Pięć lat temu, rozpoczynając tekst dotyczący wiktorii warszawskiej, której 100-lecie dzisiaj fetujemy, napisałem że tego dnia roku 1920 „na przedpolach Warszawy synowie łacińskiej Rzeczypospolitej starli się z piekielnymi hordami bolszewickimi. Owo starcie przeszło do historii jako Bitwa Warszawska. W jej rezultacie Polacy powstrzymali czerwoną falę rewolucji, której taczanka, zbrukana uprzednio rosyjską krwią i pełna zuchwalstwa, była gotową zalać swymi pomyjami resztę Europy, aby Ją w nich utopić”.

I dalej: „tym samym, coroczne upamiętnianie tegoż wyczynu jest powodem do wszczynania idiotycznych dysput i dziecinnych werbalnych przepychanek odnośnie tego kto, i  w jakim stopniu, powinnien być okrzyknięty bohaterem narodowym, odpowiedzialnym za plan, przewodnictwo i egzekucję tej wiktorii”.

Największym z nich wydaje się spór o rolę przywódczą pomiędzy Józefem Piłsudskim i generałem Rozwadowskim. Corocznie staram się owe dysputy załagodzić. Uważam bowiem, że nie służą one budowaniu jedności narodowej.

Niestety, w tym roku środowiska około-endeckie przystąpiły do wręcz   skomasowanego ataku na osobę Marszałka. Udział w tej akcji biorą m.in. Media Narodowe i WRealuTV. Pod naporem wypocin niektórych powielaczy półprawd i nikczemnych oszczerstw pod adresem Józefa Piłsudskiego,  jestem poniekąd zmuszony stanąć w Jego obronie. Podkreślając ponad wszystko, jak zawsze,  że uszczuplanie czyjejkolwiek roli w naszym zwycięstwie jest bezsensowne.  Na zasługę i pamięć zasługują organizator sił ochotniczych i obrońca stolicy – generał Józef Haller. Generał Sosnkowski. Wódz Naczelny Józef Piłsudski. Jak i  genialny sztabowiec i strateg generał Rozwadowski. Niebagatelną rolę odegrał również Władysław Sikorski, dowodzący 5. Armią. Wśród ochotników Hallera – legendarny ksiądz Ignacy Skorupka, kapelan Legii Akademickiej, zabity podczas bitwy o Warszawę 14 sierpnia 1920 roku. To lista bez końca.

Jednym z wielu argumentów, podnoszonych przez tych, którzy atakują Marszałka, jest domniemane złożenie przez niego dymisji w wyniku załamania psychicznego. Po pierwsze, nie ulega wątpliwości że przełom lipca i sierpnia był dla Piłsudskiego okresem ogromnej presji. Jednak niepokój nie równa się kompletnemu załamaniu psychicznemu, które sugerowali Jego przeciwnicy. Przeczą temu nie tylko zapiski późniejszego marszałka Sejmu, Macieja Rataja (twierdzącego, że Marszałek pokonał na początku sierpnia psychiczny kryzys), ale i notatki jednego z najbliższych współpracowników Komendanta, Kazimierza Świtalskiego. Zgodnie z tymi ostatnimi, Naczelnik Państwa „militarną sytuację uznawał za naprawioną (…) i możliwości podjęcia działań ofensywnych postrzegał jako realne”. Co więcej, sama nota dymisyjna została napisana z uwagi na powszechne przeświadczenie o braku możliwości wygrania wojny i konieczności rozpoczęcia rozmów pokojowych z bolszewikami.  Licząc się z tym, że przedsięwzięcie może nie przynieść spodziewanych rezultatów i nie odwróci losów wojny, Piłsudski postanowił w dniu wyjazdu na front dać polskiemu rządowi do ręki gotowy akt, który miał spełnić żądanie Aliantów – jego dymisję ze stanowiska Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa. Witos miał go użyć, gdyby planowana bitwa nie powiodła się i jedynym ratunkiem dla Polski byłaby aliancka interwencja.

Co do samego autorstwa planu batalii, to – jak wiadomo – część polityków obozu narodowo-demokratycznego, zamiast rozsławiać wszystkich biorących weń czynny udział, szukała alternatywnych bohaterów bitwy niemalże od razu po jej zakończeniu. Najpierw był nim wspomniany gen. Haller, potem lansowano nań Weyganda – choć Francuz jednoznacznie i wówczas, i po latach stwierdzał, że to właśnie Piłsudski o planie zadecydował. W końcu padło na szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, gen. Tadeusza Rozwadowskiego. Jednak on sam w swoim liście do Naczelnego Wodza z 15 sierpnia 1920 r., pisał: „Mam wrażenie ogólne, że cała akcja rozwija się korzystnie i że co do czasu mamy korzystne warunki, tak jak je Pan Komendant przewidział. […] Więc i tutaj zupełnie w myśl rozkazu Pana Komendanta wykonanie jest już w toku […]. Skoordynowanie akcji 4. i 3. Armii uważam za bardzo szczęśliwie pomyślane [przez Pana Komendanta]. Uzgodnienie akcji 4. Armii z 1. Armią doskonale Pan Komendant przygotował i proszę liczyć na to, że pozostając w ścisłym kontakcie, wszystko przyśpieszę tak, abyśmy od siedemnastego rano byli tu gotowi do współdziałania”.

Piłsudski zaś, chociaż darzył generała ogromnym szacunkiem, wspominał, że ten zazwyczaj sypał koncepcjami jak z rękawa, nie zatrzymując się na żadnej i zmieniając je nieledwie co godzinę. I chociaż Rozwadowski, (…) nie tracił nigdy sprężystości ducha, energii i siły moralnej; chciał wierzyć w nasze zwycięstwo, gdy wielu, bardzo wielu traciło już ufność i jeśli pracowało, to ze złamanym charakterem. Godziło mnie to z wielkimi brakami generała jako szefa sztabu, gdyż nie wiem, czy istniała w ogóle jakakolwiek sprawa, której potrafiłby się trzymać (…).
Wincenty Witos, trzymając się tej samej narracji, wspominał po latach,  że w maju 1926 r. Rozwadowski uosabiał zupełnie inną postawę niż ta, która cechowała go pod komendą Piłsudskiego: „Co innego rok 1920 i walka z bolszewikami. Tam miałem co dzień możność i sposobność widzieć i podziwiać jego niczym nie naruszony spokój, nadludzką wytrwałość, rzadką obowiązkowość, optymizm nie opuszczający go nawet w najcięższych chwilach, bezgraniczne oddanie się sprawie i wiarę w zwycięstwo”. Najwidoczniej, przywódctwo i profesjonalizm Marszałka, jak również odciążenie Rozwadowskiego z odpowiedzialności za zwycięstwo miały bardzo dobry wpływ na postawę Generała. I jeszcze Kazimierz Sosnkowski: „cała ta praca myślowa i duchowa odbywa się pod brzemieniem odpowiedzialności, którą dźwigać musi na swych barkach wódz i to w samotności tym większej, im cięższe jest to brzemię. W tym zakresie nikt mu ująć ciężaru nie może; nawet szef sztabu naczelnego wodza jest tylko jego doradcą, pomocnikiem i to w sensie technicznym jedynie. Szef sztabu nie obarczony odpowiedzialnością bezpośrednią, wolny od męki duchowej pobierania decyzji, może bez większego moralnego trudu szafować radami, mnożyć projekty i alternatywy; natomiast dla jego zwierzchnika już choćby nawet tylko dokonanie wyboru jednej z istniejących alternatyw oznacza ciężkie pasowanie się wewnętrzne”.

Rozwadowski aspirował do roli Naczelnego Wodza jeszcze za czasów Rady Regencyjnej. Jak wiemy, Rada postawiła na Piłsudskiego. Musiała mieć ku temu powody. Podczas porządków majowych, w roku 1926, Rozwadowski miał szansę wykazać się w tej roli. Stanął bowiem na czele wojsk prorządowych. Jako głównodowodzący, moralnie i psychicznie się jednak ugiął. Pomimo, iż zdawał się być tym, którego zdolności dowódcze i planistyczne – tkwiące jeszcze tak świeżo w pamięci świadków wiktorii warszawskiej – zagwarantują sukces. Tak się niestety nie stało.

W końcowym rozrachunku, można powiedzieć, że ostateczny plan bitewny przygotował Rozwadowski. Uczynił to jednak w myśl założeń Piłsudskiego. To „Piłsudski odpowiadał za ogólną koncepcję boju, Rozwadowski – za jej realizację”. Na Marszałku spoczywała też odpowiedzialność za zatwierdzenie szczegółowego planu bitwy i rozkaz jego realizacji. Jak stwierdził profesor Odziemkowski, „to Naczelny Wódz […] wybiera plan operacji, nakazuje sztabowi opracować takie, a nie inne wytyczne i tylko on odpowiada za efekty planu, nie żaden szef sztabu, nie żaden dowódca dywizji. Odpowiada Naczelny Wódz”. Wtóruje mu profesor Andrzej Garlicki: „Piłsudski jako Wódz Naczelny plan ten zaaprobował […]. Wziął tym samym na siebie odpowiedzialność, co w wypadku sukcesu oznaczało tytuł do chwały, w wypadku zaś klęski potępienie przez współczesnych i potomnych”. Gdyby Polacy przegrali bitwę i stracili niepodległość, nikt nie przyjąłby przecież tłumaczeń Marszałka, że podsunięto mu zły plan.

Osobiście uważam że nasze rozważania należy zakończyć cytatem z generała Sosnowskiego: „Mam też obowiązek moralny dbać o to, by nie doznała uszczerbku prawda o polskim wodzu, któremu ojczyzna moja zawdzięcza jedno z największych zwycięstw w jej dziejach a świat cały uchronienie Europy przed czerwonym zalewem”. Ja też się do tego obowiązku poczuwam.

 

Arkadiusz Jakubczyk

 

 

 

Źródła:

Wincenty Witos, „Moje wspomnienia”, tom 2;

Kazimierz Sosnkowski, „Gen. Weygand o Bitwie Warszawskiej” w „Rola Piłsudskiego i Weyganda w Bitwie warszawskiej 1920 roku”, IJP w Nowym Jorku.

Grzegorz Nowik – Odrodzenie Rzeczypospolitej w myśli politycznej Józefa Piłsudskiego 1918-1922.

W. Suleja, Mundur na nim szary…Rzecz o Józefie Piłsudskim (1867-1935), Warszawa 2018, s. 222.

Jak walczono z bolszewikami. Rozmowa z prof. Januszem Odziemkowskim.

Garlicki, Bitwa warszawska: Kto stoi za tym zwycięstwem?

K. Sosnkowski – Wiadomości/ 01.09.1957/ Londyn/ Rok 12, Nr 35 (596)

jpilsudski.pl – wybrane.