Wawrzonek: Myśl platońska wobec etyki chrześcijańskiej

| 12 marca 2021 | 1 Komentarz

Dzieło Platona pt. „Państwo” należy do kanonu dzieł filozofów greckich, jak również kanonu filozofii w ogóle. Zawarte w tym dziele zagadnienia stanowią natchnienie zarówno dla miłośników filozofii, jak i ludzi z filozofią w głębszym wymiarze niezwiązanych. Zdanie prezentowane przez Sokratesa jest stanowiskiem przez Platona faworyzowanym. Niemniej jednak ukazanie odmiennych stanowisk w polemice z Sokratesem ma na celu zaprezentowanie różnorodności opinii na dany temat. Dzięki temu filozoficzne dzieło może znaleźć odbiorców także wśród ludzi niezwiązanych ściśle z filozofią. O ponadczasowości „Państwa” świadczy fakt, że oparło się ono próbie czasu i do dziś budzi kontrowersje, ale stanowi także źródło natchnienia dla współczesnych. Należy przez to zauważyć, że pewne zagadnienia poruszone przez Platona mają charakter ponadczasowy i uniwersalny.

Pragnę zwrócić uwagę na te aspekty myśli platońskiej, które w swej istocie są do pogodzenia z myślą chrześcijańską. Wobec tego nasuwa się pytanie o przyczynę zbieżności myśli Greków z myślą chrześcijańską. Czy może być inna odpowiedź na to pytanie, niż ta, że zbieżność ta wynika z otrzymania Natchnienia Bożego przez pogan, na setki lat przed Objawieniem?

Pierwszy element, na który zwrócę uwagę to przedstawiona przez Kefalosa kwestia przyjemności. Zauważa on, że „im bardziej więdną inne przyjemności cielesne, tym bardziej rosną pożądania i rozkosze związane z inteligentną rozmową”. Można stwierdzić, że wobec takiej postawy z aprobatą wypowiada się Kościół, poprzez zalecanie wyzbycia się niepohamowanej i grzesznej natury ludzkiej i okiełznanie jej rozumem. Naturalnie, myśl pogan greckich w tej kwestii nie dotyka wszystkich takich samych zagadnień co myśl chrześcijańska, jednak położenie akcentu na rozwój duchowy, czy nawet intelektualny ma zastosowanie zarówno u jednych, jak i u drugich. Dalej Kefalos zauważa, że wśród tych równych mu wiekiem, spotykających się razem i z tęsknotą wspominających młode lata, nie winią tego, co winne. Ich udręka wynika bowiem z tęsknoty za grzechem, jest więc bezzasadna. Ileż znajdujemy w tym akcentów myśli takich chrześcijan jak św. Augustyn i św. Ludwik IX król Francji.

Dalej Sofokles zapytany o to, czy potrafi jeszcze obcować z kobietą odpowiada, że z największą przyjemnością od tych rzeczy uciekł. Nie jest to forma dyskredytacji obcowania z kobietą jako takiego, ponieważ nie pada tu wyraźne potępienie. Z kolei nauka chrześcijańska przedstawia swój sposób na uzasadnienie obcowania z kobietą. Niemniej jednak zarówno u Platona, jak i u chrześcijan chodzi o poskromienie zmysłów, instynktów. Nie oznacza to potępienia miłości, lecz chodzi o odpowiednie ukierunkowanie swojego pożądania. Kefalos ciągnie dalej, że gdy rządze przestają szarpać i opadają, to człowiek staje się wolny. Wolność zatem to nie libertyńska swawola, ale poskromienie natury ludzkiej – podobnie jak u chrześcijan. Prawdziwa wolność to wolność w Chrystusie, wolność od grzechu. Dla Greka wolnością jest wolność od popędów i instynktów, które dla chrześcijanina są wynikiem grzechu pierworodnego.

Kefalos wypowiada się również na temat charakteru człowieka i o jego decydującym wpływie na samopoczucie w starości. Mówi on, iż „jak się człowiek trafi porządny, łagodny, to mu starość tylko trochę dokucza”. Wywnioskować stąd można, że relacja człowieka ze światem zewnętrznym determinuje jego samopoczucie na starość. Mechanizm sterujący procesem, który swój początek ma w zdarzeniach przeszłych, a koniec w przyszłych chrześcijanie nazwali sumieniem. „Kto w swoim życiu znajduje dużo ludzkiej krzywdy, ten się jak dziecko przerażony ze snu zrywa (…). A komu sumienie żadnej krzywdy nie wyrzuca, przy tym zawsze błoga nadzieja stoi i karmi jego starość” – zauważa Kefalos.

Następnie pojawia się pytanie – „czym jest sprawiedliwość ?” Grecy rozważają czy to to samo co prawdomówność. Okazuje się jednak, że nie. Sprawiedliwość to coś więcej niż prawdomówność i oddawanie komuś rzeczy, która do niego należy (przykład z bronią i szaleńcem). Filozofowie dochodzą do wniosku, że sprawiedliwością wobec przyjaciela nie jest zwrócenie mu jego własności w przypadku, gdy to doprowadziłoby do zła. Pojawia się wówczas kolejne pytanie: czy jeżeli przyjaciołom winno się czynić dobrze, a nie wolno czynić źle, to czy wobec tego wrogom należy czynić źle? Myśl Simonidesa filozofowie odczytują jako definicję sprawiedliwości, czyli oddawanie każdemu tego, co mu się należy. Sprawiedliwość zdaniem Homera, a za nim także Simonidesa, to pewna sztuka złodziejska, skierowana na dobro przyjaciół i na szkodę wrogów. Dalej następuje pomiędzy mężczyznami wymiana zdań dotyczących definicji przyjaciela. Sokrates udowadnia ludzką omylność co do oceny osób (analogia do chrześcijańskiego – „nie sądźcie abyście nie byli sądzeni”, bądź też zachęty rzutu kamieniem pierwszego bez winy). Okazuje się, że wedle ludzkich osądów ludzie dobrzy są postrzegani jako źli, a ludzie źli poprzez pozory – jako dobrzy. Doprowadzi to filozofów do konkluzji, że sprawiedliwymi są ludzie dobrzy, czyli tacy, którzy nikogo nie krzywdzą. Dalsza konkluzja wobec Polemarcha to postawienie sprawy w przeciwny od Simonidesa sposób – ludziom zdarza się szkodzić przyjaciołom, bo to łotry lub pomagać nieprzyjaciołom, bo to ludzie dobrzy. Wobec tego Polemarch proponuje przyjąć definicję przyjaciela, jako tego, który się wydaje porządny i jest porządny. Sokrates stwierdza natomiast, że nie jest rzeczą człowieka sprawiedliwego szkodzić komukolwiek – ani przyjaciołom, ani nikomu innemu. Jakże to podobne do nauczania Chrystusa o tym, aby nawet nieprzyjaciół miłować. Mogłoby się w tym miejscu zrodzić nieco wątpliwości na temat kary, postrzeganej jako szkoda. Jednakże myśl chrześcijańska traktuje karę nie jako szkodę, ale jako dobrodziejstwo, ponieważ zwraca człowieka ku wyższemu. Każda pokuta, nawet najdotkliwsza rodzi błogosławieństwo porzucenia brzemienia grzechu, a więc nie należy jej traktować w kategoriach szkody.

Trazymach przejawia postawę człowieka wątpiącego, który nie do końca panuje nad sobą. Jako sprawiedliwość widzi to, co leży w interesie mocniejszego. Twierdzi, że każdy rząd ustanawia prawa dla własnego interesu. Sokrates stwierdza, że to co sprawiedliwe leży w interesie każdego. Nie ufa Trazymachowi, że chodzi tutaj wyłącznie o interes silniejszego. Zatem troska o dobro wspólne i niestawianie prywaty na pierwszym miejscu, są przedstawione przez Sokratesa jako sprawiedliwe. Współgra to z nauką Kościoła.

Dalej poruszona jest kwestia posłuszeństwa rządzonych wobec woli rządzących. Trazymach dostrzega, że lekarzem nie nazywa się kogoś ze względu na omyłkę w postawieniu diagnozy, ani rachmistrzem kogoś ze względu na omyłkę w obliczeniach. Toteż mocniejszym, w przekonaniu Trazymacha nie jest ktoś, kto błądzi, wtedy, kiedy błądzi. Finalnie Sokrates przekonuje Trazymacha, że żadna władza nie dba o interes mocniejszego, ani go nie zaleca, ale każda dba o interes słabszego, który zostaje pod jej panowaniem. Jest to przesłanie troski o słabszych, o podwładnych, o tępienie w sobie poczucia pychy na rzecz skromności w sprawowaniu władzy, czy posiadaniu wiedzy. To postawa zgodna z nauczaniem Chrystusa. Sokrates prosi Trazymacha o wyjaśnienie swojej mowy zebranym, przekonując go, iż „to nie będzie zła lokata twoich kapitałów, jeżeli nam dobrodziejstwa uświadczysz”. Dalej mówi, że człowiek na krzywdzie ludzkiej nie wychodzi lepiej aniżeli na sprawiedliwości. Następnie posługuje się bliską wrażliwości chrześcijańskiej metaforą pasterza, konkludujący, iż umiejętności pasterskiej na niczym innym nie zależy, jak na dobru owiec. Realizacja tego dobra zawiodła pewnego Pasterza na śmierć na krzyżu za swoje owce.

W Księdze II Glaukon zauważa, że sprawiedliwość jest wynikiem umowy pomiędzy ludźmi, którzy postanawiają nie krzywdzić, aby nie zostać skrzywdzonym. Dla Sokratesa, a także dla chrześcijan, to za mało. Nad ludźmi musi bowiem zawisnąć konieczność postępowania zgodnego z Wolą Bożą, na której Bóg ukonstytuował Prawo nadane Ludowi Bożemu. Grek zaś tę transcendentną wobec ludzkich umów ideę widzi w sprawiedliwości.

Na koniec chciałbym schematycznie zobrazować wspólną dla Greków i chrześcijan konsekwencję myślenia o Bogu, jako o niebędącym przyczyną zła:

 

 

 

 

 

 

Mateusz Wawrzonek

 

Bibliografia:

De Joinville Jean, „Czyny Ludwika Świętego króla Francji”, Warszawa 2002

Platon, „Państwo”, Warszawa 1990

Św. Augustyn, „Wyznania”, Warszawa 1955

Kategoria: Myśl, Publicystyka

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Gierwazy pisze:

    "Kefalos ciągnie dalej, że gdy rządze przestają szarpać i opadają, to człowiek staje się wolny". Ah te "rządze", trzeba przeto sprawić, by żądz moc móc zmóc…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: