banner ad

Brzozowski: Triumf prawdy

Dychotomia myślenia, ekspresowa polaryzacja i społeczna atomizacja łączą się i trwają w tym nierozerwalnym stanie, jako fundamenty ludzkiego losu w XXI wieku. Niemalże w każdej dziedzinie sięgamy po relikty starożytnych sofistów z domieszką oświeceniowego charakteru naszych pytań – charakteru li wyłącznie kauzalnego, zmieniającego optykę naszych dociekań. Miast pytać o celowość w sensie finalnym, pytamy o przyczynowość – o to „jak” osiągnąć nieosiągalne lub osiągnąć doczesne, skoro nieosiągalne nie istnieje. Ta zaburzona perspektywa filozoficznych rozważań zdaje się ujawniać głębokie niezrozumienie sensu naszych dociekań i całej fundamentalnej „obudowy”, których celem jest głęboka Prawda, a nie prawdy cząstkowe.

„Kimże jest człowiek i jakież jest jego znaczenie? Cóż jest jego dobre i cóż złem jego?” (Syr 18,8). Pytania te, stawiane od wieków, przestały zajmować współczesnych, a możliwe, że przestały również zajmować filozofów – tych, którzy winni dbać o rozkochiwanie się w mądrości, dbać o poszukiwanie odpowiedzi na zasadnicze pytania. Pytania, które „świadczą o głębokim rozumieniu istnienia ludzkiego, albowiem pobudzają rozum i wolę człowieka do poszukiwania w wolności rozwiązania, które mogłoby nadać życiu pełny sens” (Jan Paweł II, Fides et ratio). Odpowiedzi na te pytania są zawsze, bez względu na czasy w których żyjemy, miarą naszego zaangażowania we własne istnienie – im bardziej od nich uciekamy, tym bardziej bierni się stajemy. Vaclav Havel podsumował to w bardzo jednoznaczny sposób: „Tragedią współczesnego człowieka jest nie to, że wie on coraz więcej o sensie swego życia, lecz że coraz mniej zajmuje się tym pytaniem”. Jest to tragedia, która daje początek kolejnym, i niczym klocki domina doprowadza do bezsensownej śmierci lub jałowego życia.

Życia, w którym czujemy się nieszczęśliwi. Niespokojni. Niezadowoleni i sfrustrowani. Niesłusznie pewnie, a przede wszystkim czujemy się nieswojo. Wydaje nam się, że żyjemy własnym życiem, ale w rzeczywistości nie umiemy tego osiągnąć. Wierzymy, że kochamy, ale tak naprawdę nie potrafimy kochać. I choć te zdania jawią się jak prowokacja do sporu o nasz stan psychoduchowy, to w głębi duszy musimy przyznać, że bez solidnych fundamentów „prawdziwości” bardzo trudno jest nam osiągnąć stan przeciwny do wskazanego powyżej. Fundamentem tym jest z całą pewnością perspektywa z jaką patrzymy na nasze życie. Perspektywa, która nie wchodzi w dialog ze Złem, a swój kierunek poszukiwań wyznacza jednoznacznie – jest nim Prawda, która nadaje sens. Marcel Lefebvre wskazywał na nonsensy filozofii „dialogowej” – w której dialog staje się cnotą kardynalną, nawet za cenę negowania prawdy. Filozofii, których źródłem jest Protagoras z Abdery ze swoim egoistycznym sformułowaniem: „Człowiek jest miarą wszechrzeczy”, a jeśli chodzi o prawdę w tejże filozofii, to „wszystko jest mniemaniem” (Marek Aureliusz, Rozmyślania). Wchodzimy tym samym w przestrzeń, gdzie góruje wszechobecna tromtadracja relatywistyczna, gdzie dominuje postprawda i fałszywy obraz rzeczywistości materialnej i niematerialnej.

Zakończyła się epoka, w której dobitnie i bez wahania można powiedzieć krótkie credo (wierzę), a rozpowszechniła się na dobre epoka, gdzie podstawą każdego poznania staje się opinor (sądzę, mniemam). „Mimo to w życiu człowieka nadal o wiele więcej jest prawd, w które po prostu wierzy, niż tych które przyjął po osobistej weryfikacji. Któż bowiem byłbym w stanie poddać krytycznej ocenie niezliczone wynik badań naukowych, na których opiera się współczesne życie? Któż mógłby na własną rękę kontrolować strumień informacji, które dzień po dniu nadchodzą z wszystkich części świata i które zasadniczo są przyjmowane jako prawdziwe? Człowiek, istota szukająca prawdy, jest więc także tym, którego życie opiera się na wierze” (Jan Paweł II, Fides et ratio). Nie da się temu zaprzeczyć, tak samo jak temu, że wszechświat jest dla nas otwarty, racjonalny, kontyngentny, jest jednością, a rzeczywistość jest obiektywna.

Wszystko powyższe uzmysławia nam, jak dalece odeszliśmy od fundamentów ludzkiego poznania, jak bierni się staliśmy wobec zasadniczych pytań o sens naszego istnienia, jak łatwo wciągnęliśmy się w wielopłaszczyznową walkę, która roznieca filozofię „dialogowości”. Tę filozofię, która karmi relatywistów i samą siebie, która pozwala im triumfować w przestrzeń publicznej. Jeśli chcemy pomóc zatriumfować Prawdzie winniśmy jak najszybciej przystąpić do wychowania i wyedukowania pokoleń młodych ludzi, którzy z wielką tęsknotą oczekują, aż ktoś im powiem jaka jest prawda. Tęsknotą, która staje się już rozpaczą, a której nie dostrzegamy ze względu na nasze próżne mniemania i chęci tymczasowego wzbogacenia się – zawsze kosztem prawdy. 

 

Franciszek Brzozowski

Kategoria: Franciszek Brzozowski, Myśl, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *