banner ad

J. Kossecki, Historia systemu sterowania społecznego Kościoła Katolickiego (część 1)

| 22 kwietnia 2014 | 4 komentarze

Od Redakcji: Poniższy fragment pochodzi z opracowania J. Kosseckiego pt. Historia systemu sterowania społecznego Kościoła Katolickiego, którego dalsze fragmenty będą systematycznie pojawiać się na łamach naszego portalu.

PRZEDMOWA

Kościół katolicki i jego system sterowania społecznego bardzo często postrzegany jest u nas przez pryzmat tzw. mroków średniowiecza. Przez wiele lat propaganda i urzędowa nauka historii w PRL starała się utrwalić w świadomości naszego narodu stereotyp mroków średniowiecza. Ten stereotyp nadal funkcjonuje w społeczeństwie. Feudalizm charakteryzuje się przy tym jako ustrój, w którym szlachta i duchowieństwo uciskały bezlitośnie chłopów – nic im w zamian nie dając, odsuwały od wszelkiego wpływu na życie publiczne mieszczaństwo, posługując się aparatem kościelnym i religią jako swoistym opium dla ludu (według znanego sformułowania K. Marksa). Nad tymi mrokami średniowiecza unosił się upiór inkwizycji jako symbol klerykalizmu i zacofania.

[…] Stereotypowa, wbijana ludziom do głowy, wiedza o średniowieczu, stanowiła (i nadal stanowi) bardzo istotne narzędzie walki z wpływami Kościoła katolickiego w Polsce, faktem jest bowiem, że to Kościół był głównym wychowawcą społeczności średniowiecznej Europy i zasadniczym ośrodkiem ówczesnych procesów sterowania społecznego. Nic więc dziwnego, że propaganda PRL – zwłaszcza w okresie stalinowskim – tłumaczyła ludziom, że religia i Kościół to średniowieczny przeżytek, który w nowym ustroju sprawiedliwości społecznej musi zanikać, aby w końcu ulec całkowitej likwidacji. Współcześni całkowicie zlaicyzowani – czy wręcz zateizowani – liberałowie w gruncie rzeczy najczęściej wyznają podobne poglądy.

Stereotyp mroków średniowiecza okazał się tak skuteczny, że w pewnym okresie został przyjęty niemal jako pewnik nawet przez wielu tzw. postępowych intelektualistów katolickich. Nawet księża bardzo często woleli milczeć niż dawać świadectwo prawdzie o średniowieczu (o ile ją znali). Jakaż więc jest ta prawda?

Przede wszystkim warto zauważyć, że nawet Karol Marks i Fryderyk Engels – których wszak trudno podejrzewać o klerykalizm albo uważać za piewców feudalizmu – wyraźnie stwierdzili, że na określonym etapie rozwoju społecznego, średniowieczny ustrój feudalny stanowił bardzo istotny postęp w stosunku do starożytnego ustroju niewolniczego, zaś przejście od niewolnictwa do feudalizmu to przede wszystkim zasługa chrześcijaństwa. Marks stwierdził też, że religia jest sumieniem nieczystego świata. O tych konstatacjach Marksa i Engelsa wielu zawodowych marksistów w PRL zdawało się zapominać. Ale na tym nie koniec.

W okresie rozkwitu stosunków feudalnych w średniowieczu panował system równowagi społecznej. Zasadniczym elementem średniowiecznej gospodarki było rolnictwo i znaczna większość ludności ówczesnej Europy mieszkała na wsi, ludność miast była stosunkowo nieliczna. Np. w roku 1000 ludność Polski szacowana jest na około 1 milion, na przełomie XIII i XIV wieku około 2 miliony. W XIV wieku stolica Polski Kraków miał ok. 12-14 tysięcy mieszkańców, Wrocław ok. 17 tysięcy, Głogów 11 tysięcy, ważniejsze stolice księstw po 4 do 6 tysięcy, inne ważniejsze miasta jak Nowy Sącz, Racibórz, po 2 do 3 tysiące, zaś 75% miast polskich stanowiły miasteczka liczące mniej niż tysiąc mieszkańców. Mieszczaństwo stanowiło w tym okresie około 14 % ludności Polski, nic więc dziwnego, że nie ono było dominującym stanem społecznym.

Rycerstwo obowiązane było do pełnienia służby wojskowej, pełniąc równocześnie inne rodzaje służby publicznej, zapewniając bezpieczeństwo całemu krajowi, a przede wszystkim chłopom (mieszczanie byli obowiązani tylko do obrony swego miasta).

Chłopi nie musieli pełnić służby wojskowej i w zamian za ochronę, którą im zapewniało rycerstwo, byli zobowiązani do płacenia czynszu, składania danin, a także renty odrobkowej, która w średniowieczu – w XII i XIII wieku, w Polsce, we wsiach na prawie niemieckim, nie była zbyt uciążliwa i wynosiła dwa dni w roku lub obowiązek uprawy na rzecz pana dwu morgów gruntu. Chłopi osadzani na prawie niemieckim mieli swoje organy samorządowe oraz sołtysów, którzy otrzymywali dział ziemi wolnej od czynszów, a także partycypowali w dochodach z czynszów i byli namiestnikami pana w stosunku do wsi – z tej racji sołtysi byli obowiązani do służby wojskowej.

Jeszcze na przełomie XV i XVI wieku, gdy szlachta zaczęła ograniczać prawa chłopów (a był to już okres Odrodzenia, nie zaś średniowiecza) przeprowadzając na sejmach w 1520 r. w Bydgoszczy i w 1521 r. w Toruniu ustawy dotyczące poddaństwa chłopów, praca na pańskim gruncie została określona w wymiarze jednego dnia w tygodniu. Jeżeli weźmiemy pod uwagę ówczesną średnią wieku i średnią ilość lat aktywności zawodowej naszych chłopów, wówczas łatwo się przekonać, że sumaryczna liczba dni odpracowanych przez statystycznego chłopa, w ciągu jego życia, na pańskim gruncie, wyniesie ekwiwalent kilku lat, co można uznać za swego rodzaju ekwiwalent służby wojskowej. A więc pod tym względem chłopi odbywali coś w rodzaju zastępczej służby wojskowej w postaci pańszczyzny, a więc posiadali prawa, o które nasza młodzież do niedawna musiała ciężko walczyć narażając się niejednokrotnie na szykany i represje ze strony władz.

Autentyczny wyzysk i ucisk chłopów rozwinął się najbardziej, bynajmniej nie w średniowieczu, lecz od XVI wieku, w okresie rozwoju gospodarki towarowopieniężnej. Obserwacja ruchu cen i płac w tym czasie w Polsce wskazuje, że najszybciej wzrastały ceny artykułów zbożowych. Warunki rynkowe – zarówno krajowe jak i europejskie – zdecydowanie uprzywilejowały produkcję rolną, zachęcając do jej rozwijania.

Dawna szlachta rycerska, która żyła w stosunkowo surowych warunkach, kultywując cnoty chrześcijańskie, zaczyna zamieniać się w szlachtę folwarczną, która bardzo chętnie obowiązek obrony kraju przerzuca na wojska najemne, sama zaś nabiera zamiłowania do zbytku, starając się bogacić.

Dawna średniowieczna równowaga społeczna zostaje zachwiana, powstaje bardzo niebezpieczna społeczna mieszanka wybuchowa składająca się z pozostałości dawnych stosunków feudalnych, które szlachta wykorzystuje do wyzysku i ucisku chłopów, oraz nowych stosunków rynkowych, będących zalążkiem nowego systemu kapitalistycznego. To właśnie ta mieszanka – nie zaś zrównoważony system społeczny średniowiecza – stworzyła warunki nie do zniesienia zarówno dla mieszczaństwa, jak i dla chłopów, które prędzej czy później musiały doprowadzić do rewolucji, albo też do upadku państwa.

A jak było z osławioną inkwizycją, która wszak powstała i rozwinęła się w średniowieczu?

Religia katolicka stanowiła ideowo-moralną podstawę średniowiecznego systemu społecznego w Europie, a Kościół katolicki był głównym organizatorem życia duchowego i wychowawcą społeczeństw europejskich. Ówczesne monarchie traktowały religię chrześcijańską jako ideologię państwową. W tej sytuacji wszelkie herezje, podważające panujący system religijny musiały być traktowane jako niebezpieczne dla panującego porządku społecznego. Trzeba też brać pod uwagę, że przedstawiciele niektórych ruchów dysydenckich – jak np. francuscy albigensi, nie byli niewinnymi barankami, ograniczającymi się do działalności apostolskiej, lecz potrafili mordować księży katolickich i katolików świeckich, którzy nie chcieli się przyłączyć do ich ruchu. W tej sytuacji trudno się dziwić, że władze – zarówno kościelne jak i państwowe – zastosowały wobec nich typowe dla ówczesnej epoki policyjne metody walki.

Instytucja inkwizycji spełniała w owym czasie faktycznie funkcje policji politycznej i sądów politycznych, których metody nie różniły się wiele od standardowych metod policyjnych i procesowych stosowanych przez ówczesny świecki aparat państwowy, a tylko w sferze procesów informacyjnych znacznie je wyprzedzały.

Powszechnie znane są zewnętrzne efekty działalności inkwizycji – w postaci tortur i stosów, na których płonęli heretycy, mniej natomiast znana jest jej tajna działalność informacyjna, która stanowiła podstawę skuteczności jej działania i w ramach której inkwizytorzy stosowali zaawansowane – jak na owe czasy – metody policyjne. W okresie szczytowego rozwoju inkwizycji, na przełomie schyłku średniowiecza i początków czasów nowożytnych, jej przedstawiciele, do czynności czysto represyjnych wykorzystywali aparat państwowy, natomiast informacyjna strona ich działalności była przez Kościół pilnie strzeżona.

Czytelnik różnych publikacji wydawanych w PRL (a i teraz często jest nie lepiej), w których wspomina się o działalności inkwizycji, może sobie wyrobić o niej bardzo złe zdanie, dochodząc do przekonania, że wystarczył jakiś byle donos rozhisteryzowanej baby, by posłać na tortury, a nawet na stos niewinnego człowieka. Oczywiście mogły zdarzać się i takie przypadki, ale bynajmniej nie stanowiły one reguływ okresie szczytowego rozwoju inkwizycji.

Kiedy ekipa inkwizytorów przystępowała do rozpracowywania jakiejś organizacji heretyckiej, z reguły rozpoczynała swą działalność od ogłoszenia tygodnia miłosierdzia; kto z heretyków zgłosił się w tym okresie do inkwizytorów dobrowolnie, szczerze wyznał wszystkie winy i wyraził żal na grzechy, w zasadzie nie był torturowany, karany śmiercią ani więzieniem, lecz stosowano wobec niego łagodne kary kanoniczne takie jak np. odbycie pokutnej pielgrzymki do miejsc świętych, stanie podczas nabożeństw w kruchcie z głową posypaną popiołem itp. Był więc w pewien sposób chroniony jak każdy informator policyjny, czy dziś tzw. świadek koronny.

Rzecz jasna, musiał on dać dowody szczerego nawrócenia i dopomóc w ratowaniu dusz innych grzeszników-heretyków, o których wiedział, przekazując informacje o nich inkwizytorom – i to nie pod tajemnicą spowiedzi, lecz na użytek działalności inkwizycji. Gdyby coś ukrył przed inkwizycją, byłby to dowód, że jego nawrócenie nie było szczere, a wówczas mógł łatwo narazić się na kary już nie tylko łagodne kanoniczne, o których pisaliśmy wyżej, lecz na kary jak najbardziej fizyczne – tortury, a nawet stos. Inkwizytorzy szczerze wierzyli, że jest to najskuteczniejszy sposób ratowania dusz grzeszników uprawiających działalność wywrotowo-heretycką. Dawali zresztą tego dowody przyjeżdżając nieraz do miast opanowanych przez przeciwników i narażając się na śmierć z ręki heretyków, którzy bez skrupułów potrafili ich mordować, czemu zresztą też trudno się dziwić w ówczesnej sytuacji.

Inkwizytorzy zakładali swego rodzaju kartotekę policyjną, w której gromadzili uzyskane informacje o działalności wywrotowo-heretyckiej. Stosowali też typowe policyjne metody obróbki informacji. Postępowanie karne wdrażano w zasadzie wówczas, gdy o przestępczej działalności danego osobnika uzyskano informacje co najmniej z dwu niezależnych źródeł. W zasadzie odrzucano też donosy w sposób oczywisty spowodowane chęcią zemsty lub uzyskania korzyści materialnych, jeżeli nie były potwierdzone z innego źródła. Następnie na podstawie zebranych i w opisany wyżej sposób przetworzonych informacji przystępowano do energicznych działań procesowych i dalej represyjnych, podczas których, zgodnie ze stosowaną w owych czasach procedurą, wymuszano informacje i przyznanie się do winy za pomocą tortur. Takie postępowanie nie było zresztą monopolem średniowiecza – w XX wieku analogiczne metody stosowały organy policyjne hitlerowskie, stalinowskie, a nawet francuskie podczas wojen kolonialnych (np. w Algierii), nie mówiąc już o brytyjskich. Warto też zaznaczyć, że w krajach, w których religie niekatolickie stawały się  ideologiami państwowymi, stosowano analogiczne metody do zwalczania religii katolickiej.

Metody stosowane przez inkwizycję – to typowe metody policji politycznej (nie tylko średniowiecznej) – pozyskiwanie informatorów, zapewnianie im ochrony, gromadzenie i obróbka informacji, a następnie na podstawie tych informacji czynności procesowe i stosowanie represji w stosunku do nieprawomyślnych buntowników.

Działalność policyjna i procesowa inkwizycji miała swe religijno-ideologiczne uzasadnienie i była wspomagana przez propagandę (podstawowym środkiem masowego przekazu informacji była w średniowieczu kazalnica) oraz system wychowawczy pozostający w ręku Kościoła. Wszystkie te elementy składały się na bardzo skuteczny kościelny system sterowania społecznego. Metody sterowania ludźmi były dostosowane do mentalności ówczesnych ludzi i dzięki temu bardzo skuteczne. Umysłowość ludzi średniowiecza była całkowicie opanowana przez system pojęć i stereotypów religijnych, a wobec tego zarówno ruchy wywrotowe przybierać musiały postać herezji religijnych, jak i skuteczna propaganda i system wychowawczy Kościoła katolickiego musiały znajdować religijne uzasadnienie działań instytucji inkwizycji.

Podobnie jak każda policja polityczna, również i inkwizycja miała swoje błędy i wypaczenia – np. gdy brakowało rzeczywistych przeciwników, potrafiono ich fabrykować represjonując niewinnych ludzi. Sporo nadużyć miała na sumieniu inkwizycja kontrolowana przez władze świeckie (np. w Hiszpanii). W końcu zresztą inkwizycja przestała skutecznie pełnić funkcje policji politycznej, zaczęła się stopniowo rozkładać, w końcu ulegając likwidacji. Przykłady działalności inkwizycji z tego schyłkowego okresu są najczęściej przytaczane przez jej przeciwników, którzy jednak często zapominają, że również świeckie i całkowicie laickie organa państwowej policji politycznej i nie tylko politycznej, niejednokrotnie wyrodnieją i popełniają nadużycia a nawet zbrodnie, zaś przykładów tego nie trzeba szukać w średniowieczu.

Józef Kossecki, Historia systemu sterowania społecznego Kościoła Katolickiego, Kielce 1999, s. 3-7.

Część druga Historia systemu sterowania społecznego Kościoła Katolickiego

Książka w formie elektronicznej  dostępna jest na:

http://socjocybernetyka.files.wordpress.com/2010/07/koscster1.pdf.

Kategoria: Inni autorzy, Polityka

Komentarze (4)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Jacek Bartyzel napisał(a):

    Autor, choć zasadniczo broni Św. Inkwizycji, też nie ustrzegł się przed powielaniem błędu o rzekomym kontrolowaniu Inkwizycji Hiszpańskiej przez władze świeckie (nb. oficjum królewskie Królów Katolickich wcale nie było "świeckie" w rozumieniu nowożytnym). To, że założyli ją monarchowie, nie znaczy, że ona była ich narzędziem. Gdyby inkwizytorzy doszli do wniosku, że król jest heretykiem, nie zawahaliby się postawić go przed trybunałem (tak jak np. prymasa Hiszpanii, bo był i taki przypadek, acz został uniewinniony). Nadużyć w inkwizycji hiszpańskiej było z pewnością mniej niż w rzymskiej, bo była ona wyjątkowo uczciwa i sumienna, a już szczególną jej chlubę stanowiło położenie raz na zawsze kresu oskarżeniom kobiet o uprawianie czarów, za pomocą bardzo prostego, lecz skutecznego posunięcia: każdy kto wnosił taki donos sam automatycznie stawał się podejrzany o wiarę pogańskie zabobony. Rzymska inkwizycja nie umiała sobie niestety z tym problemem poradzić.

  2. Józef Kossecki napisał(a):

    Moim tekstom nie należy imputować anachronizmu polegającego na stosowaniu pojęcia "świeckie" we współczesnym rozumieniu, do instytucji wywodzącej się z okresu średniowiecza. W znaczeniu współczesnym wszystkie tego rodzaju instytucje jak inkwizycja miały wówczas charakter religijny, a wobec tego takie stwierdzenie, zawierałoby zero informacji identyfikujących. W badanym okresie można mówić o instytucjach kontrolowanych przez władze świeckie nie w znaczeniu całkowitej niezależności od religii i ludzi Kościoła, lecz o instytucjach działających z ramienia państwa (choć z motywacji religijnych) – w wypadku inkwizycji hiszpańskiej sam prof. Bartyzel o tym wspomina.

    Jeżeli chodzi o bardzo skuteczną zasadę według której każdy składający donos sam staje się podejrzany, to była ona obecna w polskiej kryminalistyce przedwojennej (teraz jest z tym gorzej i fałszywe donosy kwitną). Zaś jej obecność w procedurach inkwizycji hiszpańskiej, może być dowodem na jej właśnie państwowe funkcje – jak podaje prof. Bartyzel dzięki niej położono kres procesom o uprawianie czarów – co z punktu widzenia aparatu państwowego było bardzo dobre, gdyż odciążyło odnośny organ ścigania, który nie musiał rozpatrywać spraw z punktu widzenia państwa nieistotnych – a donosy o uprawianie czarów właśnie taki charakter miały. Warto by dzisiejsze organy ścigania o takiej zasadzie sobie przypomniały, choć dzisiaj nie o czary chodzi ale np. o niepoprawność polityczną.

    Józef Kossecki

  3. Jarosław Koza napisał(a):

    Kosecki bardzo mataczy, pokrętnie coś jakby broni a jakby chciał przywalić. Panu profesorowi Bartyzelowi przypisuje jakies rzeczy co sprawia że Kosecki nie zrozumiał o czym pan profesor Bartyzel powiedział. Wiele fragmentów z koseckiego sprawia wrażenie jakby powtarzania tego co już wcześniej wymyślili wrogowie Kościoła. Ale poczekajmy na ciąg dalszy.

  4. Robert napisał(a):

    Panie Jarosławie Koza, a czemuż to Pan taki agresywny ? Należy tylko żywić radość, kiedy to dwóch naukowców dzieli się swoimi przemyśeniami na forum publicznym w duch wzajemnego poszanowania, czego Pan zdaje się nie przestrzegasz… Miej Pan świadomość, że doc. Józef Kossecki jest autorem bez mała 30 książek o niebagatelnej wartości co jest doceniane przez takie placówki jak m.in.Uniwersytet Harvarda z czego my Polacy dumni jesteśmy, bo to nasz "towar eksportowy", jak powiadam najwyższej próby. Hańbą naszych czasów jest, że tego typu pionierów nie propaguje się…

    Ufam żeś Pan tego nie wiedział!

     

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *