banner ad

Rumunia ociekająca bogactwem… Z Andrzejem Paradyszem rozmawia Aleksandra Solarewicz

| 6 października 2019 | 0 Komentarzy

Z Andrzejem Paradyszem, podróżnikiem i autorem książki „Anioły i demony na Bukowinie. Rowerem na pograniczu kultur” rozmawia Aleksandra Solarewicz.

 

Wiem, że z Twojego rodzinnego Jedlicza na Bukowinę jest dość blisko. Ale skąd pomysł by w ten górzysty teren wyruszyć rowerem?

To było spontaniczne i wynikało z ciekawości świata. Przekraczałem trzydziestkę, chciałem znaleźć odpowiedź na pytanie, co jeszcze ma dla mnie los? Poznałem Rumunię i zakochałem się w tym kraju, w jego mistyce i pięknie krajobrazów. Na decyzję o wyprawie miał także wpływ fakt, że znajomi na słowo Rumunia reagowali śmiechem, sarkastycznymi docinkami, a niekiedy pogardą.

Bo tam sama bieda z nędzą?

Tak, i ponoć mieszkają tam wyłącznie Cyganie, i jest niebezpiecznie. Pojechałem i obaliłem stereotypy. Ludzie okazali się otwarci i gościnni. A nasze kraje łączą wielowiekowe stosunki polityczne. Oprócz tego rumuńska kultura ma wiele do zaoferowania technokratycznemu Zachodowi, któremu wyraźnie brakuje tego „mistycznego polotu”, jaki daje się odczuć na wschodzie, a szczególnie w Rumunii. Dodam, że prawosławie rumuńskie mocno przenika się z tamtejszym folklorem, co widać choćby w dziełach sztuki sakralnej, którymi kraj ten wręcz ocieka.

Jedni wybierają tanie loty, a Ty okulbaczyłeś rower i heja!

Co ma wiele zalet. Pozwala na pełniejsze kontemplowanie otaczającego świata i dokładne jego poznanie. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Można zmierzyć się z sobą i własnymi ograniczeniami, podjąć walkę z niedogodnościami. Rowerem można pokonywać nawet do 200 km dziennie. Choć wówczas rzeczywistość umyka, a przecież wokół tyle się dzieje!

Pot na czole, spis treści w głowie? 

No wiesz J, u mnie normą było 60-80 km. Stąd mogłem swobodnie poznawać ludzi i ich styl życia. Fakt, wszystkie wydarzenia i doświadczenia nakładały się na siebie i zlewały w jedną całość. Czasem naprawdę trudno było ogarnąć ogrom informacji. Przy tym wszystkim, spis treści to „małe piwo”, zostawione na sam koniec (śmiech).

Składniki książki?

3 tysiące zdjęć i kilkanaście filmów rejestrujących luźne wywiady, które przeprowadziłem. Prace naukowe, blogi, wywiady, filmy w sieci i wiele ciekawych znajomości. Na przykład w Czerniowcach poznałem znanego ukraińskiego fotografa i aktora Sergeya Akhremenko oraz aktorkę i modelkę Anastasie Brichką. Mam z nimi nadal kontakt na FB, podobnie jak z dużą częścią poznanych młodych Bukowińczyków.

Efekt: dziennik, reportaż, opowieść?

 Pogłębiony reportaż o m.in. naturze człowieka i tożsamości mieszkańców Europy środkowo-wschodniej. Chciałem zrozumieć to, co spotykało mnie w drodze. Zadawałem liczne pytania. Skąd tak niebywała różnorodność kulturowa na skrawku ziemi o powierzchni 10 500 km2? Jak to możliwe, że w niewielkich wioskach potrafi żyć, obok siebie, pięć różnych wyznań? Dlaczego w okresie II wojny eksterminowano ok. 300 tysięcy rumuńskich Żydów i 11 tysięcy Cyganów? Odpowiedzi kryły się w zawiłej historii tych terenów.

Jak wspomniałeś, Rumunia ocieka bogactwem sakralnym…

Stoją tam wielowiekowe monastyry z malowanymi cerkwiami wpisanymi na listę UNESCO, można więc zderzyć się ze światem dla nas już minionym. Ale jest jeszcze inne bogactwo: solidarność i serdeczność, głębia świata duchowego, która splata się z niewyobrażalną biedą, wciąż „żywym” systemem komunistycznym i pozostałościami przeszłości. U nas, zachodni konsumpcjonizm spycha na margines poszukiwanie głębszych sensów istnienia i doświadczeń duchowych. Których nie można ani przeliczyć na pieniądze, ani kupić za żadne skarby. Bukowina stała się więc dla mnie bodźcem do odkrywania tego, co czyni człowieka bardziej ludzkim i lepszym.

Czy faktycznie spotkałeś tam „Anioły i demony”?
Hm. Moją opowieść można postrzegać jako proces „stawania się człowiekiem”, czyli istotą rozumną umiejącą odróżnić dobro od zła. Stąd m.in. tytułowe Anioły i Demony. Jak słusznie zauważono, książka jest przewodnikiem po duszy. Ale opisuje też wielobarwność otaczającej nas rzeczywistości.

Bukowinę, dawne „jagiellońskie kresy”, współtworzą Polonusi…

Do początków XX wieku powstało tam kilkanaście polskich wsi. Do dziś nasi rodacy zgodnie egzystują w sąsiedztwie m.in.: Ukraińców, Rumunów, Niemców, Żydów i Lipowian, czyli rosyjskich staroobrzędowców. W międzywojniu przeciętny obywatel Czerniowiec posługiwał się ukraińskim, rumuńskim, niemieckim i polskim, a nawet jidysz. W książce opisuję istotę tej wielokulturowości i specyfikę życia rodaków na obczyźnie.

Gdybyś miał dzisiaj podróżować od nowa, jakby się to potoczyło? 

Jestem przekonany, że moja podróż ma głębszy wymiar transcendentny, jest wręcz owocem przeznaczenia lub dziełem Opatrzności. W kolejnej zadbałbym o zabranie kamery, dyktafonu i odciążenie roweru ze zbędnych rzeczy, np. jedzenia (powszechnie dostępne sklepy). Choć bardziej mnie interesuje to, czy następna podróż okaże się równie fascynująca?

O! A dokąd tym razem?

Na wschodnie rubieże Polski. W tej książce poruszam temat polskiej tożsamości narodowej i chcę go pogłębić, tym bardziej że wciąż nakręcana jest w naszym kraju wojna polsko-polska. Być może skupię się na PRL-u i transformacji ustrojowej, a szczególnie na zaprzepaszczonym spadku po pierwszej Solidarności.

Nowa książka? A niedawno stwierdziłeś, że Twoja rumuńska opowieść „dalej się pisze”.

Pisząc o różnych zjawiskach społecznych – w tym także tych złych, jakie miały miejsce w moim miasteczku – odkryłem, że piszę również o innych miejscach w Polsce! Książka żyje w umysłach czytelników. Oni często odnajdują w niej sensy, których ja sam nie byłem do końca świadomy. To dzięki niej spotykam na swojej drodze ludzi, którzy stają się mi bliscy. Na przykład okazało się, że recenzent, prof. Eugeniusz Kłosek też niegdyś podróżował rowerem z ciężkimi sakwami. A z poznanym ostatnio założycielem Stowarzyszenia pod Karpatami mam wspólnego znajomego.

A wiesz, że Rumun z Suczawy, którego wymieniasz w książce, to najwyraźniej chłopak mojej znajomej z Wrocławia?

Wow. No właśnie, takie sploty akcji sprawiają, że tworzy się wokół książki i mnie sieć relacji, które wzbogacają moje życie. Podróż nadal trwa.

Aleksandra Solarewicz

 

Andrzej Paradysz – biogram

Rocznik 1986. Z wykształcenia pedagog, którego zainteresowania ogniskują wokół szeroko pojętej humanistyki, a szczególnie kulturoznawstwa i antropologii współczesności. Na co dzień stawia czoła wyzwaniu, jakie rzucił współczesnemu człowiekowi Edgar Faure: uczyć się, jak żyć; uczyć się, jak się uczyć, aby przez całe życie móc przyswajać nową wiedzę; uczyć się myśleć swobodnie i krytycznie; uczyć się kochać świat i czynić go bardziej ludzkim. Obecnie pracuje w branży motoryzacyjnej. Miłośnik muzyki reggae i poezji śpiewanej. Włóczykij z aparatem fotograficznym „łapiący obiektywem” ułamki codzienności. Pisanie traktuje jako swoisty rodzaj podróży w głąb siebie. Anioły i Demony w Bukowinie do pewnego stopnia są owocem takich ekspedycji.

 

Miejsca, gdzie można kupić książkę

W większości znanych księgarni internetowych np. Empik, Matras, Bonito itp. Osobiście odsyłam do księgarni swojego wydawnictwa: zaczytani.pl – księgarnia Wydawnictwa Novae Res: https://zaczytani.pl/ksiazka/anioly_i_demony_na_bukowinie_rowerem_na,druk

 

Opis zdjęć

  1. Pomnik wielkiej dłoni – zwany przez miejscowych La Palma – wybudowany w najwyższym punkcie przełęczy Pasul Ciumârna na wysokości ok. 1100 m.
  2. Cerkiew pw. św. Jerzego w Worońcu, zdobiona polichromią, czyli malowidłami ściennymi pochodzącymi z 1547 roku.
  3. Dom Polski w Pleszy – góralskiej wiosce położonej na Bukowinie południowej w Rumunii.
  4. Kościół rzymsko- katolicki we wsi Kaczyka, wzniesiony przez Polaków. Znajduje się w nim replika Matki Bożej Częstochowskiej czczonej, jako Matka Boża Kaczycka i Bukowińska.

 

Kategoria: Aleksandra Solarewicz, Prawa strona świata, Publicystyka, Reportaż

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *