Etymologia słowa oświata wskazuje nam przede wszystkim na dwa elementy: wiedzę oraz kulturę. W tych niełatwych dniach pojawiają się głosy dotyczące reformy oświaty czy systemowych rozwiązań dotyczących działalności nauczycieli. Mówi się o kryzysie w oświacie, a zatem mówi się o kryzysie wiedzy oraz kultury.

Istotą zbiorowego sporu nauczycieli nie jest jednak wiedza i kultura, ale instytucjonalne funkcjonowanie całego systemu. Zdaniem niektórych systemu niedofinansowanego – szczególnie pod względem wynagrodzeń dla przedstawicieli instytucji oświatowych. Nie pora jednak na ekonomiczne wyliczenia czy argumenty natury budżetowo-egzystencjalnej. Nie chodzi przecież o 1000 zł czy 2000 zł, ale – jak mawiają protestujący – o godność nauczyciela.

Miarą owej godności nie jest jednak poziom wiedzy, kultury czy etyczny wymiar zawodu, ale „złota moneta”, dzięki której (jak dobrze rozumiem) godność nauczyciel „odzyska”. Owa godność z odzysku uczyni z oświaty sferę miodem i mlekiem płynącą, a uczniowie i rodzice patrząc do portfela nauczyciela zrobią wielkie oczy i pochylą czoła w nadziei, że też będą tyle kiedyś zarabiać. Machina ruszy. Nauczyciele znajdą  nagle nowe podręczniki metodyczne, rozpoczną poszukiwania Internetu, aby „puścić” dzieciakom innowacyjny „film edukacyjny” lub zagrają w dobrze znanego w szkołach „Kahoota” (quiz online, który uczniowie rozwiązują niemalże na wszystkich lekcjach kilka razy w semestrze). Uczniowie – spośród których niemal 95% codziennie spędza minimum kilkanaście minut z elektroniką, a rekordziści ponad 8 godzin – nagle zaczną ocierać oczy ze zdumienia i wezmą się do pracy. Wyniki PISA (międzynarodowe badania dotyczące poziomu edukacji) wzrosną natychmiastowo, a rodzice zaczną współpracować z nauczycielami niczym najlepsi partnerzy biznesowi.

Oczywiście ten 1000 zł, może 2000 zł a przy cudownych wskaźnikach może nawet 5000 zł doprowadzi do zmniejszenia liczbę prób samobójczych nastolatków, stanów lękowych i depresyjnych oraz pozwoli młodym ludziom na zmniejszenie wizyt w szpitalach psychiatrycznych lub na kozetce u psychoterapeuty.

Ba, pieniądze dla nauczycieli podobno mają także pomóc w ograniczeniu dodatkowych korepetycji oraz zmniejszyć ilość zagrożeń semestralnych.

Powiadają, że w zawodzie nauczyciela pojawią się naprawdę wybitne jednostki, które wyjdą z prestiżowych uczelni lokalnych (które przestaną kształcić masowo). Które zachowają dystans wobec politycznych niuansów, przekażą zobiektywizowaną wiedzę oraz umiejętność myślenia krytycznego i niezideologizowanego.

Jeśli to wszystko nastąpi za sprawą 1000 zł, jeśli te 1000 zł da początek budowaniu takiej rzeczywistości oświatowej, to dorzucę i 2000 zł, aby mieć pewność nieskalaną.

Jeśli jednak za owe 1000 zł miałby kupić jedynie godność i wewnętrzny spokój przedstawicieli tej grupy zawodowej, to nie dałbym ani złotówki. Bowiem godność jest rzeczą pierwotną i niezbywalną, a za jej ochronę odpowiedzialny nie jest pracodawca czy władca, ale ja sam.

I gdy wychodzę na ulicę, aby walczyć o godność, sam się owej godności pozbawiam. Godności przyrodzonej – służącej a nie roszczeniowej; pokornej a nie aroganckiej; pełnej nadziei i miłosierdzia a nie goryczy i złości.

Godność bowiem jest wartością wypływającą z serca, a nie z portfela.

 

 

Franciszek Brzozowski