Morrison: Czy Duch Święty opuścił Kościół na Soborze Watykańskim II?

| 29 czerwca 2021 | 0 Komentarzy

W wywiadzie z 1976 roku, opublikowanym pod tytułem Vatican Encounter, arcybiskup Marcel Lefebvre wygłosił kilka uderzających stwierdzeń na temat roli Ducha Świętego podczas Vaticanum II:

„Być może powinienem był energiczniej walczyć o poprawę dokumentów albo odmówić ich podpisania, jak później postąpiłem z innymi. W rzeczywistości miałem wbrew nadziei nadzieję, że Duch Święty zapobiegnie realizacji pewnych projektów lub że papież zainterweniuje w ostatniej chwili”.

„Tylko Bóg wie, co naprawdę działo się podczas Soboru Watykańskiego II i jakie były prawdziwe motywacje tych, którzy wywarli swój wpływ na Sobór. […] Duch Święty był nieobecny na Soborze, którego szkodliwe skutki są widoczne na co dzień”.

„Jeszcze przed zamknięciem Soboru ogłosiłem wszystkim zgromadzonym tam ojcom, że według mojego poglądu to nie Duch Święty natchnął Sobór, ale być może szatan”.

Komentując zaś niesławny moment, kiedy kardynał Alfrink kazał wyłączyć mikrofon kardynałowi Ottavianiemu, wywołując „ogromny wybuch śmiechu”, gdy kardynał Ottaviani kontynuował swoją wypowiedź, Lefebvre mówił: „Było mi wstyd za biskupów, którzy zachowali się w tak godny pożałowania sposób wobec jednego z najlepszych spośród nich. Takie rzeczy są jak przekleństwo […] Jak można w takich warunkach wierzyć w obecność Ducha Świętego?”.

Te śmiałe stwierdzenia są oczywiście sprzeczne z przekonaniami zdecydowanej większości katolików. Czy arcybiskup miał rację czy nie? Jak sam mówi, „tylko Bóg wie, co naprawdę wydarzyło się na Vaticanum II”, ale to pytanie jest niezwykle ważne. Czy Bóg pozostawił nas bez możliwości rozeznania?

Jednym ze sposobów oceny tego zagadnienia jest zastanowienie się, co musi oznaczać, że Duch Święty kierował Soborem. Gdyby tak rzeczywiście było, logicznie wynikałyby z tego następujące rzeczy:

Podstęp jest godny pochwały. Chociaż uczniowie Chrystusa mają być roztropni jak węże (Mt 10, 16), nie ma sensu, abyśmy pochwalali wysiłki biskupów oszukujących innych biskupów w celach, którym Kościół od dawna się sprzeciwia. A jednak, oszustwo było cechą charakterystyczną pracy liberalnych biskupów i teologów, począwszy od wezwania Soboru do bycia jedynie „pastoralnym”. Jak powiedział papież Paweł VI 12 stycznia 1966 roku, „biorąc pod uwagę duszpasterski charakter Soboru, unikał on wypowiadania, w sposób nadzwyczajny, dogmatów obdarzonych nutą nieomylności”.

W rezultacie, dokumenty Soboru Watykańskiego II podlegały mniej rygorystycznym normom, niż byłoby to wymagane w przypadku pism dogmatycznych. To pozwoliło, by dokumenty te zawierały mieszaninę ortodoksyjnych i heterodoksyjnych propozycji. Arcybiskup Lefebvre dostrzegł to niebezpieczeństwo i oświadczył:

„Każda komisja soborowa powinna przygotować dwa dokumenty: jeden, bardziej dogmatyczny, na użytek teologów, drugi, duszpasterski, na użytek wiernych katolików, a nawet niekatolików, a tym bardziej – niewierzących. W ten sposób dokumenty dogmatyczne, opracowane z tak wielką starannością i użyteczne w przedstawianiu prawdy naszym drogim kapłanom, a zwłaszcza profesorom i teologom, pozostaną zawsze złotą regułą wiary.”

Liberałowie odrzucili propozycję arcybiskupa Lefebvre’a na podstawie tego, że Sobór był raczej duszpasterski niż dogmatyczny. Innymi słowy, jasne przedstawienie prawdy podważyłoby ich wysiłki.

Teraz wiemy, że autorzy dwuznaczności wiedzieli, jak wykorzystają język po Soborze. W swojej książce Katechizm o kryzysie w Kościele, ks. Matthias Gaudron cytuje Karla Rahnera i Herberta Vorgrimlera na potwierdzenie tej niefortunnej rzeczywistości:

„Pewna liczba ważnych pytań teologicznych, co do których nie można było osiągnąć porozumienia, została pozostawiona otwarta poprzez wybór sformułowań, które mogły być różnie interpretowane przez poszczególne grupy i tendencje teologiczne na Soborze”.

Podobnie stwierdził ks. Schillebeeckx: „Użyliśmy niejednoznacznych terminów podczas Soboru i wiemy, jak będziemy je interpretować po jego zakończeniu”.

Czy tak właśnie działa Duch Święty?

U podstaw przekonania jakoby Duch Święty zatwierdził taki sobór [Vaticanum II], pomimo bardzo świadomych uchybień jego głównych architektów, leży bluźnierczy duch.

Owoce są nieistotne. Przez dziesięciolecia słyszeliśmy, że owoce Soboru Watykańskiego II nie są aż tak złe, na jakie wyglądają, ponieważ wciąż musimy w pełni wprowadzić postanowienia tego Soboru w życie. A jednak każda „dalsza implementacja” Vaticanum II przynosi złe owoce, co skłania zwolenników Soboru do wprowadzania kolejnych zmian, co prowadzi do jeszcze gorszych owoców. W rezultacie, jednym z najdziwniejszych owoców Vaticanum II jest skuteczny zakaz oceniania drzewa po jego owocach. Czy naprawdę wierzymy, że Duch Święty kierował Kościołem wydając tak złe owoce? Jeśli tak, to czy sądzimy, że Duchowi Świętemu po prostu zabrakło zdolności lub dalekowzroczności, aby właściwie pokierować Kościołem?

Prawda przeczy prawdzie. Smutną ironią losu jest słyszeć, jak wielu obrońców Soboru Watykańskiego II upiera się, że był on w idealnej zgodności z tradycyjnym nauczaniem Kościoła, podczas gdy ci innowatorzy, którzy faktycznie przyczynili się do powstania dokumentów soborowych, twierdzą, że był on monumentalnym odejściem od tradycyjnych przekonań. Ks. Yves Congar, na przykład, powiedział po Soborze, co następuje:

„Sobór zlikwidował to, co nazwałbym „bezwarunkowością” systemu. Mówiąc o systemie mam na myśli bardzo spójny zespół idei przekazywanych przez nauczanie rzymskich uniwersytetów, skodyfikowanych przez prawo kanoniczne i chronionych przez ścisły, dość skuteczny nadzór pod rządami Piusa XII”.

Kilku innych liberalnych współtwórców Vaticanum II złożyło podobne oświadczenia. Co więcej, można po prostu porównać propozycje potępione przez papieża Piusa IX w Quanta Cura z propozycjami zawartymi w Dignitatis Humanae, aby przekonać się, że ks. Congar miał rację, kiedy powiedział, że „afirmacja wolności religijnej przez Sobór Watykański II głosii […] niemal przeciwieństwo propozycji 16, 17 i 19” Syllabusa.

Niemniej jednak, szczerzy obrońcy Soboru — w odróżnieniu od wielu wilków, którzy wiedzą, czym naprawdę był Sobór — odmawiają przyznania, że Sobór jest sprzeczny z tradycyjnym nauczaniem Kościoła, ponieważ usłyszeli od „autorytetów”, że Sobór jest zgodny z tym, czego Kościół zawsze nauczał. Jeśli Sobór powiedział zasadniczo to samo, ale mniej wyraźnie niż tradycyjne sformułowania, dlaczego innowatorzy nalegają, abyśmy wykorzystali go jako nowy punkt wyjścia (reset) dla katolicyzmu?

Duch Święty powinien być kuszony. Poza tym, lekkomyślne podejście do Soboru zasadniczo gwarantowało, że mógł on odnieść sukces jedynie poprzez cudowne przezwyciężenie niecnych zamiarów liberalnych teologów. Ks. Dominic Bourmaud w swoim dziele Sto lat modernizmu podkreślił problem, jaki tkwił w sposobie, według którego przebiegał Sobór:

„Co miał oznaczać sobór, który nie ma sprecyzowanego celu poza „otwarciem na świat”? Czy nie było to kuszenie Ducha Świętego, aby ogłosić Jego interwencję w spotkaniu, które nie miało prawdziwej racji bytu? Czy nie było to równoznaczne z daniem modernistom carte blanche na wypełnienie pustki?”.

Ci, którzy bronią Soboru pomimo oszustw, okropnych owoców i sprzeczności z wcześniejszymi naukami Kościoła, skutecznie deklarują, że Duch Święty rzeczywiście powinien być kuszony!  Być może właśnie w ten sposób naprawdę odnajdujemy „Boga niespodzianek” papieża Franciszka.

Duch Święty jest po prostu talizmanem. Ostatecznym wyjściem z sytuacji dla wielu obrońców Soboru Watykańskiego II jest stwierdzenie, że Sobór się odbył, więc musiał być prowadzony przez Ducha Świętego. Tak więc, nawet jeśli liberalne frakcje wewnątrz Soboru chciały uniknąć procedury, która gwarantowałaby nieomylność, musimy traktować go jako nieomylny. Ks. Gaudron odnosi się do tego punktu w swoim Katechizmie o kryzysie w Kościele:

Vaticanum II, sobór „pastoralny”, odmówił powołania się na swój autorytet w celu zdefiniowania czegokolwiek; nie narzucił wolności religijnej i ekumenizmu jako prawd wiary, i dlatego wymyka się nadzwyczajnemu magisterium. W ten sam sposób wymyka się również nieomylnemu magisterium zwyczajnemu, ponieważ nie może być mowy o nieomylności, jeśli biskupi nie zaświadczą autorytatywnie, że nauczanie, które przekazują, należy do depozytu wiary (lub jest z nim koniecznie związane) i że należy je uważać za niezmienne i obowiązujące.”

U podstaw przekonania, że można powiedzieć, iż Duch Święty zatwierdził taki Sobór, pomimo bardzo świadomych uchybień jego głównych architektów, leży bluźnierczy duch. To tak jakby wierzyć, że ktokolwiek może przejąć sobór, może zrobić z nim co zechce, a następnie zmusić Ducha Świętego do zatwierdzenia go. Stosownie do tego, taka mentalność jest tą samą, która doprowadziła do wątpliwej kanonizacji papieża Pawła VI.

Wiemy z naszego katechizmu, że „Duch Święty na zawsze pozostanie z Kościołem i będzie go prowadził drogą świętości i prawdy”. Wydaje się jednak, że nie potrafimy obronić Soboru Watykańskiego II bez oślepiania się na fakty. W tym świetle wydawać by się mogło, że Duch Święty opuścił Kościół w czasie Vaticanum II.

A jednak, jest jeszcze jeden wniosek, który możemy wyciągnąć. Jaki był ogólny cel Soboru? Papież Jan XXIII powiedział, że “głównym celem Soboru jest ukazanie światu Kościoła Bożego w jego wiecznej żywotności i prawdzie …”. Nawet jeśli jest to dość ogólnikowy cel, możemy powiedzieć, że Kościół mógłby prawdopodobnie go zrealizować, gdyby wzmocnił swój zapał i miłość do prawdy.

Co widzimy? Ze strony tych, którzy akceptują Sobór, widzimy ogólne osłabienie wiary – Kościół bez zapału i prawdy. Bóg nie da się wykpić i możemy nawet wyczuć, że Duch Święty opuścił tych, którzy starali się przekształcić Kościół w coś, czym nigdy nie będzie mógł być.

Widzimy, że Duch Święty nie opuścił Kościoła podczas Vaticanum II, ale raczej pozwolił Soborowi zmusić wiernych katolików do walki o swoją wiarę w obliczu prześladowań.

Ale co z tymi, którzy, jak abp Lefebvre, na różne sposoby walczyli z liberalnymi innowacjami? Dostrzegamy u nich ogromne owoce. Rodziny muszą włożyć wiele wysiłku, aby znaleźć Mszę trydencką, czasami jadąc wiele godzin, aby uczestniczyć w niej w piwnicach kościołów, w hotelach lub w domach. Ponoszą wielkie ofiary finansowe, aby w końcu mieć własne kościoły. Rodziny te wychowują swoje dzieci w tradycji, odróżniając się od społeczeństwa skromnym ubiorem, przyzwoitymi rozrywkami i wielkim wysiłkiem, aby odpowiednio wychować swoje dzieci. Tęsknią za powołaniami do życia kapłańskiego i zakonnego. Nasi kapłani wykazują heroiczną cnotę w niesieniu sakramentów i prawdy tym, których chcą przemienić w świętych. Każdy, kto spędził dużo czasu wśród tradycyjnych wspólnot katolickich, może z łatwością dodać do tej listy jeszcze wiele innych wspaniałych owoców. Musimy również przyznać, że owoce te zostały wydane w okresie, w którym reszta świata pogrążyła się jeszcze bardziej w grzechu i bezbożności.

Najważniejszym z tych wszystkich owoców jest niezłomna determinacja tradycyjnych katolików, by trzymać się tego, czego Kościół zawsze nauczał i praktykował, nawet w obliczu prześladowań ze strony katolików soborowych. Te prześladowania są dla nich wielkim błogosławieństwem, a nawet znakiem, że są na właściwej drodze. Katechizm św. Piusa X mówi o prześladowaniach, które często towarzyszą tym, którzy trzymają się prawdy:

Q. Czy Kościół katolicki może być zniszczony lub zginąć? A. Nie; Kościół katolicki może być prześladowany, ale nigdy nie może być zniszczony ani zginąć. Będzie trwał do końca świata, ponieważ Jezus Chrystus, jak obiecał, będzie z nim aż do końca czasów.

Q. Dlaczego Kościół Katolicki jest tak prześladowany? A. Kościół Katolicki jest tak prześladowany, ponieważ nawet jego Boski Założyciel, Jezus Chrystus, był tak prześladowany, i ponieważ gani wady, zwalcza namiętności i potępia wszystkie akty niesprawiedliwości i wszystkie błędy.

W tym świetle widzimy, że Duch Święty nie opuścił Kościoła podczas Soboru Watykańskiego II, ale raczej pozwolił mu zmusić wiernych katolików do walki o swoją wiarę w obliczu prześladowań. Wydaje się mało prawdopodobne, aby Ojcowie Soboru mogli mieć realną nadzieję na rozbudzenie takiego zapału i miłości do prawdy, które ożywiają tak wielu w rosnącym ruchu tradycyjnych katolików. Tak, to jest właśnie ten rodzaj odnowy, który mógłby oznaczać sukces Vaticanum II.

Ci z nas, którzy dosłownie lub w przenośni czują się zepchnięci do kościelnych piwnic, są w dobrym towarzystwie. List św. Atanazego do swojej trzody jest chwalebnym przypomnieniem tego, jak wygląda ochrona Ducha Świętego, gdy katolicy są prześladowani przez tych, którzy twierdzą, że reprezentują Kościół:

„Niech Bóg was pocieszy! […] To, co was zasmuca […], to fakt, że inni przemocą zajęli kościoły, podczas gdy wy w tym czasie jesteście na zewnątrz. Faktem jest, że oni mają pomieszczenia, ale wy macie wiarę apostolską. Oni mogą zajmować nasze kościoły, lecz są poza prawdziwą wiarą. Wy pozostajecie poza miejscami kultu, lecz wiara mieszka w was. Zastanówmy się: co jest ważniejsze, miejsce czy wiara? Oczywiście, że prawdziwa wiara. Kto przegrał, a kto wygrał w tej walce — ten, kto trzyma się miejsca, czy ten, kto trzyma się wiary? Tak więc, im gwałtowniej starają się zająć miejsca kultu, tym bardziej oddzielają się od Kościoła. Twierdzą, że reprezentują Kościół, ale w rzeczywistości są tymi, którzy sami się z niego usuwają i schodzą na manowce. Nawet jeśli katolicy wierni Tradycji zostaną zredukowani do garstki, to właśnie oni są prawdziwym Kościołem Jezusa Chrystusa”.

Niestety, kiedy i jeśli w ogóle będziemy mieli Ojca Świętego, który powróci do duchowego Rzymu, przekona się on, że tradycja nie umarła. Cokolwiek zrobi z Vaticanum II, zrobi to w pełnej zależności i wierności natchnieniom Ducha Świętego. W międzyczasie, niech Bóg da nam łaskę pozostania zawsze wiernymi prawdziwemu Kościołowi Jezusa Chrystusa, zwłaszcza gdy jesteśmy prześladowani przez tych, którzy błędnie wierzą, że Duch Święty kieruje ich próbami zburzenia Kościoła.

 

Robert Morrison

 

Tłum. Szymon Żmijewski

Kategoria: Publicystyka, Religia, Wiara

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: