Maurras: Credo (autobiografia filozoficzna)

| 13 kwietnia 2021 | 0 Komentarzy

[Pascal]: Jego zakład sprawił zapewne, że niemal bezwiednie skłoniłem się ku podwójnemu przedmiotowi spekulacji kartezjańskiej: z jednej strony, tajemnicy niezmierzonego świata widzialnego, z drugiej strony, niecierpliwości i władczego wymogu czystego ducha. Kiedy Pascal przekroczył te dwa porządki refleksji, wstrząsnął również inteligencją bardzo młodego ducha, zresztą zamkniętego w eliptycznym mistycyzmie.

[Hume] Hume, przeciwnie, dał mi intensywną przyjemność inteligencji.

[Kant] Przy Kancie doznałem dwukrotnej irytacji z powodu jego [Krytyki] czystego rozumu i [Krytyki] rozumu praktycznego, odpoczywając jedynie przy wspaniałej Krytyce [władzy] sądzenia, dotyczącej filozofii sztuki.

[Tomizm] Gdy wybiło mi osiemnaście lat, napotkałem tomizm, co zdało mi się jak przejście przez lodowiec. Wyjątkowe piękno, ale nie do przebycia.

[Pozytywizm] Wreszcie, sam pozytywizm nie mógł mnie nigdy przywiązać do swojego głównego dogmatu: zawsze sprzeciwiałem się konieczności przejścia, według Augusta Comte’a, ducha ludzkiego przez serię trzech stanów: teologicznego, metafizycznego i naukowego.

Lata studiów i medytacji spędzonych na roztrząsaniu antynomii nie dały nic poza satysfakcją z uszczypliwej krytyki lub jasności nazbyt sterylnej. Takie były owoce mojego rozwoju filozoficznego. Nie znalazłem niczego innego.

Moje badania nie doprowadziły mnie do niczego więcej, jak do syntez skrajnie subiektywnych. Krótko mówiąc, nie powiodły się. W estetyce i w polityce odnalazłem radość zrozumienia oczywistych idei naczelnych; w filozofii czystej – nie.

Metoda

To, co nazywa się moją doktryną polityczną nie jest wydedukowane, lecz wyindukowane, jest indukowaniem z faktów oraz powiązaniem faktów, które nazywam również prawami. Atoli nie prawami imperatywnymi, w sensie rozporządzenia czy nakazu, lecz prawami stałości i następowania, jak ciepło i wrzenie.

Prawa natury

Świat fizyczny ma swoje prawa, natura ludzka ma swoje, które to prawa nie są wynajdywane, lecz odkrywane. Umysł ludzki zamiast wzbijać się w chmury, winien rozglądać się wokół siebie, aby odnaleźć swoje przeznaczenie i kierunek pośród światła.

Nie ma „nowych praw”. Wszystkie one są stare, jedynie ich odkrycie i ogłoszenie może być nowością; wszystkie one funkcjonują odwiecznie, chociaż o niektórych możemy być jeszcze niepowiadomieni; panują odwiecznie, tak jak zasada Archimedesa panowała milion czy dwa miliony lat zanim żył Archimedes. Podobnie radium świeciło, promieniowało i bombardowało w czasach Sesotrisa. Prawa natury ludzkiej nie zmieniły się bardziej, podobnie jak sama natura człowieka. Jeżeli wyłączyć – co konieczne, zważywszy jej użyźnienie ulotnymi hipotezami – prehistorię, i jeśli uwzględnić korektę w postaci religijno-moralnego doskonalenia przez katolicyzm, typ ludzki przedstawi się jako układ stały.

Dobro wspólne ma zasady, które są zależne od natury rzeczy i ludzi, ich miejsca i ich funkcji na ziemi; w konsekwencji, przeznaczenie wspólnot naturalnych nie może być pozostawione fantazji ani arbitralnym decyzjom jednostek, które zbiorowości te tworzą, ale podlega prawom stałym, niezależnym od nas i przewyższającym nas, dającym się za to wiernie rozpoznać i zastosować prawie tak ściśle, jak to się dzieje z innymi prawami wszechświata.

Człowiek w społeczeństwie

Człowiek nawykły do zdyscyplinowanego rozumowania, i który potrafi dostrzec wszystko to, co przekracza jego samego, doznaje przerażenia ograniczonością i znikomością swojej czysto osobistej egzystencji. Jesteśmy naszymi przodkami, naszymi nauczycielami, naszymi pierworodnymi. Jesteśmy naszymi książkami, naszymi obrazami, naszymi pomnikami; jesteśmy naszymi pejzażami, jesteśmy naszymi podróżami, wreszcie po prostu jesteśmy (kończę na tym, co najprzedziwniejsze i najbardziej nieznane), jesteśmy nieskończoną republiką naszych ciał, która zapożycza prawie wszystko z zewnątrz, i która przetwarza to w alembikach, których kierunek i uczucie całkowicie nam umykają.

Społeczeństwo na pewno nie jest wielkim zwierzęciem, którego komórkami miałyby być jednostki. Ale nie jest ono również „przystąpieniem do wspólnoty” indywidualnych woli, które w teorii prawa nazywa się stowarzyszeniem.

Społeczeństwo nie jest stowarzyszeniem dobrowolnym, lecz związkiem naturalnym.

Ono nie jest zamierzone, nie jest wybrane przez swoich członków. Nie wybieramy ani naszej krwi, ani naszej ojczyzny, ani naszego języka, ani naszej tradycji. Nasze ojczyste społeczeństwo jest nam dane. Społeczeństwo ludzkie stanowi część potrzeb naszej natury. Mamy tylko możliwość jego akceptacji, zbuntowania się przeciwko niemu i, być może, ucieczki bez możności opuszczenia go w istocie.

Równość a postęp

Społeczeństwo może dążyć do równości, lecz w biologii równość panuje tylko na cmentarzu.

Im bardziej żyje i doskonali się jakaś istota, tym bardziej podział pracy wywołuje nierówność funkcji, co pociąga za sobą zróżnicowanie organów i ich nierówność, a nawet nierówność ich części składowych, chociażby na początku te pierwotne elementy były w pewien sposób identyczne: równość może istnieć na najniższym stopniu rozwoju, u zarania życia, ale postęp samego życia niszczy ją. Postęp jest arystokratą.

Wolność i autorytet

Być wolnym, pod warunkiem bycia podporządkowanym Bogu liberalnemu lub libertariańskiemu, poprzez kontrakt lub stowarzyszenie, znaczy być sprzęgniętym ze wszystkimi językami świata. Ten fałszywy Bóg sprzeczności budzi śmiech. Pierwszy wolny duch ujawnił się przez odmowę posłuszeństwa. Sama w sobie wolność nie jest ani Bogiem, ani zasadą, ani celem. Powtórzmy: wolność czyja? Wolność czego? Czy również mordercy? Czy również bandyty? Czy raczej tego, który go osądza? Wolność jest niczym więcej, jak jednym ze środków do zachowania porządku i pokoju – albo ich przeciwieństwa. Również autorytet, który unosi się w najwyższej sferze, nie jest niczym więcej, jak środkiem. […] Autorytet ma także swój cel najwyższy, którym jest Dobro, to Dobro, które dostrzegamy zawsze i wszędzie, i które umożliwia dokonywanie osądu każdego aktu politycznego.

Dlaczego klasycy

Bardziej niż refleksja, cudowny instynkt, albo raczej światło nadludzkiego, boskiego rozumu pozwoliło Grekom odczuć, iż dobro nie jest w rzeczach, lecz w ładzie rzeczy, nie w liczbie, lecz w kompozycji, i nie zawdzięcza ono nic ilości, lecz wszystko jakości. Grecy odkryli wartość ograniczeń, nie tylko w sztuce, ale także w myśleniu i w nauce moralnej. Pojęli, że w moralności, w wiedzy, w sztuce to, co istotne, nie zawdzięcza nic materiałowi, zatem posługując się najszlachetniejszymi materiałami, aplikowali im miarę.

Idea „szczytu doskonałości i dojrzałości” rządziła tym wielkim ludem tak długo, dopokąd pozostawał on wierny samemu sobie.

Jestem Rzymianinem

Jestem Rzymianinem, ponieważ Rzym, od konsula Mariusza i boskiego Juliusza aż po Teodozjusza, zarysował pierwokształt mojej Francji. Jestem Rzymianinem, ponieważ Rzym, Rzym księży i papieży, dał wieczystą podstawę uczuciom, obyczajom, językowi, kultowi, dziełu politycznemu pokoleń administratorów i sędziów. Jestem Rzymianinem, bo gdyby moi ojcowie nie byli Rzymianami, tak jak ja nim jestem, pierwsza inwazja barbarzyńców, pomiędzy V a X wiekiem, uczyniłaby ze mnie Niemca czy Norwega. Jestem Rzymianinem, ponieważ bez opiekuńczego romanizmu druga inwazja barbarzyńska, która miała miejsce w XVI wieku, inwazja protestancka, uczyniłaby ze mnie rodzaj Szwajcara. Jestem Rzymianinem w bogactwie mego istnienia historycznego, intelektualnego i moralnego. Jestem Rzymianinem, bo gdybym nim nie był, nie miałbym w sobie również prawie nic z Francuza. I nie doznaję nigdy różnicy pomiędzy moim poczuciem bycia Rzymianinem, interesami katolicyzmu rzymskiego oraz interesami Francji, które się zawsze zgadzają, a nie są sprzeczne w jakikolwiek sposób. Lecz także inne jeszcze interesy, bardziej ogólne, o ile nie bardziej naglące, dają mi prawo czuć się Rzymianinem.

Jestem Rzymianinem w tej mierze w jakiej czuję się człowiekiem: zwierzęciem, które zbudowało miasta i Państwa, nie zaś jakimś podgryzaczem korzeni; zwierzęciem społecznym, a nie mięsożernym samotnikiem; takim zwierzęciem, które, czy to wędrujące czy osiadłe, wyróżnia się umiejętnością czerpania z przeszłości, a nawet wyprowadzania z niej racjonalnego prawa, nie zaś destrukcyjnego karmienia się przez hordy dzikich resztkami ruin, będących ich dziełem. Jestem Rzymianinem poprzez wszystko to, co jest w moim bycie pozytywne, przez wszystko to, co jest radością przyjemności, pracy, myślenia, rozumu, nauki, sztuki, polityki i poezji ludzi żywych i zjednoczonych ze mną. Dzięki temu skarbcowi, który otrzymały Ateny, i przekazaniu go jako depozytu do mojego Paryża, Rzym oznacza niepodważalnie cywilizację i człowieczeństwo. Jestem Rzymianinem, jestem człowiekiem: dwa twierdzenia identyczne.

Ojczyzna

Ojczyzna to pola, mury, wieże i domy; to ołtarze i groby; to żywi ludzie, ojciec, matka i bracia, dzieci bawiące się w ogrodach, chłopi, którzy sieją pszenicę, ogrodnicy, którzy hodują róże, kupcy, rzemieślnicy, robotnicy, żołnierze; na świecie nie ma nic bardziej konkretnego.

Pierwszeństwo polityki

Kiedy powiadamy: „najpierw polityka”, mówimy, że polityka jest pierwsza, pierwsza w porządku czasowym, lecz absolutnie nie w porządku godności. To tyle, co powiedzieć, że droga musi być obrana zanim dojdzie się do celu; że strzała i łuk muszą być napięte, zanim grot dotknie tarczy; że środek działania poprzedza miejsce przeznaczenia.

Ekonomia

Ekonomia, będąca nauką i sztuką dostarczania pokarmów obywatelom i rodzinom, zapraszania na ucztę życia dostatniego i żyznego, jest jednym z koniecznych celów wszelkiej polityki. Jest ona nawet ważniejsza od polityki. Jednak właśnie dlatego musi następować po polityce, tak samo jak środek poprzedza cel, jak kres zajmuje miejsce na końcu drogi, ponieważ, powtórzmy, należy wybrać drogę, jeśli się chce dotrzeć do kresu.

W materii ekonomicznej, bardziej jeszcze niż w politycznej, pierwszą z sił jest kredyt zrodzony z zaufania.

Nacjonalizm

Nacjonalista świadomy swojej roli przyjmuje jako zasadę metodyczną, iż dobry obywatel podporządkowuje swoje uczucia, swoje interesy i swoje poglądy dobru Ojczyzny. Wie, że Ojczyzna jest racją ostateczną jego własnej pomyślności i pomyślności jego współobywateli. […] Każdy problem polityczny, które nie został rozstrzygnięty przez odniesienie do ogólnych interesów Ojczyzny, zdaje mu się problemem rozstrzygniętym niekompletnie. Nacjonalizm wymaga zatem, aby rozmaite kwestie, które są poruszane, były sprowadzone do wspólnego mianownika interesów narodu.

Państwo

Państwo zakłada się na rodzinie ponieważ, z jednej strony, jego ludność nie istnieje bez niej, z drugiej zaś, to ona odróżnia społeczeństwo polityczne od innych: społeczeństwo, które normalnie nie wyłania się z woli swoich członków, ale poprzez pokolenie, w którym ono rodzi się i odtwarza. Należę do Państwa francuskiego za przyczyną mojego ojca i mojej matki oraz ich rodziców. Mogę potwierdzić lub odmówić tego warunku, ale go nie tworzę, to on mnie tworzy. Dzieci przybrane, które przyłączyły się w inny sposób do wielkiej rodziny francuskiej, nie mogłyby tego uczynić, gdyby najpierw nie istniało Państwo francuskie, rodzina rodzin, zrodzona naturalnie.

[…]

Państwo i społeczeństwo są różnymi rzeczami. Społeczeństwo zaczyna się w rodzinie, w tej pierwszej jedności. Rozwija się ono w gminie, stowarzyszeniu zawodowym i wyznaniowym, w nieskończonym zróżnicowaniu grup, ciał, towarzystw i wspólnot, bez których całe ludzkie życie niszczeje. Państwo jest niczym innym, jak organem społeczeństwa, niezbędnym i naczelnym.

Każde państwo jest funkcjonariuszem Społeczeństwa.

Usprawiedliwienie władzy

Rząd legitymowalny, dobry rząd, to taki, który robi to, co ma do zrobienia, który robi to dobrze, taki, który realizuje z powodzeniem dzieło dobra publicznego. Jego prawowitość potwierdza się przez jego użyteczność. Można przewidzieć czy będzie on pożyteczny, kiedy jego sposoby działania, dzięki ich sile i strukturze, pokażą się jako przystosowane i proporcjonalne do celu. Władza sprawiedliwa dostarcza ludziom tego, czego im trzeba, kiedy łączą się we wspólnocie; jej obecność daje się poznać tylko wtedy, jeśli to właśnie czyni. Nieobecność tego dobra objawia nieobecność tej władzy, która albo została obalona, albo sprzeniewierzona, albo znieprawiona. Wykroczenia władzy sygnalizują i ujawniają jej złą naturę albo jej złą strukturę. Dowodzą, że stała się ona niezdolna do czynienia tego, co czynić powinna.

Republika a demokracja

Sama w sobie Republika, będąca reżimem, który wyklucza pryncypat jednego, to rząd wielu, który jednak może być rządem małej liczby – oligarchią, równie dobrze jak rządem najlepiej urodzonych – arystokracją i, w tym wypadku, korzystać z przywilejów oraz niedogodności dziedziczenia. Republika może być również demokracją. Ale demokracja nie zawsze jest republikańska. Zasadą demokracji jest wykluczenie dziedziczenia; przedstawia się ona jako rząd największej liczby: już to cezarystyczna, już to plebiscytarna, jest rządem jednego szefa wybranego przez masę; to znowu republikańska, pragnie być rządem wszystkich przez wszystkich, a w rzeczywistości jest rządem wielu, których liczba jest ograniczona posiadaniem prawa wyborczego.

Medytacja na Akropolu

Na zarośniętym trawą tarasie Akropolu, gdzie wznosiła się wschodnia fasada Partenonu, widziałem ruiny małej świątyni, którą Rzymianie – panowie świata – wznieśli w tym miejscu ku czci bogini Rzymu, i wyznać muszę, że w pierwszej chwili ta budowla zdała mi się profanacją tego miejsca. Jednak po namyśle uznałem, że to świętokradztwo było oznaką szlachetnej odwagi. Ponad najdoskonalsze piękno i najbardziej uświęcone prawo Rzym przeniósł ocalenie Rzymu, chwałę rzymskich armii, a rodzaj ludzki nie przestaje okazywać mu za to wdzięczności. Współczesna Anglia daje dowody tej samej niewzruszonej cnoty antycznej. Nacjonalizm francuski wydaje się wzbudzać pośród nas taką samą religię bogini Francji.

Monarchia dziedziczna jest we Francji jej konstytucją naturalną i racjonalną, jedyną możliwą konstytucją władzy centralnej. Bez króla, wszystko to, co chcą konserwować nacjonaliści, musi ulec nieuchronnie osłabieniu, a w końcu zniszczeniu. Bez króla również wszystko to, co chcieliby oni zreformować, będzie trwać nieporuszone, a jeśli nawet by to obalili, znowu pojawi się w podobnej postaci. Monarchia jest warunkiem każdej reformy, jej normalnym i niezbędnym uzupełnieniem.

Rojalizm łączy się istotnie ze wszystkimi, różnorakimi, postulatami nacjonalizmu, i dlatego obrał nazwę NACJONALIZMU INTEGRALNEGO.

Władza królewska

Dziedzic tronu jest na nim, bo na nim jest; jego prawo zasadzające się na tym, że podjął trud urodzenia się [królem], zwalnia pozostałych od stawiania pytania o walory i porównywania wzajemnych odpowiedzi. Nie ma pomiędzy nimi wspólnej miary. To władza zarazem osobista i bezosobowa u swojego źródła. Król nie jest niczyim konkurentem, jest poza wszelkim współzawodnictwem, nie dzięki samemu sobie, lecz przez swoje pochodzenie: nie musi nic czynić, aby królować, ponieważ racja panowania jest na zewnątrz niego, jest ona w zupełności wynikiem tego, co okaże się nieskończenie dobre dla wszystkich.

Król – patriota

Kiedy dobro publiczne Państwa staje się również dobrem prywatnym jego księcia, tego, który dziedziczy rozkazywanie w Państwie, tak jak dziedziczy swoją krew, swoje ruchomości i nieruchomości, oto jest szczęśliwy rezultat, który wieńczy najbardziej naturalne i najelegantsze dzieło rzeczywistości historycznej: małżeństwo rasy i ludu, polityczną tożsamość Państwa i Domu [królewskiego].

[…]

To, co Książę ma w sercu i w duszy, to, co jego duch ma wielkiego, małego lub przeciętnego, stanie się soczewką samowiedzy publicznej: jako melanż niewinnego egoizmu i spontanicznego altruizmu, nierozłącznych od naturalnych odruchów świadomości bycia królem, którą Bossuet nazywa „wrodzonym patriotyzmem”….

Dyktatura królewska

…przemówienia i listy JKW hrabiego de Chambord, JKW hrabiego Paryża i JKW księcia Orleańskiego, a zwłaszcza najnowsze manifesty tego ostatniego, potwierdzają naprzód, że szef Domu Francji ukazuje im się tyleż jako konieczny Dyktator, co Król prawowity.

Po wtóre, potwierdzają oni, że rząd Króla Francji nie może zaniedbać bycia srogim i mściwym w pierwszych działaniach dyktatorskich, po to, aby w następnych okazać się ozdrowieńczym.

[…]

Pomsta publiczna musi ugodzić w podżegaczy i we wszystkich podżegaczy, ale tylko w nich: to pokój i przebaczenie są tym, co przyniesie Król zwiedzionym i zbłąkanym. […] A zatem, działanie króla winno skupiać się jedynie na największych zbrodniarzach, ścigając ich w sposób zimny i metodyczny, powodowane nie innymi uczuciami, jak miłość do kraju i nienawiść do wrogów Narodu. Po Komunie [Paryskiej] rozstrzelano tysiące robotników, a pozwolono umknąć ich przywódcom, król Francji zmiażdżyłby bezlitośnie tych ostatnich, lecz oszczędziłby swój lud.

Król katolicki

Przywiązani do tradycji królów Francji, rojaliści z Akcji Francuskiej nie oddzielają [osoby] króla od racji panowania. Król Francji, odstępca od katolicyzmu rzymskiego, byłby nie do pojęcia dla samego siebie i wywołałby przeciwko sobie nową Ligę Świętą; zaś Francuzi tradycjonaliści, politycznie odseparowani od Kościoła, byliby niezrozumiali dla ich własnych umysłów.

[…]

Dlatego […] zmierzamy w kierunku ustanowienia Monarchii tradycyjnej, a więc katolickiej, Monarchii reprezentowanej przez Księcia, którego wiara nigdy nie wzbudzi wątpliwości.

Nacjonalizm integralny a katolicyzm

…katolicyzm jest wszędzie porządkiem. […]

Wszystkie nasze ulubione idee, ład, tradycja, dyscyplina, hierarchia, autorytet, ciągłość, jedność, praca, rodzina, korporacja, decentralizacja, autonomia, organizacja robotnicza, są zachowywane i doskonalone przez katolicyzm. Tak jak katolicyzm średniowieczny znalazł wykończenie w filozofii Arystotelesa, tak nasz naturalizm społeczny odnajduje w katolicyzmie swoje najtrwalsze i najdroższe mu zasady.

Katolicyzm i patriotyzm, katolicyzm i ład francuski, katolicyzm i myśl ludzka, katolicyzm i cywilizacja powszechna, przyciągają się wzajemnie. To naturalne wzajemne upodobanie popycha dobrze ukształtowane dusze do przylgnięcia sercem do katolików, o ile są katolikami prawdziwymi i posłusznymi Rzymowi, w duchu „katolicyzmu integralnego”.

Niewierzący obrońca Kościoła

Tak oto, bez długich deliberacji z mojej strony, co do obecnej mojej pozycji doktrynalnej, samą siłą rzeczy i logiki moich poglądów antyprotestanckich, antyżydowskich i antymasońskich, jednakże nigdy antykatolickich, stałem się prokatolicki prawie bezwiednie; […].

A zatem bronię Kościoła. Bez upoważnienia i być może bezprawnie, z pewnością także zbyt słabo, ale z całej duszy i tak, jak potrafię. Nie mogę bronić go inaczej, jak będąc tym, kim jestem, zajmując pozycję, na której się znajduję, która dla wierzącego nie jest ani wystarczająco mocna, ani zaszczytna. Tymczasem, jestem na niej i nie mogę być gdzie indziej, trzeba to widzieć, aby wiedzieć co czynię i jak to czynię.

„…wznosimy nową arkę”

Wznosimy nową arkę – katolicką, klasyczną, hierarchiczną, ludzką, w której idee nie będą już nigdy słowami rzucanymi na wiatr, instytucje bezkształtnym oszustwem, prawa rozbojem, a służby administracyjne złodziejstwem i marnotrawstwem; gdzie zmartwychwstaną – jeśli zasłużą na odrodzenie – na dole republiki, na górze królestwo, a nad wszystkim wznosić się będzie papiestwo.

Nawet jeśli ten optymizm jest przedwczesny i jeśli, tak jak ja sam, nie wierzy się, aby wszystkie absurdy mogły być usunięte, a demokracja nadal będzie niepokonana, sprowadzając zło i nieuchronną śmierć, i jeżeli rzeczywiście przypadnie jej historyczna rola zamknięcia dziejów i końca świata, to i tak, w tym apokaliptycznym przypadku, trzeba, żeby ta francusko-katolicka arka była budowana i stawiała opór triumfowi Zła i złych.

Będzie ona wówczas świadczyć, wobec powszechnego zepsucia, o niepokonywalnym prymacie Ładu i Dobra. To, co jest dobre i piękne w człowieku, nie będzie miało nieograniczonej wolności działania. Dobro każdej duszy, będzie i tak w całości ocalone, w sobie właściwy sposób, a to, co zepsute, pójdzie wszędzie na zatratę, dusza zaś odnajdzie swoje zbawienie moralne i, być może, jeszcze inne. Mówię: być może, ponieważ nie uprawiam tu metafizyki i zatrzymuję się na progu kusicielskiego mitu, lecz nie bez wiary w prawdę gołębicy, jak również w prawdę gałązki oliwnej, zwiastujących wszelkie potopy.

 

Charles Maurras 

Tłumaczył: Prof. Jacek Bartyzel

Za: Legitymizm.org

Kategoria: klasyki, Myśl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: