banner ad

Matuszewski: O co chodzi w sprawie Roe v Wade?

| 26 czerwca 2022 | 0 Komentarzy

Wiadomość, jaka dotarła do nas z USA, z pewnością cieszy. Cieszy z dwóch powodów: po pierwsze dlatego, że złe prawo, pozwalające zabijać dzieci, zostało częściowo zniesione, a jego odgórne narzucanie nie wchodzi już w grę. Po drugie – możemy domniemywać, że decyzja Sądu Najwyższego USA uratowała właśnie miliony istnień.

O co jednak chodzi w sprawie Roe v Wade i co wyrok Sądu Najwyższego USA oznacza ona w praktyce?

Sprawa Roe v Wade

W roku 1969 niejaka Norma McCorvey, lat 25, używająca pseudonimu Jane Roe, zaskarżyła prawa kryminalizujące aborcję w stanie Texas (stan zakazywał wówczas stosowania zabiegów usuwania ciąży jako niezgodnych z konstytucją, z wyjątkiem sytuacji, gdy zagrożone było życie matki). W trakcie procesu w obronie tych praw z ramienia władz stanowych występował Henry Wade, prokurator generalny hrabstwa Dallas. Sama Norma McCorvey była wówczas w ciąży z 3 dzieckiem i twierdziła, że padła ofiarą gwałtu. Jej pozew odrzucono.

Nie był to jednak koniec sprawy. W roku 1973 jej apelacja trafiła do Sądu Najwyższego, gdzie w tym samym czasie procedowano podobny przypadek ze stanu Georgia; sprawę wniosła 20-letnia wówczas Sandra Bensing. Obydwie powódki twierdziły, że prawa aborcyjne w stanach Texas i Georgia są sprzeczne z konstytucją Stanów Zjednoczonych, ich zdaniem naruszają bowiem prawo kobiet do prywatności. W głosowaniu, przewagą głosów 7 do 2, sędziowie zdecydowali, że nie ma prawnej możliwości zabronienia aborcji. Tym samym stwierdzali, że prawo kobiety do przerwania ciąży jest chronione przez ustawę zasadniczą Stanów Zjednoczonych.

Przypomnijmy, że w USA obowiązuje system prawny oparty na precedensach, zatem wyrok wydany w dwóch wymienionych wyżej sprawach niejako automatycznie dokonał redefinicji prawa w całym kraju.

Orzeczenie z czerwca 2022

Orzeczenie Sądu Najwyższego z czerwca 2022 również dotyczy pojedynczej sprawy, a mianowicie Dobbs v Jackson Women’s Health Organization (stan Mississipi został pozwany za wprowadzenie zakazu aborcji po 15 tygodniu). 5 z 8 sędziów SN USA zagłosowało na korzyść stanu, trzech opowiedziało się za stroną pozywającą, z kolei jeden wyraził głos odrębny stwierdzając, że jakkolwiek popiera zakaz obowiązujący w Mississipi, nie zamierza posunąć się dalej.

Zmiany prawne

W latach ubiegłych, pomimo przeszkód prawnych, głosów przeciwnych aborcji nie brakowało. Niektóre stany zachowały w swoich kodeksach przepisy sprzed roku 1973, co oznacza, że po ostatnim orzeczeniu Sądu Najwyższego mogą one być stosowane niemal automatycznie. W ciągu ostatniej dekady kilka stanów zaczęło rozważać całkowity zakaz aborcji i wprowadzenie ochrony życia od momentu poczęcia. Niektóre z podjętych w tym zakresie inicjatyw ustawodawczych zostały zablokowane przez sądy niższych instancji – przede wszystkim dzięki obowiązywaniu prawa opartego na sprawie Roe v Wade. Teraz inicjatywy te mogą zostać wznowione.

Ogółem, wedle najnowszych analiz, zakaz aborcji może wprowadzić 26 z 50 stanów. Oczywiście słowo zakaz nie oznacza jednej, ściśle zdefiniowanej linii postępowania: wszystkie stany mogą np. pozwolić na aborcję w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia matki, inne rozważą zapewne wprowadzenie wyjątku dla ciąż będących wynikiem gwałtu lub kazirodztwa. Wiele opinii sugeruje, że na celowniku stróżów prawa znajdą się nie tyle kobiety zainteresowane przerwaniem ciąży, co instytucje i osoby, które takie usługi świadczą.

Przewiduje się, że całkowity zakaz aborcji (z wyjątkiem sytuacji, o których mowa była wyżej) zacznie niedługo obowiązywać w stanach: Alabama, Arkansas, Idaho, Louisiana, Michigan, Oklahoma, Texas, Ohio, Kentucky, Mississippi, Missouri, Północna Dakota, Południowa Dakota, Tennessee, Utah, Wisconsin i Wyoming. Zakaz wykonywania zabiegów przerywania ciąży od 6 tygodnia będzie zapewne wprowadzony w stanach Georgia, Iowa i Karolina Południowa. W przypadku Arizony, Karoliny Północnej i Zachodniej Virginii wprowadzony będzie zakaz aborcji od 13 tygodnia.

Ile istnień wchodzi w grę?

Pisząc o aborcji w USA mówimy o setkach tysięcy dzieci rocznie. Dla przykładu: dane za rok 2019 wskazują, że wykonano wówczas 860.000 zabiegów – są to jednak tylko dane oficjalne, pochodzące z placówek zobowiązanych do prowadzenia podobnych statystyk.

Jeżeli Bóg da, wiele z tych istnień można będzie ocalić.

Skutki społeczne

W sensie społecznym wyrok Sądu Najwyższego USA na pewno uderzy w siłę rażenia szeroko zakrojonej ofensywy prawnej i legislacyjnej, od lat prowadzonej przez lobby pro-aborcyjne (na czele z Planned Parenthood), wzmocni natomiast pozycję grup chrześcijańskich i organizacji pro-life.

Być może pojawi się więcej inicjatyw ustawodawczych, które pozwolą na obcięcie funduszy dla lobby proaborcyjnego – co stanowić będzie niezwykle ważny krok w celu osiągnięcia przewagi nad zwolennikami zabijania dzieci nienarodzonych. Przypomnieć warto chociażby to, jak bardzo zwolennicy przerywania ciąży boleją nad tzw. Poprawką Hyde’a (1976), zakazującą opłacania zabiegów aborcyjnych z środków federalnych. To przykład, który pokazuje ważny kierunek działania.

Z pewnością zmieni się klasyfikacja samego czynu. W stanach, w których aborcja jest (lub będzie) nielegalna, dokonanie takiego zabiegu może zostać zrównane z zabójstwem lub morderstwem (czyli potraktowane zgodnie ze stanem faktycznym) i zagrożone stosowną do takiej klasyfikacji sankcją prawną. Precedensów nie brak (dla przykładu: w stanie Teksas pewna kobieta została niedawno oskarżona o morderstwo po tym, jak sama dokonała aborcji własnego dziecka), zatem szanse na to są bardzo poważne. Na poziomie stanowym projekt takiej ustawy dyskutowali już w zeszłą środę Republikanie wchodzący w skład Izby Reprezentantów stanu Louisiana; ich propozycja proponuje uznanie aborcji za zabójstwo, co sprawiłoby, że prokuratorzy będą mogli stawiać osobom w nią uwikłanym stosowne zarzuty kryminalne.

Jeżeli zakazuje się aborcji – należy też zakazać nawoływania i nakłaniania do niej – dokładnie tak samo, jak nie wolno (pod sankcją karną) nakłaniać do morderstwa. Mam nadzieję, że poszczególne stany zechcą pochylić się nad tym zagadnieniem.

Orzeczenie Sądu Najwyższego USA to wspaniała wiadomość, decyzja o charakterze przełomowym. Niestety, zapewne nie zabraknie również i problemów oraz zadań do wykonania. Aktywiści wszelkiej maści grup feministycznych, anarchistycznych, środowisk LGBTxyz i innych tym podobnych zapewne nie omieszkają protestować i wszczynać zamieszek gdzie tylko się da (przykład skali, na jaką ich stać, mieliśmy już kilka lat temu).

Wydaje się, że prawny zakaz aborcji musi wywołać akcję informacyjną – pokazać, że aborcja to nie jedyna opcja, co więcej – że jest to opcja najgorsza. Kobiety, które nakłaniano do przerwania ciąży, powinny otrzymać pomoc zarówno w zakresie materialnym, jak i organizacyjnym (gdzie urodzić, dlaczego warto urodzić, a także – jak oddać dziecko do adopcji). Ośrodki adopcyjne muszą przejść gruntowną reformę strukturalną i przygotować się na większy napływ dzieci, którym trzeba przecież zapewnić opiekę, a także zachęcić potencjalnych rodziców do korzystania z możliwości przysposobienia potomstwa, którą takie ośrodki oferują. To zadania ważne, a chrześcijanie muszą tu spełnić rolę pierwszoplanową.

Narzędzia prawne, którym właśnie otwarto drogę, pozostaną osłabione jeżeli nie będzie im towarzyszyć dynamiczna, dobrze zorganizowana i szeroko zakrojona akcja społeczna. To szansa na realną kontrofensywę, której zmarnować nie wolno.

W moim własnym odczuciu nie mniej ważnym elementem całej historii jest to, że uznanie prawa do aborcji za niezgodne z konstytucją i jej zakaz to mocne uderzenie w budowaną od lat i misternie wplataną w amerykańską rzeczywistość kulturę nihilizmu, grzechu i śmierci. Ludzie młodzi karmieni są propagandą wygodnego życia, którego nic nie może im zakłócić, a także prawa do niczym nie ograniczanego wyboru – nawet, jeżeli wybór polega na zabójstwie dziecka. Dla środowisk lewicowych jest to teraz postulat wychowawczy o znaczeniu fundamentalnym, gdyż stanowi najważniejszy, najbardziej skuteczny pretekst do wydzierania z umysłów ludzi młodych wszelkich tradycyjnych norm i modeli zachowania.

Jakże symboliczny jest w tym kontekście tekst pewnej amerykańskiej dziennikarki z kręgów feministycznych (nazwiska i tytułu gazety nie wymieniam celowo – nie chcę bowiem robić temu plugastwu reklamy), napisany w charakterze komentarza do stanowiącego przedmiot niniejszych rozważań orzeczenia Sądu Najwyższego USA. Czytam tu, że sednem problemu, źródłem największego smutku, który cała rzecz wywołuje, jest to, co utracono, co mogło się wydarzyć, a nie będzie miało miejsca: „książki, które nie zostaną napisane, podróże, które nie zostaną odbyte, nadzieje, do których spełnienia nikt nie będzie dążył, żarty, których nikt nie opowie, przyjaciele, którzy nigdy się nie spotkają – bo ludzie, którzy mogli wieść życie pełne i różnorodne, na które pozwoliła by aborcja, będą teraz zmuszeni do prowadzenia życia zupełnie innego, życia gorszego z tego powodu, że nie zostało ono wybrane”. I tak dalej. Ostatnie zdanie to pytanie o to, jak współczuć i jak współmiernie do szkody, którą wyrządzono, rozpaczać nad tragedią kobiet, którym odmówiono aborcji…

Tekst ten, jakkolwiek przytłaczający, jest bardzo ważny. Jasno pokazuje prawdziwe intencje, kryjące się pod hasłami dbałości o tzw. zdrowie kobiet (czy też jak oni to nazywają – zdrowie reprodukcyjne). Dziecko jest tylko przeszkodą w realizacji egoistycznego pragnienia wygody i robienia wszystkiego, co się chce, bez żadnych konsekwencji. W rozumieniu autorki w/w fragmentu dziecko – to coś w rodzaju choroby, którą można wyleczyć aborcją, by potem dalej cieszyć się życiem.

Tymczasem ogłoszony właśnie wyrok w sprawie Roe v Wade przypomina, że dziecko jest osobą, nie zaś problemem, który łatwo można usunąć. Więcej: jest osobą chronioną prawem, za której zabójstwo w niektórych stanach grozi sankcja karna równa morderstwu. Jeżeli zatem dziecko nienarodzone jest pełnoprawną istotą ludzką – to może coraz więcej osób zacznie wreszcie krytycznie oceniać propagandę środowisk proaborcyjnych i pogląd, że to tylko zlepek komórek? Może debata prawna stanie się zarzewiem szerszej dyskusji nad normami moralnymi?

Chcę wierzyć, że prawa, które pojawią się dzięki otwarciu im drzwi przez sędziów Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, zmienią krajobraz społeczny i skutecznie zablokują pole działania znanym propagatorom aborcji i eugeniki, a także pozwolą na polaryzację stanowisk i polityczne oddzielenie ziaren od plew. Dla przykładu: nikt już nie powinien ani na chwilę wątpić w bezczelne kłamstwo, którym jest rzekomy katolicyzm prezydenta USA, Joe Bidena (przypomnę, że uznał on orzeczenie SN w sprawie Roe v Wade za coś w rodzaju tragedii narodowej). Mam też nadzieję, że ci, którzy dotąd walczyli o zakaz aborcji, nie spoczną na laurach, a zamiast tego podwoją wysiłki tak, by nowe możliwości wykorzystać w pełni.

Norma McCovey jako symbol

Sprawa Roe v Wade jest ważnym precedensem w prawie Stanów Zjednoczonych i symbolem jednej z najbardziej doniosłych debat prawnych ostatnich dziesięcioleci. Niestety mało kto wie, że sama sprawczyni całego zamieszania, Norma McCorvey, stanowi symbol nie mniej istotny, który w czekającej dziś obrońców życia bitwie może napełnić nadzieją i pewnością, że Bóg może wszystko.

Otóż w roku 1994 McCorvey, osoba dosyć mocno doświadczona przez trudne warunki materialne i złą sytuację rodzinną, zaangażowana aktywistka, przez lata walcząca o prawo do aborcji, wydała swoją autobiografię, zatytułowaną Iam Roe. W czasie jednego ze spotkań promocyjnych poznała niejakiego Filipa Benhama, pastora, a równocześnie dyrektora anty-aborcyjnej organizacji o nazwie Operation Rescue. Pod jego wpływem nawróciła się i dnia 8 sierpnia 1995 została ochrzczona w kościele ewangelicko-reformowanym. Dwa dni później publicznie ogłosiła, że odchodzi z kliniki aborcyjnej, w której pracowała. Dołączyła do Operation Rescue i rozpoczęła kampanię na rzecz delegalizacji aborcji. Wielokrotnie wyrażała żal z powodu swojej przeszłości i udziału w sprawie Roe v Wade. Trzy lata później, 17 lipca 1998, przyjęła chrzest w Kościele Katolickim; w tym samym roku opublikowano jej drugą książkę pt. Won by Love, w której autorka opisuje historię swojego nawrócenia.

Jakby tego było mało, Norma McCorvey podjęła potem działania prawne, mające na celu obalenie orzeczenia w sprawie Roe v Wade (miało to miejsce w roku 2004, niestety rok później Sąd Najwyższy odrzucił jej apelację). Do końca pozostała katoliczką i walczyła o prawo dzieci nienarodzonych do życia. Zmarła w roku 2017.

 

Mariusz Matuszewski

 

Kategoria: Mariusz Matuszewski, Myśl, Polityka, Publicystyka, Społeczeństwo

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: