Roberto de Mattei: Faryzeusze i saduceusze naszych czasów

| 19 stycznia 2016 | 0 Komentarzy

faryzeuszeJezus ogłosił nierozerwalność małżeństwa, opierając je na przywróceniu prawa naturalnego, od którego odeszli Żydzi. Faryzeusze i saduceusze odrzucając Jego nauczanie, zaprzeczyli boskim słowom Jezusa – zastąpili je własnymi opiniami. Fałszywie odwoływali się do Mojżesza, tak, jak innowatorzy naszych czasów sięgają do domniemywanej tradycji pierwszych wieków, fałszując w ten sposób historię i doktrynę Kościoła – pisze włoski historyk Kościoła prof. Roberto de Mattei.

Krytyka faryzeuszy jest motywem powracającym w słowach papieża Franciszka. W wielu wystąpieniach wygłoszonych pomiędzy 2013 i 2015 r. mówił o „chorobie faryzeuszy” (7 listopada 2013 r.), o „tych, którzy ganią Chrystusa za nieprzestrzeganie szabatu” (1 kwietnia 2014 r.), o „pokusie samowystarczalności i klerykalizmu, ograniczenia wiary do reguł i instrukcji, tak jak to czynili uczeni w Piśmie i faryzeusze w czasach Jezusa” (19 września 2014). 30 sierpnia 2015 r. w trakcie modlitwy Anioł Pański papież powiedział, że tak, jak to było w przypadku faryzeuszy, „także i dla nas czymś niebezpiecznym jest uważanie samych siebie za akceptowalnych, lub jeszcze gorzej, za lepszych od innych tylko ze względu na przestrzeganie zasad, zwyczajów, nawet jeśli nie kochamy naszych bliźnich, mamy twarde serca, jesteśmy aroganccy i dumni”. 8 listopada 2015 roku papież odróżniał zachowanie uczonych w Piśmie i faryzeuszy, oparte na wykluczaniu, od zachowania Jezusa opierającego się na „inkluzji”.

Nawiązanie do faryzeuszy jest oczywiste w przypadku przemówienia papieża z 24 października, wygłoszonego na koniec XIV Zwyczajnego Gromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów, poświęconego rodzinie. Do kogo należą te „zamknięte serca, które często ukrywają się nawet za nauczaniem kościoła, albo za dobrymi intencjami, aby zasiąść na katedrze Mojżesza i sądzić, czasami z poczuciem wyższości i z powierzchownością, trudne przypadki i rodziny zranione”, jeśli nie do „faryzeuszy, którzy z religii czynią (niekończący się) łańcuch przykazań” (26 czerwca 2014 r.)? Wydaje się, że do grona faryzeuszy należy każdy, kto z upartą dumą broni istnienia Bożych przykazań, przepisów i absolutnych, bezwzględnie obowiązujących reguł Kościoła.

Kim właściwie byli faryzeusze? Gdy Jezus zaczął nauczać, świat żydowski był podzielony na wiele różnych nurtów, o których wspomina Pismo Święte jak i historycy, np. Józef Flawiusz (37-100 p. Chr.) w „Starożytnościach żydowskich” i „Wojnie żydowskiej”. Głównymi grupami byli faryzeusze i saduceusze. Faryzeusze przestrzegali nakazów religijnych w najdrobniejszych szczegółach, utracili jednak ducha Prawdy. Byli dumnymi ludźmi, fałszującymi proroctwa dotyczące nadejścia Mesjasza i interpretowali prawo Boże zgodnie z ich własnymi opiniami. Saduceusze, wątpiąc w nieśmiertelność duszy i odrzucając większość świętych ksiąg, nauczali jeszcze poważniejszych błędów. Obydwie grupy kwestionowały władzę Sanhedrynu, kierowanego w czasach, w których skazany został Jezus, przez saduceuszy.

W Ewangelii według św. Mateusza istnieją trzy wzmianki o saduceuszach, Marek wspomina o nich tylko raz, choć faryzeusze w tych Ewangeliach pojawiają się wielokrotnie. W rozdziale 23 Ewangelii wg św. Mateusza znajduje się otwarte oskarżenie pod ich adresem: Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać.


 

Komentując ten fragment św. Tomasz z Akwinu tłumaczy, że faryzeusze nie zostali zganieni przez Pana za to, że składali dziesięcinę, „ale za to, że lekceważyli ważniejsze, a mianowicie duchowe przykazania. Dlatego wyraźnie powiedział: I to należało czynić, i tamtego nie opuszczać. Jak zaznacza, św. Jan Chryzostom, chodzi tu raczej o stosowność aniżeli o obowiązek” (Summa Theologica, II-IIae, q. 87 ad 3).

Święty Augustyn, odnosząc się do opisu faryzeusza przedstawianego przez św. Łukasza (18,10-14), stwierdzał, że nie został on potępiony ze względu na jego czyny, ale dlatego, że chełpił się swoją domniemaną świętością (List 121 1,3). Święty Augustyn tłumaczył także, że faryzeusz nie został potępiony za post (Łk 18,11), ale „dlatego, że wyniósł się, nadął pychą wobec celnika” (List 36 3,7). W istocie, „poszczenie dwukrotnie w ciągu tygodnia jest w przypadku osoby takiej, jak faryzeusz, pozbawione zasługi, podczas gdy dla pokornego wiernego czy osoby skromnej jest to aktem religijnym. Nawet jeśli Ewangelia nie mówi o potępieniu faryzeusza, tylko o usprawiedliwieniu celnika” (List 36 4,7).

Najbardziej syntetyczną definicję faryzeusza otrzymaliśmy z rąk św. Bonawentury: Pharisaeus significat illos qui propter opera exteriora se reputant bonos; et ideo non habent lacrymas compunctionis” (Kazanie De S. Maria Magdalena, Opera omnia, Ad Claras Aquas, t. IX). „Faryzeuszami są ci, którzy uważają się za dobrych przez wzgląd na swe zewnętrzne dzieła, a tym samym nie posiadają łez skruchy”.

Jezus potępił faryzeuszy, ponieważ znał ich serca: byli grzesznikami uważającymi się za świętych. Pan chciał nauczyć swoich uczniów, że samo spełnianie dzieł zewnętrznych nie wystarcza. To, co czyni akt dobrym, to nie tylko jego przedmiot, ale i intencja. Nie mniej prawdą jest, że dobry uczynek nie wystarcza jeśli brakuje mu dobrej intencji, prawdą jest też, że nie wystarczą dobre intencje, jeśli nie towarzyszą im dobre dzieła. Stronnictwo faryzeuszy – do którego należał Gamaliel, Nikodem i Józef z Arymatei, jak i sam św. Paweł – było lepsze od stronnictwa saduceuszy, ponieważ pomimo swej hipokryzji darzyło prawa szacunkiem. Natomiast saduceusze – do których zaliczali się także arcykapłani Annasz i Kajfasz – nimi pogardzali. Faryzeusze byli dumnymi konserwatystami, saduceusze byli niewierzącymi progresistami, obydwa stronnictwa łączyło odrzucenie boskiej misji Jezusa (Mt 3,7-10).

Kim są faryzeusze i saduceusze naszych czasów? Możemy odpowiedzieć z pewnością: to ci, którzy przed, w trakcie i po synodzie próbowali (i dalej będą próbować) zmienić praktykę Kościoła, a przez to jego doktrynę dotyczącą małżeństwa i rodziny.

Jezus ogłosił nierozerwalność małżeństwa, opierając je na przywróceniu prawa naturalnego, od którego odeszli Żydzi. Wzmocnił je podnosząc więź małżeńską do rangi sakramentu. Faryzeusze i saduceusze odrzucając nauczanie Jezusa, zaprzeczyli Jego boskim słowom – zastąpili je własnymi opiniami. Fałszywie odwoływali się do Mojżesza, tak, jak innowatorzy naszych czasów sięgają do domniemywanej tradycji pierwszych wieków, fałszując w ten sposób historię i doktrynę Kościoła.

Dlatego mężny biskup, obrońca ortodoksyjnej wiary – bp Athanasius Schneider – pisał o pojawieniu się „praktyki neomozaistycznej”: nowi uczniowie Mojżesza i faryzeuszy – pod pozorem takich określeń jak: „droga rozeznania”, „towarzyszenie”, „wytyczne biskupa”, „dialog z kapłanem”, „forum internum”, „pełniejsza integracja w życie Kościoła” – faktycznie podważyli nierozerwalność małżeństwa i niejako zawiesili szóste przykazanie, zapowiadając możliwość zdjęcia odpowiedzialności za grzeszne współżycie z osób, żyjących w nieuregulowanych związkach (zob. „Raport końcowy”, 84-84).

Saduceuszami są innowatorzy otwarcie mówiący o porzuceniu doktryny i praktyki Kościoła. Faryzeuszami są ci, którzy głoszą nierozerwalność małżeństwa językiem, w praktyce jej jednak obłudnie przeczą, proponując „indywidualne” przekraczanie prawa moralnego. Prawdziwi uczniowie Chrystusa nie należą do stronnictwa neo-faryzeuszy, ani też nie do neo-saduceuszy, grup modernistycznych. Należą do szkoły św. Jana Chrzciciela, nauczającego na duchowej pustyni swoich czasów. Chrzciciel, piętnując faryzeuszy i saduceuszy jako „plemię żmijowe” (Mt 3,7) czy też upominając Heroda Antypasa za jego cudzołóstwo, nie był człowiekiem twardego serca – poruszała go miłość wobec Boga i dusz. Hipokrytami i ludźmi twardego serca byli doradcy Heroda, twierdzący, że uda im się pogodzić jego stan – zatwardziałego grzesznika – z nauczaniem Pisma Świętego. Herod zabił Jana Chrzciciela po to, by zdusić głos prawdy. A jednak, głos Prekursora Jezusa rozbrzmiewa po upływie dwudziestu stuleci.

Ci, którzy bronią zdrowej doktryny, nie postępują śladami faryzeuszy ani saduceuszy. Podążają za przykładem świętego Jana Chrzciciela i samego Zbawiciela.


 

Roberto de Mattei

Za: Bibula.com

Kategoria: Myśl, Publicystyka, Społeczeństwo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *