Z Boszem nawet palcem po mapie!

| 12 grudnia 2020 | 0 Komentarzy

Władza zaleca nam wczasy pod lampą i pielgrzymki do Sanepidu, ale są książki, dzięki którym czas oczekiwania na amnestię nie jest długi. Wiem to, ile razy czytam przewodniki Bosza.

Tę oficynę polecał już 20 lat temu stary wyga turystyczny – p. Juliusz Wysłuch, na łamach czasopisma "Na Szlaku". Kupiłam "Beskid Sądecki" i nie zawiodłam się. A po latach wpadł mi w ręce Bosz w nowej odsłonie: twarda okładka, obwoluta i kalejdoskop pięknych zdjęć w środku. To "Wielkopolska". 

Przewodnik jest napisany jak powieść. To gawęda o prastarej dzielnicy naszej ojczyzny. Dwory i ich tajemnice, okazałe pomniki, tablice skryte w trawie i stare parki. To Rogalin i Kórnik, i mały Grabonóg. To zapomniane sanktuarium "Na Pólku" i niezawodny św. Józef w Kaliszu. 

Wydaje się, że zaszeleszczą kartki i za biurkiem pojawi się postać Edmunda Bojanowskiego w brązowym surducie. Zdjęcia Piotra Skórnickiego to nie sztucznie wyostrzone obrazki a la kalendarz reklamowy, tylko obrazy we mgle, półcieniu, w strunach światła wpadającego przez szybki. Listy i wspomnienia przytacza autorka tak naturalnie, jak gdyby była kronikarzem epoki. 

"Wielkopolskę" czytałam do poduszki, ciesząc się, że są autorzy, którzy opisują Polskę nie jak produkt w katalogu, ale z miłością.

 

A. Plenzler, " Wielkopolska. Przewodnik", Olszanica k. Krosna 2008

 

Kategoria: Recenzje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: