Widacki: „Detektywi na tropach zagadek historii”

| 3 października 2015 | 0 Komentarzy

5577349812Kiedy miałam 14 lat, za szybą krakowskiej księgarni zobaczyłam okładkę ze straszną czaszką i klepsydrą na czarnym tle. Widok zaskoczył mnie y szczerze przeraził, bo wtedy jeszcze półki nie były pełne rzeźnickich powieści z USA. Weszłam, długo kartkowałam. Książka Jana Widackiego stała się moją ulubioną, na długo.

Autor, prawnik i kryminolog, opowiada o poszukiwaniu grobów, ich eksploracji oraz identyfikacji szczątków królów polskich z dynastii Piastów i Jagiellonów, a także innych bohaterów narodowych. Opowiada bardzo dawnych badaniach naukowych, prowadzonych już w XVIII wieku, i eskpertyzach sporządzanych w wiekach późniejszych, o fascynującym odgrzebywaniu dawnych dokumentów i porównywaniu odkryć, dajmy na to, Tadeusza Czackiego z dwudziestowiecznymi.

Niektóre historie są bardzo znane, jak domniemana klątwa Jagiellończyka, czyli seria tajemniczych zgonów po otwarciu jego grobu (pisze o niej też Z. Święch w swojej książce pt. "Klątwy, mikroby i uczeni"). My w naszym portalu wspominaliśmy już o ks. Piotrze Skardze, który według różnych domniemań miał zostac pochowany w śpiączce. Ale już "Największa zagadka polskiego średniowiecza" wcale nie jest tak głośna! A przecież nie wiadomo, gdzie pochowany jest Bolesław Śmiały, ani jak dokładnie zginął św. Stanisław – bo przecież odtworzenie okoliczności jest możliwe tylko na podstawie badań czaszki (której autentyczność w dodatku jest podważana!). Dochodzą do niej rozmaite budzące grozę przypuszczenia, jak domniemana klątwa ciążąca od czasu zbrodni nad imieniem Stanisław, otóż wszyscy polscy królowie noszący potem to imię nie mieli szczęścia w rządzeniu. Widacki poświęca miejsce i grafologii (Kochanowski i Chopin), ale przy grobach i mikrobach te wątki jednak bledną!

Chcę jednak zaznaczyć, że Widacki powołuje się na stan badań aktualny na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. Dysponuje narzędziami, które teraz zastąpiły o wiele nowsze wynalazki (jeśli ktoś śledzi te wątki w prasie, na pewno doda niejedną uwagę). W moich oczach wartość tej książki nie słabnie, ze względu na szacunek autora do osób, których sen wieczny odważył się zakłócić i których szczątki widnieją teraz na fotografiach. "Kto by w tem upatrywał prostą, pamięci króla ubliżającą ciekawość, tego niech zaspokoi uwaga, że ani my, ani tysiące innych, gdyby przypadkiem ponad ich kośćmi odkryły się grobowiska, podobną ciekawościa na pewno znieważeni nie będziemy. Potrzeba na to prawdziwie wielkiego człowieka, ażeby wszystko, co się do niego odnosi, budzić mogło zajęcie" – mówi cytat z Czackiego, umieszczony na okładce. Większą sympatię odczuwam do "Detektywów…" niż do piewców tzw. złotego pociągu.

Jak zagadki, to zagadki. Niech dalej Czytelnik odkrywa je sam. Zapewniam, że temat jest pożyteczny, a na dowód tego przytoczę swoją historię. Pod koniec I roku zdawałam egzamin z literatury staropolskiej. Dostałam pytanie o "Treny" Jana Kochanowskiego. Umiałam to, ale postanawiam wprowadzić wątek bardziej "życiowy". Po krótkim wstępie o poezji nawiązałam do badań Widackiego. Jeszcze nie zdążyłam skończyć, a prof. Ludwika Ślękowa, największa znawczyni Kochanowskiego w Polsce, spokojnie zaczęła rozdawać indeksy: "I pani też piątka. …Mimo tych czaszek". I po chwili, dusząc śmiech: "No, bo to wszystko prawda, co pani mówi". I starsza dama zaczęła chichotać.

A potem się okazało, że czaszka opisana przez Widackiego to wcale nie Kochanowski, tylko jakas kobieta.

Aleksandra Solarewicz

J. Widacki, "Detektywi na tropach zagadek historii", wyd. II, Kraków 1992

Fot. i egz. do kupienia: http://allegro.pl/jan-widacki-detektywi-na-tropach-zagadek-historii-i5577349812.html

Tags: ,

Kategoria: Recenzje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *