„Sisi… a ja wam powiem, jak było naprawdę”

| 21 sierpnia 2020 | 0 Komentarzy

Pośród filmów stworzonych według jednego scenariusza znalazłam w końcu obraz, który dotyczy cesarzowej Elżbiety, a nie jest landrynkowy. To austriacka kontaminacja dokumentu i fabuły pt. "Sisi… a ja wam opowiem, jak było naprawdę" w reżyserii Kurta  Mündla. Nadworny lekarz Habsburgów, dr Hermann von Widerhofer (1832-1901) opowiada w nim o cesarzowej jako mieszkaniec Dworu. 

Film jest skrzyżowaniem dzieła fabularnego i dokumentu. Oś główną stanowi narracja  lekarza. Opowieść ilustrują sceny ze słynnego filmu z Romy Schneider oraz innych  produkcji hagiograficznych, jak też – w kontraście – wątki z Jessicą Franz i Anną Berg w roli głównej.

Dr von Widerhofer rozpoczyna opowieść z gazetą codzienną w ręku, anonsującą śmierć cesarzowej i wraca do zabójstwa Elżbiety pod koniec swoich wspomnień. Film jest poruszający i bardzo smutny. Elżbieta Bawarska to egocentryczka, melancholiczka, paranoiczka, spirytystka i osoba z zaburzeniami żywienia. Te ostatnie przedstawiono w sposób naturalistyczny (wyliczenie zwyczajów dietetycznych, sceny wymiotów). Osóbkę, która miała żyć "w złotej klatce" i żałośnie ćwierkała zza jej złotych szczebelków, zastąpiono oschłą, a nawet surową damą, która raczej gryzie, a nie ćwierka. Wymowny jest już sam jej wizerunek – ten zacięty wyraz twarzy, gestykulacja, wyniosłość. Nic z baśniowej wizji Ernsta Marischki…

Zgodnie z fabułą, Sisi nie potrafiła się nikomu podporządkować i przez całe życie na dworze wymuszała na otoczeniu spełnianie swych dziwacznych pragnień. Nie ma sensu wymieniać wszystkich pomysłów "poetki", dość, że z opowieści lekarza wyłania się obraz osoby chorej psychicznie. A jednak, podobno, na wieść o jej śmierci cesarz Franciszek Józef powiedział: "Była chlubą mojego tronu". Można więc przyjąć, że była to postać mocno kontrowersyjna. Kochające oczy męża widziały ją wciąż taką samą, jaką poznał przed laty.

Finał tego filmu jest symboliczny. Lekarz dworski odchodzi w głąb pałacowych korytarzy w takt hymnu "Boże chroń Cesarza", granego na żałobną nutę. Jak dzwon pogrzebowy brzmi w tym momencie komenarz producenta: "Dr von Widerhof zmarł w 1901 roku i nie doczekał lepszych czasów". Szkoda, że reżyser nie wyjaśnił, co kryje się pod określeniem "lepsze czasy". Bo wkrótce nadeszła wojna, która zmiotła monarchię, i banicja dla Habsburgów.

Aleksandra Solarewicz

"Sisi … und ich erzähle euch die Wahrheit", Austria 2012. Reż. Kurt Mündl (pod nazwiskiem Mario Vinci), wyst. Jessica Franz (jako młoda Elżbieta), Anna Berg (jako podstarzała Elżbieta), Florentin Groll (dr Widerhofer)

Tags: , ,

Kategoria: Aleksandra Solarewicz, Recenzje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: