banner ad

„Romanowowie, rodzina carska”

romanovs-the-imp-familyAkcja filmu "Romanowowie, rodzina carska" rekonstruuje życie rodziny imperatora Mikołaja II od rewolucji lutowej 1917 do tragicznej śmierci w lipcu 1918. W tym miejscu nie zamierzam dyskutować oczywistości: czyli faktu, że mowa o dynastii, która ciemiężyła Polaków. Film interesuje mnie jako obraz dogasania monarchii, upadku starego porządku i triumfu motłochu nad prawem. 

 

Carska rodzina przeczuwa, że to już schyłek starego świata: Rosja ma olbrzymie straty na froncie Wielkiej Wojny, w kraju chaos, na ulicach demonstrują komuniści… Car Mikołaj II próbuje jednać sobie wsparcie żołnierzy i polityków, ale propaganda komunistyczna jest bardzo skuteczna, i coraz więcej poddanych odwraca się od niego. Cała rodzina żyje w niepokoju: czy wyjechać z kraju? Nie wyjadą. Niebawem zacznie się przymusowa wędrówka Romanowów przez Rosję, ostatnia droga właściwie. Legalny władca Rosji będzie w tym czasie doświadczał odzierania z własności materialnej, godności osobistej.  

 

Po pierwsze, odebrano monarsze dobra materialne. W pierwszych scenach widz zastaje tytułową rodzinę w pałacu w Carskim Siole, potem Mikołaj II udaje się w podróż pociągiem carskim. Gdy nastąpi abdykacja, mieszkaniem Romanowów stanie się dom gubernatora w Tobolsku. Potem będą przewiezieni do Jekaterynburga, późniejszego Swierdłowska (nazwanego tak na cześć jednego z carskich morderców, komunisty Jakowa Swierdłowa). Miną stacje kolejowe i miejsca. Miejsca pobytu staną się skromniejsze i coraz bardziej podobne do więzienia. Tu nawet ogolone głowy monarszych dzieci (włosy ścinano wówczas dla wzmocnienia organizmu) przypominają głowy więźniów.

 

Po drugie, odebrano monarsze tron, tytuł. To wyraża się w symbolicznej scenie abdykacji Mikołaja II Romanowa w wagonie kolejowym, w nocy, na bocznicy. Władca wychodzi z pociągu carskiego, przechodzi przez tor i wchodzi do innego składu. Wszedł tu tytułowany Wasza Carska Wysokość. Podpisał dokument. Teraz poddani, wojskowi zwracają się doń per: Mikołaj Aleksandrowicz. Przed chwilą był dla rosyjskiego państwa wszystkim, teraz jest nikim, a za chwilę stanie się zakładnikiem i więźniem.

 

Mimo sytuacji Romanowowie próbują wciąż żyć normalnie, zachować godność osobistą. Mikołaj II (którego gra Aleksander Galibin) jest oczywiście uosobieniem dobroci i pobożności. To człowiek o żarliwej wierze, zarazem łagodny i bezbronny jak dziecko wobec kryminalistów pokroju Jakowa Jurowskiego (Liubomiras Lauciavicius) czy Feliksa Dzierżyńskiego. Podobny obraz Mikołaja II dostrzegam w filmie „Admirał” z 2008 roku, opowiadającym o losach admirała Kołczaka.

"Święty władca" – takie jest przesłanie "Romanowów", których premiera nastąpiła w tym samym roku, co cerkiewna kanonizacja całej rodziny (2000). A przecież zwraca uwagę fragment, w którym pewien bolszewik rzuca na odchodnym: "Pan wie, że go nazwali 'krwawym Mikołajem?' ". "Wiem" – odpowiada spokojnie car.   

 

Smutna historia, o której historykom przecież jeszcze nie wszystko wiadomo, kończy się masakrą w piwnicach Domu Specjalnego Przeznaczenia, w nocy z 16 na 17 lipca 1918. Ten fragment oddano szczegółowo. Gdy w pomieszczeniu obryzganym krwią zapada cisza, kończy się wątek fabularny filmu, a pojawia się dokument: scena kanonizacji członków carskiej rodziny. Założenie rosyjskiego reżysera jest jasne, ale dla mnie ten epilog jest kiepski w sensie artystycznym.

 

Mimo hagiograficznego przesłania, które dla mnie jest absurdalne (kanonizowała Cerkiew, a ja oceniam z katolickiego punktu widzenia), lubię wracać do tego filmu. Pokazuje zderzenie dwóch systemów politycznych, dwóch kultur, ba, zderzenie cywilizacji z komunistyczną, azjatycką dziczą. Tenm ostatni aspekt jest bardzo ciekawy i cały czas prowokuje pytanie: jak naród w ogóle mógł poprzeć bolszewików, którzy zresztą, wbrew nazwie, wcale nie stanowili wtedy większości? 

Na koniec nie odmówię sobie złośliwości względem komentatorów tego filmu na youtube. Widzowie z Zachodu zawodzą nad losem zamordowanych Romanowów, wymyślając ich mordercom. Francuzi potępiający rewolucję, królobójstwo i komunizm – to mi ciekawe zjawisko!

 

Aleksandra Solarewicz

 

Fot. Rodzinny obiad w Domu Specjalnego Przeznaczenia. Po lewej Jakow Jurowski. Po prawej nadworny lekarz, dr Botkin. Żródło: theromanovfamily.com

 

"Романовы. Венценосная семья" (2000), reż. Gleb Panfilow, Rosja, 135 minut

 

Tags: , , ,

Kategoria: Recenzje

Komentarze (5)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. hedelix napisał(a):

    "Dynastia, która ciemiężyła Polaków". Takie teksty na stronie "konserwatywnej". To dobre na pisowskich gadzinówkach.

  2. Aleksandra Solarewicz napisał(a):

    A jak Pan by to ujął? Pana zgorszyło określenie "ciemiężyć" i zrównał nas z PiS. Napisaliśmy więcej tekstów o Romanowach (proszę poszukać) i jeden pan oburzył się brakiem należytej niechęci do Rosji. Napisał wtedy na Fb, że "konserwatywna" jest rosyjską agenturą. Szkoda czasu na taką dyskusję. Pozdrawiam. 

  3. Konrad Januszewski napisał(a):

    hedelix: 

    Pozwolę sobie zacytować Stanisława Tarnowskiego:

    (…)„Po wychowaniu, posiadanie ziemi. Na Litwie i Rusi katolik i Polak nie może jej nabyć, nawet kiedy jest rosyjskim poddanym; w Królestwie nie może jej odziedziczyć, jeżeli nim nie jest. (…). Nie wolno księdzu bez pozwolenia ruszyć się z parafii; nie wolno biskupowi bez opowiedzenia się objeżdżać diecezji; nie wolno przypominać, że małżeństwo z ludźmi innej wiary dozwolone jest tylko pod warunkiem, że dzieci będą katolickie; nie wolno przyjmować do zakonów, niech wymrą ci, którzy żyją, a potem koniec. Tak jest tam, gdzie jest lepiej. A tam, gdzie gorzej? Tam z samych wileńskich, dwóch biskupów na wygnaniu, tam kościoła założyć, ani walącego się naprawić nie można; tam o kilka mil od kościoła, bez nabożeństw, bez nauk, bez Sakramentów, niech żyją i umierają. Zdziczeją? Zepsują się? Mniejsza o to; a ci, co mniej rozumieją i rozróżniają, jak się dobrze za Kościołem stęsknią, to pomału oswoją się z naszym i do niego wejdą. Parafie znosić – jest ich za wiele. Seminaria być muszą jeszcze, bo inaczej Rzym podniósłby krzyk za wielki, ale w nich pod pozorem nauki rosyjskiego języka, niech świecki i prawosławny uczy historii kościelnej. Układy z Rzymem prowadzić tymczasem, nawet zawierać i podpisywać, tylko je w wykonaniu przebiegle obchodzić. Tam jest tak, gdzie nie najgorzej jeszcze. A gdzie najgorzej? Tam pewnego dnia cesarz podpisał, że katolików greckiego obrządku nie ma na świecie, więc być ich nie może. Tam knuty i strzały, i wsie całe w stawie pławione na mrozie; tam wsie całe powyrywane, wywiezione w głąb Rosji, tam bez chrztu, bez ślubu, bez spowiedzi żyją ludzie, co na obcą wiarę przejść nie chcą; tam żony od mężów, a dzieci od matek odrywane, na resztę życia wiedzieć o sobie przestają. Tam, jeżeli twój dziad czy pradziad był unitą, musisz być prawosławnym albo z życiem uciekać. Tam ksiądz katolicki nie śmie ci dać chrztu przy urodzeniu, ani wiatyku przy śmierci, bo jego łaciński kościół zamkną. Tam matka niemowlęciu rozbiła głowę o mur kościoła, mówiąc, że jej Bóg ten grzech przebaczy, bo dla zbawienia duszy tego dziecka poświęca jego życie.”

    I dalej:

    „W jakiej zasadzie, w jakim prawie znajdzie rząd oparcie, żeby ład w tym społeczeństwie utrzymać, kiedy sam żadnej zasady, żadnego prawa nie szanował, a wszystkie pogwałcił? Jeżeli zechce bronić własności, anarchista przypomni mu Polskę, przymusowe sprzedaże, zakazy dziedziczenia, konfiskaty, i powie, że własność nie jest prawem. Jeżeli zechce bronić religii, anarchista przypomni Polskę i powie, że religia i kościoły są od tego, by je prześladować. A jeżeli odwoła się do patriotyzmu, do wielkości Rosji, do jej bezpieczeństwa, to anarchista odpowie, że rację stanu reprezentuje zawsze ten, kto mocniejszy, i ona do tego pojęcia się stosuje: la raison d’état est la raison du plus fort – a że dziś on mocny, więc racja stanu i interes Rosji jest taki, jak on rozumie i chce. Rząd rosyjski, który od wieków na to pracował, aby społeczeństwa do świadomości i uczucia prawa nie dopuścić, tymi gwałtami, jakie spełnił na Polsce, wyniszczył w nim i poszanowanie prawa i zmysł moralny do reszty. A o tym zapomniał, że prędzej czy później, ale niechybnie przyjdzie czas, w którym to społeczeństwo zechce samo przez się myśleć, działać i rządzić – a wtedy z zepsutym jak sobie rząd da radę? Jak się mniema, że się jest rządem regularnym a do tego monarchistycznym, a Rosja taki nie tylko przed światem, ale przed sobą samą udaje, to przede wszystkim nie trzeba być rewolucją. Rosja, która wszystkie podstawy społeczeństwa gwałci i podkopuje, jest w innej formie rewolucją, a jej rząd despotyczny i na pozór monarchistyczny prostuje drogi przed nihilistami.”

    O tak, zaiste bardzo konserwatywna była ta carska Rosja. A wszyscy którzy ją krytykują to pisowskie oszołomy. I Helcel, i Popiel, i Klaczko, i Tarnowski to ideowi pradziadowie Kaczyńskiego przepojeni nienawiścią do Rosji. Oczywiście bezzasadnie.

  4. Aleksandra Solarewicz napisał(a):

    @Konrad Januszewski

    Dziękuję Panu za merytoryczny argument. Czytam właśnie opasłą książkę historyczną po rosyjsku. Faktycznie, z punktu widzenia interesów Rosji byli to wspaniali władcy. Dbali tylko o swoje, a wszystkich trzymali za mordę. "Nasze" i "wasze" dzieliła jednak przepaść, co Pan udowodnił powyżej.

  5. Konrad Januszewski napisał(a):

    @Aleksandra Solarewicz

    Nie ma za co. Choć prawdę powiedziawszy cytowane fragmenty Tarnowskiego pozwoliłem sobie powielić za dr Dankiem ("Jak zaborcy krzewili postęp"), idąc nieco na łatwiznę. Dziwię się jednak autorowi pierwszego komentarza – naprawdę nie trzeba szukać daleko i głęboko, aby poznać i zrozumieć realia carskiej Rosji (wystarczy choćby sięgnąć do wspomnień ks. dra Wincentego Smoczyńskiego, pism ks. Jana Koźmiana, wspomnień bpa Szczęsnego Felińskiego, czy prac zachowawców galicyjskich). Nie każdy kto nosi koronę jest z automatu wart laudacji z katolicko-reakcyjnego punktu widzenia. Rosja taka czy inna, nie wchodziła w skład naszego kręgu cywilizacyjnego i wchodzić nie będzie.

    Car jednak zasługuje na nasze współczucie, pamięć i szacunek. Bez laudacji i płaszczenia się.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *