banner ad

Prof. Bartyzel: “(…) podtrzymywać tezę o “wyzwoleniu” Polski przez Armię Czerwoną może tylko zaślepiony jednostronną miłością moskalofil”

| 1 grudnia 2019 | 13 komentarzy

Pogląd prof. Wielomskiego tu wyrażony nie jest niczym zaskakującym, jeśli zna się choćby pobieżnie jego (ekstrawagancką) publicystykę, niemniej stanowi on demagogiczną manipulację. Przede wszystkim popełnia klasyczny błąd logiczny "non sequitur", albowiem z przyjętej przesłanki – istnienia różnic pomiędzy Generalną Gubernią (właściwie powinno być: Generalnym Gubernatorstwem) a tzw. Polską Ludową – żadną miarą nie wynika logicznie wniosek w rozumowaniu o charakterze (z założenia) dedukcyjnym, iżby Armia Czerwona wyzwoliła Polskę. Jeśli siedzę zamknięty w więziennej celi, do której klucz ma jeden strażnik, a następnie inny strażnik przepędzi tamtego i odtąd to on będzie mnie trzymał pod kluczem, nie wynika, iżbym został uwolniony, bo przeczy temu rzeczywistość: nadal jestem w celi i nie mogę z niej wyjść. Nawet jeśli by ten pierwszy strażnik czynił bezpośrednie przygotowania do zamordowania mniej, a ten drugi, przepędzając pierwszego, doraźnie ocalił mi życie, niemniej nadal trzyma mnie pod kluczem, to i tak wciąż nie jestem wolny. Na płaszczyźnie realnej: Wehrmacht rozpoczynając w 1941 roku ofensywę na Wschód, też przecież doraźnie ocalił życie niejednemu Polakowi przeznaczonemu do rozstrzelania przez NKWD, ale przecież nie mówimy, że "wyzwolił" wschodnią część Polski.


Kluczowe jest tu więc słowo WYZWOLENIE, to zaś nie ma samo w sobie żadnej pozytywnej treści, bo jest tylko działaniem reaktywnym na zaistniałą sytuację jakiegoś ZNIEWOLENIA, toteż jego koniecznym pozytywnym korelatem i rezultatem musi być WOLNOŚĆ. Gdyby Armia Czerwona po wyparciu z Polski Niemców zwróciła Polakom wolność zarówno zewnętrzną, łącznie z uprawnieniem do swobodnego zawierania sojuszów, jak wewnętrzną, czyli swobodnego ustanowienia swojego ustroju i władz, to można by było mówić o wyzwoleniu, a nawet okazywać wdzięczność, jednakowoż – co jest oczywiste, więc nie wymaga dowodu – Sowiety postąpiły dokładnie odwrotnie, zniewalając Polskę zarówno w aspekcie zewnętrznym, jak wewnętrznym, ergo żadnego wyzwolenia nie było.


Drugą manipulacją jest przyjęta płaszczyzna porównania, czyli GG oraz "Polski Ludowej". Pierwsze było bowiem stosunkowo krótkim, bo kilkuletnim zarządem okupacyjnym w czasie wojny, drugie trwało pół wieku w warunkach (poza pierwszym miesiącami, czy latami – dodając czas działalności zbrojnego podziemia) pokoju, a przez ten długi okres czasu formy oraz stopień zniewolenia się zmieniały. Inaczej porównanie z okupacją niemiecką będzie wypadało w roku 1945 czy 1953, inaczej po 1956, inaczej w 1970 czy 1981, jeszcze inaczej w 1988. Jeśli się tego nie uwzględnia i porównuje się ryczałtem, to jakiekolwiek wnioski są poznawczo bezwartościowe, można je o kant… stołu wytrzeć.


Co zaś do warunków i skali zagrożeń dla polskości obu przypadków. Jest oczywiste, że miały one – wyjąwszy okres tuż powojenny, kiedy szalał terror fizyczny – inny charakter. Terror niemiecki wymierzony był w polskość jako taką i swoim rozmiarem stanowił zagrożenie dla samej substancji biologicznej narodu (choć też nie należy popadać w przesadę, bo rojenia o totalnej eksterminacji Polaków były niewykonalne; w razie zwycięstwa Niemiec groziłoby nam całkowite pozbawienie elit i drastyczna redukcja liczby ludności, sprowadzonej do rzędu niewolników, ale nie totalna zagłada). Zniewolenie komunistyczne miało natomiast zasadniczo charakter polityczny – ubezwłasnowolnienia, ale również, i co jeszcze groźniejsze (bo istnieć bez niepodległości naród może nawet przez długi czas, co też, zwłaszcza w Polsce, nie wymaga dowodu) – duchowy. Gdyby zamiary sowieckich komunistów i ich krajowych wykonawców się powiodły, gdyby nie nastąpiło tąpnięcie, rozkład, a w końcu krach systemu komunistycznego, Polacy przetrwaliby wprawdzie fizycznie, ale przestaliby być Polakami (i chrześcijanami), straciliby duszę, stając się "homines sovietici". Jeżeli zatem próbuje się dowodzić, iż Sowieci ocalili nas przed zagładą fizyczną, to jak można zapominać, że z drugiej strony groziłoby nam unicestwienie duchowe? No chyba, że jest się skrajnym materialistą, czy to marksistowskiego, czy to darwinistycznego chowu, dla którego dusza to puste słowo. Ponieważ, co do mnie, nie jestem również czysto etnicznym (tym bardziej rasowym) nacjonalistą czy "nacjokratą" (jak to teraz modniej jest mówić), nie wynoszę na najwyższy piedestał etni i krwi, to nie uważam również, że nawet i mój naród musi fizycznie istnieć za wszelką cenę, czyli również za cenę utraty duszy, przeciwnie – istnienie jego i jego państwowości musi być usprawiedliwione jakimś celem moralnym. Dla mnie narody, jak pisał Krasiński, to "myśli Boże w dziejach", toteż narody żyjące jak bydlęta, na istnienie niekoniecznie zasługują. Etniczny Polak, myślący i postępujący jak "homo sovieticus", o duszy wydrążonej przez komunizm, nie jest moim rodakiem, nie łączy mnie z nim żadna wspólnota.


Jeśli porównuje się okupację niemiecką ze zniewoleniem komunistycznym tylko na płaszczyźnie statystyki liczb pomordowanych, to oczywiście (uwzględniając nawet pierwszą okupację sowiecką w latach 1939-41), porównanie to wypada bezwzględnie na niekorzyść Niemców. Z pewnością zabili oni wielokrotnie więcej Polaków. Ale wszelkiej porównywanie zjawisk jakoś podobnych, lecz jednak różnych powinno uwzględniać wiele czynników, możliwie wszystkich. A przynajmniej jedna rzecz nie działa na ich niekorzyść. Niemcy nas mordowali, ale nie wymagali od nas wdzięczności za "wyzwolenie" spod panowania "jaśniepanów", nie żądali stawiania bram triumfalnych na powitanie Wehrmachtu, nie kazali prosić o przyłączenie Kraju Warty czy Śląska do wielkoniemieckiej Rzeszy, nie nalegali, aby pisać dziękczynne ody do Adolfa Hitlera jako słońca ludzkości i chorążego pokoju, nie kazali studiować "klasyków" ideologii narodowego socjalizmu, nie usiłowali przerobić nas na dobrych hitlerowców. Powie ktoś, że wynikało to zarówno z odmiennego od "uniwersalistycznego" komunizmu, partykularnego charakteru nazizmu, jak również z pogardy dla polskich "podludzi". Zapewne, nie zmienia to jednak tego, że tak było: Niemcy zabijali nasze ciała, ale nie interesowała ich nasza dusza.


Warto jeszcze wspomnieć o tym, co prof. Wielomski pominął w swojej deklaracji. Najwyraźniej "wyzwolenie" Polski przez Armię Czerwoną dotyczy według niego tylko obszaru GG, ziem inkorporowanych do Rzeszy w 1939 roku oraz "zdobytych dla nas" Ziem Odzyskanych na Zachodzie. "Wyzwolone" byłyby więc tylko Warszawa, Lublin, Kraków, Poznań, Katowice, tudzież Wrocław, Szczecin czy Gdańsk. Czy jednak ośmieliłby się także powiedzieć, że Armia Czerwona "wyzwoliła" także nasze województwa zabużańskie, Wilno, Grodno, Pińsk, Równe, Lwów, Stanisławów czy Tarnopol? Domyślam się jego odpowiedzi, bo wiem, że uważa te ziemie (błędnie zresztą nazywane Kresami) za mniej wartościowe i nieinteresujące z jego punktu widzenia. Nie zmienia to jednak faktu, że w świetle prawa międzynarodowego wszystkie te ziemie i miasta należały do państwa polskiego, a więc Sowieci zajmując je i inkorporując do ZSRS byli ich zaborcami, a nie "wyzwolicielami".


Konkludując: podtrzymywać tezę o "wyzwoleniu" Polski przez Armię Czerwoną może tylko zaślepiony jednostronną miłością moskalofil, dla którego dobro Polski jest tylko funkcją interesu Rosji.

 

Prof. Jacek Bartyzel

za facebook.com/jacek.bartyzel.7

Kategoria: Historia, Jacek Bartyzel, Publicystyka

Komentarze (13)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Skanderbeg pisze:

    A jak nazwać kogoś kto kiedyś wznosił toast calvadosem za hitlerowskich obrońców Berlina? Gdy egzystencjalny wróg polskiego narodu walczył też m.in. z Polakami, którzy brali udział w zdobywaniu stolicy III Rzeszy?

  2. 14 pisze:

    @Skandenberg

    Cas już najwyższy zrozumieć, że Polacy walczyli po nie tej stronie co trzeba. I przestać bredzić o egzystencjalnym wrogu, w dobie gdy od 75 lat najpierw żydokomunizm a teraz twoja ukochana demokracja (=żydokrajca = ZOG) eksterminuje polski naród szybciej i skuteczniej niż hitlerowcy. Ale co tam obchodzi nas dzisiaj, grunt, że nas wyzwolono, od Hitlera, dzięki czemu zapewniono nam biologiczne przetrwanie – ile razy ja już to słyszałem. Co z tego, że owo biologiczne przetrwanie jest zagrożone właśnie teraz, w czasie gdy mamym ach taką "wolność" (=ZOG).

     

  3. Jacek Bartyzel pisze:

    Nie wznosiłem toastu za HITLEROWSKICH obrońców Berlina. To kłamstwo, i co gorsza, świadome kłamstwo.

  4. wars pisze:

    Dla jakiegoś procenta mieszkańców ziem polskich to na pewno było wyzwolenie, na które czekali nie od 1939, ale od 1918 roku, i.e. dla duchowych dzieci Dzierżyńskiego et consortes, w których imienieniu zapewne przemawia p.Wielomski. Warto też pamiętać, że dla zwolenników różnych "realizmów politycznych" kolaboracja z aktualnym zwycięzcą nie tylko nie jest czymś zdrożnym, ale jest "racją stanu", mniejsza o doraźną ideologię. Stąd szczególne zacietrzewienie co poniektórych wobec żołnierzy wyklętych czy ludzi takich jak płk. Kukliński.

  5. Skanderbeg pisze:

    @Jacek Bartyzel. A czyim sojusznikiem były Legiony Waffen SS? Pan łapie za słówka. Podam cały link:   https://www.nacjonalista.pl/2010/05/12/jacek-bartyzel-polityczne-i-metapolityczne-konsekwencje-udzialu-w-moskiewskiej-paradzie/   Faktycznie, Pan profesor Bartyzel wzniósł toast nie za hitlerowców wprost, ale dla wojsk, które walczyły bezpośrednio przeciwko Polakom.

  6. Skanderbeg pisze:

    @14. Bzdura. Wrogiem egzystencjalnym były hitlerowskie Niemcy. Gdyby nie Sowieci, to może Polaków już by nie było. Wcześniej wszak udało się Niemcom zgermanizować Słowian Połabskich, z potomkami księcia Niklota włącznie.

    Takie twierdzenia jakie prezentuje Pan Profesor (i wyznawcy takich poglądów) jest z gruntu ahistoryczne.

    Panowie patrzycie ideologicznie a nie narodowo czy geopolitycznie.

  7. Arkadiusz Jakubczyk pisze:

    @Skanderbeg. Oczywiście że nie “patrzymy idelogicznie” – nie jesteśmy pod wpływem żadnej ideologii. Narodowej również.

  8. Gierwazy pisze:

    Mocne zakończenie (czy aby nie za mocne?)… Aczkolwiek zgadzam się z argumentacją p. prof. Bartyzela. Trudno mówić o "wyzwoleniu" w przypadku kiedy jeden oprych przegoni bandytę, który maltretował mnie związanego na krześle, po czym wsadzi mnie do klatki, stosując inne, wymyślne tortury.

  9. Sowa pisze:

    Trudno rozróżniać barbarzyństwa, ale trzeba pamiętać o kilku rzeczach:

    – jakie cele miał GeneralPlan Ost – fizyczną likwidację Polaków, czego Niemcy nie ukrywali. A pomogli im m.in. tacy durnie, jak dowództwo AK rozpoczynające powstanie w Warszawie.

    – co zmieniło się w etnicznej obsadzie naczelnych władz ZSRR w związku ze śmiercią Stalina. Wiem, śmierdzący wątek.

  10. Skanderbeg pisze:

    @Arkadiusz Jakubczyk. Oczywiście, że panowie patrzycie ideologicznie. Ja patrzę z punktu widzenia interesów narodowych i panstwowych. Nie z punktu widzenia ideologii, nawet narodowej. Abstrahując od tego, ze polski ruch narodowo-demokratyczny trudno nazwać ideologią w rozumieniu encyklopedycznym.

     

  11. 14 pisze:

    "Bzdura. Wrogiem egzystencjalnym były hitlerowskie Niemcy. Gdyby nie Sowieci, to może Polaków już by nie było. Wcześniej wszak udało się Niemcom zgermanizować Słowian Połabskich, z potomkami księcia Niklota włącznie."

    Sranie w banie. Umieściłem post w którym napisałem, że żydokomuna a teraz żydoliberalizm demograficznie wyniszczają polski naród szybciej i skuteczniej niż hitleryzm. Czy zatem nie są one wrogiem egzystencjalnym narodu polskiego? To pytanie dla ciebie: "wróg egzystencjalny" to przecież ktoś kto zagraża mojej egzystencji. Czy zatem reżim, który nawet jeśli nie stosuje masowej eksterminacji elit (a to robiła żydokomuna, więc nie rozumiem, czemu nie uważasz, że nie była ona egzystencjalnym wrogiem polskiego narodu), to promuje politykę obliczoną, na wytępienie narodu (a to robiła żydokomuna i robi żydoliberalizm), nie jest moim wrogiem egzystencjalnym?

    Pomijam fakt, że ja patrzę z punktu widzenia interesów rasy jako całości, a nie tylko jednego narodu (a z tego punktu widzenia, to państwa osi raczej reprezentowały interesy białej rasy, niż zażydzeni alianci. Rok 1945 nie był triumfem ŻADNEGO białego narodu – ani Polaków, ani Rosjan, ani Anglików, ani białych Amerykanów. Tylko i wyłącznie triumfem Żydów. Gdyby był to dlaczego – "zwycięscy" Anglicy tuż po wojnie stracili swe imperium i zaczęli być wymieniani przez Żydów na kolorowych i mieszańców rasowych). Jak i to, że jestem etnicznie czysto polskim Górnoślązakiem, moi przodkowie walczyli za Rzeszę w mundurach Wehrmachtu i co? Niemcy NIKOGO, absolutnie NIKOGO z rodziny mi nie zamordowali. Wszystkie moje przodkinie i przodkowie i ich krewni mieli niemieckie obywatelstwo. A potem, w 1945 weszli, do wiosek zamieszkałych przez moich dziadków i babcie i ich rodziny, sowieci i się zaczęło piekło na ziemi. Już przy wyzwoleniu wymordowali mi sporą część rodziny – kobiety i mężczyzn. Potem męską część ludności w wieku dorosłym wywieziono w bydlęcych wagonach na Syberię, skąd większość nie wróciła… Ojciec mojego dziadka np. był wśród ofiar. No i co z tymi ludźmi, którzy zmarli jako jeńcy w sowieckich obozach. Ale rozumiem: że według ciebie, powinienem na kolanach dziękować moim "wyzwolicielom", że mnie "wyzwolili" od jedynego rządu na świecie, który potrafił wyzwolić swój naród przynajmniej na 12 lat od tyranii żydostwa (i dlatego ów rząd i jego wielki Fuehrer jest tak bardzo znienawidzony)? Mniejsza zresztą o historię. Ty nie rozumiesz, że dziś żyjemy w innych czasach, inne są dziś podziały. Dziś mamy wszędzie żydowską dominację we wszystkich białych krajach i eksterminację białego człowieka, przez forsowaną przez Żydów niską dzietność wśród białych z jednej, a z drugiej strony przez tak samo forsowaną przez Żydów masową kolorową imigrację i związane z nią wysoką przestępczość i mieszanie ras. Biali muszą się zjednoczyć w walce przeciw żydowskiej tyranii, trzeba wyciszać dawne między-białe spory, a nie bredzić w kółko o złym Hitlerze, złym nazizmie, złej III Rzeszy, w sytuacji, gdy Żyd eksterminuje nas wszystkich.

     

  12. 14 pisze:

    "Czy zatem reżim, który (…) to promuje politykę (…)" Miało być: PROWADZI politykę.

    "Gdyby był to dlaczego – "zwycięscy" Anglicy" (…). Miało być: dlaczego NA PRZYKŁAD "zwycięscy Anglicy" (…). Bo w innych wymienionych przeze mnie "zwycięskich" białych narodach, polskiego nie wyłączając jest tak samo. Zresztą: nawet w Niemczech, obecna zażydzona, szabesgoiczna klika, która tam panuje i która liże żydowskie buty i uprawia samobiczowanie i kajanie się za różne holo-hoaxy, widzi rok 1945 jako wyzwolenie! Obłęd. Biali ludzie zbudźcie się, przestańcie pluć na własnych bohaterów, bo tak wam każe zasrany żydowski Hollywood.

  13. 14 pisze:

    "Wrogiem egzystencjalnym były hitlerowskie Niemcy."

    Reasumując moje rozważania: nawet jeśli to zatem jest prawda (ja tak osobiście nie uważam, napisałem dlaczego, jestem Ślązakiem i utożsamiam się z białą rasą jako całością, a nie tylko z jednym z narodów, a Niemcy są częścią białej rasy jak Polacy, więc nie mogą być moim wrogiem), to kluczowe w tym zdaniu jest słowo: BYŁY. Radzę skupić się na obecnych (((wrogach))), a nie wrogach, czy "wrogach" sprzed prawie 100 lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *