banner ad

Solarewicz: 3 obrazki z ciekawych czasów

| 8 kwietnia 2022 | 2 komentarze

Środa Popielcowa, godzina 21. Chodnikiem, krokiem szybkim tupocze drobna kobietka. Po drugiej stronie mędrzec z brodą, idzie, ale chwiejnie. – A sffąd ffy tak ffdfybko idziecie? – dziwi się mroku, swym pogodnym głosem. – Z kościoła? – Eee? – zdziwił się pijak – Napfafdę??? Z Jaaafnej Góry? – No jak – pani zachichotała – przecież jest ciemno. – Aaaa… ale ffy tak gonicie, jakby… – namyślił się – To… ciemna góra wwas goni! – i zachwycony swoim odkryciem, potoczył się dalej.

Pijak zobaczył tłumy wracające z domu Pańskiego, uznał, że to pielgrzymka, i wyraził prostą prawdę: pandemii już nie ma. Prosty pijaczyna wie, że Niedzielski jest jak Chrystus, który powiedział do demona WON, i demon sobie poszedł. Człowiek uwolniony od choroby duszy długo musiał się po tym zbierać. Przyznam, że po przeżyciach ostatnich 2 lat i ja nie potrafię dojść do siebie.

124 doniczki, czyli fryzjer w czasach zarazy

W 2020 roku, może ktoś jeszcze pamięta, Opiekunowie Narodu zamknęli salony fryzjerskie i kosmetyczne. Oni pisali jedno, a ludzie mówili drugie. Znajoma od psów powiedziała mi, że do kosmetyczki nikt teraz nie przychodzi, bo nie może, ale za to kosmetyczka po cichu chodzi do wszystkich, bo musi. A potem na facebooku ktoś napisał post: „Czy jest szansa obciąć sobie włosy u fryzjera?” Gdyby to pytanie zadał rok wcześniej, to by się ludzie postukali w czoło. Ale w tych okolicznościach został potraktowany z należną powagą. Odpowiedź brzmiała: „Z pewnością jest… 😊”. I dyskusja tajemniczo przygasła…
Kilka dni później zamykam drzwi na klucz i już mam odpiąć rower od poręczy, kiedy uwagę moją przykuwa dwóch ludzi. Stoi pod zakładem fryzjerskim dwóch pięknisiów, słodko ze sobą rozprawiających. „Matko, toż to randka dwóch chłopów!” – myślę. Tymczasem coś ta randka mało romantyczna. Bo jeden sprawia wrażenie niecierpliwego, a drugi chytrze rozgląda się wokół. Nagle dyskretny zgrzyt zamka, szur, szur, chciwa ręka wciąga jednego faceta do ciemnego „Fryzjera” (zupełnie jak filmowa Telimena, kiedy wciągała Tadka wieczorem do pokoju). Zasłona zapada i niby lokal nadal nieczynny. Ten drugi Don Alonzo na zewnątrz, niby to zajęty telefonem, czujnie obserwuje otoczenie. Strzeże kolegi, ażeby nie został on ukarany wielotysięczną grzywną za to, że pragnie obciąć sobie włosy, a fryzjerka ukarana wielotysięczną grzywną za to, że chce opłacić wielotysięczny ZUS. Jak Stirlitz wypatrujący 124 doniczek, znaku, że w lokalu nastąpiła wsypa.

13 apostołów

Oczywiście najtrudniejsze były naukowe ustalenia, zgodnie z którymi w kościele 1 osoba przypadała chyba na 1 kilometr kwadratowy. Nie kilometr? A co za różnica wobec ograniczenia 5 osób na całą świątynię. Nie sądziłam, że przyjdzie mi dożyć czasów, gdy wejście do kościoła uda się dzięki mej praktyce chodzenia po ruinach, wiaduktach kolejowych i kluczenia po ciemnych szosach. Słowem: dzięki umiejętności radzenia sobie w trudnych warunkach. Ale tak się stało.
Podchodziło się do takiej świątyni, bacznie obserwując otoczenie. Priorytet: „Jak zachowają się babcie?” Babcie wiedzą wszystko i mają mocne priorytety. Babcia nawymyśla policjantowi i wyśle na drzewo przedstawicielkę boga Piorunka. A tutaj babcie nie kierują się do drzwi frontowych, tylko znikają z boku… Szybko, za babcią! Frontowe drzwi kościoła zamknięte, na drzwiach kartka z pieczęcią arcybiskupią, ostrzegająca, że 5 osób i więcej nielzja. Ale jak ktoś poszukał wejścia bocznego, to tam już kartki nie było. Rozejrzałam się ostrożnie wokół. Naprzód! Ornaty wiszą, znaczy w lewo zakrystia, a w prawo… kostnica!? Nie. W prawo korytarz. Nieważne dokąd, skoro jest zapewniony dopływ tlenu. Chodu! W oddali światło, głosy, a jednak! jestem na miejscu. Komunia do ust, a niektórzy nawet na klęcząco. No skandal! Kiedy już ochłonęłam, doliczyłam się 13 osób na Wieczerzy Pańskiej. Przy obecnej przychylności władzy niewykluczone było, że jest to Ostatnia Wieczerza, a więc ten 13 współbrat niewykluczone, że Judasz. Co prawda przed kościołem zaczepił mnie pan, który wyłożył swą niepoprawną politycznie teorię, ale na rozmowie się skończyło. Na drugi dzień przeczytałam gazetę i Judasz nie udzielił anonimowo wywiadu. To znaczy, że go tam jednak nie było.

Zapytaj swego farmaceuty

Tutaj powinien nastąpić obrazek trzeci, ale szczegóły są wysoce gorszące. Scena rozegrała się w pewnej aptece, gdzie pozwoliłam sobie narzekać na reżim sanitarny. Farmaceutka wysłuchała grzecznie, a gdy już z apteki wyszli inni goście, zamknęła drzwi i oświeciła mnie, jak wyglądała jej praca w czasach kwarantann oraz izolacji. Wniosek był oczywisty. Zwycięzcą pandemii nie są, jak się powszechnie uważa, dyspozytorzy szczepionek ani Włodzimierz Włodzimierzowic, tylko Zakład Ubezpieczeń Społecznych. 

Za wyraźną potrzebą

Osobną kategorią życia pandemialnego były przedsięwzięcia na świeżym powietrzu, czyli – jak mówi minister Niedzielski, na dworzu. Tam, jak pamiętacie, też kiedyś trzeba było nosić maski (vider pies w masce, spotkany w autobusie). Zresztą, jak wynika z moich obserwacji z wycieczek, maski wyznaczały granicę miasta. Za znakiem koniec terenu zabudowanego błyskawicznie wyszły one z mody. W mieście nosiło się je długo, i to z dwóch powodów, policyjnego oraz z powodu wiary w straszliwe zmiany klimatyczne i smog.

Po pierwszych Sowietach, co ja mówię, po pierwszym lockdownie, gdy jeszcze nie można było swobodnie przebywać na dworzu, a jedynie za potrzebą (jeśli ktoś akurat posiadał sławojkę), przed urzędem wojewódzkim demonstrowali aktywiści. „Stop smog!” – głosiły transparenty tych panów w białych kombinezonach i maskach. Zamarłam! Głęboki lockdown, na ulicach pusto, a jakość powietrza nadal fatalna. Kopciuchy zlikwidowane, a nawet jeśli nie, to wyłączone, bo gorąco. Aut na ulicach nie ma, więc benzyna ani diesel nie trują, tramwaje na prąd, autobusy ekologiczne. Nie powodują smogu pojazdy i nie powodują paleniska. To może jednak  wirus?!

 

Aleksandra Solarewicz

 

 

Tags: ,

Kategoria: Aleksandra Solarewicz, Publicystyka

Komentarze (2)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Gierwazy pisze:

    Fajne, aczkolwiek trochę szkoda, że p. Aleksandra nie napisała z detalami o czym uświadomiła ją pani farmaceutka…

  2. autorka pisze:

    Gierwazy, pani farmaceutka powiedziała, że mimo złapania covid, farmaceutki miały siedzieć cicho i chodzić do pracy. Ktoś musiał pracować. Przecież piszę, że to ZUS zwyciężył.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: