Rękas: Fatima – Hawana – Monachium i… Warszawa

| 16 lutego 2016 | 0 Komentarzy

epa05157027 Pope Francis (R) and the Patriarch Kirill (L) of Moscow and All Russia, meet at Jose Marti international airport, in Havana, Cuba, 12 February 2016. Pope Francis and the leader of the Russian Orthodox Church, Patriarch Kirill, have met in Cuba in a major advance towards healing a 1,000-year-old rift between Roman Catholics and Orthodox Christians.  EPA/ADALBERTO ROQUE/POOL  Dostawca: PAP/EPA.

Dostawca: PAP/EPA.

W przeciwieństwie do wielu kolegów stosunkowo rzadko zapuszczam się na pole tematyki religijnej. Nie mniej szczyt kubański nasuwa kilka prostych refleksji.

In hoc signo vinces!”

Mamy do czynienia z pozornym paradoksem. Oto część środowisk ultramontańskich, ignorując oczywiste fakty – wciąż wierzy w istnienie jakiejś „cywilizacji zachodniej”, jakby banki, McDonald's, a wkrótce i minarety już dawno nie przesłoniły gotyckich katedr. Nie bacząc jednak na to – niektórzy szczerze wierni katolicy raczej bezrefleksyjnie powtarzają wyinterpretowaną z Fatimy tezę o „konieczności nawrócenia Rosji”, rozumianą wyłącznie w kategoriach prozelityzmu swego wyznania. Tymczasem wydarzenia zwłaszcza ostatniej dekady wskazują ponad wszelką wątpliwość, że to Zachód chcąc się uratować cywilizacyjnie – musi przynajmniej spróbować odbudowy tradycyjnego ładu społecznego, siłą rzeczy opartego o wartości i etykę religijną, czyli wejść na tę samą drogę, jaką na swoim podwórku realizuje Cerkiew prawosławna oddziałując na władze Federacji Rosyjskiej.

Oczywiście, w tym miejscu zawsze wybucha ten sam krzyk – że demoralizacja, aborcja, alkoholizm i cyniczność władz. Cóż, sytuacja Zachodu pod tymi akurat względami nie jest bynajmniej lepsza, a nastawienie tamtejszych elit do absolutnie koniecznych zmian – znacznie, znacznie gorsze. Nawet więc, jeśli „nawrócenie Rosji” (takie, jakie się faktycznie i deklaratywnie dokonuje) jest tylko taktycznym wyborem klasy rządzącej – to przecież nie inne motywy kierowały i Konstantynem Wielkim, i Chlodwigiem, i Mieszkiem I…! Dla reszty świata zaś proces ten oznacza również szansę na odbudowę i uratowanie ładu międzynarodowego, w którym może odnaleźć się i bezpieczna Polska.

Bez Boga ani do proga!”

Do czego bowiem prowadzi porządek bez Boga – widzimy na przykładzie ewolucji świata zachodniego. Po różnych eksperymentach państwowo-społeczno-ustrojowych, doszliśmy w ciągu kilku stuleci od monarchii prawno-naturalnej przez absolutyzm, republikę, do narodowych państewek, dalej ponad-narodowych quasi-państw, aż po rządy korporacyjne i ponowny rozpad państw i narodów do poziomu przedcywilizacyjnego, widoczny tam, gdzie scenariusz ten testowany jest w pierwszej kolejności. Analogiczne procesy zachodzą na poziomie społecznym, na którym dawne organizmy cieszące się nawet atrybutami suwerenności (od jednostek po cechy i stany) zamieniły w fikcyjne podmioty polityki, równocześnie atomizując się między sobą i popadając w całkowitą zależność, także duchową i umysłową od struktur rządzących, a więc poniekąd w niewolnictwo, cóż z tego, że słabo uświadomione. Choć wspólnotowy porządek prawosławny w swej historii przeżył równie dotkliwe ciosy, a i dziś jest poddany takiemu samemu zagrożeniu utożsamianemu na Wschodzie z westernizacją (zapadnictwem) – per saldo okazuje się jednak odporniejszy, a przede wszystkim mniej zainfekowany od wewnątrz. I w tym właśnie należy widzieć wagę rozmów patriarchów Rzymu i Moskwy. Powtórzmy – Rosja już się nawraca/nawróciła. Teraz zaś na jej wzór musi nawrócić się Zachód – oczywiście jeśli chce przetrwać i być czymś więcej, niż pojęciem geograficznym.

Duchowy rurociąg

Nawiasem mówiąc Polska i tak ma swój udział w tym procesie, dzięki znaczącej, choć akurat nad Wisłą szybko zapomnianej wspólnej deklaracji abp. Michalika i patriarchy Cyryla. Niestety, polski Kościół widać nie mógł (nie chciał, nie potrafił?) iść dalej tą drogą jako forpoczta niezbędnej współpracy. I trudno dziś oceniać z jakich powodów – braku osobowości i wizji, przesadnego reagowania na jakże lokalną, zaściankową politykę III RP, czy też kościelnych uwarunkowań wewnętrznych. Czy szczyt kubański mógł odbywać się w Warszawie – brak nam danych do takiego rozpamiętywania. Z pewnością jednak odbywać się tu powinien. Polacy wierząc w swą zachodniość są przecież tak uroczo anachroniczni – jedni pieszcząc nieistniejącą od dawna wizję Cywilizacji Europejskiej, inni zaś poważnie traktując deklaracje, że zastąpiono ją czymś więcej niż planowanym chaosem i nowym niewolnictwem. Z wciąż mimo wszystko żywą i tak bardzo wschodnią wiarą – to Polacy powinni stać się łącznikiem chrześcijaństwa – także po to, by ochronić własne państwo i społeczeństwo, a ponadto w misji dobrej woli, jakże korzystnej i przydatnej geopolitycznie.

Prymitywizując (ale tylko trochę) – zamiast po raz enty powtarzać frazesy o NORD STREAMIE 2, siedząc przy reprezentantach degrengolady Zachodu, różnych Schulzach i innych – odpowiedzialny prezydent RP wraz z prymasem Kościoła katolickiego w Polsce lepiej by zrobili stając u boku Franciszka i Cyryla, a jeszcze lepiej – goszcząc ich obu w Krakowie, Warszawie czy Gnieźnie, by mówić o sprawach dużo ważniejszych, niż strumyczek gazu w tę czy tamtą stronę. Bo potrzebny jest przede wszystkim rurociąg duchowy – i ten faktycznie dobrze, gdyby przechodził przez Polskę.

Konrad Rękas

 

za: konserwatyzm.pl

Kategoria: Inni autorzy, Myśl, Publicystyka, Religia, Wiara

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *