Matuszewski: Wytrwać

| 11 grudnia 2020 | 0 Komentarzy

Państwo bez Boga jest normą. Lud przekonano, że jest źródłem władzy. Kościół boi się mówić otwarcie. A jednak wbrew logice coś każe nam toczyć te bitwy o dawny porządek, o stary porządek świata, o Boże tchnienie w dziejach…

Bóg ma plan, którego reakcjonista może nie rozumieć, ale którego jest częścią. Ma zatem ufać, że żyje dokładnie w czasie, w którym miał się narodzić. Czy nie jest tak, że docenia to, w co wierzy, właśnie dlatego, że tego brakuje? W świecie ruin niesie pamięć o Christianitas – a pamięć to dużo. Wystarczy, by zacząć odbudowę.

Nie dane nam żyć w czasach, w których Kościół wespół z Państwem starał się zaprowadzić Boże prawo na ziemi, ale jest tak dlatego, że Bóg przeznaczył nam misję ważniejszą. W świecie bez czci dla Niego to nam przychodzi okruchy tej czci nieść dalej. Nie jesteśmy godni, ale On jest z nami. Jeżeli zleca nam pracę, to daje nam też siły, by jej stawić czoła. Wybrał nas – zatem trwajmy.

Wzniesiemy nowy gmach, ale on musi wyrastać z fundamentów starego. Ma stanowić jego kontynuację, jakkolwiek istniejącą w nowych czasach; stanie się świątynią, w której dusze wierne Prawdzie uklękną i dostąpią chrztu Przedwiecznej Mądrości. Wpatrzone w Krzyż i Tron, przypomną sobie wreszcie o wplecionej w ich jestestwo dumie poddanych Świętego Imperium i zetrą z oczu mgłę, którą dawno temu przywołały z piekieł zatrute idee rewolucji protestanckiej, wsparte potem przez Oświecenie. Każda z dusz oddanych służbie zwycięstwu w świętej wojnie musi uczynić z siebie akt strzelisty, wzgardzić rozsądkiem czasów, w których żyje, a wreszcie poddać się nie ludzkiej słabości, a Bożej iskrze, która rozpali w nich świętą furię i nienawiść do tego, który pierwszy wyrzekł „Non serviam”. Jednak dusze, które chcą podpalić świat, najpierw same muszą zapłonąć.

Mówią nam, że nasze trwanie to fantazja bez podstaw, życie mitem, który nie powróci. Odpowiadamy, że to jedyny fundament, na którym warto budować. Mody przeminą, ale krzyż będzie trwać, a my przy nim. Król nadejdzie, obejmie tron i wymiecie plemię żmijowe ogniem i stalą. Nie jest ważne, by tego dożyć. Najważniejsze to przekazać nadzieję i wolę czekania po to, by, gdy Bóg zechce, wyjąć sztandar Żywego Słowa i odbudować państwo takie, jakie zgodne będzie z Jego zamysłem.

Konserwatyzm ma po swojej stronie Prawdę, dlatego tak długo, jak długo nie zejdzie z drogi, którą ta Prawda wyznacza, nie przegra. Zadanie, które nam pozostawiono, nie polega na sprawieniu, że wszyscy będą zadowoleni. Należy dążyć do nieba – wszak Chrystus przyszedł na świat po to, by nas zbawić, a nie uszczęśliwić tu, na ziemi. To dwa różne pojęcia, których mylić nie wolno.

Chrystus zbudował Kościół przy pomocy garstki prostych rybaków. Tylko że oni byli święci. Trwali aż do męczeństwa, głosili Jego królestwo i przekazywali pochodnię Jego słowa bez względu na cenę. Wszystko dzięki wierze. Dzięki niej wytrwali.

Oto więc nasze zadanie: wierzyć – i trwać.

 

 

Mariusz Matuszewski

 

 

Kategoria: Mariusz Matuszewski, Myśl, Polityka, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: