banner ad

Danek: W obronie bł. Jozafata Kocyłowskiego

| 16 grudnia 2019 | 8 komentarzy

Od paru tygodni wokół byłej już ul. Kocyłowskiego w Przemyślu rozgrywa się awantura, która zdążyła w tym czasie nabrać charakteru międzynarodowego. Zacznijmy od krótkiej rekapitulacji. W 2013 r. przemyska rada miasta z inicjatywy klubu Platformy Obywatelskiej zmieniła nazwę jednej z ulic. Jej nowym patronem został greckokatolicki biskup Jozafat Kocyłowski (1876-1947), co miało być gestem pod adresem ukraińskiej mniejszości narodowej.

          Przemyśl był stolicą biskupią księdza Kocyłowskiego od 1917 r. Po klęsce Polski w wojnie obronnej roku 1939 miasto przecięła wzdłuż rzeki San linia rozgraniczenia niemieckiej i sowieckiej strefy okupacyjnej: Zasanie znalazło się pod władzą Niemców, zaś Stare Miasto – bolszewików. W 1941 r. przemyski hierarcha wziął udział w powitaniu wojsk niemieckich, które w pierwszych dniach po ataku III Rzeszy na ZSRR wyzwoliły południową część miasta spod sowieckiej okupacji. Latem 1943 r. biskup Kocyłowski odprawił uroczystą Mszę świętą dla żołnierzy formowanej właśnie 14 Dywizji Grenadierów Waffen SS, znanej później jako SS-Galizien. W 1945 r. został aresztowany i uwięziony przez Urząd Bezpieczeństwa. Nowe, komunistyczne władze Polski zamierzały wytoczyć mu proces za „kolaborację” z Niemcami, ale z braku dowodów musiały zrezygnować. Zamiast tego postanowiły wydać go NKWD, który jednak początkowo nie chciał zająć się więźniem. Po trwającym kilka miesięcy sporze między organami polskimi a sowieckimi biskup Kocyłowski ostatecznie został w 1946 r. wywieziony do ZSRR i tam poddany śledztwu przez sowiecki aparat bezpieczeństwa. Zastosowane przez śledczych tortury szybko zamieniły go we wrak człowieka. Na początku 1947 r. skazano go na zesłanie do łagru, z którego już nie wyszedł żywy. W roku 2001 św. Jan Paweł II ogłosił go męczennikiem i jeszcze w tym samym roku beatyfikował we Lwowie, podczas swojej pielgrzymki na Ukrainę.

          28 listopada 2019 r. przemyska rada miasta przemianowała ul. Kocyłowskiego na ul. bpa Jana Śnigurskiego, przywracając nazwę sprzed 2013 r. Krok ten w następnych dniach skrytykowały ambasada Ukrainy w Warszawie, lwowska rada obwodowa oraz – w liście otwartym do prezydenta Przemyśla – mer Lwowa. Przed głosowaniem próbowała też protestować greckokatolicka kuria biskupia w Przemyślu.

          Oburzająco w tej sprawie zachowały się tak zwane środowiska „kresowe” (które „kresowe” są tylko z obranej nazwy, bo składają się z młodych i w średnim wieku działaczy i publicystów, jeżdżących turystycznie na tak zwane niepoprawnie „Kresy”). Obrzuciły one bł. Jozafata błotem, nazywając go wielokrotnie „hitlerowskim kolaborantem”. Żaden z tych, we własnym mniemaniu, patriotów i pasjonatów historii nie zauważył, że powtarzają narrację komunistycznej propagandy? Bo co właściwie, żyjąc sobie wygodnie w erze mieszczańskiego bezpieczeństwa i komfortu, mają do zarzucenia przemyskiemu męczennikowi?

          Po pierwsze – wspomniany udział w powitaniu wojsk niemieckich w 1941 r., w którym tak naprawdę nie ma nic specjalnie nagannego. Okupacja przez hitlerowskie Niemcy okazała się okrutna i obfitowała w zbrodnie (bezmyślne i szkodliwe nawet z punktu widzenia niemieckich interesów wojennych), ale czy to się komuś podoba, czy nie, zepchnięcie przez Rzeszę sił sowieckich na wschód w 1941 r. z perspektywy miejscowych wspólnot chrześcijańskich było wyzwoleniem, bo pod okupacją Sowietów lokalnym Kościołom groziła całkowita eksterminacja. Bolszewicy tak mocno przykręcili śrubę mieszkańcom opanowanych przez siebie ziem, iż w 1941 r. na całym obszarze określanym przez Juliusza Mieroszewskiego mianem ULB (Ukraina – Litwa – Białoruś) miejscowa ludność witała wkraczający Wehrmacht kwiatami jako wyzwolicieli. Inna rzecz, że przez tępą brutalność III Rzeszy bardzo szybko spotkało ją rozczarowanie.

          Poza tym, jak wiemy od Józefa Szujskiego, „fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki”, a polityka historyczna III Rzeczypospolitej wpaja nam od lat przekonanie, iż podczas II wojny światowej nie należało politykować, tylko bez wahania szarżować z szabelką – na Niemców albo na Sowietów, a najlepiej na jednych i drugich naraz. W rzeczywistości, kiedy do walki stanęły najpotężniejsze mocarstwa Europy, żaden z ludów zamieszkujących strefę zgniotu między nimi nie mógł wiedzieć, kiedy i czym zakończy się ich wojna. Każda wspólnota musiała myśleć przede wszystkim o tym, jak przetrwać, a dalej – jak w tej sytuacji zapewnić sobie możliwie najlepsze warunki. Tomasz Gabiś napisał kiedyś, że podczas II wojny światowej na polskiej scenie politycznej działał obóz proaliancki, co było korzystne, działał obóz prosowiecki, co było korzystne, brakowało natomiast obozu proniemieckiego, co było niekorzystne. Gdyby w kraju istniał rząd współpracujący z Niemcami i osłaniający społeczeństwo podobnie jak marszałek Pétain we Francji, parę milionów zabitych mieszkańców Polski mogłoby uniknąć tego losu. Gdy Polacy obnoszą się z mianem „kraju bez Quislingów”, szczycą się swą polityczną głupotą. W tym kontekście trudno mi dopatrzeć się zbrodni – i to zasługującej na karę śmierci – nawet w działaniach mocno zaangażowanego po stronie niemieckiej „Goralenführera” Wacława Krzeptowskiego, a cóż dopiero w udziale bł. Jozafata w powitaniu niemieckich wojsk, które miało charakter gestu dyplomatycznego.

          Nic godnego oburzenia nie uczynili też ze swej strony Ukraińcy, formując u boku sił niemieckich narodowe jednostki wojskowe, bo podczas wojny to one musiały być podstawowym narzędziem polityki i argumentem przetargowym. Kto potępia sam fakt ich powstania, powinien też potępiać generała Berlinga za tworzenie polskiej armii u boku wojsk sowieckich czy generała Sikorskiego za tworzenie jej pod egidą Francji, a potem Wielkiej Brytanii, czyli państw, które we wrześniu 1939 r. z pełną premedytacją zdradziły Polskę i popychały ją do samozniszczenia, by odwrócić niemieckie uderzenie od siebie samych. Czy bł. Jozafat postąpił źle, odprawiając Mszę świętą dla świeżo zaciągniętych ukraińskich żołnierzy SS i udzielając im błogosławieństwa? Sądzę, że jako biskup kierował się autentycznym poczuciem kapłańskiego obowiązku. SS-Galizien miała wyruszyć w pole i nikt nie mógł wiedzieć, ilu jej członków już stamtąd nie wróci. (Istotnie, w lipcu 1944 r. wojska sowieckie zmiażdżyły ją w kotle brodzkim. Po tym pogromie ze składu dywizji pozostały szczątki.). Waffen SS były formacją przesiąkniętą hitlerowskim neopogaństwem; umieszczenie w niej katolickich kapelanów nie należało do spraw prostych i udało się tylko w niektórych jednostkach (belgijskiej SS-Wallonien i francuskiej SS-Charlemagne). Bł. Jozafat starał się zatem opatrzyć swoich rodaków przed wymarszem na wojnę taką posługą duchową, jaką mógł. To prawda, że SS-Galizien została w 1944 r. użyta przez Niemców do pacyfikacji polskich wsi, a jej żołnierze uczestniczyli w mordach na ludności cywilnej. W jaki jednak sposób fakt ten miałby obciążać bł. Jozafata? Dywizja miała wtedy dowództwo nie ukraińskie, lecz niemieckie (ukraińscy dowódcy objęli ją dopiero w 1945 r.). Czy jego krytycy wyobrażają sobie, że już przed wyprowadzeniem ukraińskiej dywizji w pole przewidział, do czego Niemcy użyją jej w następnym roku?

          Symptomatyczne, że katolickiego biskupa-męczennika odsądzają od czci i wiary te same środowiska, które zabraniają papieżowi beatyfikować Sługę Bożego arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego, bo „szkodził interesom Polski”. Niektórzy chcieliby Kościół powszechny podporządkować „interesowi narodowemu”, do tego stopnia ciasno pojmowany nacjonalizm przesłonił im uniwersalizm katolicki. Ja stoję na gruncie tego ostatniego i dlatego uważam, że ulice w polskich miastach powinny nosić imiona katolickich świętych, a zmiana nazwy ul. Kocyłowskiego stanowi krok wstecz.

          „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.” (Łk 23,34)

          Błogosławiony Jozafacie, módl się za nami.

 

Adam Danek      

 

 

Kategoria: Adam Danek, Historia, Myśl, Polityka, Publicystyka, Religia

Komentarze (8)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Pandaimon pisze:

    Autor powinien poczytać pamiętniki Goebbelsa. Opisuje on jak W.Studnicki, oburzony realiami niemieckiej okupacji, wyjechał na początku 1940 do Berlina, udał się do siedziby Gestapo i zwymyślał jej funkcjonariuszy. Dla Goebbelsa, który podobnie jak Göring byłby może skłonny negocjować z Polakami był to problem. Dalszy ciąg tej historii można znaleźć w pamiętnikach zbrodniarza i innych źródłach. Goebbels dokładnie wyjaśnia, dlaczego polski rząd kolaboracyjny nie mógłby powstać. Więc jeśli ktoś się popisuje głupotą, to raczej twórcy teorii o możliwej kolaboracji, a nie ci, którzy się szczycą niezłomnością podczas okupacji. 

  2. Gierwazy pisze:

    Skandaliczny tekst! Portal "myslkonserwatywna.pl" doczekał się swojego Czarzastego à rebours w osobie Adama Danka, który bez ogródek oznajmuje: "W 1941 r. przemyski hierarcha wziął udział w powitaniu wojsk niemieckich, które w pierwszych dniach po ataku III Rzeszy na ZSRR wyzwoliły południową część miasta spod sowieckiej okupacji." Zobaczymy, jaki odpór da na to red. Jakubczyk… 
    Dalej osobnik ów ma czelność haniebnie zaatakować jednych z nielicznych ludzi w Polsce, którzy domagają się prawdy i upamiętnienia bestialsko pomordowanych setek tysięcy rodaków, których kości do tej pory zalegają nie pogrzebane w nieludzkiej wołyńskiej ziemi: "Oburzająco w tej sprawie zachowały się tak zwane środowiska „kresowe” (które „kresowe” są tylko z obranej nazwy, bo składają się z młodych i w średnim wieku działaczy i publicystów, jeżdżących turystycznie na tak zwane niepoprawnie „Kresy”). Obrzuciły one bł. Jozafata błotem, nazywając go wielokrotnie „hitlerowskim kolaborantem”". Pisząc Rękasem, jest to zwyczajne sku…..two! 
    Jakby nie dość tego, facet ten, aby upiec swoją pieczeń "politycznego realizmu" ("Poza tym, jak wiemy od Józefa Szujskiego, „fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki”, a polityka historyczna III Rzeczypospolitej wpaja nam od lat przekonanie, iż podczas II wojny światowej nie należało politykować, tylko bez wahania szarżować z szabelką – na Niemców albo na Sowietów, a najlepiej na jednych i drugich naraz. W rzeczywistości, kiedy do walki stanęły najpotężniejsze mocarstwa Europy, żaden z ludów zamieszkujących strefę zgniotu między nimi nie mógł wiedzieć, kiedy i czym zakończy się ich wojna. Każda wspólnota musiała myśleć przede wszystkim o tym, jak przetrwać, a dalej – jak w tej sytuacji zapewnić sobie możliwie najlepsze warunki. Tomasz Gabiś napisał kiedyś, że podczas II wojny światowej na polskiej scenie politycznej działał obóz proaliancki, co było korzystne, działał obóz prosowiecki, co było korzystne, brakowało natomiast obozu proniemieckiego, co było niekorzystne. Gdyby w kraju istniał rząd współpracujący z Niemcami i osłaniający społeczeństwo podobnie jak marszałek Pétain we Francji, parę milionów zabitych mieszkańców Polski mogłoby uniknąć tego losu") podpiera się pod koniec swej politgramoty katolicyzmem ("Symptomatyczne, że katolickiego biskupa-męczennika odsądzają od czci i wiary te same środowiska, które zabraniają papieżowi beatyfikować Sługę Bożego arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego, bo „szkodził interesom Polski”. Niektórzy chcieliby Kościół powszechny podporządkować „interesowi narodowemu”, do tego stopnia ciasno pojmowany nacjonalizm przesłonił im uniwersalizm katolicki.) 
    Wstyd Szanowna Redakcjo, że dopuszczacie takie coś na Wasz portal!

  3. Skanderbeg pisze:

    Kresowe tylko z nazwy? I kto to pisze? Facet, którzy bał się bronic Piskorskiego. I który przepisuje kawalki podręczników do politologii. I który się z wiekiem cofa.

    W imię swoich urojeń, poprze banderyzm. Ale przynajmniej staje się konsekwentny

  4. Skanderbeg pisze:

    Sojusznik maoistów pozuje na katolika. A czytał Biblię? Wątpię. Raczej interpretatorów, bo sam nie jest zdolny do wlasnego osądu

  5. Arkadiusz Jakubczyk pisze:

    @ Gierwazy, moja polemika z tekstem kolegi Adama ukaże się, ale dopiero po Nowym Roku. 

  6. Konrad Rękas pisze:

    To częste nieporozumienie. Sufluje się nam zrozumienie punktu widzenia innych nacji, a narzuca PRZYJĘCIE cudzych poglądów i interesów.

     

    Nawet przesympatyczny p. dr Danek czyni to właśnie z bp. Kocyłowskim stwierdzając, że skoro rozumiał on relacje ukraińsko-niemieckie tak, jak rozumiał – to już wystarczająca przesłanka by np. miał swoją ulicę w Przemyślu.

     

    Tymczasem po pierwsze kluczowe jest przyjęcie prostego założenia: polskie ulice dla POLSKICH bohaterów, a nie np. krasnoarmiejców, amerykańskich prezydentów, francuskich uzurpatorów itd.

     

    Po drugie zaś warto zauważyć, że bp Kocyłowski najzwyczajniej na świecie MYLIŁ SIĘ wiążąc sprawę ukraińską ze zwyciestwem Wielkich Niemiec. Berlin nie stroniąc od wykorzystywania Ukraińców – w terenach na których chcieli oni ulokować swoje narodowe państwo widział wyłącznie obszar bezwzględnej eksploatacji i kolonizacji. Udzielając poparcia Hitlerowi – uniacki hierarcha pośrednio wspierał więc i eksterminację swoich rodaków. To po co i im taki patron?

  7. Piotrx pisze:

    Żenujący poziom tego artykułu i napastliwy ton  zmusza mnie do sprostowania chociaż kilku zasadniczych kwestii.Na wstępie autor nazywa "awanturą" domaganie się przez polskich mieszkańców Przemyśla usunięcia (zmienionej w 2013 r)  nazwy  ulicy biskupa Jozafata Kocyłowskiego. Bezpośrednią przyczyną zmiany nazwy ulicy było przewiezienie 31 maja 2013 roku ze Stryja do Przemyśla relikwii  biskupa Jozafata Kocyłowskiego. Niespełna dwa tygodnie po tym wydarzeniu  (pomimo protestów części polskich mieszkańców)  Rada Miasta z inicjatywy miejscowych środowisk ukraińskich w ekspresowym tempie podjęła uchwałę  zmieniającą  nazwę jednej z ulic, której  patronem został greckokatolicki biskup Jozafat Kocyłowski. Ściślej wydzieliła krótki odcinek  z dotychczasowych ulic grekokatolickiego biskupa J.Śnigurskiego i ulicy Katedralnej tak by nowa ulica obejmowała siedzibę arcybiskupa grekokatolickiego i archikatedrę obrządku bizantyjsko-ukraińskiego (dawny polski kościół pojezuicki przekazany Ukraińcom decyzją papieża Jana Pawła II podczas jego wizyty w Przemyślu w 1991 r.)

    Należy podkreślić, że protesty polskich mieszkańcow nie dotyczyły zasadności wyniesienia biskupa na ołtarze gdzyż to pozostaje w gestii władz kościelnych a jedynie jego wrogiej w stosunku do Polski i Polaków działalności. Jego życie oparte było bowiem na działaniu na szkodę państwa polskiego, przy jednoczesnym popieraniu organizacji antypolskich i budowaniu państwa ukraińskiego, w skład którego wchodzić miała spora część obecnego Podkarpacia z Przemyślem włącznie. 

    Jeszcze  w okresie II RP wielokrotnie okazywał swoją wrogość wobec państwa polskiego i niechęć wobec Polaków i to nieraz także publicznie.  Biskup  Kocyłowski podczas wizytacji podległych mu parafii: w czasie wizyty w Baligrodzie w 1938 roku widząc wielu Polaków z chorągwiami i świętymi obrazami witających go, powiedział wskazując na nich ręką „Tutaj jest wiele kąkolu wśród pszenicy, który trzeba wyplenić”; pod koniec sierpnia 1939 roku w Woli Zaleskiej w czasie kazania mówił: „Bądźcie cierpliwi, już nadchodzi koniec naszej niewoli i nadchodzi wolność”.Biskup Kocyłowski konsekwentnie starał się wprowadzać na wszystkie urzędy kościelne księży wrogo usposobionych dla państwa i polskości, należących do radykalnych stronnictw ukraińskich,  natomiast pomijał i prześladował  księży przychylnie i lojalnie odnoszących się do państwa i narodowości polskiej. Zajmował stale oporne i wrogie stanowisko przeciw ustawowym zarządzeniom władz  administracyjnych i wydawał przeważnie poufne i tajne zarządzenia do duchowieństwa w kierunku bojkotowania rozporządzeń władz państwowych i paraliżowania każdej ogólnej działalności tychże.  Władze polskie wobec takiej jego nieprzejednanej postawy rozważały nawet  wystąpienie do Stolicy Apostolskiej o usunięcie biskupa Kocyłowskiego z zajmowanego urzędu.

    Wobec faktów upada także teoria autora artykułu o „strefie zgniotu” między dwoma okupantami gdyż już we wrześniu 1939 roku Ukraińcy masowo manifestowali  na przemyskim rynku swoje poparcie  dla hitlerowskich Niemiec. Sam biskup Kocyłowski   okazywał we wrześniu 1939 r swoje zadowolenie z faktu, że Polska wreszcie upadła. Gdy  władzę nad miastem [Przemyślem] i okolicą sprawowała [niemiecka] Komenda Polowa i Komenda Miasta na czele z gen. por. Strecciusem, już  w pierwszym dniu okupacji zwróciła się do niej ukraińska delegacja w składzie: dr W.Zahajkiewicz, M. Demczuk, prof. I. Gontarski, kupiec  Jarosiewicz i mgr St. Nawrocki z propozycją objęcia  władzy w mieście. Odpowiedzią na tę propozycję było zaproszenie ks. biskupa grekokatolickiego, J. Kocyłowskiego i dr. W. Zahajkiewicza na spotkanie 15 września 1939 r. z Adolfem Hitlerem w okolicy Jarosławia, który przyleciał samolotem w celu rozważenia powołania rządu ukraińskiego na obszarach położonych na wschód od Sanu. Spowodowało to masową manifestację w dniu 16  września 1939 r  na przemyskim rynku ludności ukraińskiej, deklarującej przyjaźń między Niemcami a Ukrainą.

    W dniu 7 lipca  1941 r biskup Kocyłowski znalazł się na trybunie honorowej podczas kolejnego wiecu ukraińskiego na przemyskim rynku podczas którego witano  "niezwyciężoną armię niemiecką" między innymi takimi oto słowami:  "Chwała Wodzowi Niemieckiego Narodu!   Chwała wam żelaźni rycerze Niemieckiej Zwycięskiej Armii! ".   Po zakończeniu tego wiecu  słano  telegramy powitalne do "fuhrera Wielkich Niemiec – Adolfa Hitlera" gdzie znalazły  się między innymi takie słowa "Ukraińscy mieszkańcy książęcego grodu Przemyśla przekazują wyrazy najgłębszego uznania Fuhrerowi niemieckiego narodu i zwycięskiej Armii największą wdzięczność za wyzwolenie z polskiego i moskiewsko-żydowskiego jarzma."  Z kolei  4 lipca 1943 w Przemyślu  także nie modlił się za Polskę tylko odprawił "Slużbę Bożą" dla ukraińskich ochotników  do  SS-Galizien i wygłosił kazanie zawierające słowa zagrzewając ich do walki.

    Podsumowując należy stwierdzić że stosunek biskupa Kocyłowskiego do Polski i Polaków był wrogi, o czym świadczy milcząca aprobata antypolskich działań OUN-UPA. W liście arcybiskupa Bolesława Twardowskiego do arcybiskupa Szeptyckiego i biskupa Kocyłowskiego z  30 lipca 1943 roku Twardowski pisał o nastrojach ukraińskich i o głoszeniu haseł wyniszczenia polskiego żywiołu zamieszkującego w Małopolsce Wschodniej. List ten pozostał bez odpowiedzi merytorycznej. Na list biskupa Franciszka Bardy do biskupa  J. Kocyłowskiego, skierowany 15 grudnia 1944 roku w sprawie panujących w diecezji przemyskiej stosunków, otrzymał odpowiedź, w której biskup Kocyłowski użalał się tylko, że księża greckokatoliccy są prześladowani przez ludność polską. Biskup Kocyłowski był nacjonalistą ukraińskim, popierającym księży greckokatolickich w ich pracy w organizacjach kulturalno – oświatowych i spółdzielczych. Tolerował też działalność księży w OUN i ich antypolskie wystąpienia.

    Biskup Kocyłowski  nie był także we wszystkim wierny Bogu i Stolicy Apostolskiej. Angażując się w różne  antypolskie działania nie usłuchał napomnień Ojca Świętego. W 1923 r Pius XI nakazwał bowiem biskupowi Kocyłowskiemu jak i metropolicie Szeptyckiemu  "by polityką się nie zajmowali, by ich zachowywanie się lojalne wobec państwa polskiego i rządu było bez zarzutu i by w tym duchu wpływali na kler" . Ponadto biskup Kocyłowski złamał, podobnie jak metropolita Andrzej Szeptycki i wielu innych ukraińskich wyższych duchownych,  przysięgę  złożoną w okresie międzywojennym na ręce Prezydenta RP, a także Konkordat, który rotę przysięgi zatwierdził. 
     

    „Przed Bogiem i na świętą Ewangelię przysięgam i obiecuję, jak przystoi Biskupowi, wierność Rzeczypospolitej Polskiej. Przysięgam i obiecuję, iż z zupełną lojalnością szanować będę Rząd, ustanowiony Konstytucją i że sprawię aby go szanowało moje duchowieństwo. Przysięgam i obiecuję poza tym, że nie będę uczestniczył w żadnych porozumieniach, ani nie będę obecny przy żadnych naradach, które by mogły przynieść szkodę Państwu Polskiemu lub porządkowi publicznemu. Nie pozwolę memu duchowieństwu uczestniczyć w takich poczynaniach. Dbając o dobro i interes Państwa będę się starał o uchylenie od niego wszelkich niebezpieczeństw, o których wiedziałbym, że mu grożą”. 

    Biskup Kocyłowski stanął moralnie i politycznie po stronie śmiertelnego wroga Polski, który w tym czasie dokonywał ludobójstwa na obywatelach Polski. Dla takiej postawy była jednoznaczna kara zgodnie z Kodeksem Karnym z 11 lipca 1932 roku (Dz. U. 1932 nr 60 poz. 571), który w art. 100 mówił iż: „kto w czasie wojny działa na korzyść nieprzyjaciela albo na szkodę siły zbrojnej polskiej lub sprzymierzonej podlega karze więzienia na czas nie krótszy od 10 lat lub dożywotnio". Należy tu podkreślić, iż konsekwencje tej postawy byłyby jednoznacznie wyegzekwowane przez legalny Rząd.  W trakcie formowania dywizji SS „Galizien” tj. w maju 1943 roku, Delegat Rządu na Kraj w randze wicepremiera w specjalnym oświadczeniu w związku z  formowaniem dywizji pisał: 

    „W związku z utworzeniem przez okupanta, przy współudziale pewnych czynników ukraińskich na terenie województw południowowschodnich, formacji pod nazwą „SS Schutzendieviesiien Galizien”, do której wzywa się w drodze ochotniczego zaciągu obywateli polskich narodowości ukraińskiej, stwierdzam, ze wstąpienie do tej formacji obywateli polskich, będzie uważane za złamanie wierności wobec państwa Polskiego i pociągnie za sobą najsurowsze konsekwencje…”.

  8. Piotrx pisze:

    Więcej na poruszane tematy można znaleźć na stronach poniżej:

    Biskup J.Kocyłowski 

    http://www2.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/biskup.html

     

    Antypaństwowa dziłalność w II RP

    http://www2.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/raport.pdf

     

    Stanowisko Polskiego Towarzystwa Historycznego

    http://www2.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/aktualnosci/Kocylowski/Stanowisko%20PTH.pdf

     

    NIE dla ul. J.Kocyłowskiego w Przemyślu

    http://www2.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/aktualnosci/Kocylowski/Kocylowski.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: