Żak: Nowoczesność kontra Szatan

Gdyby nie istnienie zła, mój racjonalny umysł już dawno poradziłby sobie z Bogiem – zbudowałby dla niego pozłacaną klatkę, a sam ogłosił się przyczyną i sensem wszystkiego. Jedynie bezradność wobec zła, pisanego zarówno z małej, jak i dużej litery, pozostawia otwarty lufcik dla resztek pokory. O tym wszystkim pisał Michał Bułhakow, ale nie o nim chcę dziś opowiedzieć. Zamiast metafizycznych rozważań chciałbym opowiedzieć o złu, które wrzyna się w niemal każdą osobę, osacza niemal każdy dom i ulicę, i próbuje krok po kroku zawładnąć rzeczywistością – pisze Artur Żak.

Podobno nie ma przypadków, ale na książkę „Byłam opętana. Świadectwo uwolnienia przez egzorcyzmy” autorstwa Fabienne Amyot trafiłem wręcz po omacku. Nie jest to ani arcydzieło literackie, choć czyta się dobrze i opowieść jest dobrze skonstruowana. Nie jest to też żadna nowość, bo ukazała się w 2012 roku. Książka jest świadectwem powolnego odkrywania przez główną bohaterkę – Esterę, jak macki zła potrafią opleść człowieka i dławić w swoich szponach. Proces demaskowania zła okazuje się trudny i czasochłonny. Najbardziej traumatyczna dla niej jest świadomość, że najbardziej boli zło, które jest zadawane przez najbliższych. Autorka pisze: „Estera zaczyna pomału inaczej postrzegać rzeczywistość. Odkrywa, że nie tylko ona jest ofiarą podobnych okropieństw, ale wielu ludzi, którzy ranią się wzajemnie. To zadręczeni urzędnicy, maltretowane dzieci, bite kobiety, pogardzeni i wyrzuceni na margines społeczeństwa, ofiary skazane zamiast winowajców, poniewierani starcy i chorzy, których rodziny chcą się pozbyć, usuwane płody, posyłane na tamten świat przed zakosztowaniem życia na ziemi…”

Narastający ból życia zmusza bohaterkę do postawienia pytania o źródło zła. To pytanie jest o tyle trudne, gdyż zadaje je osoba niewierząca, przekonana o doskonałości własnego racjonalnego umysłu. A jednak ta negująca Boga osoba jedzie do klasztoru i zadaje jednemu z zakonników pytanie: „Ojcze, czy Szatan istnieje?”. Odpowiedź jest jednoznaczna: „Co za pytanie! Oczywiście, że istnieje i jest sprawcą cierpienia. Popatrz na ból tego świata, a zaczniesz mieć świadomość jego niszczycielskiej siły i nieustannego działania. Szatan jest sprawcą każdego cierpienia. Jak możesz się pytać, czy Szatan istnieje? Czy nigdy nie cierpisz?”

W dzisiejszych czasach trzeba mieć dużo wewnętrznej odwagi, aby szukać źródła własnego cierpienia. Zamiast tego wybieramy nieustanny hałas, leki psychotropowe, alkohol, narkotyki – wszystko, byle tylko nie usłyszeć krzyku cierpienia, aby go zakneblować i ogłuszyć. Wybieramy zadawanie innym bólu, by uśmierzyć własną samotność współcierpieniem innych.  

Estera uświadamia sobie, że potrzebuje ciszy. Bo tylko w niej będzie w stanie oswoić galop myśli i uczuć, które nieustannie ją tratują. Leci do Ameryki Południowej. Znamienne są słowa wypowiedziane do bohaterki przez Indianina zamieszkującego peruwiańską część Dżungli Amazońskiej: „Jesteś jak ci wszyscy, którzy pojawiają się tu z Europy i Ameryki. Jesteś pewna siebie, inteligentna, wykształcona, bogata, ale wcale nie znasz prawdziwego, niewidzialnego życia, a przecież to ono wodzi prym. Jesteś więźniem swoich lęków i póki się od nich nie uwolnisz, wszystko co robisz, nie będzie niczemu służyć.”

Po powrocie do Francji, Estera zaczyna powoli rozumieć, że na życie składa się w większym stopniu świat niewidzialny niż widzialny. Zaczyna wreszcie widzieć, że „nie może być żadnych ustępstw wobec Złego ani wobec tych, którzy mu się podporządkują. Szatan zaciekle nienawidzi i zabija każdego człowieka, i nigdy nie przestanie. Wszelkimi możliwymi sztuczkami podporządkowuje sobie ludzi, a kiedy mu się to nie udaje, zadaje im ból i chce ich śmierci.”

Odkrywa wreszcie nowe oblicze Boga: „Zawsze jej powtarzano, że cierpieć, to dźwigać krzyż przez całe życie i wcześniej nawet przez sekundę nie pomyślała, że Bóg nie chce dla niej takich cierpień. I oto odkryła, że nie tylko Bóg nie chce, by cierpiała, ale ponadto może ją wziąć w ramiona, zstąpić z nieba tylko dla niej, powiedzieć jej, że ją kocha, pomagać, uzdrawiać, uszczęśliwiać. To objawienie. Spotkała Boga, swojego Ojca. Spotkała Tego, na którego zawsze czekała. On ją kocha i jest przy niej, zwłaszcza wtedy, kiedy ją krzywdzą.” Co więcej, zaczyna dostrzegać, że „Była więziona w bezsensownym cierpieniu przez tyle lat, że w końcu uznała je za coś naturalnego. Nikt jej nie powiedział, że tu, na ziemi cierpienie nie jest przeznaczeniem człowieka, a człowiek żyje po to, by cieszyć się szczęściem! Istnieje droga wyjścia z tego piekielnego labiryntu i ona nie może się bezczynnie przyglądać, jak inni zostają uwięzieni w piekle przemocy.”

Dlaczego cierpimy? Czy zgoda na cierpienie, nie jest zgodą na zło w świecie? Czy cierpienie nie powinno być znakiem ostrzegawczym, że życie zaczyna toczyć się po coraz większych koleinach? Te pytania stawiam sam sobie, niejako na przekór własnemu wychowaniu, bo czy po chrześcijańsku jest myśleć, że to pragnieniem Boga są sytuacje, w których znajdują się ubodzy, chorzy, oszukani, pokrzywdzeni lub też, że w tragicznych warunkach ich życia objawia się Jego chwała? A jednak pomimo jednoznaczności odpowiedzi na powyższe pytanie, widzę w sobie pewien fatalizm, jakąś niedefiniowalną akceptację dla cierpienia i nie potrafię ustosunkować się do własnych odczuć.

Zostawmy to jednak i wróćmy do głównej bohaterki, która odkrywając kochającego Boga, zaczyna powolny proces uzdrawiania: „Nie rozumie Bożych zamysłów, ale z perspektywy czasu zaczyna dostrzegać, że Bóg na nowo ją stwarza i przywraca jej zdrowie, siły i radość, które zaczynają dominować w jej życiu, neutralizując następstwa cierpienia i agresji. Estera upaja się szczęściem. Czuje, jak Bóg uzdrawia ją coraz bardziej w czasie kolejnych spotkań modlitewnych.”

Pewnie w tym miejscu można by napisać: „i żyła długo i szczęśliwie”. Tak jednak nie jest. Możliwe, że jednym z darów Ducha Świętego jest wraz z uzdrowieniem serca wzrastająca świadomość czyhającego zła. W czasie rozmowy z kapłanem bohaterka słyszy następujące słowa: „Nie możesz dalej znosić tych wszystkich nieustających koszmarnych ataków, w których można rozpoznać działanie diabła. Twoje urazy z dzieciństwa są dla niego wygodną furtką. Szatan działa właśnie w taki sposób i będzie czynić niewyobrażalne szkody, póki go definitywnie nie wyrzucisz.”

Estera, po kilku miesiącach oczekiwania, spotyka się z egzorcystą, który mówi do niej: „Dlaczego pani uważa, że Szatan istnieje? Zło istnieje jako cierpienie, ale nie istnieje zło osobowe. Szatan nie istnieje. To nie jest dogmat Kościoła. To herezja. Skąd pani to wzięła?”

Zdezorientowana wraca do kapłana, z którym wcześniej rozmawiała i opowiada o rozmowie z egzorcystą. W odpowiedzi słyszy: „W naszych czasach Szatan ukrywa się i ma w tym swój cel. Telewizja przyzwyczaja ludzi do przemocy i brutalnych scen, i czyni to lepiej niż sam Szatan. On działa w rodzinach i w miejscu pracy, a jeśli nikt go nie demaskuje, jego niszczycielska siła sięga apogeum i nie oszczędza żadnej rodziny, zarówno chrześcijańskiej, jak i niechrześcijańskiej. Szatan działa w ukryciu i podstępnie, posługuje się kłamstwami, kradzieżami, przemocą i zadaje nieznośne cierpienia. Ile małych dzieci jest zamkniętych w szpitalach psychiatrycznych i szpikowanych chemią, podczas gdy one potrzebują tylko modlitwy egzorcysty?”

Kolejny egzorcysta poświęca jej zaledwie kilka minut, krótko się modli po łacinie i mówi, że nie może jej poświęcić więcej czasu. Czuje się zdruzgotana i opuszczona. Wręcz zdradzona. Choć świat wali jej się na głowę, nie ustaje w modlitwie, gdyż jest przekonana, że „szczęście jest obiecane na tym świecie, a ona pragnie szczęścia. Chce żyć. Po prostu, sens życia polega na doświadczaniu szczęścia niebiańskiego tu i teraz, na tej ziemi. I to jest sensem każdego życia.”

Zatrzymam się tutaj na chwilę. Dla kogoś, kto słyszał od dzieciństwa, że sensem życia jest niebo, a życie na ziemi jest jedynie drogą do niego, słowa bohaterki książki brzmią niemal jak herezja, jak protestancki bulgot. Czy jednak jest tak w rzeczywistości? Czy słowo „życie wieczne” nie zakłada, że niebo jest już tu na ziemi? Braki w wiedzy teologicznej są zapewne u mnie ogromne, ale gdzieś w głębi odnajduję w słowach Estery zaproszenie do innego spojrzenia na życie. Co tak naprawdę jest złego w byciu szczęśliwym tu i teraz? Czy w takim wypadku Estera ma rację? A jeśli tak, czy oznacza to konieczność przedefiniowania znaczenia życia wiecznego?

Sporo pytań, ale i spory balast.

Estera, aby uzyskać pomoc egzorcysty, wyjeżdża do Włoch. Tam zaczyna się jej właściwy proces oczyszczenia. Tutaj zaczyna dostrzegać, że złe duchy wykorzystywały przeciwko niej często osoby jej najbliższe, z rodzicami włącznie. Dociera do niej, że „Szatan posługuje się ludźmi, przy czym często wybiera rodziny, ponieważ tak najłatwiej zdeprawować więź uczuciową. Dziecko kocha całym sercem, bez kalkulowania, ufnie. Ślepo wierzy rodzicom. Szatan często manipuluje dziećmi i później zachowuje władzę nad dorosłymi już osobami.” Co więcej, „Szatańskimi bramami są wszystkie utrzymane w sekrecie uczynki, które ranią drugiego człowieka i Boga. (…) Szatan posługuje się zdradami małżeńskimi, kłamstwami, manipulacjami do zaspokojenia chorobliwych ludzkich ambicji, żądzy władzy, seksu i pieniędzy. Szatan ukrywa się i działa podstępnie najczęściej w szacownych środowiskach. Tam jest prawdziwe piekło i widać tego skutki. Tam dzieci nie kochają życia, narkotyzują się, są agresywne, ale oczywiście uważa się, że to one ponoszą odpowiedzialność. W rzeczywistości one tylko manifestują satanistyczne więzy swojej rodziny i, szerzej, społeczeństwa, adorującego złote cielce i odrzucającego Boga.”

Gdy to wszystko do niej w pełni dociera, Estera zaczyna rozumieć, dlaczego rozpadło się jej małżeństwo: „Bez Ducha Świętego miłość małżeńska nie może przetrwać. Jeśli ktoś sobie wyobraża, że w  małżeństwie są dwie osoby, zapomina o Bożej rzeczywistości. W małżeństwie są trzy osoby. Tą trzecią osobą jest Duch Święty, choć małżonkowie nie zawsze są tego świadomi, i On ich jednoczy, umacnia i kocha. Szatan zaś dzieli, zasiewa zwątpienie i cierpienie, i wreszcie rozdziela.”

Egzorcyzm okazuje się w przypadku Estery procesem wielomiesięcznym. W tym czasie „Estera modli się nieustannie za tych wszystkich, którzy potrzebują modlitwy egzorcyzmu. Większość z nich nie ma o tym pojęcia i sami zastawiają na siebie pułapkę, choćby poprzez oglądanie horrorów. Nie wiedzą, że najgorsze tortury i udręki są niewidzialne, nie zostawiają śladów i nie wywołują hałasu. Dzisiaj Szatan stosuje skuteczną i jedyną w swoim rodzaju strategię: przekonuje każdego, że siły nieczyste nie istnieją. Kto w to uwierzy, jest już w jego sieci i cierpi bez względu na to, czy uznaje swoje cierpienie, czy nie. Istnieją cierpienia, które zaczynają się już w chwili poczęcia, te zadają straszliwy ból i Zły przedłuża je z rozmysłem. Taka osoba cierpi od zawsze i dlatego nie ma możliwości porównania i punktu odniesienia i nie może wiedzieć, że cierpienie nie jest czymś normalnym i może zostać uleczone.”

Jak wielu z nas ma niezaleczone, ropiejące rany z dzieciństwa? Czy łatwo jest do nich się przyznać? Są to pytania retoryczne. Na ścieżkę terapii, a szczególnie ścieżkę Bożej terapii wchodzimy dopiero wtedy, gdy już cały nasz racjonalny umysł zawodzi, kiedy życie okazuje się tak ciężkie, że tracimy zaufanie do własnego sprawstwa i spadamy z piedestału bóstwa.

Coś o tym wiem…

I nawet jeśli ktoś w imię nowoczesności nie chce używać słowa Szatan, a woli bezosobowe pojęcie zła, nie zmienia to faktu, że zmiana zaczyna się od pierwszej łzy, zgiętych kolan i przyznania się przed samym sobą, że nie radzę sobie i potrzebuję pomocy.

A wtedy…

Wtedy może zdarzyć się cud odzyskania własnego życia…

Pisząc ten tekst kilkakrotnie dopadało mnie uczucie zażenowania – jestem taki mądry, taki oczytany i wyedukowany, a piszę o Szatanie. Co sobie pomyślą o mnie ludzie? Pewnie mnie wyśmieją, wyszydzą i oczywiście, będą mieli rację. Mój racjonalny umysł był o tym przekonany i dlatego ze wstydu chciał się zapaść pod ziemię. Zaczął mi tłumaczyć, że już lepiej, abym pisał o mistyce. Nikt tego nie przeczyta, ale każdy mnie pochwali i połechce moje ego kilkoma komplementami. Cóż… Jak widać, jestem już nieźle wytresowany…  I może dlatego zdecydowałem się napisać coś od siebie i wbrew mądrości rozumu.

 

Artur Żak

 

Cytaty za Fabienne Amyot, Byłem opętana. Świadectwo uwolnienia przez egzorcyzmy, tłumaczenie Zofia Pająk, Wydawnictwo eSPe, Kraków 2012.

Kategoria: Publicystyka, Religia, Wiara

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: