Jakubczyk: Conservatism is always right (koledze Maciejowi W. polemicznie)

koronacja mikolaja iDo napisania poniższej polemiki zasiadłem pełen obaw, jednak tekst naszego nowego kolegi redakcyjnego, pana Macieja Wąsa, pt. „Conservatism – right or wrong?” (http://myslkonserwatywna.pl/was-conservatism-right-or-wrong/) zmusił mnie do skreślenia kilku słów. Żywię nadzieję że nie zostaną one przyjęte lub zinterpretowane w złym świetle. W sumie, sam tekst kolegi Macieja wydaje się krytyką (możliwe, że niezamierzoną) tekstu pana Konrada Rękasa (http://myslkonserwatywna.pl/rekas-dlaczego-nalezy-strzelac-do-powstancow/),  w szczególności zaś konserwatywnej „postawy poddańczej” wobec caratu (zaborców) w ogóle. Nie będę przytaczał cytatów ze wspomianych artykułów, ograniczę się jedynie do kilku ogólnych uwag.

Wszyscy ci, którzy trwają pod sztandarem konserwatyzmu, zgodzą się, że – jak ujął to swego czasu Stanisław Estreicher – konserwatyzm dąży do takiej formy państwowej, którą cechuje ład, trwałość i zabezpieczenie społeczeństwa od anarchii i niepotrzebnego rozlewu krwi. To właśnie między innymi dlatego konserwatyści sprzeciwiają się jakimkolwiek nagłym zmianom społecznym – powstaniom, rewolucjom czy ostatnio tak popularnym – majdanom.

Polskie  XIX-wieczne „zrywy narodowe” do takich właśnie należały. Jak wiadomo, powstanie listopadowe nie było żadnym zrywem niepodległościowym – doszło do niego w błyskawicznie rozwijającym się Królestwie Polskim. Prawdziwą motywacją tej rebelii była próba włączenia się do tlącej się podówczas ogólnoeuropejskiej rewolucji, której  motywy były dalekie od katolickich. Sumą skutków tego niepotrzebnego zrywu było pozbawienie szans na pełen rozkwit odradzającej się i prężnie funkcjonującej polskiej państwowości, a ponadto zabójstwa, grabieże i wyrównywanie prywatnych porachunków. Z kolei powstanie styczniowe (pokrótce) zniszczyło polskość na ziemiach zabużańskich, ścieśniło ją do „ziem piastowskich”, a jego końcowym rezultatem była fala intensywnej rusyfikacji. Jeżeli miałbym przypisać owym zrywom jakiś przydomek, to „powstania narodowobójcze” uważam za adekwatniejsze. Celem ostatecznym tych powstań nie był Bóg i miłość bliźniego, powstańcy nie kierowali się roztropnością, nie walczyli też  o przetrwanie tkanki i „ducha narodu”, jak na przykład podziemie anty-komunistyczne działające po II wojnie światowej.

Kolega Wąs, odwołuje się do despotycznej władzy Cara – ale którego?  Ciężko mi wywnioskować. Oprócz jednego zdania, wspominającego Mikołaja II, żaden inny władca nie jest wspomiany przez Autora tekstu. Bazując jednak na odnoszeniu się kolegi  Macieja do powyżej wspomnianych przeze mnie powstań, wnioskuję że pisze On o Aleksandze II i jego poprzedniku Mikołaju I. Z legalnego punktu widzenia nie ma żadnych podstaw, aby kwestionować Romanowów jako władców utworzonego na Kongresie Wiedeńskim Królestwa Polskiego. Przecież tę legalność uznawali wszyscy Polacy żyjący w tamtym czasie – nawet uczestnicy spisków i powstań. Odnośnie aspektu religijnego: czy kasaty i prześladowania unitów były karygodne? Oczywiście, tym samym trzeba przyznać że wiara katolicka w Królestwie Kongresowym generalnie rzecz biorąc nie była prześladowana, nie mówiąc już o tym, by za pewne praktyki z nią związane groziła kara śmierci, zaś Mikołaj I nie narzucał prawosławia za pomocą przymusu i siły. Poruszony także przez k. Macieja wątek „królów –schizmatyków” nie stwarza dla mnie żadnego argumentu przeciw ich panowaniu. Pamiętać należy że Kościół w osobie Prymasa Królestwa, koronującego Mikołaja I, najwyraźniej nie miał w tej kwestii żadnych zastrzeżeń. Czy mamy prawo kwestionować oficjalne decyzje naszych duszpasterzy?

Co zaś z domiemanym despotyzmem owych carów? Nie rozsądnym jest i byłoby porównywanie totalitaryzmów „nowoczesnych” – tych doby demokratycznej, z tymi z okresu rozbiorów.

Likwidacje instytucji politycznych, zakazy modlenia się po polsku w szkołach, szykany wobec Kościóła katolickiego, konfiskaty majątków et cetera (wdrażane w życie głównie w konsekwencji wspomnianych już „powstań) to nic w porównaniu z planowaną eksterminacją całego narodu, łagrami, czy  – co najważniejsze ingerencja pod jego dach i rozbicie domu rodzinnego.

Pozostała nam jeszcze sprawa „branki”, która w swej istocie nie była czymś szczególnie represyjnym. Jak wspomniał w jednym ze swoich tekstów pan Konrad Rękas: „ (…) kolejność zdarzeń i ich prosta ciągłość była następująca: spiski i terror – konspiracyjne przygotowanie do powstania – decyzja o poborze („internowaniu”) potencjalnych powstańców – branka – wybuch. Nie branka więc spowodowała powstanie, ale powstanie wymusiło brankę. Jest to oczywistość zrozumiała dla wszystkich znających logikę na poziomie szkolnym (czyli nie dla większości współczesnych polityków). Ale Wielopolski wiedział i to także, że „czerwoni” zbyt długo pracowali nad wybuchem powstania, aby je mogli wiecznie odraczać. Wiedział może, że planowany jest wybuch na wiosnę. Wiedział także, że ruch „czerwonych” w kraju paraliżuje dalsze wprowadzenie reform. Przypuszczał, że branka będzie najlepszą bronią, aby „wrzód rewolucyjny przeciąć”.

Co do konserwatyzmu, tutaj muszę się z kolegą Maciejem zgodzić – jego kryzys jest ewidentny. Musi już teraz oczyścić się on z pozłacanych naleciałości, fałszywego samozadowolenia, celowych kompromisów, krzykliwych pokus i dryfujących celów. Tylko wtedy będzie gotów na moralne i duchowe wypełnienie "płonącym zapałem pełnym udręki" .

Na końcu, chciałbym przypomnieć postać arcybiskupa Jana Pawła Pawęża Woronicza (prymasa Królestwa Polskiego), który tak oto relacjonował Kajetanowi Koźmianowi swoją audiencję u cesarza/króla Aleksandra z interwencją w sprawie antykatolickiego paszkwilu „Podróż do Ciemnogrodu”, spisanego przez ministra Oświecenia Publicznego, wolterianina, Stanisława Kostki hr. Potockiego:

„Nie będziesz wierzył, ile tak konieczność użalenia się przed panującym i szukanie u niego protekcji przeciw bezbożności ziomków przyniosła mi zmartwienia i razem niespodziewanej pociechy. Idąc na to posłuchanie, nie szedłem oskarżać, lecz użalić się. (…) Jaż to naczelnik Kościoła Polskiego, dla uwolnienia mego sumienia od wyrzutu obojętności dla naszej wiary, przychodzę się skarżyć – na kogo? Na ziomków, na katolików, przed kim? Przed władcą i naczelnikiem innego, nieprzyjaznego nam wyznania. O, święta moja wiaro – pomyślałem – o, jakżeś upokorzona, zhańbiona. Wtem usłyszałem odgłos stóp cesarza. Wyszedł z łagodnością na twarzy, lecz z powagą i niejaką surowością wojskową. Zmięszałem się, gdy żywym krokiem przystępował do mnie; lecz on pochwyciwszy mnie za rękę, chciał ją ucałować. Odsunąłem rękę. A ten pan połowy świata, tę głowę, którą nad Europą wznosił i przed którą drżeli mocarze i ludy, schylił pod dłoń moją niegodnego kapłana Chrystusa i rozrzewnionym, ale dobitnym głosem rzekł: «pobłogosław mnie». Drżący wzniosłem rękę i zakreśliłem krzyż święty nad jego głową. O, triumfie wiary świętej, katolickiej, rzymskiej! Zdało mi się widzieć Konstantego Wielkiego w osobie błogosławionego Aleksandra, przystępującego do chrztu świętego. «Co macie do mnie, powiedzcie z zupełną otwartością i ufnością». A gdyśmy mu nasze prośby przedłożyli, wziął od nas papiery, dowody i książeczkę ‘Ciemnogród’ i dodał: «Czczę wiarę katolicką, rzymską, przyrzekłem jej pierwszeństwo w konstytucji i opiekę, nie dozwolę żadnego ubliżenia w jakim bądź sposobie ani jej, ani jej dogmatom, ani jej kapłanom. Żądania wasze słuszne, rozkażę wszystkie spełnić i zaradzić, aby tego rodzaju zgorszenia nie powtarzały się». Odeszliśmy z uwielbieniem i wdzięcznością. Uważ, czy to nie cud Boga, czy to nie działał sam Bóg na umyśle i sercu tego Pana”.*

Będąc człowiekiem dobrej woli, przypuszczam że królowie Mikołaj i Aleksander II mieli podobne do swojego wielkiego poprzednika podejście do swoich polskich poddanych . Pytam, kiedy to podobne słowa padły z ust polskiego męża stanu?

Arkadiusz Jakubczyk


* Kajetan Koźmian, Pamiętniki, Ossolineum 1972, t. III, s. 84-85.

Kategoria: Arkadiusz Jakubczyk, Myśl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *