Komedia bez dwóch zdań

| 18 czerwca 2016 | 0 Komentarzy

olsenZ duńskich rozmów rozumiem piąte przez dziesiąte, i głównie w odmianie pisanej, ale to nic. Wystarczyło, że zagrała charakterystyczna melodia marszowa, w takt której Olsen i jego kolesie wychodzą z więzienia. Wytrwałam przy ekranie do końca, bawiąc się równie dobrze, jak kiedy oglądam wersję z polskim tłumaczem. Nawet jeśli nie rozumiałam szczegółów.

Erik Balling wielkim reżyserem był, skoro jego komedia "gra" i bez dialogów, czego nie można, niestety, powiedzieć o wielu współczesnych cudach. Odcinek, na który akurat natrafiłam w duńskiej TV, to "Gang Olsena w potrzasku" ("Olsen-Banden på spanden"). Aby nie ględzić, oddam głos fanclubowi: "Po wyjściu z więzienia Egon jest przekonany, że przestępstwo nie popłaca i trzeba zabrać się do uczciwej roboty. Za namową panny Hansen, która wprowadza w życie nowatorski plan resocjalizacji skazańców, Egon pracuje w fabryce zabawek, by później zostać sprzątaczem w siedzibie banku narodowego. Po krótkim czasie do podobnych wniosków co Egon dochodzą Benny i Kjeld, którzy za namową Yvonne dołączają do swojego szefa. Szczęście uczciwego gangu trwa krótko, ponieważ sprzątany przez nich bank zostaje obrabowany przez gangstera z USA – Serafino Mozarellę. Cała wina za skok spada na Olsena i jego kompanów, a oni sami postanawiają wykorzystać ten fakt do odebrania faktycznym rabusiom skradzionej przez nich fortuny" (gangolsenafanclub.blogspot.com).  

Wystarczy obejrzeć scenę w fabryce, gdzie groźni przestępcy mają za zadanie kontrolować jakośc piłeczek z gumy: "bęc!", bęc!" (efekt nie do odtworzenia, więc odsyłam do youtube). To tajny kod, jakim mogą się porozumiewać. Zgadłam? Serafino Mozarella jest, jak nietrudno się domyślić, wystylizowany na włoskiego mafiosa, ale pozbawiony ciemnych okularów i kapelusza wygląda jak baranek. A najlepszy z całej kompanii jest mały chłopiec, który pomaga rabusiom. Najpierw jako odważny kierowca samochodu i świetny logistyk, a potem jako rozżalony malec, któremu nie wyszedł jego wielki plan. Usta mu drżą, a oczy zachodzą łzami: beczy i odchodzi w siną dal. W dodatku jedna drobna kobietka robi w konia całą szajkę, uchodząc z Mozarellą i tak ciężko zdobytymi przez szajkę pieniędzmi. Olsen i jego drużyna zostają na placu boju właśnie jak mali chłopcy, zrobieni w konia.

Miało być tak dobrze, a wyszło jak zawsze. "Klawo jak cholera"!

Aleksandra Solarewicz

"Olsen-Banden på spanden", reż. E. Balling, Dania 1969

Tags: ,

Kategoria: Recenzje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *