Jesiołowski: Bóg, papież, religia. Kontrrewolucja Josepha de Maistre’a

| 9 sierpnia 2016 | 0 Komentarzy

Joseph_de_MaistreJoseph de Maistre to postać wybitna, skomplikowana, wpływowa, a obecnie – niestety – szerzej nieznana. Głębokość jego myśli, a także ich profetyczny i bezkompromisowy charakter, wzbudza wiele emocji zarówno wśród konserwatystów, jak i liberałów. Tradycjonalistyczny konserwatyzm, prezentowany przez de Maistre'a, dla dzisiejszego czytelnika może wydawać się niezrozumiały, archaiczny i trudny do przyjęcia – zwłaszcza w epoce zdominowanej przez antropocentryzm, liberalną demokrację i tzw. „prawa człowieka”. Jednak bynajmniej nie oznacza to jego nieprzydatności lub nieaktualności. Studiowanie de Maistre'a pomaga obalić rozpowszechniony mit o dobrodziejstwie jakim miała być rewolucja francuska. I choćby dlatego warto bliżej przyjrzeć się tej nietuzinkowej postaci.

 

De Maistre urodził się 1 kwietnia 1753 roku w Sabaudii. Mimo że często mu się to przypisuje, to nie określa siebie jako Francuza czy też Włocha, uważa się natomiast za poddanego sabaudzkiego monarchy – Karola Emanuela III. Co ciekawe, początkowo de Maistre nasiąka oświeceniowymi ideałami i jest przykładnym liberałem. Bardzo dobrze zna i ceni dzieła Woltera, Rousseau, Locke'a, później zresztą nierzadko odnosi się do nich w swoich pracach – ale już jako oponent, z pozycji konserwatywnej. W młodości de Maistre przechodzi nawet… inicjację masońską. Jako przeciwnik absolutyzmu, wybuch rewolucji francuskiej wita zaś z nieskrywaną życzliwością. Można zatem bez większej przesady powiedzieć, że dobrze wpisuje się w ducha tamtego czasu. Przemiana światopoglądowa rozpoczyna się w nim wraz z rozwojem rewolucyjnych wydarzeń, które nabierają coraz bardziej radykalny charakter. W 1790 r. czyta „Rozważania o rewolucji we Francji” E. Burke'a, co będzie miało olbrzymi wpływ na jego późniejsze działania. Gdy w 1792 roku Sabaudia zostaje najechana przez wojska rewolucyjne, de Maistre zmuszony jest do ucieczki i trafia do Szwajcarii. Od tej chwili jest już radykalnym przeciwnikiem jakobinizmu.

 

 

Rozważania nad Francją

 

Rewolucja francuska niewątpliwie kształtuje de Maistre'a jako filozofa, myśliciela i pisarza. W swoim pierwszym wielkim dziele – „Rozważaniach nad Francją” (Considerations sur la France) – przedstawia on rewolucję jako karę nałożoną przez Boga. De Maistre wskazuje, że każdy naród, tak, jak zresztą każda pojedyncza osoba, ma przeznaczoną dla siebie misję oraz jest wyposażona przez Opatrzność w odpowiednie talenty, służące do jej wykonania. Jest to zatem podejście mesjanistyczne. Powołaniem Francji jest kształtowanie chrześcijańskiej Europy i sprawowanie „sądu” duchowego nad innymi narodami. Nie bez powodu, wskazuje de Maistre, francuskich królów tytułowanorex christianssimus (najbardziej chrześcijański). Do zrealizowania swego celu Francuzi otrzymali „dwie bronie” – język oraz „ducha prozelityzmu”, które umożliwiają wywieranie wpływu na inne narody. To właśnie ta zdolność wpływania na Europejczyków zostaje nadużyta w sposób najbardziej karygodny. Francja sprzeniewierza się swojemu powołaniu i rozpoczyna proces demoralizacji całego kontynentu. Nowe, heretyckie filozofie, bezgraniczna wiara w siłę rozumu, odrzucenie autorytetów, Kościoła i Bożych praw – oto jej najcięższe grzechy. Celem politycznym jakobinizmu jest wcielenie w życie tych oświeceniowych ideałów, a zastosowane metody doprowadzają do ustanowienia „Królestwa Terroru”. Kult człowieka i rozumu, zamiast wolności, przyniosi zezwierzęcenie i topi Francję we własnej krwi. Jedną z najpoważniejszych zbrodni, jaką można sobie wyobrazić, a dokonaną w czasie rewolucji, jest zamach przeciwko suwerenności. De Maistre wskazuje, iż nigdy w historii tak wielka zbrodnia, jak zgilotynowanie Ludwika XVI, nie miała tak wielu sprawców. W obronie niewinnego króla nie występuje nikt z „60 tys. uzbrojonych mężczyzn, pośród których maszerował na śmierć”, nie występuje ani stolica, ani poszczególne prowincje, nikt nie podnosi głosu za „nieszczęśliwym królem”. Splot rewolucyjnych wydarzeń, które dzieją się niejako mechanicznie, niewytłumaczalnie nie napotykając większych przeszkód, prowadzi De Maistre'a do przekonania o Bożej interwencji. Któż bowiem w 1789 r., kiedy rozpoczynała się rewolucja, mógł przewidzieć, że już 4 lata później król zostanie zabity, a Francja stanie się republiką? To „rewolucja przewodziła ludźmi, nie ludzie rewolucją”. Ci, którzy ustanawiali republikę, robili to nie będąc świadomymi tego, co tworzą. Byli oni zaledwie instrumentami wyższej siły. W normalnych warunkach ignoranci i miernoty pokroju Robespierre'a nie zrobiliby wielkiej kariery. De Maistre jest przekonanym prowidencjalistą, stwierdza nawet, że nigdy wcześniej Opatrzność nie ujawniała się w sposób tak namacalny i czysty. Jeśli już używa tak paskudnych figur jak rewolucjoniści, to tylko po to, aby odrodzić Francję poprzez zasłużoną i sprawiedliwą karę, nałożoną za zuchwałe wystąpienie przeciwko Boskiemu ładowi. Z tak wielkiego zła musi koniecznie wyniknąć jakieś dobro. To pozwala pojąć sens francuskiej rewolucji, a także przypisać jej charakter transcendentny.

Rozdział VI „Rozważań nad Francją” może być dla współczesnych odbiorców szczególnie interesujący. Jednym z bożków dzisiejszego świata jest prawo pozytywne (stanowione), które przecież nie musi, a obecnie nawet nie powinno, uwzględniać moralności, tradycyjnych zasad, zwyczajów, religii. Najwyżej w hierarchii prawa stoi zaś konstytucja, a ta pojawiła się we Francji w 1791 r. jako dziecko rewolucji. De Maistre rozpoczynając swoje rozważania na temat politycznej konstytucji zauważa, iż człowiek w swej ograniczoności (w zakresie swojej działalności) wszystko modyfikuje, zmienia, jednakże nigdy nie będzie zdolny niczego nowego wykreować, zarówno w świecie przyrody, jak i w świecie moralnym. De Maistre posługuje się tutaj prostym przykładem – owszem, nie ma wątpliwości, że człowiek może zasadzić ziarno, z którego wyrośnie drzewo, może je następnie zmieniać i przycinać nawet na 100 różnych sposobów, jednakże niewyobrażalne jest, aby to drzewo sam po prostu stworzył. Podobnie jest z konstytucyjnym prawodawstwem. Konstytucja w głębszym sensie to nie świstek papieru „stworzony” przez parlamentarną większość, ale prawa naturalne dane nam przez Boga. Ewentualne spisanie fundamentalnych praw stanowić może jedynie deklaratywne (a nie konstytutywne) wyrażenie jakichś uprzednio już istniejących. W takim ujęciu, prawo stanowione to w ostateczności odzwierciedlenie konstytucji naturalnej, nie zaś jej kreacja lub rozwinięcie. Żaden bowiem przepis nie sprawi samoistnie, że ludzie będą bardziej wolni, równi i braterscy – to myślenie utopijne. Konstytucję w prawdziwym sensie, obok prawa naturalnego, kształtuje również tradycja. De Maistre jest konserwatystą, który uznaje wielość, odrębność, a nawet niepowtarzalność tradycji różnych narodów. Ducha narodu nie zmieni się żadnymi spisanymi zdaniami, trudno np. ustawą znieść umiłowanie Rosjan do despotyzmu. Z tego powodu de Maistre sprzeciwia się przyjmowaniu praw z jednego kraju do drugiego, nie uznaje abstrakcyjnego pojęcia „praw człowieka” i z tej pozycji krytykuje konstytucje rewolucyjne. Sabaudzki filozof pisze: „nie ma wcale człowieka na świecie. Widziałem w swoim życiu Francuzów, Włochów, Rosjan, etc.; wiem nawet, dzięki Monteskiuszowi, że można być Persem; ale co do człowieka, oświadczam, że nie spotkałem go w życiu; jeśli istnieje, to nic o tym nie wiem (…) Konstytucja robiona dla wszystkich narodów nie jest zrobiona dla żadnego – to czysta abstrakcja”. To niezwykle trafne zdanie nie straciło na wartości, co jako obywatele Unii Europejskiej możemy rozumieć szczególnie.

 

Pomimo tak jednoznacznie negatywnej oceny rewolucji francuskiej, wizja de Maistre'a jest optymistyczna. Przekonany o Bożym wpływie na wydarzenia historyczne i rewolucji jako karze, wieści ostateczny triumf legitymizmu monarchistycznego. Rewolucja całkowicie zaburzyła stary porządek, wolność i równość wprowadziła pod postacią gilotyny, konieczne jest toteż przywrócenie zasad opartych na prawie naturalnym, które stanowiły fundament ancien regime'u. Demestrowska koncepcja kontrrewolucji to jednak nie „rewolucja przeciwna”, lecz „przeciwieństwo rewolucji”. Kontrrewolucja ma być swego rodzaju narodowym pojednaniem po latach panowania terroru. De Maistre zapytuje: „czy powrót ze stanu choroby do stanu zdrowia musi być tak samo bolesny jak przejście ze stanu zdrowia do choroby? Czy dlatego, że monarchia została obalona przez potwornych ludzi, musi teraz zostać przywrócona przez im podobnych?”. Na te pytania udziela oczywiście odpowiedzi negatywnej.

Rok 1814, Kongres wiedeński i restauracja monarchii przynoszą de Maistre'owi reputację wizjonera. Wydarzenia te uznawane są za potwierdzenie jego prognoz. On widzi jednak głębiej. Rządy Ludwika XVIII rozczarowują go, zauważa, że rewolucja odcisnęła zbyt duże piętno na całym narodzie. Duch rewolucyjny został, a prawdziwe odnowienie nie nadeszło. To ostatecznie pogrąża go w pesymistycznej wizji przyszłej Europy, nie zmniejsza jednak gorliwości wiary.

 

Człowiek i Bóg

 

Temat Bożej obecności w sprawach doczesnych de Maistre porusza również w swoim arcydziele – „Wieczorach petersburskich”. W tej pracy nie skupia się on jednak bezpośrednio na rewolucji francuskiej, a raczej na codziennym wpływie Opatrzności. Podejmuje filozoficzną polemikę z całym racjonalnym Oświeceniem, które zrezygnowało z Boga i na jego miejsce powołał „rozum”.

Podstawą filozofii sabaudzkiego pisarza jest pesymistyczna wizja człowieka. W tym ujęciu człowiek to istota słaba, skłonna do występku i skażona grzechem pierworodnym. De Maistre używa swojej erudycji i retorycznego talentu do rozprawienia się z poglądami osób odrzucających istnienie Boga, którzy – niczym Iwan Karamazow – jako podstawę swoich argumentów wskazują problem wszechobecnego zła i niesprawiedliwości na świecie. Wszak wielu z nas nie może pogodzić się z faktem cierpienia dotykającego niewinnych i jednoczesnym unikaniu odpowiedzialności przez sprawców. Teodycea pojawia się wielokrotnie jako temat rozmów w „Wieczorach petersburskich”. De Maistre, podejmując to zagadnienie, stwierdza z całą pewnością, że nikt, stawiając zarzuty Opatrzności, nie ma prawa nazywać siebie „niewinnym” czy też „sprawiedliwym”. Filozof pisze: „Miejmy choć my sami dość odwagi, by przeszukać nasze własne serca z pochodniami, a nigdy już nie odważymy się wypowiedzieć bez rumieńca słów „cnota”, „sprawiedliwość” i „niewinność””. Przypomina także, że każdy z nas uwikłany jest w grzech pierworodny. Po wtóre, wskazuje, iż nierówny rozkład kar nie świadczy bynajmniej o tym, że Bóg nie karze wcale, a dowodzi jedynie, że ludzie mogą być karani nie indywidualnie, ale jako ogół i dlatego ponoszą solidarną odpowiedzialność za grzechy. De Maistre, odpierając zarzut przeciwko Opatrzności, wywiedziony z fortuny nieuczciwych i boleści sprawiedliwych, posługuje się porównaniem nieszczęść życiowych do nieszczęść wojennych. Ogólne prawo wojny jest przecież dla każdego takie samo, śmierć dotyka żołnierzy losowo, a absurdem jest pogląd jakoby kule dosięgały jedynie uczciwych i wystarczyłoby zostać łotrem, aby uniknąć uderzenia. Nierozsądne jest także stwierdzenie, że człowiek prawy cierpi z powodu swojej prawości, a niegodziwemu wiedzie się, bo jest honorowany za niegodziwość. Kara jest zatem naszym wspólnym, ludzkim długiem, nieszczęście może dotknąć każdego niczym wojenne kule, a cierpienia służą odkupieniu na wzór Chrystusa i będą nagrodzone. Co więcej, Hrabia z „Wieczorów petersburskich” (który jest porte-parole de Maistre'a) przekonuje, że tak naprawdę „Bóg lituje się nad winowajcami, karząc ich na tym świecie”. Ma tutaj oczywiście na myśli możliwość otrzymania kar w czyśćcu lub piekle.

Obecność Opatrzności w świecie przejawia się również w inny sposób. De Maistre bowiem wielką wagę przypisuje modlitwie, podkreśla jednak, że „nie ma trudniejszego zadania pisarskiego, niż ułożyć prawdziwą modlitwę”. Wątpiącym w Boży wpływ i skuteczność wznoszonych modlitw, znów wysuwa kontrargumenty. Przede wszystkim wskazuje, że nie każde składane Bogu prośby są spełniane, ponieważ nie każda z nich jest rozsądna. Ludzie nader często proszą o rzeczy, których realizacja wiązałaby się ze złamaniem pewnych ogólnych praw przyrody nadanych przez Stwórcę. Oczywiście cud w jednostkowym przypadku jest możliwy, jednakże gdyby miał ziszczać się zawsze, to wyjątek stałby się regułą, a reguła cudem. Niemniej, de Maistre zauważa przy tym nieomylnie, że „jest w modlitwie samej w sobie oczyszczająca cnota, której wpływ na nas jest niemal zawsze nieskończenie lepszy, niż to, o co prosimy – jakże często – wskutek naszej niewiedzy”. Dodaje, iż ludzie zamiast gniewać się, że ich błagania nie zostały wysłuchane, powinni martwić się raczej, że źle prosili. Na pewno zaś, gdy prosimy Boga, by stała się jego wola, nie robimy tego na darmo. Z tych też powodów modlitwa zawsze niesie ze sobą sens, a człowiek, pisze de Maistre, który sprzeniewierza się pierwszemu przykazaniu, zniża się tym samym do „poziomu zwierzęcia, a wręcz ateisty”.

 

Za górami

 

Reformacja religijna oraz bratnia jej rewolucja polityczna z XVIII w. doprowadziły do szeregu zmian, którym przeciwstawienie się wymaga przyjęcia nowych koncepcji. Jedną z nich jest, przedstawiony przez de Maistre'a w dziele „O papieżu”, ultramontanizm (łac. ultramontanus – znajdujący się za górami). Ten obecnie mało znany termin oznacza, w dużym uproszczeniu, uznanie nieomylności papieża, odwołanie się do jego autorytetu w sprawach Kościoła, moralności, polityki. W swojej pierwotnej formie był zatem kierunkiem postulującym posłuszeństwo papieżowi na zasadzie Roma locuta, causa finita (więcej o ultramontanizmie – A. Wielomski, Ultramontanizm wczoraj i dziś, Teologia Polityczna 2, 2004-2005, http://www.teologiapolityczna.pl/assets/numery_tp/tp2/030-Ultramontan-A.Wielomski.pdf, dostęp 21.07.2015)

Sabaudzki filozof uważany jest za pierwszego teoretyka ultramontanizmu. W dziele „O papieżu” zauważa, że w każdej instytucji istnieje podmiot sprawujący rząd absolutny, wydający decyzje, od których nie ma odwołania. Dla przykładu wystarczy wskazać sądownictwo, gdzie ostatecznie każdy dochodzi do najwyższej instancji, która „sądzi, a nie jest sądzona”. Kończy tym samym definitywnie daną sprawę, gdyż „ciągłe rekursa i niepewność posiadania są jeszcze niesprawiedliwsze od samej niesprawiedliwości”. De Maistre dowodzi, że w Kościele takim suwerenem sprawującym wszechwładzę jest papież. Przyjmując ultramontańską ideę nieomylność papieskiej dochodzi do zasady, wedle której mogłaby być urządzona Europa porewolucyjna – mianowicie zasady jedności wspólnoty chrześcijańskiej, pozostającej pod umiarkowaną władzą autorytetu duchowego. Zwierzchnictwo i jedność można rozpatrywać w aspektach politycznych i religijnych.

Ogólnym prawem politycznym jest (zwłaszcza dla katolika) posłuszeństwo wobec władzy i jest ono oczywiście słuszne, a „tylko wtenczas mogłoby wydawać się zbyteczne, gdyby Neron zasiadł na tronie”. W takich właśnie wyjątkowych okolicznościach jedyną instancją, mogącą zwolnić z posłuszeństwa wobec tyrańskiej władzy, ma być papież. De Maistre niewątpliwie przyjmuje, że władza pochodzi od Boga, a nie z ludu, jednakże wskazuje, iż błędem byłoby wnioskowanie, że „Bóg jest twórcą władzy, a zatem ona już nie ulega żadnej kontroli”. Prawo uwalniania od przysięgi również ma boskie pochodzenie i nic nie stoi na przeszkodzie, aby heretycki despota nie mógłby być mu podrzędnym. „Czyliż sąd jaki wyższy, któryby pozbawił okrutnego ojca prawa wychowania dzieci, uwłaczał przez to prawom rodzicielskim i zaprzeczał boskiego pochodzenia ojcowskiej powagi?”. Taki sąd nie przynosi przecież uszczerbku władzy ojcowskiej, lecz jedynie zatrzymuje ją we właściwych granicach, przekonuje de Maistre.

Do ziszczenia demestrowskiej koncepcji europejskiej wspólnoty niezbędna jest również jedność religijna. Sabaudczyk poddaje krytyce ruchy protestanckie, których bunt religijny stanowił pierwowzór dla rewolucjonistów politycznych, głęboko nienawidzących Kościoła rzymskiego. Przez ich jątrzenie i „straszliwą umiejętność, która nie przestajeprotestować, pół Europy z ich łaski nie posiada dziś żadnej religii”. Skonstruowaną przez siebie ideę ultramontańską widzi również jako przeciwwagę dla francuskiego gallikanizmu. De Maistre przekonuje, że monarchia europejska nie może być zachowana bez jednej i jedynej religii. Ironizuje na temat anglikanizmu, wskazując, iż „albo ta religia jest fałszywa, albo Bóg wcielił się tylko dla Anglików”, jednocześnie przewiduje jednak jego znaczną rolę w przyszłym procesie zjednoczeniowym. Kościół katolicki to jedyna instytucja na świecie, która przetrwała w swym blasku XVIII wieków, pomimo ciągłych ataków nieprzyjaciół, co jest prawdziwym, niewytłumaczalnym (na gruncie wyłącznie rozumu) cudem. Fałszywi prorocy błędnie wieścili, iż supremacja duchowa i świeckie panowanie papieża jest w stanie swego upadku, nie ufając słowom Pisma, nie dostrzegając tego, „co w sobie najwidoczniejszego mieści”. Dzieło „O papieżu” kończy się zatem apelem o odrzucenie herezji, uznanie zwierzchnictwa papieskiego i powrót Europy do katolicyzmu, ponieważ Kościół jest „jeden, powszechny i apostolski”.

De Maistre w swojej koncepcji czerpie z ideału średniowiecznej wspólnoty Christianitas. Możliwość jej urzeczywistnienia widział w zawartym w 1815 r. chrześcijańskim sojuszu Świętego Przymierza. Warto również nadmienić, iż wspomniany dogmat o nieomylności papieża ogłoszony został w 1870 r. podczas Soboru Watykańskiego Pierwszego. Odnosi się on jednakże nie do wszystkich spraw doczesnych, lecz do nauczania ex cathedra – w sprawach wiary i moralności.

 

Zakończenie

 

Zestawiony z dzisiejszą rzeczywistością, przedstawiony wyżej szkic filozofii de Maistre'a, który przemawia jednocześnie jako teolog i polityk, wyraźnie wskazuje na wielką zmianę w myśleniu o państwie i ustroju po epoce Oświecenia. Dzieła tego sabaudzkiego pisarza doskonale przybliżają pojęcie "teologia polityczna" oraz dowodzą, że filozofia sprzed 200 lat to nie wyłącznie "rozum" i "umowa społeczna". Analizując myśl konserwatywną z XIX i XX w., trudno nie dostrzec ogromnych wpływów de Maistre'a. Ten kontrrewolucjonista pozostawił po sobie spuściznę oddziałującą na ruchy ultramontańskie, antydemokratyczne, rojalistyczne, tradycjonalistyczne. Jest również twórcą koncepcji decyzjonizmu, którą następnie rozwinął i rozpropagował Carl Schmitt. To wszystko sprawiło, że lewica przypięła de Maistre'owi dyskredytującą łatkę „faszysty”. Biorąc jednak pod uwagę postaci i wartości, które obecnie określane są w ten sposób, doprawdy trudno o lepszą rekomendację dla jego myśli.

 

Kamil Jesiołowski

 

 

 

Bibliografia:

 

1. Adam Wielomski,Konserwatyzm. Główne idee, nurty i postacie,Warszawa 2007, s. 76-89, 183

 

2. Pierre Glaudes, Joseph de Maiste, [w:] Renaud Escande (red.), Czarna księga rewolucji francuskiej, Dębogóra 2015, s. 561-575

 

3. Marta Bucholc, Wstęp do Josepha de Maistre'a Wieczorów petersburskich, [w:] Joseph de Maistre, Wieczory petersburskie, Warszawa 2011, s. 7-30

 

4. http://metapedia.konserwatyzm.pl/wiki/Joseph_de_Maistre (dostęp 14.07.2015)

Kategoria: Inni autorzy, Myśl, Polityka, Publicystyka, Religia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *