banner ad

Brzozowski: Oddajcie mi uczniów – o edukacji słów kilka

| 20 listopada 2017 | 1 Komentarz

Gdy na przekór idei pragmatycznego traktowania edukacji stawia się ideę paternalistycznej opieki nauczycielskiej, to uczeń, z dwojga złego, wybierze bunt wobec naukowego i społecznego porządku. Bunt, który przeinacza go nie w ucznia, ale w rywala – walczącego z nauczycielem i powszechnym systemem edukacji. Bunt, według mnie słuszny, przynosi jednak powszechną „kulturę niepamięci” – indywidualistyczną i alienującą.

Nie jesteśmy bowiem jednostkami oderwanymi od naukowych, społecznych, czy duchowych korzeni. Od antropologicznej genezy, wraz z całym bagażem doświadczeń i idei. I choć tak bardzo chcemy samostanowienia i wolności, to nie udaje nam się zrozumieć słowa wolność, a tym bardziej pojąć struktur prawdy – naukowej i tej wyższej. Edukacja, rzecz jasna, ta na etapie ostatnich klas szkół podstawowych i szkół średnich, staje się pewnego rodzaju zaprzeczeniem relacji uczeń-nauczyciel.

Podstawą trudności edukacyjnych wydaje się być coraz bardziej słabnący autorytet epistemiczny, ponieważ grecka episteme nie jest już ograniczona przez grono ekspertów (nauczycieli), a posiada raczej zdolność do wypływania w najmniejszych nawet formach przekazywania informacji (tabloidy, blogi, kanały internetowe). Nośniki wiedzy rozszerzają się do takiego stopnia, że strukturalne i szablonowe podejście do edukacji zaczyna zanikać – nauczyciel stracił monopol na prawdę naukową. O ile nauki przyrodnicze mają jeszcze przewagę doświadczeń empirycznych, o tyle humanistyka staje się coraz większym zbiorem opinii odrzucających prawdę obiektywną. A szczególnie prawdę nauczycielskiego autorytetu. Uczeń ma prawo do opiniowaniu faktów historycznych opierając się li wyłącznie na podręczniku i (o ile temat jest interesujący) na internetowych nośnikach informacji. Czasami zajrzą do jakiejś popularnonaukowej publikacji lub spytają rodziców – zajętych poważnymi sprawami.

I nie bronię w tym miejscu nauczycieli, którzy w dużej mierze na ten autorytet nie zasługują. Nie są bowiem przykładem myślenia ideowego, myślenia naukowego, a są raczej wyznawcami paradygmatu testowego czy zaliczeniowego. Jeżeli uczeń od początku swojej przygody słyszy o tym, że edukacja służy mu do zaliczenia kolejnego etapu, to nie dziwi brak zainteresowania przedmiotem. Gorzej dzieje się, gdy dziecko słyszy od nauczyciela najbardziej pożądaną informację: „Ucz się tego, ponieważ pozwoli Ci to dostać się na wymarzone studia (techniczne rzecz jasna!), a potem otrzymasz bardzo dobrą pracę”. No bo wymarzone studia, to przede wszystkim wymarzony (szanowany i dobrze płatny) zawód, a nie wiedza zapełniająca głęboką pustkę poznania. Edward Stachura pisał: „Wydaje ci się, że zaszedłeś bardzo daleko i bardzo wysoko w poznaniu świata, a ty – nie wiedząc kim jesteś – po prostu nie ruszyłeś z miejsca.” Wątpliwe jest, aby zaliczeniowo-testowy system pozwalał poznać „ja” ucznia. Tym samym nie pozwala mu dokładnie poznawać otaczającego go świata, zatrzymuje go, a nie rozwija. Dezawuuje prawdę, a nie edukuje. Tworzy iluzje, zamiast ukazywać fundamenty.

W tym systemie edukacji szkoła staje się więzieniem dla uczniów i nauczycieli. Jedni i drudzy czują się więźniami systemu, które spłaszczył edukację do przeciętnego stanu – stanu tęsknoty za czymś więcej. Tęsknoty nauczycieli do możliwości mówienia „jak jest” i tęsknoty uczniów do usłuchania „jak jest”. Tęsknoty do odpowiedniej relacji ucznia z nauczycielem, wzajemnego szacunku i wzajemnej wymiany własnymi doświadczeniami. Wszystko to łączy się z najprostszym wymiarem człowieczeństwa – edukacji o życiu, jako całości – bo życie nie jest podzielone na przedmioty czy zawody. A celem edukacji nie jest przygotowanie do testu i zawodu. Educatio ma wychować i wykształcić, a nie wyposażyć w narzędzia (odpowiednie kwity), dzięki którym osiągamy zawodowy sukces.

Ten błąd w rozumieniu pojęć wydaje się być błędem kluczowym dla przyszłości powszechnego szkolnictwa. Wychowanie z pewnością należy do rodziców, i to oni powinni być w pełni odpowiedzialni za przekazanie wzorców postępowania – chociażby w stosunku do nauczycieli czy szkoły. Natomiast wykształcenie, ta cała masa procesów, których podstawowym efektem powinno być przedstawienie uczniowi odpowiedzi na kluczowe pytania dotyczące jego życia, powinno być zapewnione przez nauczycieli. Jeżeli to nauczyciel zadaje pytania, to edukacja wydaje się wtedy rzeczą zbędną, albo li wyłącznie pragmatyczną. I co najważniejsze: Jeśli uczeń nie zadaje pytań, to znaczy, że nie jest już uczniem, a nauczyciel – nauczycielem. Tylko odpowiednia relacja i uzdrowienie edukacyjnego modelu absolwenta może przywrócić nauczycielom uczniów, którzy powoli znikają z murów szkoły, a odpowiedzi znajdują w meandrach Internetu lub książkowych bestsellerach.

Nie możemy, jako społeczeństwo, pozostawić człowieka samego sobie – w jego próbie samostanowienia i samoedukacji. Nie powinniśmy mu zabierać wolności, ale nie powinniśmy patrzeć z przymrużeniem oka na popełniane przez niego błędy. Musimy poczuwać się do odpowiedzialności, żeby nie rozstroić społecznego systemu – i tak dewastowanego przez nieszczęsne ideały ostatnich trzech wieków. I przestańmy w końcu patrzeć na młodych z góry, bez odpowiedniego szacunku, bo wtedy nie zobaczymy ich problemów – spadającej z roku na rok samooceny, problemów z używkami czy zaburzeń psychicznych – degradujących ich piękne, młodzieńcze życie. I nie bójmy się napominać rodziców i nauczycieli, ekspertów i autorytety – musimy się wszyscy na nowo reedukować, zanim staniemy się rzeczywistym obrazem cywilizacji śmierci, o którym wspominał Jan Paweł II.

To umieranie zaczyna krążyć jak wirus, zarażając coraz więcej fundamentalnych sfer naszego życia.

„Zawsze trzeba zakładać, że człowiek, pozostawiony sam sobie, będzie skłonny zostać nie świętym, lecz łotrem” – David Hume

 

Franciszek Brzozowski

Kategoria: Kultura, Myśl, Publicystyka, Społeczeństwo

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Norbert Polak napisał(a):

       Wielkie Bóg zapłać za artykuł!

       Ładnie poruszył wszystkie aspekty składające się na edukację szkolną. Uwzględnił relacyjność (nauczyciel-uczeń). I co bardzo ważne, a o czym tak często, niestety, zapominają dorośli – o nie patrzeniu na młodych z góry, jak znakomicie Pan zaznaczył. I o tym, że z tego nie poszanowania nie tylko nauczyciela, ale i ucznia rodzą się różnorakie problemy dla samego młodzieńca.

       Również za zaznaczenie, że tkwimy w tym ograniczonym systemie edukacji, który zwę socjalistycznym, gdyż nie odpowiada on na życiowe problemy, jak słusznie Pan zauważył, atoli, jak powiedziała nawet pewna postać w jednym z seriali, każdy nauczyciel uważa, że jego przedmiot jest najważniejszy i wkłada na ucznia nieskończoną ilość informacji, których po wyjściu ze szkoły i tak zapomni.

       Dobrze, że artykuł zarazem nie czyni nadmiernej krytyki wobec nauczycieli, choć i tak na nią zasługują, niestety.

       Pozdrawiam serdecznie! Viva Cristo Rey!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *