Śmierć i pogrzeb Elżbiety Windsor wywołały niebagatelną falę emocji – zarówno wśród zwolenników, jak też ludzi kompletnie obojętnych względem instytucji, jaką jest monarchia. Ku mojemu zdziwieniu, wiele pytań (do mnie) napłynęło ze strony zatwardziałych w boju zachowawców. Monarchistów z krwi i kości. Od ludzi oddanych sprawie boskiego pochodzenia władzy.

Ich pytania dotyczyły idei legitymizmu. W szczególności legitymizmu brytyjskiego, czyli jakobityzmu. I ściślej, jak to ujął drogi mi znajomy, „o granice tej koncepcji”. Zatem, nie będę rozpatrywał kwestii legitymistycznych poszczególnych królestw. Skoncentrujemy się na sprawach Trzech Królestw Brytyjskich – Anglii, Szkocji i Irlandii.

Ale od początku: legitymizm nie jest prostą koncepcją. To gruntowna zasada prawowitości dynastycznej, wywiedziona z fundamentalnej normy chrześcijańskiej teologii politycznej o pochodzeniu władzy z woli Bożej, określająca porządek sukcesji naturalnej w monarchii dziedzicznej, obserwowany według reguł prawa zwyczajowego, wykształconych w tradycji danego królestwa. Jakobityzm (brytyjski legitymizm) jest w swej istocie alternatywą do ustrojowej teorii i praktyki monarchii parlamentarnej, będącej w istocie rządami biznesowego City i wigowskiej oligarchii. W opozycji do kontraktualizmu wigów, idących za teorią Johna Locke`a, interpretującą władzę jako wytwór umowy pomiędzy parlamentem a królem. Jakobityzm w przeciwieństwie utrzymuje koncepcję suwerenności Korony, wykluczającą legalność zmieniania naturalnego porządku sukcesji oraz czynnego oporu (rokoszu) wobec prawowitego władcy. Jak przypomina profesor Bartyzel: jakobiccy legitymiści „są w prostej linii spadkobiercami rojalistycznych Kawalerów (Cavaliers) z 1642, tak samo jak Wigowie byli spadkobiercami Purytanów”. Jakobityzm polega na „odrzuceniu mniemania, jakoby król i jego autorytet były delegowane przez Parlament, ponieważ autorytet królewski płynie bezpośrednio od Boga Wszechmogącego (Almighty God)”. Ponownie prof. Bartyzel: „Jakobicka wizja królestwa była tedy ostatnią w Wielkiej Brytanii wersją monarchizmu chrześcijańskiego, który władzę króla wyprowadza nie z woli ludzkiej (parlamentu albo „ludu”), lecz z woli i łaski Bożej (Deo gratia). Jednocześnie łączy „boskie uprawnienie królów” (Divine Right of the Kings) z akcentowaniem ich obowiązków wobec Boga i poddanych; ten służebny sens autorytetu monarszego akcentował sam Jakub II w Testamencie napisanym dla syna, zaczynającym się od słów: „Za swe czyny królowie odpowiedzialni są jedynie przed Bogiem i sobą […]; i tak jak obowiązkiem poddanych jest absolutna lojalność i posłuszeństwo prawom ustanowionym przez króla, tak króla jego wielki urząd zobowiązuje, by swych poddanych obdarzał ojcowską opieką i miłością”. Co do szczegółów polecam artykuł  https://myslkonserwatywna.pl/jakobityzm/.

Pytania o możliwość zaaprobowania dynastii Windsor jako dynastii panującej z prawa, dla mnie, jako obrońcy legitymistycznej tradycji brytyjskiej, jest całkowicie niemożliwym do przyjęcia. W świetle powyższego wytłumaczenia przyjęcie takiej postawy nie różniłoby się niczym od postawy wigowskich liberałów i sentymentalnych republikanów w ich jak najbardziej pochlebczym i obrzydliwym podziwie dla quasi-egalitarnej, „parlamentarnej” lub „konstytucyjnej", de facto protestanckiej, pseudomonarchii „Zjednoczonego Królestwa”. Jej najnowszych burżuazyjnych ‘księżnych’ z ich podejrzanymi wolnomularskimi i semi-syjonistycznymi powiązaniami. Uważam jednak że powinienem swoje obrzydzenie wytłumaczyć.

Kwestiami poruszanymi w zapytaniach o sensowność „upierania się” na pozycjach jakobickich jest, po pierwsze, ewidentny brak zainteresowania przez prawowitych dzierżawców trzech koron, ich odzyskania. Po drugie, prawo Koburgów/Windsorów do tych samych koron przez ich pokrewieństwo z domem Stuartów i faktu że owa uzurpacja trwa ponad 350 lat. A więc, powinna siłą rzeczy być usprawiedliwiona. Ostatnią, argumentowaną zgorszeniem jest homoseksualny styl życia króla z prawa Franciszka II.

Według wykładni ściśle legitymistycznej prawa do koron brytyjskich po wygaśnięciu męskich potomków Jakuba II przechodzą na potomków córki Karola I — Henrietty (1644-1670), zamężnej z Filipem ks. Orleańskim, a następnie córki tychże — Anny Marii, zamężnej z królem Sardynii z dynastii Sabaudzkiej, Wiktorem Amadeuszem II. Jakobickimi królami de iure byli zatem kolejno: król Sardynii Karol Emanuel, jako Karol IV (1807-1819); syn tegoż Wiktor Emanuel, jako Wiktor I (1819-1824); jego córka, a żona ks. Modeny, Franciszka IV, Maria Beatrycze, jako Maria III Angielska i Maria II Szkocka (1824-1840); ich syn, ks. Modeny, Franciszek V, jako Franciszek I (1840-1875); córka tegoż, a żona Ludwika Wittelsbacha, ks. Bawarii, Maria Teresa, jako Maria IV/III (1875-1919); ich syn, Kronprinz Ruprecht, jako RobertI/IV (1919-1955); jego syn Albrecht ks. Bawarii, jako Albert I (1955-1996); aktualnie syn tegoż —Franciszek II (ur. 1933). I dalej, następcą JKM Franciszka II jest jego brat książę Maksymilian Emanuel, po którym prawa do tronu Trzech Koron przejdą na jego córkę  Zofię, księżną Liechtensteinu, a następnie jej dzieci.

Co do dwu pierwszych kwestii to nikt, nigdy nie zaprzeczał praw domu Windsor do brytyjskich tronów. Chodzi raczej o fakt iż znajdują się oni daleko w kolejce do nich. Że sprawują swój urząd bez kolejki.  Z naszego, katolickiego punktu widzenia, jedyną możliwością zaakceptowania obecnego status quo i Windsorów byłoby ich nawrócenie na katolicyzm. I rekatolicyzacja Anglii i Szkocji (wykluczamy Irlandię która, przynajmniej formalnie, jest już katolicką). Taka zasługa, jak to ujął prof. Bartyzel, przewyższyłaby wadliwość formalną, która na nich ciąży. Z legalnego punktu widzenia, jedyną ustawą stojącą na drodze możliwości prawnego wszczęcia sprawy restauracji Króla zza Wody, czy inicjacji ewentualnej rekatolizacji obydwu królestw, jest Ustawa O Następstwie Tronu z roku 1701. Ustawa przyznająca trzy trony pierwszemu protestantowi, 56. osobie w linii sukcesji, tak, aby brytyjskie królestwa na zawsze były zajmowane tylko przez pseudoparlamentarych kandydatów protestanckich, których głównym zadaniem jest obrona religii protestanckiej. Kiedy w roku 2012, urzędujący wówczas premier – Dawid Cameron  przedstawił swoje plany dotyczące uchylenia tejże ustawy (zakazu zawierania związków małzeńskich przez  brytyjskich monarchów z katolikami), wrzawa wśród potomków wigowskich wywrotowców była niemała. Fakt że w kwietniu 2013 roku ś.p tzw. Elżbieta II złożyła podpis pod poprawką ustawy, zezwalającej na te małżeństwa, doprecyzując że przed objęciem tronu przyszły monarcha musi przejść na anglikanizm, pokazuje że rekatolicyzacja Wysp pod berłem Windsorów to raczej sfera fantastyki. Królestwo chrześcijańskie, w swoim wymiarze teologicznym i eklezjalnym, nie może rozpoznać jako Kościoła Chrystusowego, protestanckiego wyznania pochodzenia nieapostolskiego. I głów tejże schizmy jako prawowitych. Gdyby jednak proponowana reforma pana Camerona została uchwalona w całości, możliwym byłoby przedstawienie Brytyjczykom ich prawowitego króla i zawiązanie lobby na rzecz Jego restauracji. Czy wtedy wzrosłoby jego zainteresowanie faktyczną władzą monarszą?

Jak trafnie zauważył profesor Bartyzel, we wszystkich przypadkach obrona zasad sukcesji, czyli legitymizm formalny, łączy się ze sprawą obrony katolickości państwa, jego tradycyjnego ustroju oraz jego narodowej tożsamości, co stanowi odpowiedź na pytanie dlaczego monarchiści mają się trzymać zasad legitymizmu, mimo że w średniowieczu czasami je naruszano – o czym jeszcze kiedy indziej.

Trzecia kwestia to homoseksualizm JKM Franciszka II, obecnego króla z prawa Anglii, Szkocji i Irlandii (jak również Bawarii jako Franciszek I). Stanowisko Kościoła względem homoseksualizmu jest znane każdemu. Święty Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian po rozpustnikach, bałwochwalcach, cudzołożnikach i ludziach rozwiązłych wymienia sodomitów jako tych którzy „nie osiągną królestwa Bożego”. Nauka moralna Kościoła odnosząca się do seksualności zbudowana jest na założeniu, że akt seksualny jest moralnie akceptowalny wyłącznie jako wyraz miłości oblubieńczej, miłości między kobietą a mężczyzną żyjącymi, w sakramentalnym małżeństwie. Współżycie homoseksualne zawsze będzie niemoralne. Zostało to wyraźnie napisane w Katechizmie, który wzywa osoby homoseksualne do życia w czystości. Jeśli JKM od lat żyje w (za) bliskim związku ze swoim przyjacielem, to skąd wiemy, że jest to relacja nieuporządkowana, czy też żyją oni we wstrzemięźliwości? Biorąc pod uwagę wiek obu Panów, nie jest to scenariusz do wykluczenia. Ponad wszystko, grzech sodomii króla Franciszka to sprawa jego sumienia i do zaadresowania przez niego, jego spowiednika i kierownika duchowego. Domniemany „coming-out” Jego królewskiej Mości jest ściśle związny z fotografią – portretem opublikowanym w roku 2021. Na nim u jego boku stoi Dr Tomasz Greinwald. Fotografia jest wzorowana na fotografii przodka JKM – króla Bawarii, Ludwika II i jego przyjaciela, Józefa Kainza, z 1881 roku. Homo-lobby postanowiło wykorzystać okazję, by rozdmuchać sprawę poza proporcję. Tak też się stało. Sam król nigdy głośno w temacie się nie wypowiadał (przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo), nie obnosi się ze swoją przywarą, nie agituje na rzecz środowisk LGBT i im podobnych. Nie związał się także „małżeństwem”, tak dzisiaj popularnym, ze swoim przyjacielem. A więc, w dobrej woli,  można przypuszczać że JKM,  dzięki wiekowi, cnotom panowania nad sobą i wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, stopniowo i zdecydowanie zbliża się do doskonałości chrześcijańskiej. Być może jestem naiwny. Tak czy inaczej. Wszystko to nie ma wpływu na prawa dziedziczne Trzech Koron. Podobnie jak w przypadku papieża, nasze zgorszenie wobec obecnego dziedzica – króla (-owej) nie może zaćmić naszego szacunku wobec samej Korony – Instytucji bożej. Wyższych praw jej regulujących.

Na końcu powtórzę za klasykiem; " (…) Powtarzam zaś, że kto szczerze i ze świadomością tego,  co mówi, powie: „ jestem konserwatystą”, ten w konsekwencji musi także powiedzieć: „jestem monarchistą”. A bez legitymizmu nie ma monarchizmu.

 

 

Arkadiusz Jakubczyk

 

wykorzystano szereg tekstów i wypowiedzi prof. Jacka Bartyzela