banner ad

Hajdamowicz: Litewszczyzna

| 2 kwietnia 2022 | 0 Komentarzy

Nigdy nie odwiedziłem rodzinnych stron moich dziadków. Nie było mi to dane. Historia tak się potoczyła, że abym był w stanie to zrobić, musiałbym za Suwałkami pokazać urzędnikowi paszport, przekraczając granicę wytyczoną na mapie – ale na pewno nie w sercu.

Z drugiej strony, gdyby dziadkowi nie postawiono jałtańskiego ultimatum (albo zmienia nazwisko na „Gajdamowicz” i przyjmuje obywatelstwo sowieckie, albo pakuje się i „won do Polszy” – jakby nie był u siebie!) – to piszącego te słowa nie byłoby na świecie, nie mógłby bowiem dziadek-kresowiak spotkać w Sopocie swej przyszłej żony. A może byłbym, tylko zupełnie inny?

Jest we mnie jakaś irracjonalna część osobowości. Przez nią (a może dzięki niej?) okraszony śpiewnym, kresowym zaciąganiem krajobraz podwileńskiej wsi, chaty krytej gontem i sadu otaczającego dom jest mi bliższy niż gdańskie Stare Miasto oraz wypowiadane literacko „ł”.

Zadziwiające, ale to prawda. Mój sentyment do pejzażu nigdy przeze mnie niewidzianego jest większy od tego, który mam dla miasta swoich narodzin. Stworzyłem sobie w głowie malunek, zamiast farb używając  wyobraźni z domieszką rodzinnych opowieści. I tęsknię do tego widoku, mimo że istnieje tylko w mojej głowie.

Chyba znam przyczynę tej irracjonalności – wołanie korzeni. One wrosły w kresową ziemię. Historyczna zawierucha potargała  drzewem, ale ono trwa wciąż w tym samym miejscu. Jego gałęzie tak daleko odrosły od pnia, że  pączkują nad Bałtykiem. „Pamiętaj, pączku na gałęzi” – zdają się wołać te korzenie. – „że Cię trzymamy w miejscu, bo my razem z Tobą – to jedno i to samo drzewo". Kiedy się o tym pomyśli w ten sposób, już nic nie wydaje się pozbawione rozsądku, już wszystko jest nad wyraz rozumne.

Płynie we mnie litewska krew. Jest to stwierdzenie najbardziej polskie z możliwych, a jeśli ktoś widzi tu jakąkolwiek sprzeczność, musi przypomnieć sobie pierwszy wers mickiewiczowskiej Inwokacji, a potem przeczytać ją w całości. I już żaden mój opis nie jest konieczny, ba, zdawałby się szkodliwy, bo z piórem wieszcza nie sposób konkurować i nie śmiem tego robić.

Wyrzeczenie się naszego wschodniego dziedzictwa przez sprowadzających Kresy do „poleskich błot” (sic!)  jest ni mniej, ni więcej, tylko  pozbawieniem Polski mocy Piłsudskiego, talentów Mickiewicza, Słowackiego, Reja, Herberta i Czarnyszewicza, śpiewu Niemena; spuszczeniem wszystkich Jagiellonów na dno najczarniejszej niepamięci, w końcu – wyrugowaniem z naszej wspólnoty zarówno potomków repatriantów, jak i rodaków wciąż kultywujących polskość na ziemiach swoich ojców. To dziedzictwo nabiera jeszcze większego znaczenia właśnie dziś, kiedy jego części zagrażają bomby zrzucane przez rosyjskich sołdatów na Lwów.

Łatwo jest być Polakiem w Polsce; tutaj Wilia brzmi tak obco, że niektórzy byliby gotowi uznać, iż to zapewne jakieś dziecko porobiło literówki w zapisie nazwy najdłuższej polskiej rzeki. Znacznie trudniej czuć związek z krajem nad Wisłą w  miejscu, gdzie polskie nazwisko urzędnik zapisuje celowo na litewską modłę, a tabliczki z polskimi nazwami są usuwane z przestrzeni publicznej, bo tak każe prawo.

Kiedyś tam pojadę. Przyjdzie taki dzień. Wydumany obrazek skonfrontuje się z prawdą. Pewnie owej konfrontacji nie wytrzyma, bo nie ma już tego domu, nie ma tamtego ogrodu. Ale zobaczę tę ziemię. Tęsknota nie będzie już ułudą, urzeczywistni się w realnym pejzażu.

Mówimy "repatriant", kiedy mamy na myśli osobę wracającą do swojej ojczyzny. Określenie tak niewłaściwe, jak zakłamane. Sam użyłem go powyżej w takim właśnie kontekście. Nasi „repatrianci” nie wracali do ojczyzny – oni z niej uciekali przed sowieckim terrorem. Użyję więc tego terminu nieco inaczej. Słupów granicznych nie przesuniemy. Są rzeczy, których –  pomimo szczerych chęci – nie da się odwrócić. Ale jedno możemy uczynić.

Repatriujmy nasze dziedzictwo z powrotem do zbiorowej świadomości. Tylko tyle i aż tyle.

 

Ksawery Hajdamowicz

 

Kategoria: Myśl, Publicystyka, Społeczeństwo

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: