Kilijanek: Wszyscy jesteśmy za wyborem

| 18 listopada 2020 | 1 Komentarz

Ostatnie dni minęły pod znakiem coraz to nowych obostrzeń, zawiązanych z fałszywą pandemią, oraz strajków nastolatek, którym niestraszny koronawirus, ale coś innego. Co? Same chyba nie wiedzą, ale ogólnie nazywają to brakiem możliwości wyboru.

Wybór to słowo klucz. Dotąd był wybór, teraz podobno go nie ma. Po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego o niezgodności z Konstytucją aborcji eugenicznej, w Polskę piorun strzelił. Tysiące wyległy na ulice, niepomne śmiertelnego zagrożenia pandemią, lansowanego przez rząd oraz pożytecznych idiotów. Dziewczęta i młode kobiety z nieśmiałą pomocą mężczyzn lub pretendujących (raczej bez wielkich perspektyw na sukces) do tego miana chłopaków, zablokowali centra kilku miast i miasteczek, zaatakowali kościoły, wypisali wulgarne słowa na transparentach i uznali, że to wszystko bardzo ważne w walce o wybór. Dlaczego zaatakowali kościoły? Zdaje się, że tej czeredzie po raz kolejny podstawiono słowo „Kościół” do wcześniej już wykutych na blachę sloganów, zawierających oskarżenia o wszystko. A już na pewno o wszystko, co w sferze obyczajowej nie podoba się tym, którzy nie chcieliby w niej widzieć żadnych ograniczeń, norm czy sankcji.

Oberwało się katolikom, jako obrońcom Kościoła i symbolizowanego przezeń porządku. Tylko rząd, którzy za to wszystko odpowiada, ma się dobrze. Mimo wszystko wydaje mi się, że cały spór o możliwość wyboru jest grubym nieporozumieniem. A tuczy się tym bardziej, im więcej osób ważnych, poważnych mniej czy bardziej oraz znanych i lubianych, przynajmniej przez część publiczności, wypowiada się o potrzebie wyboru. Głos zabrał prezydent, żeby zacząć od obywateli najpierwszych. Wypowiadają się Pierwsza Dama i córka prezydenta. Okazję wykorzystał nawet rzecznik episkopatu. I wszyscy zgodni: wybór musi być. Nie można zmuszać do heroizmu. Dali się chyba porwać wszechobecnej narracji – zwyczajowo błędnej lub kłamliwej. Co do twardej oceny narracji, jako panującego w opinii publicznej sposobu przedstawiania problemu, nie da się powiedzieć inaczej – prawdy, a w szczególności prawdy o sobie, tłuszcza znieść nie umie, wiec też nikt nie trudzi się jej forsowaniem czy chociażby obiektywnym przedstawianiem. To musiałoby skutkować zaliczeniem do oszołomów, foliarzy i zwolenników Kościoła. Swoją drogą, ciekawe czy równie głośno za wyborem wypowiedziałby się prezydent, gdyby mordowanie miało dotyczyć nie dzieci, podejrzewanych o bycie chorymi, ale, na przykład, nieuleczalnie chorych członków rządu? Ale wróćmy do wyboru! Otóż, protestującym nastolatkom wydaje się, że tego właśnie chcą, mimo że dla wielu z nich, jak dotąd najważniejszym wyborem, jakiego dokonały był kolor bluzki, jaką założą do szkoły. Wiele z nich nie wie jeszcze jaki wybiorą zawód lub czy chcą wyjść za mąż. Pewnie większość z nich nie trudzi się próbą odpowiedzi na pytanie, dość fundamentalne w tym kontekście: czy płód to człowiek czy nie? Nie wiedzą też chyba czy wypada młodym pannom przeklinać publicznie. Ale wiedzą, że chcą mieć wybór. Tak na wszelki wypadek.

Pomijając liczne absurdy, które towarzyszą kwestii walki o wybór, uważam, że tu nie ma o co walczyć. Przecież niezależnie od wyroku Trybunału, wybór był i jest. Nie słyszałem też, żeby ktokolwiek ten wybór zamierzał sabotować czy wręcz zupełnie znosić. To byłoby nieludzkie, totalitarne, lewackie. Sam jestem za wyborem! Wybór związany jest nierozerwalnie z natura człowieka, z jego wolną wolą. Nikt i nic nie może nam zabrać wolności wyboru bez pozbawiania nas człowieczeństwa. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że wykonywanie aborcji z pobudek eugenicznych jest niezgodne z konstytucją RP. Czyli że nie można jej wykonywać zgodnie z prawem. Ale to nie oznacza braku wyboru. Wybór jest. Tak samo jak w przypadku innych przestępstw. Każdy złodziej ma wybór – może wyciągnąć rękę po cudzą własność i zaryzykować, że trafi do wiezienia, ale może też tego zaniechać. Każdy morderca, a w tym każdy, kto dokonuje aborcji, ma wybór. Aż do momentu odebrania życia upatrzonej przez siebie ofierze ma wybór. Może zamordować i liczyć się z karą, albo może to życie oszczędzić. Wyrok Trybunału nie odbiera możliwości wyboru, ale wskazuje na jego możliwe konsekwencje. Zwolennikom aborcji chodzi jednak o to, żeby mieć wybór, który nie będzie wiązał się z konsekwencjami, nawet jeśli będzie to wybór błędny. Złą praktykę swojego nieodpowiedzialnego życia, chcieliby mieć ugruntowaną prawem. Nie szukają wyboru w czasie, który jest do tego przeznaczony – kiedy decydują się podjąć akt płciowy. Szukają wyboru, kiedy jest już za późno, aby dokonać go bez ingerowania w życie innej istoty. Tej mianowicie, którą nieodpowiedzialni i niedojrzali głupcy, kierowani namiętnościami, powołali do istnienia. Szukają wyboru, który nie dotyczy tylko ich samych, ale dotyka w krytyczny sposób drugiej osoby – pozbawia ją życia. I ten absurd chcą nazywać prawem. Ten chory konstrukt, na który oni sami nigdy by się nie zgodzili, gdyby tylko nie chodziło o aborcję, chcą nazywać prawem człowieka. Podkreślmy raz jeszcze: wybór jest. Możesz poćwiartować żywcem swoje dziecko, podejrzewane o bycie na coś chorym. Jednak nie możesz tego zrobić w zgodzie z polską konstytucją i musisz liczyć się z konsekwencjami.

Swoją drogą, patrząc na protestujące dziewczęta, myślałem sobie: skąd w nich ta szatańska myśl? Skąd nastolatkom przyszło do głowy, że będą być może kiedyś chciały zamordować własne dziecko i nie chcą, żeby ktokolwiek im to utrudniał czy groził karą? Czym będzie ich macierzyństwo za te kilka – kilkanaście lat? Jeśli są one już teraz przekonywane przez lewackich i liberalnych prowodyrów, że czyjeś życie zależy od ich wyboru, to czy pozostanie w nich cokolwiek, co ma obiektywną wartość? Czy będzie się liczyło cokolwiek poza ich „chceniem”? Czy one wyrosną na lekarzy, pielęgniarki, opiekunki, nauczycielki? Czy będą żonami, potrafiącymi zbudować rodzinę? Jakie społeczeństwo szykuje nam się po dojściu tego pokolenia do wieku, w którym to od niego będzie zależało, jak się będzie żyło w Polsce? Kiedy patrzyłem na nich, stojących pod miejskim ratuszem, było mi ich żal. Po chwili refleksji, żal mi raczej tych, którzy będą musieli z nimi dzielić tę ziemię, pokonywać problemy, przezwyciężać trudności i pisać końcówkę tej części naszej historii, która dla nikogo nie skończy się dobrze, ale tylko dla niektórych haniebnie.

 

Karol Kilijanek

Kategoria: Karol Kilijanek, Myśl, Polityka, Publicystyka

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Co za bezsensowny bełkot. Słowotok, nad którym autor nie może zapanować.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: