Zdolność do samodzielnego kierowania własnym życiem jest cechą, której wymaga się od ludzi osiągających pewien wiek. Oczekiwanie to można by, a wręcz trzeba, przenieść na podmiot zbiorowy, jakim jest naród. Wówczas musielibyśmy zmierzyć się z pojęciem dojrzałości narodowej. Czym ona jest? Według mnie to zdolność trzeźwego osądu, logicznego myślenia, zachowania się według elementarnych i ogólnie przyjętych zasad kultury.

Co powinno z owej dojrzałości wynikać? Meandry myślenia mogą bowiem zaprowadzić każdego zupełnie gdzie indziej i nie o jednomyślność tu chodzi. Dojrzały naród winien charakteryzować się jedną tylko rzeczą – postawą gotowości do wybrania swoich reprezentantów w parlamencie. Przedstawicieli na pewnym poziomie. Mając na uwadze więcej niż trzydzieści lat doświadczenia demokracji (ułomnej, obciążonej postkomunistycznym „dziedzictwem”, ale jednak) nie jest to chyba teza górnolotna? Zbyt dobra ocena wystawiona polskiemu społeczeństwu?

Niestety – jest.

Wybierany jest odbiciem wybierającego, jego emanacją, uosobieniem. Gdy taki przedstawiciel stoi przy mównicy to tak, jakby stały tam tysiące, które go wybrały.

Kiedy taki przedstawiciel uprawia groteskowy slalom pomiędzy żołnierzami na polskiej granicy to tak, jakby z polskiej armii drwiły tysiące, które go wybrały. I jeśli przedstawicielka publicznie twierdzi, że Polacy nie pomagają uchodźcom tak samo, jak nie pomagali Żydom – to tak, jakby mówiły to, wbrew prawdzie historycznej, tysiące, które ją wybrały.

To nie wina posłów. Są, jacy są. Ale wystawiają świadectwo własnym wyborcom.  Świadectwo niedojrzałości. To wyborcy ulepili ich na swoje podobieństwo. I jest to widok nader przygnębiający – obraz hańby na urzędzie.

Dojrzały naród nie wybrałby takich ludzi, a w dojrzałej demokracji po tak skandalicznym wybryku i tak podłej wypowiedzi posłowie za to odpowiedzialni złożyliby mandaty. Ale nie składają – bo są uosobieniem niedojrzałego narodu i niedojrzałej demokracji, nie oznaczającej wszak tego, że można popełnić każde bezeceństwo ku uciesze wschodnich satrapii.

Polscy posłowie wystąpili, jak to ponoć mawiał Lenin, w charakterze „użytecznych idiotów”. Uczynili dokładnie to, czego oczekiwałby od nich Łukaszenka. Pozostaje mieć nadzieję, że zrobili to nieświadomie. Chociaż z drugiej strony wolałbym, żeby działali na szkodę Państwa Polskiego celowo. Przemyślane działanie można wybaczyć, głupoty – nie.     

Skoro polska demokracja nie jest dojrzała, to jak ją nazwać? Zgniłą? Zieloną? Aż tak źle chyba z nami nie jest. Dojrzewanie to powolny proces, wymagający cierpliwości.

Pomylić może się każdy. Ważne, by z błędów wyciągać wnioski. Nie każdy umie się do nich przyznać i je naprawić. A lokal wyborczy to nie kolektura, gdzie skreśla się na chybił trafił. Do przemyślenia i do zobaczenia przy urnie za parę lat. Byśmy z dojrzewających stali się dojrzali.

 

Ksawery Hajdamowicz