„Jestesmy za Europą, a więc przeciw UE”: wywiad z Chrisem Janssensem, członkiem flamandzkiej partii Vlaams Belang

| 21 marca 2016 | 1 Komentarz

Vlaams_belang_logoZ Chrisem Janssensem Rozmawia Karol Kilianek.

 

  1. Czy możemy prosić o kilka słów na temat Pana ugrupowania?

Vlaams Belang jest narodową flamandzką partią wolności. Jesteśmy krytyczni, a nawet sceptyczni wobec Unii Europejskiej. Jesteśmy przeciwko otwartym granicom, masowej imigracji, multikulturalizmowi i islamizacji.

Chcemy małego i silnego rządu, który służyłby ludowi flamandzkiemu i dbał o to, aby ludzie rozwijali się zażywając pełnej wolności, a przedsiębiorstwa nie znajdowałyby na swojej drodze żadnych przeszkód, aby mogły budować dobrobyt. Jednocześnie ludzie słabsi, którzy nie mogą sami sobie poradzić, muszą otrzymać wsparcie.

Jesteśmy za niezależną Flandrią, powstałą w rezultacie podziału Belgii na państwa: Walonię i Flandrię. Chcemy wolnej republiki flamandzkiej, demokratycznego państwa prawa z bardziej bezpośrednią demokracją (referenda). Jesteśmy za Europą, a więc przeciwko dzisiejszej antydemokratycznej Unii Europejskiej i monetarnego euro-więzienia. Chcemy Europy wolnej i pokojowej, gdzie prowadzony będzie wolny handel, jak to było zanim wszedł w życie Układ z Maastricht i jak to ma dzisiaj miejsce w ramach EFTA.

  1. Czy mógłby Pan opisać sytuację Flamandów w Belgii w kontekście polityki Unii Europejskiej wobec mniejszości narodowych i ich tradycji?

Naród flamandzki stanowi w Belgii większość, ale nie wykorzystuje tej przewagi dla przeprowadzania antydemokratycznych i nieuczciwych działań. Lud flamandzki jest w Belgii politycznie i finansowo-ekonomicznie stłamszony (więc nie jest wolny). Tak samo jak Belgia w Unii Europejskiej. UE chce stworzyć europejskie superpaństwo, gdzie narody i państwa narodowe wraz z im właściwymi cechami zostaną podporządkowane i wciśnięte w unijny gorset. Wspólna waluta jest jednym ze środków, którymi UE sprawuje swoją władzę; tak samo jest z otwartymi granicami (wewnętrznymi) w strefie Schengen. Flamandowie są finansowymi mlecznymi krowami nie tylko dla Belgii (właściwie dla Walonii), ale także dla UE i euro (przede wszystkim dla południowych i wschodnich krajów).

  1. Jak czuje się osoba wierząca w słuszność istnienia państw narodowych, której przyszło żyć i pracować w sercu paneuropeizmu?

To jest w rzeczy samej dziwaczne doświadczenie. Fakt, że Belgia (jeden z założycieli EWWS, poprzedniczki UE), a szczególnie Bruksela jest sercem UE i że wiele instytucji unijnych znajduje się na tym terenie powoduje, że wiele osób przebywających tutaj – akademicy, politycy, dziennikarze, ludzie oświaty – jest eurofilami, a narody i państwa narodowe postrzegają jako przeżytek, a nawet błąd. A przecież państwo narodowe jest podstawowym warunkiem istnienia demokratycznego państwa prawa, jednego z największych osiągnięć ludzi Zachodu oraz przyczyny naszej wolności i dobrobytu.

4. Co z Schengen i wspólną walutą euro?

Euro musi zostać podzielone przynajmniej na wariant północny i południowy. Linię podziału należy wyznaczyć według teorii ‘Optimum Currency Area’.

Co do Strefy Schengen: wolny przepływ osób musi zostać zniesiony. Każdy naród musi na nowo wziąć sprawy w swoje ręce, aby określać i kontrolować kto wjeżdża do kraju, a przede wszystkim kto nie może wjechać.

5. Nie możemy nie zapytać o kwestie migracji z Azji i Afryki… Jak problem ten odczuwany jest w Belgii? Jakie są reakcje?

Aby zachować naszą wolność, dobrobyt i stworzoną między innymi przez chrześcijaństwo i Oświecenie kulturę, musimy zamknąć granice; szczególnie przed ludźmi z krajów muzułmańskich (=członków OIC, Organisation of the Islamic Cooperation). Imigranci, którzy już są obecni oraz ich potomkowie mogą pozostać jedynie jeśli przyjmą nasza europejską kulturę, nasze normy i wartości oraz nasz, flamandzki sposób współżycia w społeczeństwie.

6. Czy muzułmanie stanowią w Belgii problem taki sam, jak we Francji?

Problem jest ten sam w całej Europie. Im więcej muzułmanów, tym więcej islamu i tym więcej problemów. Zostało to wskazane chociażby przez badania z 2013 roku przeprowadzone przez Wissenschaftszentrum Berlin für Sozialforschung, podczas których zadano pytania tureckim i marokańskim muzułmanom mieszkającym w 6 krajach europejskich (Austrii, Belgii, Francji, Niemczech, Holandii i Szwecji). Oto rezultaty:

– 66% muzułmanów europejskich uważa, że zasady Koranu są ważniejsze niż prawa kraju, w którym żyją;

– 75% muzułmanów z tych krajów twierdzi, że jest tylko jedna interpretacja Koranu, która musi być obowiązująca dla wszystkich wyznawców proroka;

– 60% europejskich muzułmanów uważa, że w swojej religii muszą wrócić do „islamskich korzeni”.

Muzułmanie w Europie, którzy na wszystkie te zagadnienia odpowiedzieli potwierdzająco, zostali zaklasyfikowani przez WZB jako „zdeklarowani fundamentaliści”, a to stanowi 44% całości (rozkładające się równomiernie wśród młodszych i starszych muzułmanów).

Inną budzącą niepokój konkluzją tego raportu jest to, że 60% muzułmanów w Europie wyklucza możliwość traktowania homoseksualistów jako przyjaciół, 45% uważa Żydów za niegodnych zaufania, a 54% wierzy, że celem Zachodu jest zniszczenie islamu.

Autor raportu, holenderski socjolog Ruud Koopmans, konkluduje: „Te wyniki są wyraźnym zaprzeczeniem tego, co często słyszymy, mianowicie, że islamski fundamentalizm jest zjawiskiem marginalnym w Europie Zachodniej i że stopień fundamentalizmu nie różni się od tego, obecnego w chrześcijańskiej większości. Obydwa stwierdzenia wydają się aż nadto wyraźną nieprawdą, ponieważ prawie połowa europejskich islamistów chce powrotu do islamskich korzeni i myśli że jest tylko jedna interpretacja Koranu, a opisane w nim prawa są ważniejsze niż prawa świeckie.”

Nie powinno dziwić to, że islam będąc systemem podporządkowania, stoi w sprzeczności z zasadami naszej cywilizacji i ma na celu zislamizowanie wszystkiego, co nie jest islamskie.

7. Co skłoniło Pana do opowiedzenia się za Polską podczas niedawnych ataków związanych ze zmianami w naszym kraju?

Prawicowo-konserwatywna partia Prawo i Sprawiedliwość zdołała zdobyć absolutną większość w parlamencie w 2015 roku. To pierwsza partia, która tego dokonała odkąd Polska ma znów demokratyczne wybory. Także po raz pierwszy w parlamencie nie ma żadnej partii lewicowej. Oczywiście socjalistyczno-liberalny establishment Unii nie może tego znieść i dlatego Polska stała się w ostatnich tygodniach ofiarą dobrze zorganizowanej hecy skierowanej przeciwko rządom PiS.

Kilku flamandzkich polityków chciało w parlamencie flamandzkim wykonać „polski numerek”. Komisja ds. zagranicznych i mediów parlamentu flamandzkiego postanowiła zaprosić ambasadora Polski, pana Artura Harazima, na dzień 3 lutego, aby przedstawił przeprowadzane w Polsce reformy. Wysłana przez obydwu przewodniczących komisji notatka prasowa o „wysłuchaniu polskiego ambasadora” nie pozostawiała wątpliwości. Komunikat prasowy mówił o „przypuszczalnym naruszeniu zasad państwa prawa w Polsce przez rząd i parlament” oraz „kontrowersyjnych inicjatywach rządowych, które mogą osłabić demokrację w Polsce”.

Złożyłem polskiemu ambasadorowi moje wyjaśnienia dotyczące języka użytego w notatce prasowej. Poprosiłem także członków innych flamandzkich partii o okazanie szacunku mandatowi danemu rządowi polskiemu przez większość społeczeństwa.

8. Jak ocenia Pan układ sił politycznych w Europie? Do niedawna Niemcy wydawały się dominować, ale chyba kryzys migracyjny zaczyna poważnie nadwyrężać zaufanie do tego kraju…

Niekorzystna integracja europejska lub dążenie do politycznego ujednolicenia skutkuje narastaniem napięć między europejskimi potęgami i właściwie między wszystkimi krajami w Europie – wystarczy popatrzeć jak negatywnie traktowane są Węgry i inne kraje Europy Środkowej i Wschodniej, ponieważ nie akceptują wszystkiego, co UE ustala w sprawie polityki azylowej i imigracyjnej.

Euro spoczywa na francuskich chęciach i niemieckiej koncesji. Francuzi chcieli mieć kontrolę nad Marką niemiecką poprzez Europejski Bank Centralny. Niemcy chcieli przy pomocy euro powołać federację europejską. Tak chęci jak i koncesja zawiodły. Helmut Kohl chciał euro i unii politycznej, superpaństwa Unii Europejskiej. Gdy się okazało, że poza Niemcami nie ma zbyt wielu zwolenników federacji, pomyślał, że euro to zmieni. Stało się odwrotnie.

Unia i euro są bezpośrednim następstwem II wojny światowej i rodzajem pokuty Niemiec. Wygląda to na perwersję: Niemcy chcą być sumieniem Europy poprzez wydawanie wielkich pieniędzy na „innych”. Ci „inni” nie są teraz jednak Żydami, ale przede wszystkim masowo imigrującymi muzułmanami, czym Niemcy znowu wikłają Europę w wojnę, tym razem domową (i importują masowy antysemityzm).

Co możemy na szczęście stwierdzić to to, że centralna i wschodnia Europa coraz mniej zależy od „moral high ground” Merkel i szkodliwej, upadającej Unii Europejskiej. Biorą sprawy w swoje ręce i w coraz większym stopniu robią to, co uważają za dobre dla własnego ludu, mianowicie fizycznie zamykają granice.

Cameron znów straszy Brexitem, wyjściem z Unii, jeśli Wielka Brytania nie dostanie od UE określonych koncesji związanych z imigracją. Może też być tak, że przez niszczycielskie ‘Wir schaffen das” Merkel i tego tragiczne skutki, jak masowe molestowanie seksualne i napady w Kolonii i niezliczonych innych miastach Niemiec i Europy, spowodują że Niemcy spuszczą z tonu. Nie ulega jednak jednocześnie wątpliwości fakt, że Niemcy są ekonomicznym mocarstwem i że kraje południowe zależą od Niemieckiej infuzji euro; kraje wschodniej Europy zależą przede wszystkim od kroplówki subsydiów Unii-Niemiec. To bardzo niezdrowa sytuacja.

9.  A co z Rosją?

Związek Radziecki został rozwiązany na początku lat ’90. Rosja była w sytuacji jakby przegranej wojny: chaotyczna, zubożona, armia, siły zbrojne wiszące na włosku. Zachód rozszerzał w tym czasie NATO. Nie było jednak żadnej militarnej przyczyny tego: wręcz przeciwnie. Zachód wykorzystał jednak chwilową słabość Rosji, aby przesunąć NATO pod same granice Rosji, która uważa Pakt za zorganizowaną maszynę wojenną. To był wielki błąd.

Krym odbito Turkom około 1780 roku. Od tamtej pory był to teren rosyjski, aż Chruszczow, lider Związku Radzieckiego po Stalinie i z pochodzenia Ukrainiec, uznał w latach ‘50 ubiegłego wieku to terytorium za należące do Ukrainy.

Rosyjskie pretensje do Krymu doprowadziły do ostrego sprzeciwu ze strony ukraińskiego rządu, czego należało się spodziewać, jednak większość mieszkańców wolała przyłączyć się do Rosji. Dla Rosjan Ukraina nie jest po prostu jednym z państw. Leży tam źródło państwa rosyjskiego, Kijów. Ukraina nie była też nigdy naprawdę niezależna. Teraz jest, ale jest pełna chaosu i problemów, z dwiema zbuntowanymi prowincjami. Grozi im państwo federacyjne, przeciwko czemu Kijów dotąd bronił się rękami i nogami. Nie żeby stan Rosji był dużo lepszy. Zmniejsza się liczba ludności, tak samo jak wzrost ekonomiczny. Sądy są nieuczciwe. Ekonomia jest uzależniona od wydobycia ropy i gazu. Przewidywania zakładają niskie ceny jeszcze przez wiele lat.

Sytuacja wymaga uważnej polityki Zachodu, który nie powinien zbroić Ukrainy. Co powinien robić Zachód? Jak najmniej jak to możliwe. Traktat akcesyjny (i związane z tym członkostwo w UE), które ma w perspektywie Ukraina, jest wielkim geopolitycznym błędem. Unia musi przestać iść na pasku Stanów Zjednoczonych i dążyć do normalnych relacji z Rosją. Nie pomoże w tym żaden bojkot ekonomiczny.

Co do Bliskiego Wschodu i kryzysu migracyjnego, możliwe jest, że Rosja w przeciwieństwie do USA, prowadzi w tym momencie o wiele spójniejszą politykę. Rosja ma mianowicie jeden wyraźny cel: utrzymać Assada w siodle i zniszczyć IS. Turcja, Arabia Saudyjska, Katar i świat sunnicki nie chcą do tego dopuścić. Najlepszą gwarancją zatrzymania masowej imigracji jest ustabilizowanie tego regionu i to próbuje czynić Rosja. USA utknęło w kleszczach moralnej klasyfikacji, połowiczności i wymogu trzymania się przez tzw. „sojuszników” praw człowieka, czyli czegoś co w tamtym regionie zupełnie nie istnieje. USA jest wciąż niewątpliwie największym mocarstwem świata, ale bez odpowiedniej polityki nie jest to wiele warte. Stany Zjednoczone i idąca za nimi Unia Europejska przedłużają przez swoją chwiejność wojnę i pozwalają na utrzymywanie się masowej fali migracji.

10. Wydaje się, że partie eurosceptyczne, pomimo skandalicznych prób ingerencji przez organa europejskie, zyskują coraz większe poparcie. Ludzie są zmęczeni?

Ludzie zajmują się trzema rzeczami: 1) antydemokratycznym charakterem UE, przez co ludzie konstatują, że ich głos nie ma prawie żadnego wpływu na ich życie i przyszłość – unijna konstrukcja biurokratyczna jest nieludzka i dziwna; 2) fakt, że UE jest maszyną imigracyjną, mającą za dogmaty otwartość granic i multikulturalizm – Unia islamizuje Europę, robiąc z niej Eurabię; 3) dogmatyczne trzymanie się euro, politycznego nośnika władzy Unii, które marnuje poprzez mechanizm transferowy (Europejski Mechanizm Stabilizacyjny) dobrobyt północno-zachodniej Europy, topiąc go w bezdennych dziurach długów południowej Europy – z trudem budowane państwa opiekuńcze i ich dobrobyt znikną jak śnieg na wiosnę.

11. Jakie wartości lub styl myślenia musimy odbudować by przywrócić w Europie czasy świetności?

Na pierwszym miejscu Europa musi uświadomić sobie że stała się wielką poprzez różnorodność, przez typową dla Europy mozaikę narodów i ludów, które dzieliły określone wartości i posiadały (przede wszystkim chrześcijańskie) wspólne korzenie, a jednocześnie różniły się miedzy sobą historycznie, kulturowo i pod względem socjalno-ekonomicznym. Mówią różnymi językami. Jednakże Europa stała się wielka i bogata przez decentralizację władzy i demokratyzację. Unia i euro działają w drugą stronę i są z natury antyeuropejskie: centralizują i uniformizują, odbierając ludziom i narodom ich wolność i demokratyczne prawo głosu. Péter Szijjártó, jeden z węgierskich ministrów, wyraził to znakomicie: „Jesteśmy dumni z bycia Węgrami, jesteśmy patriotyczni, jesteśmy dumni z bycia chrześcijanami, jesteśmy dumni z jedenastu wieków swojej historii. Jeśli mówisz tak w dzisiejszej Europie, jesteś stygmatyzowany. Jesteś faszystowski, antyeuropejski.” Mentalność i kultura, którą opisuje Szijjártó jest na wskroś Europejska i musi (znowu) stać się mainstreamową.


 

Warner de Vries

Karol Kilijanek

Zespół redakcyjny Myśli Konserwatywnej nie podziela wszystkich poglądów rozmówcy.

Kategoria: Karol Kilijanek, Myśl, Polityka, Publicystyka, Społeczeństwo

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Skanderbeg pisze:

    Ale "nowomowa". Polityczna poprawność aż bije od tego "antysystemowca".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *