej Rusi, jeszcze nie ekspansywnej, tylko narodowej i względnie zamkniętej w sobie. Dopiero później miał przyjść czas zarówno na Trzeci Rzym – Moskwę, jak i na stolicę absolutystycznego Imperium – Petersburg. Profesor Andrzej Andrusiewicz pisze, że Stara Ruś Kijowska jest kluczem do zrozumienia Rusi Moskiewskiej, ta zaś ułatwia zrozumienie meandrów Rusi imperialnej, bez których znajomości trudno zgłębić istotę Związku Radzieckiego. (2). Kijów to źródło Rosji, jej początek i symbol. Przez wieki rosyjskiej państwowości to właśnie Kijów słusznie uchodził za ,,matkę ruskich miast". To właśnie kijowski Książę św. Włodzimierz Wielki (? – 1015) ochrzcił się, by dać początek państwu chrześcijańskiemu. To właśnie głęboka, ascetyczna religia prawosławna, wraz z dionizyjskim żywiołem słowiańszczyzny, szczególnie wpłynęła na ukształtowanie rosyjskiego ducha (tak przynajmniej twierdził Mikołaj Bierdiajew). Kijów to także zalążek rosyjskiej myśli teologicznej i filozoficznej. Już w poglądach władców tamtego okresu dostrzec można szczególnie egzystencjalny charakter prawosławia, a także pojawienie się problemów, które będą rozpalać dusze myślicieli przyszłych pokoleń. Za czasów księcia Jarosława Mądrego wzniesiono w Kijowie sobór św. Zofii, według słów współczesnego ,,dom Boży wielkiej świętej Mądrości” (po grecku sofia to mądrość – ważne pojęcie w filozofii antycznej, w chrześcijaństwie traktuje się ją jako Mądrość Bożą). […] Nieprzypadkowo rozmyślania o Sofii zajmują ważne miejsce w twórczości Władimira Sołowjowa, Siergieja Bułgakowa, Pawła Floreńskiego i innych rosyjskich filozofów religijnych. (3)

Oczywiście pierwsza wielka stolica Rosji nie została pozostawiona w spokoju. Kijów doświadczył wielu najazdów i okupacji: polskich, litewskich, tatarskich (co ciekawe, pierwsza obca okupacja Kijowa nastąpiła dokładnie 900 lat przed 1918 rokiem, a było to dziełem polskiego księcia Bolesława Chrobrego).  W XVII wieku miasto powróciło do Rosji, co zapoczątkowało okres stabilności trwający aż do początku wieku XX. Kiedy rozpoczęła się rewolucja lub, jak wolał mówić Anton Denikin (swoją drogą – jeden ze zdobywców miasta), rosyjska smuta, Kijów zmieniał swoich posiadaczy łącznie aż 14 razy.

Literacki Kijów to także obraz ojczyzny, a dom głównych bohaterów stanowi jego jądro, ostatnią ostoję. Warto także zauważyć, że kijowianinem był sam Bułhakow, który tworząc postaci, inspirował się osobami, z którymi zetknął się w trakcie swojego pobytu w mieście w roku 1918. Jego znajomość miasta pozwoliła mu także oddać klimat grodu, nad którym pieczę sprawował kamienny św. Włodzimierz, którego elektrycznie podświetlany krzyż stanowił stały element kosmosu. Nad nim rozgwieżdżone niebo wraz z Marsem i Wenus obrazuje zarówno harmonię, jak i wieczny konflikt, rozgrywający się także na ziemi. Autor szanował miasto do tego stopnia, że jego imię nie pojawia się w powieści ani razu.

Rosyjska wyspa i ukraińskie morze

Jeżeli chodzi o sprawy etniczne i kulturowe, Kijów stanowił wówczas prawdziwą wyspę, ponieważ był zdominowany przez Rosjan. Znajduje to zresztą odzwierciedlenie na kartach Białej Gwardii – znaczna większość bohaterów jest właśnie narodowości rosyjskiej. W centrum powieści znajduje się przede wszystkim inteligencka rodzina Turbinów, reszta bohaterów jest zazwyczaj mniej lub bardziej związana właśnie z nimi lub z ich wspólnym mieszkaniem. Aleksiej Turbin, l. 28 (alter ego pisarza) jest lekarzem, który po latach służby w szpitalu polowym powrócił do miasta zeszłej zimy. Jego młodsza o cztery lata siostra – Helena, to żona oficera armii hetmanatu – Andrieja Talberga. Jest jeszcze niespełna osiemnastoletni Nikołka – junkier  jednej z lokalnych szkół wojskowych, a także pomoc domowa Aniuta. Z ważniejszych postaci przez karty książki przewijają się ponadto porucznikowie Myszłajewski i Szerwiński (ten drugi otwarcie podkochujący się w Helenie) oraz podporucznik Stiepanow, zwany Karasiem. Ukraińcy to natomiast postaci przebywające raczej na obrzeżach akcji. Można w ich poczet zaliczyć chociażby rudobrodego ciecia napadającego na Nikołkę, sprzedającą mleko po zawyżonych cenach dziewczynę Jewdochę, czy dowądzących złowrogimi hordami zbliżających się do miasta petlurowców pułkowników Bołbotuna i Kozyra – Leszko.
            Naród ukraiński liczył wówczas około 32 mln ludzi, jednak przebudzenie jego tożsamości nie nastąpiło wówczas jeszcze w stopniu umożliwiającym wybicie się na niepodległość. Siły narodowe okazały się wystarczające, żeby przynajmniej podjąć walkę i dokonać próby wpłynięcia na losy swojego regionu. Już w wyniku rewolucji lutowej na Małej Rusi powstała zdominowana przez socjalistów i demokratów Ukraińska Centralna Rada, która po krótkim konflikcie uzyskała autonomię od Rządu Tymczasowego i rozpoczęła tzw. ukrainizację regionu i jego administracji. W dniach przewrotu październikowego UCR sięgnęła po całkowitą władzę zarówno na całej Ukrainie, jak i w mieście. Rada nie była jednak w stanie odpowiednio umocnić swojej władzy, już w pierwszych dniach samodzielnych rządów kontrolę nad wschodem kraju przejęła czerwona gwardia. W grudniu 1917 roku w Charkowie odbyły się Obrady Zjazdu Rad w Charkowie, w czasie którego oddano Ukrainę pod zwierzchnictwo Rady Komisarzy Ludowych z Petersburga. Jeszcze wcześniej utworzono komunistyczny rząd Ukrainy – Sekretariat Ludowy Ukraińskiej Republiki Robotniczo – Chłopskiej.

UCR nie była jednak w stanie dostatecznie umocnić swojej władzy oraz przeprowadzić skutecznych reform. Jej rządy oznaczały co prawda względną stabilizację, jednak do historii przeszły przede wszystkim pod znakiem krwawego stłumienia powstania rosyjskich robotników w połowie stycznia 1918 roku. O efektywności rządów Rady najlepiej świadczy fakt, że dopiero 9 (22) I 1918 r. zdecydowała się na deklarację niepodległości Ukraińskiej Republiki Ludowej. Już 13 dni później do Kijowa wkroczyli bolszewicy z Rosji centralnej pod dowództwem płk Michaiła Murawiewa (1880 – 1918), a UCR została zmuszona do ucieczki do Żytomierza. Opór przeciwko marszowi Czerwonej Gwardii był znikomy i kilka tysięcy uzbrojonych Rosjan – na jakiś czas – zdecydowało o losie Ukrainy. (4) Bolszewicy zaprowadzili porządek przy pomocy własnego terroru, tym razem już nie narodowego, a rewolucyjnego. Sytuacja ta nie potrwała jednak długo, ponieważ równocześnie UCR zawarła najpierw zawieszenie broni, a następnie pokój z państwami Cetralnymi (Rada szukała zagranicznego wsparcia już w 1917 roku, początkowo stawiając na Ententę i przyjmując sojusznicze wsparcie finansowe. Zgodzono się nawet na włączenie Ukrainy we francuską strefę wpływów. Dopiero w dalszych miesiącach doszło do zmiany orientacji.). Kiedy od analogicznej decyzji wstrzymywali się bolszewicy, Niemcy i Austro – Węgrzy rozpoczęli operację Faustschlag (Uderzenie Pięści). Na samą Ukrainę wkroczyło wówczas około pół miliona żołnierzy. Siły komunistów były zbyt słabe,  by postawić skuteczny opór, więc ograniczyły się do odwrotu bez podejmowania walki. Któregoś dnia jednak, w marcu, weszły do Miasta szare szeregi Niemców, Niemcy mieli na głowach rude metalowe miski, zabezpieczające ich przed szrapnelami, huzarzy zaś jechali w takich włochatych czapach i na takich koniach […]. Po kilku basowych wystrzałach niemieckich armat pod miastem moskiewscy dali nura gdzieś za wilgotne lasy, by tam się żywić padliną". (5) 1 III Kijów ponownie był w rękach Ukraińców, tym razem już nieformalnie podporządkowanych Niemcom. UCR za drugim razem nie utrzymała się nawet przez dwa miesiące, już 29 IV 1918 roku zjazd chłopski powierzył urząd głowy państwa weteranowi Wielkiej Wojny, a także walk z bolszewikami – generałowi Pawłowi Skoropadskiemu (1873- 1945). Ten swego rodzaju zamach stanu poprzedzony został aresztowaniem niektórych członków rady oraz destabilizacją jej rządów przez finansowanych przez Niemców Kozaków. Co ciekawe, jeszcze tego samego dnia Rada uchwaliła demokratyczną konstytucję URL, a także wybrała prezydenta – ukraińskiego socjalistę Michajłę Hruszczewskiego (1866 – 1934), który jednak pełnił swój urząd jedynie przez kilka godzin.

Hetmanat straconych szans      

Dziwne jakieś szyderstwo losu i historii sprawiło, że wybór hetmana, który dokonał się w kwietniu owego przesławnego roku, odbywał się w cyrku. Dla przyszłych historyków będzie to zapewne znakomita okazja do żartów. (6)
W przeciwieństwie do swoich poprzedników Skoropadski nie reprezentował ani ideałów socjalistycznych, ani demokratycznych. Nawet nazwa organizacji terytorialnej z postępowej Ukraińskiej Republiki Ludowej została zmieniona na Państwo Ukraińskie. Jego rządy charakteryzowały się twardym autorytaryzmem, opartym na silnym aparacie policyjnym – Warcie Hetmańskiej, a także przyjaznych stosunkach z cerkwią. Głowa państwa skupiała w swoich rękach pełnię władzy wykonawczej i ustawodawczej, a powoływani przez nią premierzy i ministrowie odpowiadali jedynie przed Skoropadskim. Pod względem ideowym hetman może być określany jako konserwatysta i to właśnie na nielicznym środowisku konserwatywnym budował swoje poparcie. Przez swoje decyzje próbował walnie przyczynić się do umocnienia państwowości ukraińskiej. Utworzył wiele instytucji kulturowych, a także położył podwaliny pod budowę sił zbrojnych, zakładając szkoły junackie i korpus kadetów. Na docenienie zasługuje także polityka zagraniczna, w ramach której nawiązano stosunki dyplomatyczne nie tylko z państwami centralnymi, ale również z wieloma krajami neutralnymi. Niestety, pod większością względów reformy Skoropadskiego nie wyszły poza kucie kadr. (7). Spontaniczność, rozmach i szybkość decyzji były mu obce – tak postać hetmana opisał generał Piotr Wrangel. (8).

Istniała jeszcze jedna, ciemna strona rządów hetmana, która sprowadzała się do legitymizacji prowadzonej przez siły okupacyjne gospodarki rabunkowej. A rabowano najważniejszy surowiec w całym kraju: zboże. Zrzucanie całej winy na barki Skoropadskiego byłoby oczywiście przesadą, ponieważ podwaliny tejże polityki położyli już działacze UCR. 22 IV 1918 r. zobowiązała się [Ukraińska Centralna Rada – przyp. MPK] do wysłania do Niemiec i Austro-Węgier z wyniszczonego przez wojnę kraju znacznych ilości produktów żywnościowych, m.in. przeszło 45 000 ton mięsa, niemal 1 mln ton zboża, 500 000 sztuk jajek itp. (9) Centralna Rada zobowiązała się do dostarczania żywności do Niemiec już w czasie zawiązywania sojuszu. Należy jednak dodać, że wyprzedaż zboża była traktowana jedynie jako tymczasowy środek, służący zabezpieczeniu niepodległości.

Sam hetman w swoich memorandach skłaniał się wyraźnie ku rozwiązaniu kwestii rolnej poprzez utworzenie większej liczby prywatnych, średnich gospodarstw rolnych, chciał także zniesienia państwowego monopolu na handel chlebem. Wszystko było jednak torpedowane przez okupantów, którzy okazali się być prawdziwą podstawą jego rządów. Nic zatem dziwnego, że hetmanat nigdy nie wypracował silnej społecznej bazy dla swojego panowania. Jedyną grupą wspierającą jego rządy byli obszarnicy i kapitaliści. hetmanat anulował ponadto większość społecznych reform swoich poprzedników. Dzień pracy został wydłużony, a na wieś w asyście niemieckich i hetmańskich funkcjonariuszy wracali dawni właściciele, którzy ponownie odbierali ziemię chłopom. Ci z kolei przezwali ich pogardliwie oficernia, a antagonizmy klasowe doprowadzą do wielu krwawych rozwiązań w czasie kolejnego przewrotu na Ukrainie. Sympatyzująca z władzą burżuazja była chwiejna, kapryśna i bezczynna. Robotnicy skłaniali się raczej ku lewicy, natomiast chłopi, którzy teoretycznie walnie przyczynili się do hetmańskiego przewrotu, masowo wypowiedzieli mu posłuszeństwo latem 1918, kiedy na wsi rozpoczęły się powstania, krwawo tłumione przez ukraińskich policjantów i okupacyjnych żołnierzy. Ich przywódcami byli m.in. legendarny ludowy wódz Nestor Machno (1888 – 1934) oraz partyzant Jurij Tiatiunnyk (1891 – 1930). Na Ukrainę przenikali także bolszewiccy agenci, którzy wspierali powstańców i agitowali wśród nich. Do końca roku utworzono nawet dwie komunistyczne dywizje na tyłach frontu. Wzmagał się kontrterror wymierzony w okupantów. 30 lipca W biały dzień na Nikołajewskiej, przy samym postoju dorożek, zabito nie kogo innego, tylko samego głównodowodzącego wojsk niemieckich na Ukrainie, feldmarszałka Eichhorna, straszliwego w swojej wszechmocy namiestnika samego cesarza Wilhelma. Zabił go oczywiście robotnik, oczywiście socjalista. W dwadzieścia cztery godziny po śmierci Prusaka powieszono nie tylko zabójcę, ale także dorożkarza, który przywiózł go na miejsce zbrodni. Co prawda ani trochę nie wskrzesiło to znakomitego generała, ale za to co inteligentniejszym ludziom nasunęło interesujące myśli o obrocie wydarzeń. (10) Śmiało można powiedzieć, że hetmański autorytaryzm całkowicie skompromitował się już w pierwszych miesiącach swoich rządów, a jego erozja rozpoczęła się jeszcze przed okrzepnięciem.

Hetmański sztab generalny powstał dopiero w czerwcu 1918, a do końca jego istnienia sformowano jedynie 4 dywizje. Okupanci nie byli zainteresowani formowaniem lokalnych sił zbrojnych, co wiązałoby się z koniecznością zaopatrywania ich w sprzęt i umundurowanie, podczas gdy stawiali raczej na drenaż ziem wschodu.

Monarchiści literaccy i rzeczywiści

Tak wyglądał hetmanat z perspektywy ukraińskiej. Z perspektywy przebywających na Ukrainie Rosjan wiązano z nim o wiele większe nadzieje. Hetman spełniał bowiem wszelkie kryteria, aby stać się prawdziwym mężem opatrznościowym, nie lokalnym – ukraińskim, ale rosyjskim. Skoropadski to gwardzista, wysoki, przystojny, weteran wojenny, arystokrata, prawdziwy kawaler Imperium. Jednym uderzeniem w kwietniu 1918 roku poskromił zarówno antyrosyjskich nacjonalistów, jak i zagrażających porządkowi społecznemu socjalistów, czyli słowem: przywrócił porządek. Państwo hetmana było zorganizowane hierarchicznie, a tradycyjne instytucje życia społecznego były zabezpieczone przed eksperymentami postępowców. Sam Skoropadski wielokrotnie czynił również ukłony w kierunku ludzi narodowości rosyjskiej – uciekinierom z Sowdepii udzielano schronienia na Ukrainie, a także przyzwalano na działalność rosyjskich organizacji politycznych, z których wiele znajdowało się na pozycjach monarchistycznych. Znajduje to zresztą odzwierciedlenie na kartach Białej Gwardii. Tytuł powieści nie jest przypadkowy, bohaterowie silnie identyfikują się z ruchem białych Rosjan, a konkretnie z białogwardyjską prawicą – monarchizmem. Na domowym piecu, na którym Turbinowie zapisywali ważne wydarzenia ze swojego życia, znajdujemy m.in. hasła: Niech żyje Rosja! Niech żyje samodzierżawie! (11), podchmielony Myszłajewski wykrzykuje Na Rusi jedno tylko być może: wiara nasza – prawosławna i władza samodzierżawna! (12), a w czasie wieczornych spotkań przy stole wznoszone są toasty ku czci władzy cesarskiej. Śpiewany jest także stary hymn państwowy z czasów Imperium. Karaś jest nawet zwolennikiem teorii, jakoby Mikołaja II udało się uratować i przerzucić najpierw na dwór niemiecki, a następnie duński. Bardzo wymowne są także słowa doktora Turbina, który z racji swojego zawodu został posądzony o sympatie socjalistyczne: – Ja – wykrzywiając policzek palnął nagle Turbin – niestety, nie jestem socjalistą… jestem monarchistą. Co więcej, muszę to tu powiedzieć, nie znoszę samego słowa „socjalista”. Ze wszystkich zaś socjalistów najbardziej nienawidzę Aleksandra Fiodorowicza Kiereńskiego. (13)
    Wbrew stereotypom rojalizm nie był wcale nurtem dominującym wśród przeciwników władzy bolszewickiej, a elementy zachowawcze skłaniały się bardziej ku światopoglądowi autorytarno – republikańskiemu, co wyrażało się w programach takich przywódców jak  generałowie Ławr Korniłow (1870 – 1918), Anton Denikin (1872 – 1947), Piotr Wrangel (1878 – 1928) i adm. Aleksander Kołczak (1874 – 1920). Jądrem programu głównego nurtu białego ruchu była zasada niepriedrieszeństwa (nienarzucania Rosji ustroju politycznego w przypadku zwycięstwa w wojnie), która okazała się być  nie do przyjęcia dla wielu działaczy monarchistycznych. Generał hrabia Fiodor Keller (1865 -1918), jeden z ważniejszych rojalistów tamtego okresu, nie zdecydował się na dołączenie do Armii Ochotniczej właśnie ze względu na jej program polityczny (chociaż utrzymywał kontakty z Denikinem i nawet uzgadniał z nim niektóre działania; wszystko w duchu szerokiego frontu patriotów). Zamiast tego udał się właśnie na Ukrainę, aby budować nowe siły. W Rosji istniała już organizacja Związek Wiernych, której przywódcą był Nikołaj Markow (1866 – 1945), weteran formacji czarnosociennych, niestety znany również ze swoich skrajnie szowinistycznych i antysemickich zapatrywań (co było raczej charakterystyczne dla tego profilu ideowego). Na Ukrainie znajdowała się jedna z filii ugrupowania. Do innych organizacji konserwatystów należał Związek Nasza Ojczyzna oraz Rada Obrony, które animował Książę Gieorgij Leuchtenberski (1872 – 1929). Na terytorium hetmanatu  działał również płk. Fiodor Winberg (1868 – 1927), znany ze swoich mistyczno – monarchicznych zapatrywań (niechlubną kartą jego życiorysu pozostaje głęboki antysemityzm, który przejawiał się w rozpowszechnianiu słynnych Protokołów Mędrców Syjonu). Do innych ciekawych person ruchu prawicowego zaliczyć można także Pawła Bermondta – Awałowa (1877 – 1974), który służył wówczas w rosyjskich formacjach ochotniczych, by w następnym roku ,,przenieść działalność zbrojną” na Łotwę. Zyskał tam sławę awanturnika biorąc udział w niemiecko – białogwardyjskiej interwencji zbrojnej, a po wojnie angażował się w różne inicjatywy imigracyjne.

Przebywający na Małej Rusi rojaliści za zgodą Niemców przystąpili także do formowania swoich oddziałów zbrojnych, m.in. Armii Południowej oraz Armii Astrachańskiej, z których najsilniejsza była ta pierwsza, osiągająca nawet stan 16 000 ochotników.(14)  Z różnych rosyjskich formacji ochotniczych utworzono jesienią 1918 roku Osobny Korpus. Rosjanie zasilali także szeregi armii hetmana, licząc na to, że ukrainizacja była jedynie maskaradą, a ,,Ukraina" to tylko pierwsza sylaba słowa ,,Rosja".

Monarchiści na Ukrainie optowali za przynajmniej taktycznym sojuszem z Niemcami, którzy przyjmowali ich z otwartymi ramionami. Jednocześnie długo nie decydowano się na poważne kroki w kierunku formowania rosyjskich oddziałów, ponieważ oficjalnie Berlin utrzymywał przyjazne stosunki z bolszewikami, na których ze względu na ich poparcie dla traktatu brzeskiego bardzo mu zależało. Niektóre kręgi wojskowe, z generałem Erichem Ludendorffem (1865 – 1937) na czele, wobec niepewnej postawy bolszewików, planowały zerwanie traktatu i ogłoszenie restytucji monarchii, której głową rzekomo  miał być młodszy brat Mikołaja II – Wlk. Ks. Michaił Aleksandrowicz Romanow (1878 – 1918). Według danych wywiadu sojuszników plany te miały posiadać podatny grunt w postaci sympatii monarchistycznych panujących wśród przebywających na terenie okupowanym oficerów. Nie doczekały się jednak realizacji ze względu na słabość Niemców oraz opieszałość i niemożność zorganizowania się reakcjonistów. (15)

Nawet na wyższych szczeblach hetman często stawiał na byłych członków rosyjskich ugrupowań politycznych: liberalnych Kadetów (ze Skoropadskim współpracował nawet przywódca ugrupowania Paweł Milukow (1859 – 1943)) i zachowawczych Oktjabrystów. Nawiązano także kontakt ze skupiającym rosyjskich właścicieli ziemskich i przemysłowców o poglądach konserwatywnych Związkiem Przemysłu, Handlu, Finansów i Rolnictwa. Mimo to polityka hetmana nie była ani jednoznacznie wielkoruska, ani małoruska, przez co nie udało się zadowolić ani Rosjan, ani Ukraińców. Nowa władza przejęła po swojej nacjonalistyczno – lewicowej poprzedniczce politykę ukrainizacji: rosyjskie szkoły przekształcano w ukraińskie, a rosyjscy uczniowie zostali zobowiązani do obowiązkowej nauki ukraińskiego języka, geografii i historii. Polityka kulturowa hetmanatu jednoznacznie faworyzowała Ukraińców, a w kwestii zagranicznej realizowano program samostijnicki (niepodległościowy). Jest to o tyle śmieszne, że sam hetman – główny realizator polityki samostijnickiej, aż do 1917 roku nie posługiwał się nawet językiem ukraińskim. Jednocześnie w kluczowej kwestii agrarnej wspierano małą grupę rosyjskich właścicieli, podczas gry elita wojska stanowiła zagłębie najczarniejszej rosyjskiej reakcji. Najlepszym obrazem tego absurdalnego stanu była sytuacja w hetmańskim rządzie, kiedy to sześciu ministrów podpisało memorandum o konieczności zaostrzenia ukrainizacji, podczas gdy pozostałych dziesięciu napisało własne pismo, w którym opowiadano się za koniecznością zacieśnienia więzów z niebolszewicką Rosją. Niechęć do hetmana jest bardzo wyczuwalna w Białej Gwardii, a na kartach powieści jego nazwisko nie pada zresztą ani razu, tylko w jednym momencie padają słowa Piotr Pawłowicz

Narodziny kijowskiej tragedii

Wobec wszelkich wyżej opisanych trudności nic więc dziwnego, że pod koniec roku 1918 Państwo Ukraińskie zaczęło chylić się ku upadkowi. Złączenie losu kraju z losem państw centralnych okazało się być fatalnym balastem w okresie klęski Niemiec i rozpadu Austro – Węgier. Kiedy w listopadzie interwenci rozpoczęli pełen odwrót z Małej Rusi, sytuacja na stała się krytyczna. Warta Hetmańska oraz wojsko nawet przy niemieckim wsparciu miały trudności z utrzymaniem kontroli nad prowincją, co w nowych warunkach stało się niemożliwe. Aby pozyskać nowych zwolenników Skoropadski 22 października zadeklarował chęć uzyskania całkowitej niepodległości, a dwa dni później powołał nowy gabinet, do którego zaproszono również opozycjonistów z Ukraińskiej Partii Socjalistów – Federalistów. Nie powiódł się natomiast kompromis z jednoczącym szeroki front ugrupowań Ukraińskim Związkiem Narodowym, a współpraca z szerszymi kręgami ukraińskiego społeczeństwa nie doszła do skutku. Polityczną próżnię wykorzystali zepchnięci do opozycji socjaliści, którzy 14 listopada w miejscowości Biała Cerkiew utworzyli pięcioosobowy Dyrektoriat, który spotkał się z wielkim odzewem wśród społeczeństwa. Nad sprawami wojskowymi Dyrektoriatu pieczę sprawował Symon Petlura – rzekomo główny antagonista Białej Gwardii. W jednym momencie książki pojawia się nawet konwersacja, której uczestnicy próbują dojść do tego, skąd właściwie wziął się człowiek, o którym jeszcze wczoraj niemalże się nie słyszało, a dziś pewnie idzie po władzę na Ukrainie. Petlura nie był oczywiście postacią znikąd, w przeszłości był działaczem socjalistycznym, a następnie pełnił różne funkcje w instytucjach UCR.

Już 18 listopada służący w armii dyrektoriatu Strzelcy Siczowi pokonali wierne hetmanowi wojska w bitwie pod Motowiliwką, a żołnierze Skoropadskiego całymi oddziałami przechodzili na stronę Petlury. Tego samego dnia zbuntował się dowódca Korpusu Zaporoskiego płk Petro Bołboczan (1883 – 1919) (na nim wzorowany jest powieściowy Bołbotun), który  następnie ruszył na Połtawę (miasto padło 27 IX). Wobec klęski próby układu z Ukraińcami hetman zwrócił się w stronę Rosjan. 14 listopada powołano zdominowany przez rosyjskich monarchistów rząd Siergieja Gerbela – działacza państwowego z czasów carskich. W tym samym czasie Skoropadski zadeklarował chęć nawiązania federacji z niebolszewicką Rosją. Oznaczało to również oficjalną zgodę na aktywizację elementów rosyjskich, wywieszano stare flagi, na ulicy nawet budi laskowi zastąpiono starym pażalujsta (proszę odpowiednio po ukraińsku i rosyjsku)(16) Na krótko głównodowodzącym zostaje ogłoszony bezwzględnie przywiązany do idei monarchii Keller. Chwilowo w szeregi białogwardzistów wdał się nawet optymizm, ponieważ ziściły się ich wszystkie nadzieje pokładane w hetmanacie, faktycznie okazującym się jedynie preludium do odrodzenia Rosji. Na arenie międzynarodowej hetman dokonał natomiast odwrócenia sojuszy poprzez porozumienie z Francuzami (w jego imieniu rozmowy prowadził m.in. Milukow). Późną jesienią 1918 roku w Odessie wylądowały interwencyjne siły francuskie, na których pomoc liczono. Bohaterowie Bułhakowa, tak samo jak wielu rzeczywistych białogwardzistów, nie miało jednak złudzeń co do rzeczywistego stanu rzeczy: Jeśli ci kto powie, że alianci śpieszą nam z pomocą – nie wierz mu. Sojusznicy to dranie. (17) Skoropadski przestał nawet nosić przypięty do munduru order niemiecki, a zaczął francuski. Były to jednakowoż działania daleko spóźnione.

Na początku grudnia ogłoszono mobilizację przebywających w Kijowie oficerów. W literackiej odsłonie tych wydarzeń bohaterowie nie szczędzą gorzkich słów hetmanowi i jego środowisku.

– Ja bym tego waszego hetmana – krzyczał starszy Turbin – pierwszego powiesił! […] Kto zabronił formowania rosyjskich oddziałów? Hetman. A teraz, jak trwoga, to do Boga, zaczynamy rosyjskie jednostki formować? Nieprzyjaciel o dwa kroki, a oni – drużyny, sztaby? Uważajcie, oj, uważajcie! (18)

Innym razem padają natomiast zdania: O, kanalia, kanalia! Przecież gdyby w kwietniu zaczął formować jednostki oficerskie, to teraz zdobywalibyśmy Moskwę. Zrozumcie, tu, w samym tylko Mieście, zebrałby pięćdziesięciotysięczną armię, i to jaką armię! Doborową, niezrównaną, bo każdy junkier. każdy student, licealista, oficer, a są ich w Mieście tysiące, każdy by poszedł z radością. Nie dość, że na Małorusi nie byłoby już śladu po Petlurze, ale i Trockiego złapalibyśmy w Moskwie jak wróbla. Najdogodniejszy moment, tam przecież, jak słychać, koty jedzą. Mógł, sukinsyn, ocalić Rosję. (19)

Sytuacja była ciężka, ale jeszcze nie beznadziejna. Z jednej strony w pierwszej połowie grudnia to Dyrektoriat posiadał miażdżącą przewagę liczebną, ale rok 1918 pokazał, że dobrze wyszkolone, zorganizowane i zdeterminowane oddziały oficerskie są w stanie pokonywać o wiele większe siły wroga, czego przykładem były chociażby działania zbrojne białej Armii Ochotniczej na Kubaniu. Żołnierze są co prawda nieliczni, ale za to względnie doświadczeni i rwący się do walki, by stanąć w obronie macierzy rosyjskich grodów. No i tym razem Kijów nie był już przede wszystkim stolicą efemerycznego Państwa Ukraińskiego, ale bastionem białej Rosji. Mało komu zależało na przetrwaniu hetmanatu, liczono natomiast na współpracę z innymi ośrodkami ruchu białych – na Kubaniu i nad Donem. O skrajnej niepopularności władzy w kręgach jej ostatnich obrońców świadczy podjęta w listopadzie próba przejęcia pełnej władzy przez Kellera, a także buntownicze nastroje w ochotniczych drużynach, których członkowie dążyli do ostatecznej likwidacji Państwa Ukraińskiego.
    Z 15 000 obecnych w mieście rosyjskich oficerów zmobilizowano od 6 000 do 8 000, z czego 2 000 wysłano na front pod Kijowem, gdzie dołączyli do ostatniej hetmańskiej jednostki – Dywizji Serdiuków. Rozrastały się drużyny bojowe, do walki zgłaszali się oficerowie, junkrzy, studenci, a nawet seminarzyści. Z drugiej strony powszechne było uchylanie się od służby, także wśród zawodowych żołnierzy. Na niekorzyść obrońców przemawiało również dogadanie się Niemców z Dyrektoriatem, zarówno na szczeblu dowódczym, jak i żołnierskich rad. Przedtem doszło co prawda nawet do jednego starcia wymienionych sił, jednak żadnej ze stron nie zależało na konflikcie. Niemcy byli wówczas w trakcie całkowitego odwrotu z Ukrainy. Warto dodać, że miały miejsce próby negocjacji pomiędzy Skoropadskim i Dyrektoriatem, oczywiście nad głowami i kosztem ochotników. Co ciekawe Skroropadski i Petlura poznali się już przed laty, kiedy należeli do tych samych lóż masońskich: Dante Aligheri oraz Molodaja Ukraina.

Ostatnie dni przed kulminacją to już bezpośredni wstęp do tragedii. W sztabie panował chaos, a na pytanie Kellera o to, co aktualnie robi hetman, głównodowodzący gen. Książe Aleksander Dołgorukow (1872 – 1948) (powieściowy Biełorukow) odpowiedział: nic, zwyczajnie stracił głowę. (20). Na tzw. froncie sytuacja stawała się beznadziejna, powszechne były dezercje, a w przypadku serdiuków także zdrady. Najcięższe walki pomiędzy nacierającymi petlurowcami oraz drużynami oficerskimi potrwały do 14 grudnia, kiedy to front obrońców został ostatecznie przerwany, wobec czego Skoropadski zrzekł się swoich uprawnień na rzecz podlegającego mu rządu, a następnie uciekł w przebraniu niemieckiego oficera (uciekli również głównodowodzący Dołgorukow, sekretarz Siergiej Markotun (1893 – 1971) i wielu innych).  Przedtem zdążył jeszcze wydać rozkaz o zaprzestaniu stawiania oporu przez wierne oddziały, jednak w warunkach klęski wojennej nie dotarł on do wszystkich jednostek. Niejednokrotnie dochodziło do krwawej rozprawy z pojmanymi przeciwnikami, którzy mieli reprezentować najgorsze aspekty znienawidzonego hetmanatu. Przez miasta przetaczały się nieregularne starcia, których znakiem był unoszący się w powietrzu odgłos salw z broni ręcznej. Niektóre oddziały w ogóle nie zdążyły wziąć udziału w walce, niektóre zostały całkowicie rozbite przez wojska dyrektoriatu. W powieści mamy do czynienia z sytuacją, w której dowódca dywizjonu Myszłajewskiego i Karasia, decyduje się na rozpuszczenie swoich podkomendnych do domów, w celu uratowania ich od pewnej śmierci. Nieznający szczegółów sytuacji na Ukrainie junkrzy pod dowództwem oficera o polskich korzeniach – kapitana Studzinskiego, decydują się nawet na nieudaną próbę aresztowania pułkownika. Oddział, w którym służy Nikołka, nie wie o ucieczce hetmana i wyrusza na pozycje, gdzie stacza krótką, choć intensywną walkę z nacierającymi Ukraińcami. Jego dowódca – płk. Naj – Turs, figura rosyjskiego oficera, decyduje się w końcu na wydanie rozkazu ucieczki z pola walki swoim młodym podkomendnym, po czym  do śmierci osłania odwrót na stanowisku karabinu maszynowego. Jego literacki pierwowzór: wg ukraińskiego historyka doktora Jarosława Tinczenki generał Keller, odmówił ucieczki w niemieckim przebraniu, czego konsekwencją było schwytanie i zamordowanie przez petlurowców. Walki dogasają zwolna. Nie ma bohaterskiej (i najlepiej zwycięskiej) obrony dawnej stolicy, jest ucieczka i rozczarowanie. Trzeba zrywać pagony i kokardy, które jeszcze przed kilkoma dniami z dumą przyszywano. Z pewną przykrością trzeba również przyznać, że nawet opis zdobycia Kijowa przedstawiony przez Bułhakowa jest koloryzowany, w rzeczywistości walki były jeszcze mniej intensywne. Wycofujących się ulicami miasta ochotników dodatkowo wyszydzili Niemcy oraz antymonarchistycznie nastawieni mieszkańcy. Ostatnie zwarte oddziały skierowano do muzeum pedagogicznego, gdzie doszło do kapitulacji. Obrońcy, którzy przeżyli walkę i czystki, a także uniknęli niewoli, ukryli się albo uciekli na Don i Kubań bądź za granicę. Kilkudziesięcioosobowy oddział ochotników próbował przedrzeć się z miasta, jednak został rozbity. Operującemu na wschodzie kraju Osobnemu Korpusowi udało się uniknąć klęski przez połączenie z Kozakami Dońskimi.

Warto dodać, że wielu jeńców zostało skazanych na śmierć, jednak dzięki negocjacjom niemieckiego generała Friedricha Bronsarta von Schellendorfa (1864 – 1950) umożliwiono im wyjazd do Niemiec. Dzięki temu śmierci uniknął płk. Winberg.

Dla bohaterów winni jest jednoznaczni – hetman i jego sztabowcy. Przyparci do muru białogwardziści dopiero wtedy wyrażają pełnię swojej pogardy dla odchodzącego reżimu, w którego obronę się zaangażowali. Rozpuszczający swój dywizjon płk Małyszew mówi:

Hetman […] haniebnie porzuciwszy nas wszystkich na łaskę losu, uciekł! Uciekł jak ostatnia kanalia i tchórz! (21)

Jednak najbardziej wymowna jest literacka scena rozgrywająca się na terenach podmiejskich, gdzie znajdują się stanowiska artyleryjskie obrońców miasta, nieuprzedzone o radykalnej zmianie sytuacji w kraju. Obsadzający je żołnierze czekają do końca dnia na rozkazy. O godzinie dziewiątej w nocy przez telefon pada komenda wypowiedziana właściwie przez nie wiadomo kogo: otworzyć huraganowy ogień na wskazane pozycje! Kanonada nie trwa jednak długo, ponieważ już po chwili zza rogu wypada ukraińska kawaleria, która wycina zaskoczonych artylerzystów w pień. Dowódca, który został w ziemiance przy telefonie, strzelił sobie w usta. Ostatnie słowa dowódcy były takie: – Kanalie sztabowe. Doskonale rozumiem bolszewików. (22)

Dwie gwardie

Już na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że Biała Gwardia jawi nam się jako książka, w której wrogowie rewolucji zostali przedstawieni na ogół pozytywnie. To z ich perspektywy toczy się akcja, a czytelnik wczuwa się w ich położenie. Po przyjrzeniu się możemy jednak dojść do wniosku, że na kartach powieści przedstawiono dwie ,,białogwardyjskie" grupy. Do pierwszej z nich należą liniowi dowódcy, oficerowie, junkrzy, studenci. Słowem: wszyscy, którzy w miarę możliwości ochoczo zaangażowali się w obronę miasta. W ich poczet zaliczyć można Turbinów, Małyszewa, Naj – Tursa, Karasia, Szerwińskiego, Studzińskiego i Myszłajewskiego. W swoich wyborach kierują się patriotyzmem, wiarą i poczuciem obowiązku. Często są także zmuszeni ryzykować z tego powodu: Nikołka prawie ginie od ostrzału, będący wojskowym lekarzem Aleksy również ledwo uchodzi z życiem w czasie wymiany ognia, a uczestniczący w podmiejskich starciach Myszłajewski omal nie zamarza na śmierć. Nie można tego powiedzieć o drugiej grupie przeciwników rewolucji: do której zaliczają ci, którzy co prawda przyjmują postawę nieprzyjazną zarówno wobec petlurowców, jak i bolszewików, jednak albo nie podejmują czynnej walki, albo jest ona niezdecydowana i skazana na klęskę. Mowa tutaj o sztabowcach i burżuazji, których łatwo przedstawić można na przykładzie dwóch postaci, odpowiednio Talberga i Wasylisy.

Kapitan Talberg był mężem Heleny Turbin i podkomendnym hetmana. W nawiązaniu do Chateoubrianda można powiedzieć, że był na tyle bogaty, aby oddawać swoje usługi najpierw cesarzowi, potem rządowi tymczasowemu, bolszewikom, UCR, a następnie hetmanatowi. Talberg to chorągiewka powodowana przede wszystkim przez strach. Nic więc dziwnego, że nigdy nie potrafił znaleźć wspólnego języka z dziarskimi braćmi Turbin. Współpracę z bolszewikami tłumaczył, mówiąc, że komuniści są przynajmniej Rosjanami, jednak natychmiast zapomniał wszelkich związków z Moskwą w chwili kolejnego przewrotu. Bez oporów poddał się ukrainizacji (uczył się nawet języka ukraińskiego) i stał się gorliwym sługą Skoropadskiego. Swojego zwierzchnika opuścił jednak jeszcze przed upadkiem, wyjeżdżając niemieckim pociągiem. Helenie tłumaczył, że przedostanie się do wojsk Denikina, aby walczyć w armii prawa i porządku. Później okazuje się to wierutnym kłamstwem, a na jaw wychodzi fakt, że wyjechał nie na Kubań, lecz do Paryża i to jeszcze w towarzystwie innej kobiety, z którą miał planować ślub. Wasylisa to natomiast inżynier i tchórz, burżuj niesympatyczny, Wasyl Iwanowicz Lisowicz (23). Jego nowe imię wzięło się z chęci ukrycia rosyjskich korzeni w ukraińskiej rzeczywistości. Na wszelkich dokumentach i oficjalnych pismach zaczął podpisywać się  jako Was – Lis. Wasylisa to figura burżuja, ze wszystkimi jego  przywarami. Jest tchórzliwy i zawistny, martwi się jedynie o swój majątek, a swoje działania ukrywa nawet przed żoną.

Kijowskiemu mieszczaństwu i uchodźcom z Rosji, którymi przepełnione było miasto, poświęcił Bułhakow również dłuższe partie tekstu: Uciekali szpakowaci bankierzy ze swymi żonami, uciekali przedsiębiorczy handlowcy pozostawiając w Moskwie ludzi pewnych, którzy mieli przykazane utrzymywać kontakt z owym nowym światem rodzącym się właśnie w carstwie moskiewskim, kamienicznicy, co pośpiesznie, po cichu, przekazali swoje domy zaufanym plenipotentom, przemysłowcy, kupcy, adwokaci, działacze społeczni. Uciekali dziennikarze, moskiewscy i petersburscy, sprzedajni, chciwi, tchórzliwi. Kokotki. Uczciwe damy z arystokracji. Ich wypielęgnowane córki, blade petersburskie ladacznice o karminowych umalowanych ustach. Uciekali sekretarze dyrektorów departamentów, młodzi kochankowie pederastów. Uciekali książęta i sklepikarze, poeci i lichwiarze, żandarmi i diseuse’y cesarskich scen. Cała ta rzesza przesączając się przez szczelinę brała kurs na Miasto. […]

Nienawidzili bolszewików. Ale nie tą nienawiścią twarzą w twarz, kiedy nienawidzący chce walczyć i zabijać, ale nienawiścią tchórzliwą, syczącą, zza węgła, z ciemności. Nienawidzili po nocach, zasypiając wśród niejasnych lęków, nienawidzili we dnie czytając w restauracjach gazety pełne opisów tego, jak to bolszewicy strzelają z mauzerów w potylice oficerom i bankierom i jak to sklepikarze sprzedają w Moskwie koninę, która jest zarażona nosacizną. Nienawidzili wszyscy – kupcy, bankierzy, przemysłowcy, adwokaci, aktorzy, kamienicznicy, kokotki, lekarze. Posłowie do Dumy Państwowej, inżynierowie i literaci… (24)

Kapryśność burżuazji była stałym elementem Wojny Domowej. W pierwszych miesiącach konfliktu bogaci mieszczanie odmówili wsparcia dońskiej kontrrewolucji generała Aleksieja Kaledina (1861 – 1918), a rosyjscy mieszkańcy Kijowa opowiedzieli się w dniach przewrotu za ukraińskimi separatystami. Nie opierali się także ukrainizacji: Przedwczoraj spotykam ja tę kanalię, doktora Kurickiego. Czy dacie wiarę, że od listopada roku ubiegłego zapomniał po rosyjsku? Był Kuricki, jest teraz Kuryćkyj… Pytam go zatem, jak będzie po ukraińsku „kot”? „Kit” – odpowiada. „Kit” to przecież po rosyjsku „wieloryb”. A jak w takim razie będzie „wieloryb”? – zapytuję. Przystanął, wybałuszył się na mnie, milczy. I przestał mi się kłaniać. Nikołka zachichotał głośno, powiedział: – Oni nie mogą mieć słowa na oznaczenie wieloryba, na Ukrainie nie ma przecież wielorybów, to tylko w Rosji wszystkiego w bród. Są i wieloryby w Morzu Białym… (25)

Strachliwie chowali się za parawanem niemieckich i hetmańskich bagnetów, by dalej żyć w swojej niby – przedrewolucyjnej nierzeczywistości. Cieszyli się nawet z represji wobec chłopów, ponieważ, jak im się zdawało, pomaga to obronić ich ginący świat. Heroiczni białogwardziści z pierwszej grupy również nie szanują sympatyzujących z petlurowcami włościan (bywają oni ironicznie nazywani bogonoścami, co stanowi nawiązanie do prawosławno – ludowych koncepcji Fiodora Dostojewskiego), ale wolą walkę od ukrycia się. Białogwardziści tak samo jak burżuje brzydzą się komunizmem i ukraińskim socjalizmem, ale nie czekają bezczynnie na rozwój wydarzeń, ani też nie uciekają (przynajmniej nie bez walki) – dążą do zwarcia, nienawidzili bolszewików nienawiścią płomienną, żarliwą, taką, co to może popchnąć do bójki. (26)

I tutaj nasuwa się pytanie, czy tak wspaniali ludzie mają oddawać swoje życie za tak bardzo zdegenerowany świat? Czy orlęta Kijowa mają ginąć za małe interesiki i komfortowe życie małych mieszczan? Odpowiedź daje nam literacki chorąży Szpolanski – żołnierz – futurysta, który w przeddzień nadchodzącej bitwy dokonuje sabotażu hetmańskich samochodów pancernych, a następnie znika na obrzeżach miasta.

Wiecie, przyjaciele, prawdę powiedziawszy, to jeszcze wielka niewiadoma, czy słusznie robimy, broniąc tego hetmana. Jesteśmy w jego rękach tylko kosztowną i niebezpieczną zabawką, przy pomocy której zaprowadza on tutaj rządy najczarniejszej reakcji. Kto wie, kto wie, może starcie Petlury z hetmanem jest historycznie słuszne, może z tego starcia zrodzi się trzecia siła historyczna i może to właśnie ona będzie jedyną wyrazicielką racji historii. […]
– Cóż to za siła? (27)

Odpowiedź na ostatnie pytanie jest niemalże oczywiste: trzecią siłą są bolszewicy. I w tym aspekcie ujawnia się dialektyczny aspekt Białej Gwardii. Kijów jest areną starcia potężnych sił historii, wobec których wolne osoby pozostają pomimo najlepszych chęci bezsilne. Pewne trudności może budzić ewentualnie rozpoznanie tych sił. Szpolanski myli się, wskazując na Petlurę i Skoropadskiego. Sam autor przyznaje w innym miejscu książki, że Mitem jest Petlura. Nigdy nie istniał. To mit równie wspaniały jak mit o nigdy nie istniejącym naprawdę Napoleonie, ale znacznie mniej urodziwy. Wszystko poszło inną koleją. Trzeba było ten właśnie chłopski gniew przywabić na jakiś jeden trakt, takie to już bowiem są na tym bożym świecie czary, że ile by się taki gniew nie nabiegał, zawsze nieuniknienie znajdzie się na tych samych rozstajach. To bardzo proste. Byleby był tumult, a ludzie zawsze się znajdą. (28) Z drugiej strony ciężko wskazać na władze bardziej iluzoryczną, niż hetmanat w swoich ostatnich tygodniach. Stały za nim jednak wówczas potężne siły białych, które tylko czekały na połączenie się z siłami Piotra Krasnowa (1869 – 1947) i Denikina we wspólnym marszu na Moskwę. Funkcję przeciwwagi pełni tutaj oczywiście Rosja bolszewicka, która okazuję się być mimo wszystko posiadaczką historycznej słuszności. Kijów pod koniec 1918 roku zakonserwował najgorsze elementy ancien regime, a także był właściwie jego ostatnią enklawą.

Diagnoza starego porządku jest więc jak najbardziej pesymistyczna, a jego obrona – bezcelowa. Czytelnikowi daje do myślenia również scena, w której jesteśmy świadkami politycznych refleksji Wasylisy. Jako typowy burżuj jest on oczywiście liberałem, natomiast w wyniku obserwowania rozgrywającej się za oknami anarchii przekonuje się do samodzierżawnej monarchii jako do jedynego ustroju, który jest w stanie zaprowadzić porządek. Pobudki światopoglądowe są oczywiście miałkie i przyziemne. Nie ma mowy o zaprowadzaniu na ziemi boskiego ładu ani nawet o ratowaniu jego elementów przed rozpadem. Jedyna świętość burżuja to święty spokój. Także walka w imieniu sztabowców okazuje się być bezsensowna. Oficerowie i junkrzy zamarzają na pozycjach, podczas gdy tamci kwaterują w ciepłych domach i pociągach pierwszej klasy. Jedni giną w ulicznych walkach, inni ukrywają się bądź uciekają. Rację miał Naj – Turs, który pistoletem zaszantażował jednego z generałów w celu wydania jego ludziom walonek. Dzwoń, ghupi stahuchu – nieoczekiwanie lirycznie powiedział Naj. – Jak ci zadzwonię z cohta w heb, to kopyta wyciągniesz. (29)

Nic więc dziwnego, że bohaterowie nawet z pewną nadzieją witają wkraczających do miasta 5 II 1919 roku bolszewików, których jeszcze niecałe dwa miesiące wcześniej chcieli łapać jak wróble. Rządy Dyrektoriatu przyniosły chaos oraz pogorszenie sytuacji Rosjan i wszystkich mieszkańców miasta. Bolszewicy przywracają porządek i budują nowy, ale przede wszystkim rosyjski ład. Poza tym okrutnie likwidują starą klasę przywódczą, której zdradzieckość i nieudolność doświadczyli na własnej skórze. To nie tylko literacka fikcja. Drogę wspierania rosyjskiego komunizmu z pobudek patriotycznych wybrali m.in. legendarny generał Aleksiej Brusiłow (1853 – 1926), generał Boncz – Brujewicz (1870 – 1956) (zwolennik stawiania oporu państwom centralnym w roku 1918), a także wielu innych. Odkąd Lew Trocki przeforsował politykę przyjmowania do nowych sił zbrojnych oficerów dawnej armii carskiej, przeszłość nie stanowiła już problemu. W postawie tych ludzi dostrzec można nawet pewną konsekwencję czynów konserwatywnych generałów w czasie rewolucji lutowej, którzy mimo braku poparcia dla zmian złożyli przysięgi Rządowi Tymczasowemu. Zrezygnowali z kontrrewolucji dla ratowania ojczyzny zagrożonej przez wroga zewnętrznego: Niemców i Austriaków. Tak samo postąpili oficerowie wstępujący do RKKA, chociaż w ich przypadku do katalogu narodowych nieprzyjaciół doliczyć można jeszcze separatystów i Ententę.

Dzieło bolszewików na Ukrainie okazało mieć oczywiście tragiczne konsekwencje, począwszy od Komitetów Wiejskiej Biedoty, Kołchozów i Sowchozów, a na Hołodomorze lat trzydziestych kończąc. Zlikwidowali nie tylko anarchię, ale również wielu patriotycznie nastawionych mieszkańców. Z symboli dawnych czasów ostał się jedynie pomnik św. Włodzimierza. Biała Rosja zawitała do Kijowa jeszcze na kilka miesięcy w roku 1919, wraz z wojskami generała Denikina. On również przeprowadził kontrrewolucję straconych  szans (chociaż na innych zasadach, co stanowi temat na osobny tekst), przez co skazał się na podzielenie losu Skoropadskiego. W roku 1920 do miasta powrócił także władza ukraińska, ponownie na obcych bagnetach i ponownie na krótki czas.

Czy bolszewicy mogą zostać zbawieni?

Chociaż bolszewicy wyrażali pewne cechy świadczące o ciągłości i łączności ze starą Rosją, to jednak budowany przez nich świat stanowił zupełnie nową jakość. Zatem nie ma wątpliwości, że wydarzenia, jakie zaszły w Kijowie 14 XII 1918 były jednym z ostatnich akordów śmierci tamtego świata. Atmosfera Białej Gwardii jest pod wieloma względami wprost apokaliptyczna. Ojciec Aleksander, znajomy Kapłan Turbinów mówi: Ja wprawdzie sądzę, że i nadal będziemy poddawani próbom. Tak, tak, ciężkim próbom, po czym cytuje Pismo Święte: I wylał trzeci Anioł czaszę swą na rzeki i źródła wód: i stała się krew. (30) Aleksy czyta apokaliptyczne Biesy Dostojewskiego, a Petlura wychodzi z hetmańskiej celi jako więzień nr 666 (co stanowi zresztą prawdę historyczną). Nawrócony poeta i syfilityk Rusakow nazywa czerwonego agenta Szpolanskiego zwiastunem Antychrysta, a Trockiego – szatanem. Przemiana rzeczywistości bywa bolesna, ale w ujęciu autora jest również konieczna. Metafizyczny klimat jest potęgowany przez oniryczne wizje, jakie przytrafiają się bohaterom. W jednym momencie Aleksemu ukazuje się nawet idący do raju płk Naj – Turs, ubrany w ruską zbroję. Co ciekawe, maszerujący do nieba żołnierze ze zdziwieniem przekazują bohaterowi, że zbawieni mają być również bolszewicy… Sam Bóg, po tołstojowsku, narzekał w tej samej wizji na hipokryzję ludzi wierzących, którzy nie zostaną wywyższeni kosztem bijących się o sprawiedliwość społeczną ateistów. Odpowiedź na pytanie kto może zostać zbawiony nie odnosi się tylko do spraw ostatecznych. Można postawić je również w kontekście: kto zostanie ocalony od zapomnienia w zbiorowej pamięci. Przy okazji wielu zdawałoby się fundamentalnych sporów dobrze jest zastanowić się, czy druga strona nie posiada wartości i symboli, które warto ocalić od zapomnienia nawet w przypadku zwycięstwa nad nią.

Nie bez znaczenia jest także czas akcji, której najważniejszy bieg rozgrywa się w grudniu. Kończący się rok 1918 i rozpoczynający się 1919 to odpowiednio koniec i początek. Stary świat zostaje wystawiony na atak fantomowego i mitycznego Petlury – egzekutora, którego jedynym zadaniem jest unicestwienie tego, co zostało skazane na śmierć. Po dokonaniu swojego dzieła usuwa się na margines historii, dając miejsce na działanie siłom rzeczywistym. Równocześnie bohaterowie przygotowują się do obchodów Święta Bożego Narodzenia, które stanowi obraz cyklicznej osi czasu. Wkrótce nastąpią ponowne narodziny Chrystusa oraz nowy rok, a wraz z nim zupełnie nowe rozdanie, nowe nadzieje, możliwości, a także strachy i niebezpieczeństwa.

Bułhakow zdaje sobie sprawę z tej dialektycznej sytuacji, jednak w przeciwieństwie do wielu przedstawicieli czerwonej strony medalu chce, aby wartościowe elementy starego ładu zostały docenione przez zwycięzców. Znalazło to również swoje przełożenie na niezrozumienie Bułhakowa przez współczesnych mu ludzi kultury, którzy potraktowali jego wczesną próbę pogodzenia się z pokonanymi za zdradę. Można by powiedzieć, że podzielił los swojego Mistrza, który nieopatrznie na przedmiot swoich badań wybrał Poncjusza Piłata.

Autor naciska na odpowiednie przeżycie narodowej tragedii, jaką była Wojna Domowa. Z ogólnorosyjskiego punktu widzenia białogwardziści posiadali to, co przez działania czerwonych przemawia co najwyżej pośrednio: świadomość narodowego dziedzictwa, historii i kultury. Autor nie chce skazywać ich na zapomnienie w warunkach komunizmu, a także optuje za humanitarnym potraktowaniem pokonanych w nowej epoce (taka jest optyka przyjęta przez dr Jadwigę Urbańską – Śliszową, specjalistkę od twórczości Bułhakowa). Biała Gwardia to bezpośrednia próba usprawiedliwienia białych w czerwonej rzeczywistości, która podczas interpretacji poczynionej z prawej strony staje się apologią czerwonych. Wnioskiem będzie zatem potrzeba poszukiwania rosyjskiej tradycji u obu stron konfliktu, a także doskonałego zrozumienia tych, z którymi się nie utożsamiamy.


Marek Pius Kubiński

 

Przypisy:

  1. Bułhakow Michaił, Biała Gwardia Warszawa 2002, tłum. Dąbrowski Wiktor, Lewandowska Irena, cz.1, r. 4. W trakcie pisania autor tekstu dysponował jedynie egzemplarzem elektronicznym bez oryginalnego podziału na strony, stąd podane są jedynie numery części i rozdziału.
  2. Andrusiewicz Andrzej, Cywilizacja Rosyjska tom 1, Warszawa 2004, s.16
  3. Stołowicz Leonid, Historia Filozofii Rosyjskiej,tłum. Żyłko Bogusław, Gdańsk 2008, s. 18
  4. Mawdsley Evan, Wojna Domowa w Rosji, Warszawa 2010, s. 48
  5. Bułhakow Michaił, Biała Gwardia… cz. 1, r. 2
  6. tamże, cz. 1, r. 4
  7. por. Wierzchoś Dariusz, Generał Piotr Wrangel, rozdział 1 Wielka wojna i upadek starego systemu
  8. Wrangel Piotr, Wspomnienia część 1, tłum. Rojewska Olejarczuk Ewa, Warszawa 1999 s. 80
  9. Serczyk Władysław, Historia Ukrainy, Wrocław 2001 s. 267
  10. Bułhakow Michaił, Biała Gwardia… cz. 1, r. 5
  11. tamże, cz. 3, r. 12
  12. tamże, cz. 1, r. 3
  13. tamże, cz. 1, r. 7
  14. por. Kellog Michael, Rosyjskie Źródła Nazizmu, r. 2 Ekstremiści na Ukrainie i w Niemczech
  15. por. Occleshaw Michael, Za kulisami Rewolucji Bolszewickiej, Warszawa 2007
  16. “буди лас- KOBi” заменилась старым “пожалуйста"; Гагкуев Руслан, Цветков Василий , Граф Келлер,  Moskwa 2007 s. 729
  17. Bułhakow Michaił, Biała Gwardia…, cz. 1, r. 2
  18. tamże, cz. 1, r. 3
  19. tamże
  20. <<да ни чего>>,  потерял  очевидно  голову, Гагкуев Руслан, Цветков Василий ,Граф Келлер… s. 764
  21. Bułhakow Michaił, Biała Gwardia Warszawa 2002, cz. 1, r. 7
  22. tamże, cz. 2, r. 11
  23. tamże, cz. 1, r. 2
  24. tamże, cz. 1 r. 4
  25. tamże, cz. 1, r. 3
  26. tamże, cz. 1, r. 4
  27. tamże, cz. 2, r. 9
  28. tamże, cz. 1, r. 5
  29. tamże, cz. 2, r .10; Nieprawidłowa wymowa może świadczyć o niesłowiańskim pochodzeniu bohatera, co świadczy o wzorowaniu postaci na Bałtyckim Niemcu – generale Kellerze. To również część poglądu Tinczenki.
  30. tamże, cz. 1, r. 1

 

Kategoria: Kultura, Myśl, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *