Wełniński: Z wizytą u braci kanonicznie regularnych, czyli o indulcie słów kilka

| 31 lipca 2021 | 3 komentarze

Pierwotnym motywem napisania niniejszego tekstu miało być omówienie zagadnień związanych z motu proprio Summorum pontificum w związku z wypowiedzią dla portalu pch24 jednego z przedstawicieli indultowego „duszpasterstwa tradycji”. Jednakże, ze względu na ukazanie się nowego motu proprio, tekst stracił na swojej  aktualności, dlatego został dołączony do niego epilog omawiający samo Traditionis custodes oraz reakcje środowisk związanych z nieobowiązującym już Summorum pontificum na jego publikację.

Kilkanaście dni przed obchodzoną w tym roku wyjątkowo skromnie rocznicą ogłoszenia motu proprio papieża Benedykta XVI Summorum pontificum, na kanale PCh24 TV opublikowano nagranie pt. „Tradycjonaliści, błędy i bariery”, w którym wziął udział x. Wojciech Nowicki, duszpasterz środowiska tradycji z Poznania, wielki entuzjasta tegoż dokumentu. Rozmowa ta niech będzie zatem przyczynkiem do omówienia samego tekstu Summorum pontificum oraz podstaw funkcjonowania grup, które można by określić mianem indultu SP, szczególnie w kontekście anulowania postanowień wspomnianego motu proprio papieża Benedykta.

Po kilku godzinach od publikacji i lawinie negatywnych komentarzy krytycznych, w większości opartych na merytorycznych przesłankach, wobec wypowiedzi Księdza, nagranie usunięto, a w niedługim czasie pojawiło się ono pod zmienionym tytułem „Dlaczego warto chodzić na Mszę Trydencką?”. Co symptomatyczne, wyłączono przy okazji możliwość dodawania komentarzy. 

Bohater wywiadu za cezurę zmieniającą stosunek (posoborowego) Kościoła do Mszy Wszechczasów przyjął ukazanie się listu apostolskiego motu proprio Summorum pontificum („od tego momentu jest to jakaś droga w Kościele, nie dziwacto”), pomimo istnienia tzw. indultu na mocy motu proprio Ecclesia Dei (obecnego na terenie tejże diecezji od 1994 r.). Przy okazji, Ksiądz raczył zaznaczyć, że obecnie w Poznaniu są trzy miejsca gdzie odprawia się Mszę Trydencką (stan sprzed 16.07.2021r.), zapewne przez „przypadek” nie wspominając o kaplicy Bractwa z ul. Ptasiej.

Gdyby x. Wojciech Nowicki wczytał się w Art. 5. § 1 SP w którym mowa: „W parafiach, w których jest stale obecna grupa wiernych przywiązanych do wcześniejszych tradycji liturgicznych (przywiązana na zasadzie sentymentu?), proboszcz powinien chętnie przyjąć ich prośbę o odprawianie Mszy św. w rycie wg Mszału Rzymskiego ogłoszonego w 1962 r. i zapewnić aby dobro tych wiernych stało w zgodzie ze zwykłą opieką duszpasterską w parafii i pod kierunkiem biskupa zgodnie z kanonem 392, unikając niezgody i wybierając jedność Kościoła”, doszedł by do wniosku, że wierni skazani byli na łaskę bądź nie-łaskę proboszczów i biskupów, którzy wedle kanonu 392[1] powinni (ale nie muszą) na prośbę wiernych umożliwić sprawowanie liturgii z roku 1962 r.

Stosunek hierarchii kościelnej do wiernych przywiązanych do Tradycji doskonale wyrażają słowa x. Wojciecha Nowickiego, który stwierdza, że są oni często uważani za „wywrotowców którzy chcieliby zawrócenia historii kościoła”. Czyżby jednak słowa o „zawróceniu” nie wyrażały paradoksalnie tego, co stanowi istotę prawdziwej reformy, w odróżnieniu od panującej przez ostatnie dekady „rewolucji”?

Wspominając o budowie „czegoś bardziej stałego, regularnego, z perspektywą rozwijania”, Ksiądz po chwili przyznaje, że jak do tej pory, duszpasterstwo to nie ma swojego kościoła, natomiast funkcjonuje w parafii, gdzie prowadzone jest „normalne życie duszpasterskie”, tj. obok mszy w formie „zwyczajnej”, pojawiła się w grafiku msza w formie „nadzwyczajnej”. Jak podkreśla Ksiądz – nie było mowy o ekskluzywizmie w tym zakresie. Ponadto uważa on takie rozwiązanie za obopólnie korzystne. Już sam ten fakt unaocznia na jak „trwałych” podstawach zbudowane było to duszpasterstwo, które jako działanie na rzecz Tradycji katolickiej rozumie wprowadzenie pewnych kosmetycznych zmian w wyposażeniu kościoła, dokonane w przerwach między sprawowanymi tam Novus Ordo Missae. Dodając do tego  fakt, iż w każdej chwili księdza, miłośnika tzw. Tridentiny, biskup mógł przenieść w dowolne miejsce, ponieważ Episkopat nie widział potrzeby ustanawiania prałatury czy parafii personalnej, można dzięki temu można było zauważyć jak wyglądało modelowe budowanie na piasku. Na marginesie można by zapytać, czy x. Wojciech Nowicki wie o tym, że będące w „pełnej łączności” FSSP zostało usunięte z Poznania, natomiast chyba tylko w jego mniemaniu duszpasterstwo mogło być budową „ czegoś bardziej stałego”…

W wywiadzie poruszony został także wątek godzin odprawiania Mszy Trydenckiej, które zazwyczaj były popołudniowe. Receptą na zmianę tego niekorzystnego stanu rzeczy miała być w opinii Księdza rozmowa „z proboszczem, radą parafialną, radą duszpasterską i wspólne poszukiwanie kierunku”. Nie wiem czy Ksiądz czytał Art. 5 §. 2 SP, który stanowił, iż „w niedzielę i święta może odbywać się jedna taka Msza”. Ponadto, z instrukcji Episkopatu jasno wynikało, że  „w niedziele i święta może być w danym dniu jedna taka Msza i nie może być ona w miejsce nowej mszy”. Jak widać, możliwość „rozepchania się” o której mówił x. Wojciech Nowicki była mocno ograniczone, żeby nie powiedzieć iluzoryczna, a Msza według tzw. „nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego” stanowiła dla takiej parafii co najwyżej mały kwiatuszek do kożuszka (i to taki wyjątkowo mało eksponowany), wciśnięty w godziny przerwy obiadowej.

Ponadto, zestawiając to z nieobowiązującym już Art. 2 SP, w którym była mowa, iż w Mszach odprawianych bez udziału wiernych można używać Mszału z 1962 r. w każdy dzień z wyjątkiem Triduum, jak i z kolejnym Art. SP, stanowiącym, że „Wspólnoty Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, czy to na prawie diecezjalnym czy papieskim, które pragną odprawiać Mszę zgodnie z edycją Mszału Rzymskiego ogłoszoną w 1962r., podczas celebracji wspólnotowych lub konwentualnych w swoich oratoriach, mogą to czynić. Jeśli jedna wspólnota lub cały Instytut czy Stowarzyszenie pragnie wprowadzić takie celebracje często, zwykle lub stale, decyzja taka musi zostać odjęta przez Wyższego Przełożonego, zgodnie z prawem i ich własnymi dekretami i statutami.”, obrazuje jak „szerokie” i „trwałe” podstawy budowania tradycyjnych wspólnot wynikały z Summorum pontificum.

Jak kontynuuje ks. Wojciech Nowicki, utworzone duszpasterstwo „daje szansę wyboru, daję szansę rozmowy, rozwiania wątpliwości, stawiania „odważnych pytań”. Szczególnie to ostatnie jest zastanawiające w sytuacji, gdy portal Pch24 TV w trybie nagłym, jak zostało to wspomniane na samym początku, usuwa możliwość zadawania tych „odważnych pytań”, blokując możliwość dodawania komentarzy. Ponadto, można skonkludować, iż głównym celem istnienia owego duszpasterstwa jest odciągnięcie wiernych od FSSPX, co doskonale ukazują słowa, iż księża z tego duszpasterstwa chcieliby być „ludźmi pierwszego kontaktu, gdzie ksiądz proboszcz może odesłać wiernych”. Czy może po to, żeby ostrzegać przed FSSPX?

Z wielką radością x. Wojciech mówił, iż w związku z posługą duszpasterstwa „pojawił się pierwszy chrzest, pierwszy ślub, pierwsza komunia, prośby o bierzmowanie”. Ten idylliczny obraz psuję trochę pominięcie w swoim wywodzie faktu, że zgodnie z Art. 9. § 1. SP, to „proboszcz po dokładnym rozważeniu wszystkich okoliczności może wyrazić zgodę na użycie starego rytuału przy sprawowaniu sakramentów”. Mógł, ale nie musiał, w przypadku Poznania zgoda najwidoczniej była, ale w innych parafiach tak akurat być nie musiało. Zresztą, zgody te mogły być w każdym momencie wycofane, szczególnie jeśli miałaby nastąpić zmiana na stanowisku proboszcza, który był osobą decyzyjną.

Niestety, ani razu podczas wywiadu x. Wojciecha Nowickiego nie wspomniał on o „Wskazaniach Konferencji Episkopatu dla diecezji polskich dotyczące sprawowania Mszy św. według ogłoszonego przez papieża Benedykta XVI listu apostolskiego w formie motu proprio Summorum pontificum”,[2] które śmiało możemy określić jako drogowskaz wprowadzania w życie postanowień SP[3]. W pierwszym punkcie tej instrukcji można było przeczytać, że liturgia parafialna odbywa się w formie zwyczajnej, a wprowadzenie Mszy Trydenckiej nie może rodzić napięć i podziałów, czyli de facto wystarczyło kilku natrętnych wiernych, którym nie spodoba się taka forma pobożności i Mszy może po prostu nie być. Jest to tym bardziej ironiczne, że są kapłani indultu, którzy w swoich publicznych wystąpieniach próbowali wręcz sugerować swoim słuchaczom, że tak naprawdę wystarczyły w parafii jedynie trzy osoby zainteresowane „formą nadzwyczajną” aby można się już było o takie celebracje ubiegać u proboszcza. Jeden z tych kapłanów uczynił zresztą tematykę „statusu prawnego nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego” przedmiotem swojego doktoratu (który swoją drogą, w przypadku zbliżających się zmian paradygmatu, zestarzeje się być może wyjątkowo szpetnie), a nie przekazuje tej wyjątkowo czytelnej informacji, że w praktyce wystarczyła dużo mniej liczna grupa osób niezadowolonych z jakichś przyczyn z obecności „nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego” w swojej parafii, aby udaremnić całe przedsięwzięcie, o które starać się mogła nawet i spora grupa wiernych zainteresowanych Mszą w rycie rzymskim, a wszystko to w myśl instrukcji KEP. Co ciekawe, nie słyszano chyba nigdy aby funkcjonowanie żadnej innej „parafialnej subkultury” (bo do takiego statusu sprowadza parafialną Mszę w rycie rzymskim tzw. indult) wcielonej w, jak to x.  Wojciech Nowicki zgrabnie ujął, „normalne życie duszpasterskie”, miało być de facto formalnie uzależnione od jakichkolwiek głosów krytycznych osób (w tym świeckich), którym działanie tejże grupy mogłoby się nie podobać.

Warto w tym miejscu przywołać również fragment treści „epokowego” poznańskiego indultu na celebrację Mszy św. w rycie klasycznym z roku 1994 r. wydanego przez abp. Jerzego Strobę: „Na podstawie Motu Proprio Ecclesia Dei p. 6, c zezwalam grupie wnioskującej na posługiwanie się na przeciągu jednego roku w jedną niedzielę miesiąca mszałem rzymskim według wydania z roku 1962. (…) Zezwolenie dotyczy określonej grupy, która nie będzie się powiększać. Nie udzielam błogosławieństwa na kontakt z Bractwem świętego Piotra, ani na odwiedzanie wspomnianej grupy przez księży z tegoż Bractwa, jak również odprawianie przez nich Mszy św. lub wygłaszania nauk[4]. Jak więc widzimy, wszelki rozwój duszpasterstwa (powyżej progu tolerancji wyznaczonego przez obecność lokalnego apostolatu FSSPX) nie stanowi przedmiotu zainteresowania osób decyzyjnych. Jest to przecież kuriozalne, szczególnie jeśli rozważy się ekscesy wielu innych grup funkcjonujących w większości parafii (np. Odnowy w Duchu Świętym lub neokatechumenatu), które są najczęściej wręcz nietykalne, nawet jeśli istnieje nierzadko w parafii grupa osób, która wyraziłaby w stosunku do ich działalności swój słuszny sprzeciw.

Ponadto, życzenie grupy wiernych chcących uczestniczyć w tzw. Tridentinie, nie mogło utrudniać pozostałym wiernym uczestnictwa w NOM. Szczerze mówiąc, to trudno sobie wyobrazić na czym takie utrudnienie miałoby polegać, skoro np. godziny sprawowania niedzielnych Mszy w żaden sposób nie ingerowału w godziny sprawowania Novus Ordo Missae. O czym więc tu jeszcze mowa?

Po raz kolejny widzimy, że sama zgoda na odprawianie Mszy świętej według Mszału z roku 1962 traktowana była jako źródło wielu potencjalnych problemów, które należało osaczyć licznymi ostrzeżeniami. W sposób niezwykle czytelny pokazuje to miejsce,  jakim ta tzw. „forma nadzwyczajna” się cieszyła. Nie ma tu mowy o żadnej symetrii i równości obu rytów.

Na koniec tego zagadnienia, warto również wspomnieć o pewnych wymaganiach doktrynalnych względem kapłanów sprawujących „nadzwyczajną formę rytu rzymskiego”. Wątek ten został celowo podjęty jako ostatni, ponieważ, jak próbował nas usilnie przekonać papież Benedykt XVI w pierwszym artykule  swojego opus magnum: „Mszał Rzymski ogłoszony przez Pawła VI jest zwyczajnym wyrazem zasady modlitwy (lex orandi) Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego. Jednakże, Mszał Rzymski ogłoszony przez św. Piusa V i wydany po raz kolejny przez bł. Jana XXIII powinien być uznawany za nadzwyczajny wyraz tej samej zasady modlitwy (lex orandi)”, a więc teoretycznie nie mogło być mowy o żadnych różnicach w nauce wiary. Można na marginesie dodać, iż jak wskazywał jeden z przypisów SP, Mszał Rzymski ogłoszony przez Pawła VI w 1970 r., został zreformowany i przystosowany do wymogów naszych czasów poprzez „oczyszczenie ze smutnych przejawów starzenia się by liturgiczna budowla na nowo ukazała się w splendorze swojej godności i harmonii”.

W myśl założeń, że oba ryty wyrażały tę samą wiarę, a sam kryzys w Kościele ma wymiar nie doktrynalny, ale taki bardziej estetyczny względem sposobu sprawowania liturgii, to powinno to być więc tylko pewną „oczywistą oczywistością”, że w pierwszej kolejności wymagana jest akceptacja NOM. Ciekawe czy od kapłanów „formy zwyczajnej” wymaga się akceptacji tej drugiej „formy wyrażania” rzekomo tej samej zasady wiary. Drugim warunkiem było głoszenie kazań zgodnych z nauczaniem ostatniego soboru. Jednym słowem, jeśli ktoś widział kwestię kryzysu Kościoła w kontekście zmiany doktryny (czy choćby taktownego o niej milczenia), ten nie powinien był uczestniczyć w tworzeniu „oferty duszpasterskiej” serwowanej w ramach Summorum pontificum, jeśli oczywiście chciałby pozostać w stanie intelektualnej uczciwości ze sobą samym oraz obiektywną prawdą.

Sam x. Wojciech Nowicki z pewnym zadowoleniem przyznaje, że nie spotykają go żadne represje związane z jego „przywiązaniem do formy nadzwyczajnej”, co jednak nie powinno dziwić, gdyż poprzez swoje wypowiedzi czytelnie ukazuje swoją „doktrynalną elastyczność”, która na pewno mu w tym dopomaga, pokazując jednocześnie, że o ile pod pojęciem katolickiej Tradycji uznaje się tylko rekonstrukcję obrzędów oraz wyrażanie właściwszej sobie wrażliwości religijnej, to można czasem liczyć na pewną dozę miłosierdzia oraz tolerancji.

Dalsze wymagania stawiane przez dokument były natury praktycznej i jak najbardziej zasadne, ksiądz ten musiał znać łacinę, potrafić odprawiać Mszę w tym rycie, musiał posiadać przeszkolonych ministrantów itd. Nie ma jednak wspomnienia co do tego, gdzie tę wiedzę miał nabyć. Warto będzie poświęcić tej kwestii miejsce w dalszej części tekstu.

Wracając do rozmowy z x. Wojciechem Nowickim, kontynuuje on swą wypowiedź zauważając, że rozwój liturgii następował z biegiem lat, chcąc tym zabiegiem niejako usprawiedliwić rewolucję jaka miała miejsce na ostatnim soborze. W swym karkołomnym wywodzie wspomniał, iż Sobór Trydencki był rygorystyczny, gdyż odrzucił ryty młodsze niż te, które mogły się wykazać co najmniej dwustuletnią tradycją (których zdecydowana większość stanowiła lokalne „wariacje” na temat rytu rzymskiego). Pomijając fakt, że x. Wojciech mówi o Soborze Trydenckim, a przywołana przez niego decyzja została podjęta przez papieża świętego Piusa V w bulli Quo primum tempore, to szkoda, że przy okazji tego nie wspomniał on o celu takiej decyzji, że w ten sposób odrzucono wiele lokalnych zwyczajów, których nie dało się kontrolować i zapewnić o ich ortodoksji i które mogły wprowadzać zamieszanie wśród wiernych, stwarzając większe pole do nadużyć liturgicznych. Dokładnie ten sam cel przyświeca wszystkim, którzy ośmielają się dostrzegać doktrynalne problemy związane z nowym rytem mszy. Co do wspomnianej cezury czasowej, Novus Ordo ma zaledwie 51 lat, więc… sugestia nasuwa się chyba sama.

W wywiadzie pojawił się wątek Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, jak przyznał  ks. Wojciech, potocznie nazywanych „lefebrystami”, uznając tę nazwę za nienajlepszą, jednocześnie stosując ją przez całą rozmowę. Przy tej okazji dopuścił się sugestii, jakoby Bractwo, które kontestuje nowy porządek mszy i nauczanie posoborowe, było poza Kościołem[5], w przeciwności do pozostałych wspólnot „tradycyjnych”, a „odejście do lefebrystów” części wiernych z indultu, którzy po wielu prośbach skierowanych do biskupa o powołanie duszpasterstwa tradycji spotkali się z odmową, to wynik „naturalnej selekcji, do której musiało dojść”. Krytyka reform nie spełnia kryteriów braku jedności, można powiedzieć wręcz, że to paradygmat posoborowy z „nową teologią” (nową wiarą) oraz nowymi rytami sakramentów oraz mszy (nowym kultem) stanowi akt przeciwny jedności Kościoła[6].

Kolejny raz sugestia jakoby Bractwo było „poza Kościołem” pojawia się przy okazji stwierdzenia, że każdy człowiek, który trafi do duszpasterstwa i, „szuka prawdy”, „prędzej czy później znajdzie odpowiedź na to czy ciągle mieści się w Kościele, czy jest obok niego”. Po raz kolejny możemy więc zaobserwować to, co z tak wielkim trudem trafiało (a często nawet i nie trafiało) do zwolenników indultu Summorum pontificum, a mianowicie to, że akceptacja posoborowej nauki i podmienienie na nią 1900-letniego nauczania Kościoła było warunkiem koniecznym do tego, by funkcjonować w ramach tegoż indultu, stanowiło to w zasadzie jedyny dogmat do wierzenia podany. Swoją drogą, bardzo znamienne jest, że w dobie ekumenizmu, tak pieczołowicie dokonuje się rewizji tego, czy ktoś się w Kościele mieści, czy też nie. Bo czy bracia starsi/młodsi/odłączeni, przedstawiciele „Kościoła siostrzanego” wobec tego się w nim mieszczą? Skoro nie, to dlaczego nikt ich nie nawraca, nikt nie wykazuje tak wielkiej „troski” w kwestii ich zbawienia? Gdzie tu miejsce na panujący indyferentyzm czy „anonimowe chrześcijaństwo”? Należy przyznać, że kiedy mowa o katolikach Tradycji, posoborowi kaznodzieje wychodzą ze swojej roli miękkich przytulanek poklepujących „miłosiernie” po plecach, a zaczynają się groźby, nawet rzucanie anathemą, czasem odkurzy się tak zapomniane już określenie, jakim jest grzech śmiertelny. Piękny straszak, który stosują wobec tych, którzy naprawdę chcą swą duszę zbawić i faktycznie zależy im na tym, by grzechu śmiertelnego nie popełnić i należeć do Kościoła świętego. Wobec wszelkiej maści „wierzących, niepraktykujących” określenia takie nie padają, bo w takich sytuacjach już brakuje kapłańskiej odwagi, mogliby przecież zostać wręcz wyśmiani. Jak widać, niezmiennym jest to, że liberalizm kończy się tam, gdzie zaczyna się katolicyzm, a posoborowe „róbta co chceta” warto wzbogacić o doprecyzowanie „byle nie jak rzymscy katolicy”.

Ponadto, zdawać by się mogło, że Art. 5 § 4. nieobowiązującego już SP stanowiący, że „Kapłani, którzy używają Mszału bł. Jana XXIII muszą to umieć i nie mogą być obciążeni pod względem prawnym”, został zredagowany z myślą głównie o FSSPX, które nie posiada uregulowanej sytuacji kanonicznej. Do tej samej konkluzji możemy dojść czytając pkt 18 instrukcji implementacji listu apostolskiego motu proprio Summorum pontificum wydaną przez Komisję Ecclesia Dei, w którym mowa, iż „wierni, którzy proszą o indult, powinni odciąć się od grup, które podważają postanowienia ostatniego Soboru, poddają w wątpliwość ortodoksję nowej mszy lub nie uznają papieża. Wydawać by się więc mogło, że jedyną akceptowalną w myśl SP motywacją starania się o celebracji liturgii rytu rzymskiego były względy estetyczno-sentymentalne, żadną miarą nie może być ona uwarunkowana troską o czystość doktryny, przejrzystość jej wyrażania, czy też choćby o to, co w sprawie tej jest pierwszorzędne (a całkowicie pominięte), a więc chwały Trójcy Przenajświętszej i oddawania należnej Jej czci.

Przy okazji tego x. Wojciech Nowicki przyznaje, że „przepisy dziś są mniej ścisłe niż kiedyś” (mówi między innymi o „bylejakości liturgii” w parafiach), jednak według niego „wyznaczają pewną ścieżkę”. Zauważa, że „uczestnictwo w starej Mszy nie jest angażujące jak w nowej […], stara Msza pozwala zatopić się w misterium”, jednak żeby uratować sytuację, od razu zaznacza, że „tego samego można doświadczyć w nowej mszy” (ale inaczej). Ponadto, „uczestniczenie w Mszy Trydenckiej pozwala mu zrozumieć i lepiej przeżywać nową mszę […], która nie wyraża źle wiary katolickiej, nie jest gorsza”. Dodaje, że „duszpasterstwo jest jedną z dróg zaspokajania swoich pragnień religijnych na równi z odnową w Duchu Świętym, neokatechumenatem” etc. „Niezależnie od wrażliwości, każde z tych środowisk pozwalać ma dotrzeć do Pana Boga”, a „duchowości przedsoborowej nie można odrzucać, bo ona nas ukształtowała, jednakże na pewnym etapie Kościół rozeznał, że coś trzeba zmienić”. Jak konkluduje, „ostatecznie to stanowi bogactwo Kościoła, różne perspektywy, różna wrażliwość” (to słowo wiele razy powtarza się w wywiadzie), ale, jak ma nadzieję, „ten sam kult, ten sam Bóg”.

Z wywodów x. Wojciech Nowickiego rysuje się obraz osoby dla której de facto liturgia to kwestia tylko wrażliwości czy uczucia, ponieważ dla niektórych stara liturgia lepiej oddaje naszą wiarę, ale jednocześnie dla kogoś innego może być inaczej i to także jest w porządku. Kult Boży jest zatem emanacją doświadczenia religijnego, manifestacją swojego uczucia i wrażliwości (np. „księże biskupie, pragniemy Mszy Trydenckiej, bo my tak „czujemy). Wszystko jest względne i zależy od samego człowieka. To książkowy przykład modernistycznego rozumienia religijności i całkowicie naturalistycznej koncepcji religii. Nie przez przypadek Kościół pod karą ekskomuniki zabrania uczestnictwa we mszy schizmatyków, którzy używają m. in. pięknej liturgii aby oderwać ludzi od prawdziwej wiary, razem z liturgią musi iść katolicka nauka. Obraz kapłaństwa rozumianego przez x. Wojciecha jest zatem tragicznie ludzki i pozbawiony wymiaru nadprzyrodzonego innego niż kontemplacji własnego uczucia religijnego.

Można by zadać sobie również pytania na temat sensu prowadzenia takiego duszpasterstwa, bo skoro ryt Mszy bez znaczenia, wykład wiary bez znaczenia, to po co to wszystko? Czy chodzi naprawdę tylko i wyłącznie o kwestie estetyczne, czy też może istniała jakaś intelektualna figura na której rzecz ta się opiera? Skąd się brao dążenie do tego, by z Tradycji oraz Mszy w rycie rzymskim uczynić jedno z narzędzi kościelnego pluralizmu? Odpowiedzi należy szukać w filozoficznych podstawach samego modernizmu, zaczynając od tego, że tę ideologię, będącą ściekiem wszystkich herezji, można najkrócej określić jako próbę wprowadzenia ideologii Hegla do porządków teologii oraz Kościoła. Ideologia Hegla sprowadza się z kolei w głównej mierze do tzw. dialektyki, czyli sztuki (pozornego) pogodzenia ze sobą dwóch wzajemnie sprzecznych zdań, według schematu teza + antyteza → synteza. Niektórym Czytelnikom może w tym miejscu przyjść na myśl koncepcja tzw. hermeneutyki. Jak najbardziej skojarzenia te są słuszne, ponieważ hermeneutyka (sztuka interpretacji bytów), chociaż nie jest pojęciem właściwym jedynie heglizmowi, to należy właśnie do narzędzi tejże ideologii, stanowi w niej drogę dialektycznego dojścia do wspomnianej wyżej syntezy. Aby dalej odnieść to do modernizmu, oddajmy głos świętemu papieżowi Piusowi X: „Określmy zatem, uwydatniając pogląd modernistów dokładniej,  rozwój  jako  wynik  walki  dwóch  sił,  z  których  jedna  dąży  do postępu, druga pociąga do konserwatyzmu. Siła zachowawcza żyje w Kościele i zawiera się w tradycji.[…] Z wspólności pewnej i zgody pomiędzy tymi dwoma siłami, pomiędzy siłą zachowawczą i postępową, pomiędzy władzą a  samowiedzami  ludzi  prywatnych,  powstaje  rozwój,  powstają  zmiany.”

Brak wyrazistej siły zachowawczej (konserwatywnej) stanowi więc obecnie bardzo poważny problem dla ideowych modernistów. Jest to rzecz, którą tak często pomija się w dyskusjach na ten temat, ponieważ zdecydowanie bardziej widoczne jest działanie siły dążącej do postępu. Dopiero w wyniku połączenia obu tych sił, jako ich wypadkowa, następuje tak pożądana przez dialektycznych modernistów synteza. Oczywiście, wypadkowa ta nadal oznacza postęp i pęd ku nowościom, jednak w pewnym stopniu stonowany, mający przejawy ewolucjonizmu, którym moderniści są tak zafascynowani. Być może również i z tego względu, postęp taki jest trudniejszy do zauważenia, a więc o wiele łatwiej akceptowalny przez tych, którzy nie są świadomi działania takiego procesu. Czy może właśnie ta druzgocąca przewaga siły postępu skłoniła kilka dekad temu jednego z najwybitniejszych przedstawicieli modernizmu, późniejszego papieża Benedykta XVI, do swoistej „zmiany stron” i przemiany w konserwatywnego, „pancernego” kardynała, bez żadnego jednoznacznego odcięcia się od wcześniej głoszonych poglądów? Czy z tego też względu uwolnił on „regularnie kanoniczną” Mszę w rycie rzymskim? Nikomu z nas nie można tego oceniać, wchodzić w kompetencje samego Boga i uznawać, że posiedliśmy odpowiedź na te pytania, jednakże pamiętajmy o przywołanych powyżej słowach papieża św. Piusa X, który z przenikliwością właściwą jedynie świętym tak doskonale zrozumiał zasady działania modernistów i miejmy na uwadze, że można ich odnaleźć również wśród kapłanów „przywiązanych” do Mszy rytu rzymskiego i będących tzw. konserwatystami, nie przestając zarazem wyznawać przy tym zasady modernizmu, bo pojęcie to jest o wiele bardziej pojemne niż pobieżne dzielenie stron na liberalną i konserwatywną.

W dalszej części wywiadu dochodzi do kuriozalnej sytuacji, gdy ksiądz Wojciech Nowicki przyznaje iż, Msza, którą odprawia, „dopieszczana jest przez osoby świeckie”, co może nie jest samo w sobie złe, jednakże bez zażenowania przyznaje, że „wiele uczy się od ministrantów, ceremoniarzy, którzy mają przeogromną wiedzę na temat liturgii, dbają o każdy szczegół, konsultują, ćwiczą sami”, bo, jak kończy – „kto miał go tego nauczyć?”.

Pytanie to jest wyjątkowo zasadne, ponieważ dotyka sedna właściwej diagnozy obecnego kryzysu w Kościele. Ze strony „indultu”, receptą na obecny kryzys jest stan, w którym świeccy ministranci, nierzadko wyjątkowo zaangażowani i posiadający wiedzę w dziedzinie liturgii, rozstawiają po kątach kapłanów, który tej wiedzy nie posiadają, organizują im liturgię, uczą ich odprawiania Mszy podczas różnorakich warsztatów liturgicznych itd. Jeśli rozważymy to głębiej, wpadamy de facto w paradygmat postulowany przez Sobór watykański II, całkowicie sprzeczny z tym, jak od wieków funkcjonował Kościół. Sednem kryzysu jest inne rozumienie Kościoła, Tradycji oraz samego kapłaństwa, tak też należy myśleć o jego rozwiązaniu, by czynić to, co czyni Kościół, inaczej skończy się to dokładnie tym, co wszystkie parafie novus ordo, w których prym wiodą wszelkiej maści parafialne rady, jedynie przyprawione szczyptą rekonstrukcji. Pan Bóg nie może błogosławić próby naprawy Kościoła w sposób, który zaprzecza Jego własnej woli, a więc tego, jak ma funkcjonować Kościół. W ciągu ostatnich dekad można wyliczyć wiele inicjatyw osób świeckich zaangażowanych w zachowanie tradycyjnej liturgii, ludzi, którzy kierują się bardzo często szlachetnymi intencjami. Godnym wspomnienia jest fakt, że większość głosów sprzeciwu wobec tzw. reformy liturgicznej w pierwszych latach jej funkcjonowania pochodziło właśnie od osób świeckich, jednak należy zarazem dodać, że większość tych inicjatyw nie przetrwała późniejszej próby czasu i nie posiadała większej siły oddziaływania, a powodem tego był brak kapłanów lub ich odpowiedniej formacji. Nie można więc przyjmować owego błędnego (i posoborowego) założenia, że osoby świeckie stanowią rozwiązanie kryzysu w Kościele, przed próbą uczynienia świeckich siłą bądź władzą w Kościele przestrzegał zresztą sam papież św. Pius X w swojej encyklice o zasadach działania modernistów. Prawdziwym rozwiązaniem jest kształtowanie kapłanów na wzór Serca Chrystusowego, którzy będą mogli liczyć na duchowe oraz materialne wsparcie wiernych świeckich, na ich zaangażowanie i pomoc, bo to stanowi obowiązek stanu świeckiego. Nie jest nim kierowanie kapłanami, wykładanie im katechizmu, czy też wskazywanie pozycji literaturowych na zasadzie „niech sobie ksiądz doczyta i się douczy”, to już samo w sobie uderzałoby w godność urzędu kapłańskiego. Duszpasterstwo nie może być dziełem świeckich, nie może się też opierać na ich działaniu czy entuzjazmie (nawet szczerym), bo to zadanie kapłanów, tak jak zadaniem świeckich jest słuchanie katolickiej nauki głoszonej przez im głoszonej. Wymaga to rzecz jasna wielkiej dojrzałości tychże kapłanów, niestety, infantylna formacja w seminarium prowadzi nierzadko do takich kuriozalnych sytuacji, w których faktycznie wydaje się jakoby wymagali oni takiego „prowadzenia za rękę” przez świeckich „działaczy” spod znaku Summorum pontificum. Wracając zatem do słusznego pytania zadanego przez księdza Nowickiego, to właśnie fakt katolickiego formowania oraz wyświęcania młodych kapłanów stanowił od początku oś sporu między Bractwem Kapłańskim św. Piusa X a przedstawicielami Stolicy Apostolskiej i doprowadził do pierwszej suspensy w roku 1976. Jeszcze wtedy łaskawie pozwolono na odprawianie „starej” Mszy przez kapłanów będących w podeszłym wieku, byle tylko były to Msze prywatne. Oznaczało to bowiem jedno: wkrótce wymrą wszyscy kapłani odwiecznego rytu rzymskiego, nie było więc sensu kruszyć kopii o coś, co rozwiąże się samo w przeciągu kilku lub kilkunastu lat, najważniejsze było to, że przyszli kapłani kształtowani już byli w duchu „nowym”, stąd i tak problematycznym stało się powołania do istnienia FSSPX. Po kilku dekadach modernistycznego nauczania w seminariach, tradycyjne formowanie kleryków stało się zresztą niemal niemożliwe, czego przykładem jest fakt, że aby powołać w oparciu o dokumenty Ecclesia Dei oraz Summorum pontificum Instytut Dobrego Pasterza (IBP) wraz z seminarium, potrzebni byli wykładowcy będący byłymi członkami FSSPX, a więc kapłani uformowani w sposób tradycyjny. To właśnie tutaj należy upatrywać największego zwycięstwa posoborowej rewolucji, a wszelkie próby przemilczenia tego problemu prowadzą w błędne koło rekonstrukcji, w której katolicka Tradycja faktycznie trąci formaliną. W takiej oto formie jest ona jeszcze akceptowalna, prawdziwy popłoch budzi jednak Tradycja, która jest żywa i stanowi po prostu normalność, a nie wejście w różnego rodzaju role rekonstruktorskie.

Sielankową wizję nowopowstałego duszpasterstwa przedstawioną podczas wywiadu przez księdza Nowickiego popsuło ostatnie pytanie redaktora w którym to podjął on temat spodziewanej likwidacji SP[7]. Atmosfera rozmowy, wcześniej wyjątkowo serdeczna i swobodna, uległa sporemu zagęszczeniu, co spowodowało z kolei, że wywiad zakończył się po niecałych dwóch minutach od tego przykrego zdarzenia, pozostawiając wrażenie jakby ksiądz Nowicki, żartobliwie to określając, przypomniał sobie o tym że zostawił „żelazko na gazie” i nie chciał poruszać tego wątku.

Na spotkaniu z włoskimi biskupami w dniu 24 maja tego roku, papież Franciszek miał narzekać na formację niektórych seminarzystów którzy chcą uczyć się tzw. Mszy Trydenckiej (opowiadając przy tym anegdotkę, której konkluzją było stwierdzenie by młodzi klerycy uczyli się najpierw wietnamskiego lub hiszpańskiego, bo mają wielu imigrantów z tych krajów w swej diecezji a nie łaciny). Rewizja SP miałaby polegać na powrocie do indultu[8], a zgromadzenia które dziś odprawiają tzw. Tridentinę, odprawiałyby ją dalej bez żadnej zgody, jednakże gdyby w diecezji wierni lub kapłani zapragnęli Mszy Trydenckiej, to już potrzebny byłby indult na wzór tego z roku 1988 (a co za tym idzie, jak można się spodziewać, pojawiłyby się odmowy).  

Liturgiczny List Pokoju nr 798 z 25 maja 2021 r. przedstawia zapowiedź tej zmiany w następujących słowach: „Poniedziałek Zesłania Ducha Świętego [24 maja], otwierający w Rzymie spotkanie Konferencji Episkopatu Włoch (CEI) […], Papież poruszył temat, który jednoczy wielu biskupów Półwyspu: przekleństwo Summorum Pontificum . Franciszek potwierdził nadchodzącą publikację dokumentu, do którego napisania go namawiano, mającego na celu „reinterpretację” motu proprio Benedykta XVI. Oczywiste jest, że ten dokument, nie mający zastosowania w wielu krajach, w tym we Francji, będzie miał przede wszystkim znaczenie symboliczne: sprawić, by celebracja tradycyjnej Mszy przestała być prawem, ale tolerowanym wyjątkiem."

Jaki z tego wniosek? Powracając do wspomnianego powyżej starcia dwóch przeciwstawnych sobie sił, ich wypadkowa zdążyła już w ciągu kilkunastu lat zmienić nastawienie do tradycyjnej Mszy świętej, przez co konieczne okazuje się dokonanie „reinterpretacji” dokumentu papieża Benedykta. Dzięki temu przykładowi widzimy więc, że konserwatyzm nie jest niczym innym jak liberalizmem w zwolnionym tempie. Prędzej czy później ewolucjonistyczny walec zasilany dialektycznym silnikiem Hegla dokona swego dzieła, a rewolucja po raz kolejny pożre swoje dzieci. Taka jest cena za próbę powrotu do Tradycji katolickiej w oparciu o modernistyczne podstawy myślenia. Wszystko zmierza do tego że biskupi będą mogli odmawiać indultów o wiele łatwiej, niż ma to miejsce do tej pory. Jak to bywa każdym totalitaryzmie aksamitnej rękawiczki, trzeba wziąć pod uwagę że wydanie zgody na indult przez biskupa, który myśli o birecie kardynalskim, może złamać mu karierę w Watykanie. Kierunek zmian i promowane postawy zostaną nakreślone w sposób wyraźny. 

Nie należy zapomnieć, iż w ubiegłym roku Kongregacja ds. nauki wiary wysłała do wszystkich biskupów ankiety mające na celu ich ocenę implementacji SP w swojej diecezji. Dziś już wiemy, że np. biskupi francuscy oceniają ją bardzo źle, podnosząc przy tej okazji zarzuty o dzielenie Kościoła, o monachizm, rygoryzm, niewyznawanie współczesnych ideologii. Przy okazji wyrażono ubolewanie, że nie zrealizowano w stopniu zadowalającym celu powstania przedsięwzięcia, jakim jest indult Summorum pontificum, czyli… udaremnienie rozwoju apostolatu Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X.

Jak informował portal pch24, pierwszym owocem wspomnianej ankiety było wyrzucenie FSSP z archidiecezji Dijon we Francji. Wyniki ankiety mają zostać przeanalizowane przy okazji mającego odbyć się niebawem „globalnego synodu”. Można by więc zgrabnie ująć, stosując terminologię właściwą dla obecnego pontyfikatu, że los Tradycji katolickiej znajduje się obecnie na etapie rozeznawania.

Jakie jest recepta x. Wojciecha Nowickiego na ten stan niepewności? W krótkich żołnierskich słowach (wspomniane niecałe 120 sekund) zaapelował o  zachowanie spokoju, ponieważ „papież Franciszek jest otwarty, a ponadto byłoby to dziwne, gdyby tak nagle wszystko zostało ucięte, zlikwidowane”. Co do rzekomej „otwartości” papieża Franciszka istnieją spore wątpliwości, bo prowadzi on raczej autorytarny styl rządów, poza tym stwierdził publicznie, że ci klerycy którzy uczą się Mszy Trydenckiej są zbyt „sztywni”, rygorystyczni, uformowani w zbyt skostniałym duchu. To nie jedyne takie słowa papieża, więc co kryje się pod hasłem o rzekomej „otwartości” papieża?

Kontynuując swą wypowiedź x. Wojciech stwierdza, iż „chciałby wierzyć, że chodzi tu bardziej o uporządkowanie a nie likwidację, ponieważ Summorum Pontificum był dokumentem próbnym, na jakiś czas.”. Zaskakujące jak można przez połowę wywiadu mówić o „zbudowaniu czegoś trwałego” na podstawie SP (właśnie o tym mówił niemal przez pół godziny), o punkcie zwrotnym, z uśmieszkiem celebrować powołanie po dopiero 27 latach poznańskiego duszpasterstwa słowami „czym jest ćwierćwiecze w stosunku do historii Kościoła?”, a jednocześnie twierdzić, że to „dokument próbny, stworzony na jakiś czas”. 

W środowisku tzw. indultu, uważało się powszechnie, że SP to dokument najwyższej rangi dogmatycznej w historii Kościoła, jasny, klarowny, stanowczy, dzięki któremu „nadzwyczajna forma rytu rzymskiego” nigdy nie była tak bezpieczna (nie to co jakieś tam Quo primum czy inne archaizmy). Przepraszam za dozę ironii, ale poziom absurdu związany z najnowszymi doniesieniami w sprawie losów Summorum pontificum przekracza już wszystkie granice, w przestrzeni dyskusji padają określenia „antychryst”, „koniec czasów”, „wielki ucisk”, „antypapież”, etc. cofnięcie postanowień Summorum pontificum jest dla niektórych sygnałem do sede vacante, panuje panika i bicie na alarm, wezwania do krucjaty, formowania „indultowego podziemia” (zgrabny oksymoron). Jakie są jednak fakty? Ano fakty są takie, że najprawdopodobniej nastąpi powrót do stanu sprzed roku 2007, a więc kwestia Mszy Trydenckiej  będzie regulowana na powrót przez dokument Ecclesia Dei pióra papieża Jana Pawła II, w ramach minionej mądrości etapu uważanego nierzadko w dyskusjach na temat Mszy rytu rzymskiego za wielkiego jej obrońcę i dobrodzieja, założyciela Bractwa Kapłańskiego św. Piotra, papieża, który uwolnił łaskawie Mszę po pontyfikacie Pawła VI. Tak zupełnie przy okazji, jest to dokument, w którym oskarża się arcybiskupa Lefebvre oraz kapłanów FSSPX o przestępstwa przeciwko wierze i jedności Kościoła, mamy więc do czynienia wyjątkowo rzadką sytuacją w Kościele po soborze watykańskim II, że wydano dokument, który wyklucza jakiekolwiek osoby z tej miłej i poza tym wyjątkowo otwartej społeczności jaką jest Kościół po Vaticanum II. Takie były (i będą) podstawy środowiska tzw. indultu. Smutne i zabawne zarazem jest jednak to, że wiele osób oskarżających arcybiskupa Lefebrve o „przesadną reakcję” tak panicznie boi się powrotu do indultu, który został udzielony na skutek „buntu” Arcybiskupa i mający na celu zatrzymanie jego apostolatu. Pamiętajmy, że indult roku 1988 miał wówczas pełnić funkcję „marchewki”, a obecnie wizja powrotu do niego jawi się jako (dosłownie) koniec świata.  Cóż tu więc dopiero mówić o sytuacji Mszy, którą zastał abp. Lefebvre? Jaką więc obłudą trzeba się kierować, by reprezentować sobą jednocześnie te dwie opisane postawy?

Dla orędowników „kanonicznie regularnych” Mszy w rycie rzymskim obecna sytuacja to doskonały czas do refleksji nad stabilnością budowania czegokolwiek w oparciu o „indulty” i odpowiedzi na pytanie czy takie instrumenty gwarantują należną stabilność.

Epilog

Pomimo tego, iż już od około roku można było przewidzieć, że papież Franciszek planuje poważne zmiany w zasadach sprawowania niegdysiejszej „nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego”, zapewne trudno było się spodziewać tego, co wydarzyło się 16 lipca 2021r. Jak podkreśla wielu komentatorów, nowe motu proprio Traditionis custodes (TC), ma na celu skasowanie Mszy Wszechczasów, czego nie ukrywa nawet papież Franciszek, który postanowił nie tyle zmodyfikować Summorum pontificum, co je po prostu całkowicie anulować. Radykalność decyzji zaskoczyła chyba wszystkich, ponieważ spodziewano się raczej powrotu do sytuacji sprzed roku 2007 (co i tak oznaczałoby koniec większości duszpasterstw i grup indultu), jednak w rzeczywistości można bez wahania mówić o tym, że poziom reglamentacji Mszy świętej powróci najprawdopodobniej  do poziomu z czasów  pontyfikatu papieża Pawła VI.

Główny bohater tego tekstu, x. Wojciech Nowicki, we wpisie na grupie „Poznańskie Duszpasterstwo Tradycji Katolickiej”, zastanawia się co dalej z duszpasterstwem, które, jak przypominamy, miało być rzekomo „budowaniem czegoś trwałego”, a po 16.07.2021, stało się bytem mniej niż iluzorycznym. We wspomnianym wpisie poinformowano również o obowiązywaniu normalnego porządku mszy do czasu wyjaśnienia sprawy. Wydaje się trochę to zastanawiające, ponieważ motu proprio wyraźnie wskazuje, iż obowiązuje ono natychmiastowo. Można by zadać pytanie, kim Ksiądz jest by podważać słowa papieża, skoro wyraźnie powiedział, że natychmiast to natychmiast, a nie za jakiś czas. Czyżby obecna mądrość etapu wytyczyła nowe granice tego „kto ciągle mieści się w Kościele, a kto obok niego”? Proces likwidacji ma polegać w pierwszym rzędzie na mocnym ograniczeniu możliwości sprawowania tzw. Tridentiny, a także powstrzymaniu tworzenia się nowych miejsc jej sprawowania.

Papież przy okazji tego stwierdził, iż księgi liturgiczne ogłoszone po Soborze Watykańskim II  są „jedynym wyrazem lex orandi rytu rzymskiego” (Art.1 TC), doszło, więc do odejścia od dialektycznych i sztucznie stworzonych terminów takich jak „zwyczajna” i „nadzwyczajna forma rytu rzymskiego”, co w całej tej sytuacji jest zjawiskiem jak najbardziej potrzebnym, pożądanym i dobrym, ponieważ budować można jedynie na Prawdzie. Skończyło się tym samym budowanie na piasku, oby skłoniło to do refleksji nad szukaniem solidniejszych fundamentów budowy nowych miejsc sprawowania liturgii rytu rzymskiego. jakkolwiek może to być bolesne dla wielu wiernych, którzy mogą zostać wskutek takiej decyzji pozbawionych Mszy w okolicach swojego miejsca zamieszkania. Próba budowania na podstawach, które są nieprawdziwe (czyli choćby tworzenia nowych pojęć, takich jak „forma rytu”), nawet w przypadku obiektywnie słusznego dzieła, przypominać może postawę Piłata,, nie odnosząc przy tym spodziewanych rezultatów.

Ponadto zezwolenie na używanie Mszału z 1962 r. zależeć będzie od decyzji biskupa diecezjalnego (Art. 2 TC), kierującego się wskazaniami Stolicy Apostolskiej. Biskup, w którego diecezji są grupy wiernych, sprawujące liturgię według Mszału z 1962 roku, musi upewnić się, że nie odrzucają one ważności reformy liturgicznej, postanowień ostatniego soboru i nauczania papieży (Art.3 § 1 TC). Ma wyznaczyć jedno lub więcej miejsc, w których ci wierni będą gromadzić na Eucharystię, „ale nie w kościołach parafialnych i bez tworzenia nowych parafii personalnych” (Art. 3 § 2 TC), tak więc Msza Wszechczasów zostaje zepchnięta do salek katechetycznych, sal konferencyjnych lub garaży. Tak, tych samych garaży z których tak niekiedy wyśmiewali się „tradycjonaliści w pełnej łączności”, gorliwie podkreślając piękno kościołów, w których odbywały się Msze indultowe i wyjątkowo pogardliwie odnosząc się do estetyki kaplic FSSPX. Swoją drogą, jeśli działalność duszpasterstw indultowych (o ile się w ogóle one uchowają) zostanie przeniesiona do np. kościołów rektorskich, czy nawet cmentarnych kapliczek, nie będzie warunków do odprawienia Mszy solennej, może nawet i trudno będzie zorganizować Mszę śpiewaną, nie będzie można używać kościelnych organów itd., to taka „oferta duszpasterska” również straci na swojej estetycznej atrakcyjności. Skoro względy estetyczne stanowią często fundament uczestnictwa w takich Mszach, to liczyć się należy z mniejszym zainteresowaniem ze strony wiernych.

Pewne obawy w szeregach tych grup może budzić także fragment na temat dni tych celebracji. Artykuł 3 TC w paragrafie trzecim brzmi: „niech (biskup) ustanowi we wskazanym miejscu dni, w których dozwolone są celebracje eucharystyczne z użyciem Mszału Rzymskiego, promulgowanego przez św. Jana XXIII w 1962 r.”. Jak można zauważyć, na dobrą sprawę pozwolenie może dotyczyć każdej niedzieli, tudzież np. dwóch niedziel w miesiącu, ale co więcej nie musi to być nawet niedziela jak wynika z literalnej wykładni tekstu. Z lektury dalszej części tego paragrafu wynika, że czytania (Lekcja oraz Ewangelia) muszą być w języku narodowym, z przekładów zaaprobowanych przez konferencję episkopatu (więc może to być koniec z wszelkiej maści „archaicznymi” przekładami x. Wujka). Kapłan odpowiedzialny za celebracje i opiekę duszpasterską nad tymi grupami powinien być „ożywiony żywą miłością pasterską i poczuciem komunii kościelnej”. Oczywiście pod słowami komunii kościelnej należy tu rozumieć zgodność z „najnowszym nauczaniem”.

W istniejących już parafiach personalnych erygowanych kanonicznie dla tych wiernych (brak takowych w Polsce), biskup ma zweryfikować ich „rzeczywistą użyteczność dla ich wzrostu duchowego”, aby ocenić, czy zachować je, czy też nie (Art. 3 § 5 TC). Ma też nie zezwalać na powstawanie nowych grup (Art. 3 § 6 TC). Ponadto, duchowni wyświęceni po publikacji niniejszego dokumentu, którzy chcieliby sprawować liturgię według Mszału z 1962 roku, muszą złożyć formalną prośbę do biskupa diecezjalnego, który przed wydaniem zezwolenia skonsultuje się ze Stolicą Apostolską (Art. 4 TC). Ci zaś, którzy już ją celebrują, muszą uzyskać od biskupa zezwolenie na kontynuację tej działalności (Art. 5 TC). Rodzi to niebezpieczeństwo, że prowadzić to będzie do wyznaczenia grupy księży dostatecznie „elastycznych doktrynalnie” i przesiąkniętych  do cna posoborową eklezjologią. Potencjalnie wielkie znaczenie dla funkcjonowania koncesjonowanych tradycjonalistów może mieć również paragraf 6, w którym czytamy: „Instytuty życia konsekrowanego i stowarzyszenia życia apostolskiego, ustanowione przez Papieską Komisję Ecclesia Dei, przechodzą pod kompetencję Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego”. Mowa tu bowiem o Instytucie Dobrego Pasterza (IBP), Instytucie Chrystusa Króla (ICRSS) oraz Bractwie Kapłańskim św. Piotra (FSSP), należy się więc spodziewać, że sposób funkcjonowania tychże grup również zostanie poważnie „zreformowany”. Być może będzie się to również wiązało ze sprawowaniem „jedynego wyrazu lex orandi rytu rzymskiego. Zmiany mogą zatem dotknąć nie tylko parafialnych birytualistów, którzy dotychczas ubierali na niedzielę nieco inne ornaty, ale również kapłanów, którzy przynajmniej w kwestii samej liturgii opowiedzieli się jednoznacznie po stronie rytu rzymskiego.

Wydaje się, że emocjonalne reakcje środowisk indultowych na motu proprio papieża Franciszka wynikają albo z niewiedzy, albo z naiwności, wszakże nie od dziś było wiadomo w jakim kierunku szły zmiany, wystarczyło przeanalizować kto zasiadał w Kongregacji dyscypliny Sakramentów i kultu Bożego. Nie jest to tajemnicą, że nie ma w niej ani jednej osoby która by sprzyjała Tradycji. W Watykanie osoby które mają coś do powiedzenia w kwestii Mszy świętej są modernistami albo ambiwalentni w tej materii, dlatego też doprawdy trudno jest wytłumaczyć w sposób inny niż psychologicznym mechanizmem wyparcia na jakiej podstawie tradycjonaliści będący w „pełnej łączności” utrzymywali, że w kwestii dostępności Mszy dla tych środowisk nic się nie zmieni.

W środowiskach tzw. konserwatywnych dominuje gorycz i poczucie krzywdy wobec surowej wymowy motu proprio, co oddają np. słowa gospodarza programu „Ja, katolik”, Krystiana Kratiuka, który powiedział, iż „wydaje się jednak, ze wyniki ankiety zostały przedstawione papieżowi takie, jakie miały być”.  Konkluzja tego środowiska jest więc taka, że należy ten dokument poddać „konstruktywnej krytyce”. Oczywiście, kryterium tego, co można poddać „konstruktywnej krytyce” jest zgodność z ich oczekiwaniami, krytyka ze strony innych środowisk jest już z kolei w ich mniemaniu niekonstruktywna. Warto zauważyć, że sama informacja o ogłoszeniu nowego motu proprio obecna była na większości polskich portali informacyjnych, również tych, które nie zajmują się na co dzień tematyką  kościelną lub też, delikatnie rzecz ujmując, nie są Kościołowi przychylne. Pokazuje to zatem, że temat Traditionis custodes budzi spore zainteresowanie oraz kontrowersje. Na temat najnowszego motu proprio pisały również neokatolickie portale informacyjne prezentujące stanowisko zdecydowanie bardziej liberalne. Warto tu nadmienić, że również w obrębie tych środowisk panuje pewnego rodzaju zaskoczenie i rozczarowanie decyzją papieża Franciszka, czego przykładem może być artykuł umieszczony na stronie internetowej Tygodnika Powszechnego, w którym jego autor, przyznając co prawda, że „nie jest to jego Msza” i zdecydowanie nie po drodze mu ze środowiskami Tradycji katolickiej, to jednak uznaje, że decyzja ta jest „sprzeczna z wizją Kościoła głoszoną przez samego Franciszka”. Liberał, nie-liberał, przynajmniej uczciwy, należy to docenić.

Całą sytuację z wydaniem motu proprio skomentowała także KEP, która ubolewała iż, przywileje zostały w Kościele wykorzystane niezgodnie z intencjami Jana Pawła II i Benedykta XVI, prowadząc do coraz większej niechęci nie tylko do liturgii zreformowanej, ale także do nauczania Soboru Watykańskiego II, „powiększając tym samym rozłam między wiernymi jednego Kościoła, poprzez zaostrzenia różnic i budowania przeciwieństw, które ranią Kościół i hamują jego postęp”. W podobnym tonie wyraził się papież Franciszek w liście do biskupów całego świata, w celu przedstawienia motu proprio Traditionis custodes, dodając do tego iż, Sobór nie zdradził Tradycji ani „prawdziwego Kościoła”, wykorzystując do udowodnienia tej kwestii, tezy o „prawdach dynamicznych”, w które episkopat katolicki wsłuchiwał się w rozeznawaniu drogi, jaką Duch Święty wskazywał Kościołowi. Wątpienie w Sobór to wątpienie w intencje Ojców soborowych, a w ostateczności to wątpienie w samego Ducha Świętego, który prowadzi Kościół” -skwitował papież. Jak wyjaśnia papież, innym powodem jego decyzji było to, że „w słowach i postawach wielu osób coraz wyraźniej widać, że istnieje ścisły związek między wyborem celebracji według ksiąg liturgicznych sprzed Soboru Watykańskiego II, a odrzuceniem Kościoła i jego instytucji w imię tego, co uważają za „prawdziwy Kościół”. Jest to zachowanie sprzeczne z komunią, podsycające dążenie do podziału.”. Papież, jak sam mówi, z jednej strony, chce „zadbać o dobro tych, którzy się zakorzenili w uprzedniej formie celebracji i potrzebują czasu na powrót do Rytu Rzymskiego promulgowanego przez świętych Pawła VI i Jana Pawła II”, z drugiej strony „powstrzymać tworzenie nowych parafii personalnych, związanych bardziej z pragnieniem i wolą poszczególnych prezbiterów, niż z rzeczywistą potrzebą świętego wiernego Ludu Bożego”.

Obecna sytuacja stanowi prawdziwy test dla środowisk indultowych, które słynęły z „bohaterszczyzny” przy organizacji miejsc sprawowania Mszy (w opinii niektórych członków tego środowiska, korzystanie z posługi kapłanów FSSPX to wręcz tchórzostwo i „pójście na łatwiznę”), pisania listów i apeli do biskupów byle tylko pozwolił na Mszę, a niekiedy nawet do tworzenia grup protestacyjnych, jak miało to miejsce np. w Bydgoszczy, gdzie zresztą głównym motywem nie była nawet sama Msza, co przywiązanie do kapłana, a sytuacja jak widać usprawiedliwiała kierowanie podczas pikiety pod pałacem biskupim hasła takie jak „Tyrawa won” czy przyśpiewki „Tyrawa oddaj prałata”. Czy według tychże środowisk zachowanie takie mieści się w ramach „konstruktywnej krytyki”? Jednocześnie, postawa Bractwa św. Piusa X jest z kolei w takim mniemaniu niekonstruktywna i nosi znamiona nieuzasadnionego nieposłuszeństwa. Nierzadko część osób skupionych w takich środowiskach prezentowało postawę kryptosedewakantystyczną, tj. z jednej strony kierowane były inwektywy w stronę papieża, padały określenia takie jak heretycki sobór i msza, masońska hierarchia kościelna, o proboszczach parafii ich goszczących zdarzało się mówić per „modernistyczny okupant”, z drugiej jednak strony, próbowano zawiązywać układy z tą samą posoborową hierarchią kościelną. Szczerze mówiąc, niechęć biskupów do tych środowisk nie powinna więc dziwić, po ludzku rzecz ujmując jest jak najbardziej uzasadniona. Czy tym razem skończy się to budową „podziemia indultowego” czy może jednak posłuszeństwo i wygoda przechylą szalę i przyjdzie się pogodzić z surowym dyktatem papieża? To również wielkie wyzwanie dla tych wszystkich kapłanów, którzy chcąc wyjść naprzeciw oczekiwaniom wiernych, wielokrotnie prężyli przed nimi swoje muskuły mówiąc, że nigdy nie zgodzą się na to, by pozbawić ich możliwości sprawowania tej Mszy. Niektórzy również podkreślali, że „oni żadnej zgody nie potrzebują”, tak bardzo są niezłomni. Nie może zatem zaskakiwać, że część wiernych uwierzyła tym słowom i faktycznie liczy na jakieś „indultowe podziemie”. Wielu z nich może doznać gorzkiego rozczarowania, bo deklaracje takie padają zazwyczaj wówczas, kiedy trudno je zweryfikować, a od słów do czynów droga jest nierzadko bardzo daleka.

Co ciekawe, grupa osób skupionych wokół pewnego rzekomo reprezentującego „konserwatywne” skrzydło portalu stwierdziła, iż za całą tą sytuację winę ponosi nikt inny jak Bractwo św. Piusa X, „któremu Franciszek przyznał nadzwyczajną koncesję w postaci udzielania sakramentów  spowiedzi i małżeństwa bez zgody ordynariusza, a które odpowiedziało na to zwiększoną wrogością wobec papieża”. Na tym samym portalu możemy przeczytać iż, Summorum pontificum proponowało nam „budowę mądrego tradycjonalizmu. Wiernego papieżowi i biskupom, a pozbawiającego wpływów rozmaitych hochsztaplerów, którzy w tej chwili budują swoje audytorium liczone w dziesiątkach tysięcy odbiorców, korzystając z zamieszania związanego z pandemią”. Cóż, winni znalezieni, nowa mądrość etapu, nowa intelektualna konstrukcja tłumacząca zastaną rzeczywistość, żyje się dalej.

Pierwsze reakcje na wprowadzenie nowego dokumentu pokazują zazwyczaj przychylne stanowisko biskupów wobec jej implementacji. Przed szereg wybił się w tej kwestii bp Angel Luis Rios Matos z diecezji Mayaquez w Puerto Rico, który wprowadził zakaz celebracji Mszy Trydenckiej, zarówno publicznej, jak i prywatnej. Co więcej, nie zgadza się również na używanie przez kapłanów starych ornatów czy manipularzy. Hierarcha zakazał również tworzenia jakichkolwiek wspólnot i grup przywiązanych do Tradycji. Istnieją przypadki biskupów amerykańskich (np. biskupa San Francisco), którzy zapowiedzieli „normalne funkcjonowanie celebracji w formie nadzwyczajnej”, jednak deklaracje te, nawet jeśli szczere i wyrażające autentyczną troskę o wiernych, nie licują w żaden sposób z tekstem motu proprio i jego postanowieniami. Jeśli chodzi o funkcjonowanie polskich grup indultu Summorum pontificum, to panuje zazwyczaj stan nerwowego zawieszenia oraz oczekiwania na dalsze decyzje ordynariuszy miejsca (w miastach takich jak np. Bydgoszcz, Poznań, Gdańsk, Szczecin, czy Przemyśl), jednak Msze, wbrew wyraźnej woli papieża Franciszka o natychmiastowym obowiązywaniu TC, odbywają się według normalnego porządku w kościołach parafilanych. Istnieją jednak miejsca, w których natychmiast zawieszono sprawowanie Mszy rytu rzymskiego (np. w Olsztynie czy na terenie diecezji warszawsko-praskiej). Niekiedy, w trosce o religijną wrażliwość wiernych, sprawowana jest w ich miejsce przypudrowana (w języku łacińskim i z chorałem) Novus Ordo Missae (stan z 19.07.2021r.).

Na koniec, czas zobaczyć jak na najnowsze motu proprio zareagowały grupy działające w ramach Ecclesia Dei. Będące w „pełnej łączności” Bractwo Kapłańskie Świętego Piotra wydało oświadczenie w związku z cała sytuacją. Kapłani proszę w nim „o modlitwę i wyrzeczenia w tej sprawie”, ale zapewniają o „własnym oddaniu służeniu wiernym uczestniczącym w apostolacie zgodnie ze Statutami i charyzmatem, jak to robili od momentu założenia”. Miło słyszeć te słowa, jednak w świetle artykułu 6 Traditionis custodes, może być to znacznie utrudnione. Cóż, arcybiskup Lefebrve przewidział to już kilka dekad wcześniej. Na ile ta wypowiedź ma pokrycie w rzeczywistości, może wkrótce się dowiemy, ale chyba nie po to spośród byłych członków FSSPX powstało FSSP, by teraz rozdzierać szaty Rejtanem w kwestii Mszy Wszechczasów, zwłaszcza w sytuacji, w której pewna część kapłanów tegoż Bractwa sprawuje okazjonalnie Novus Ordo Missae, a nawet udziela na przykład Komunii „na rękę”. Przełożony okręgu francuskiego FSSP, x. Paul-Joseph, dodaje z kolei, iż: „Jest to tekst bardzo obraźliwy i bardzo brutalny”. Czarę goryczy przelewa według. niego to, że FSSP nigdy nie odrzucało soboru watykańskiego II, „dla FSSP Vaticanum II nie stanowi żadnych zasadniczych trudności, chce jedynie uściślenia pewnych punktów, które odczytujemy w świetle Tradycji Kościoła, jak zaleca Benedykt XVI”.  Poczucie niesprawiedliwości ma również polski kapłan posługujący we Francji, ks. Mateusz Markiewicz, sekretarz generalny Instytutu Dobrego Pasterza (IBP). Dokument papieski uznał za “akt sprzeczny z miłością” i  ze wzruszeniem przyznał, iż „nie wiemy bowiem, na czym opierają się oskarżenia pod naszym adresem, gdyż wszystko, o czym jest tam mowa, nie odpowiada prawdzie”. Jak widzimy, ksiądz Mateusz również wyraża obawy związane z dalszym funkcjonowaniem IBP (ze względu na treść Art. 6 TC), burząc nieco kształtującą się gdzieniedzie narrację, w myśl której zmiany dotkną jedynie indulty parafialne i birytualistyczne, jak starają się uspokajać co niektórzy przedstawiciele entuzjastów nieobowiązującego już Summorum pontificum.

Obecne zamieszanie związane z publikacją Traditionis custodes paradoksalnie obnaża bardzo jednoznacznie fakt ścisłego związku pomiędzy sprawowanym kultem (lex orandi) a nauką wiary (lex credendi). „Dynamizm” doktryny okazał się na tyle silny, że niemożliwym stały się próby semantycznych szpagatów mających na celu znalezienia w obecnym paradygmacie miejsca dla liturgii odwiecznego rytu rzymskiego, nie może dziwić więc, że, według najnowszych ustaleń, jednym wyrazem lex orandi rytu rzymskiego został nowy porządek mszy. Nowa wiara, nowy kult, to przecież tak oczywiste, że czasami mogłoby się wręcz wydawać, że aż zbyt oczywiste. Ktoś by powiedział, że żadna to nowość, w końcu samo stworzenie Novus Ordo Missae miało dokładnie tę samą przyczynę, jednak dla osób, którzy Mszę Wszechczasów poznali po roku 2007, może być to pewnym szokiem. Rewolucja postępuje, powolne „gotowanie żaby”, które miało miejsce przez ostatnie dekady, ustępuje miejsca wrzeniu, co zaczynają zauważać wierni oraz kapłani, nawet ci ukształtowani w duchu soboru watykańskiego II oraz nowej mszy. Nawet heglowska dialektyka, wspomniana w pierwszej części niniejszego tekstu, odchodzi powoli do lamusa i zaczyna jawić się jako zbyt zachowawcza. Trudno opisać obecne wydarzenia w sposób inny niż słowami „cała naprzód”. W tym też sensie należy przyznać, że papież Franciszek nie jest (w przeciwieństwie do jego poprzednika) ideowym modernistą. Określić to można jedynie mianem ostrej i bezkompromisowej rewolucji, która pozbawiona jest już wspomnianej intelektualnej podbudowy.

Powołując się na przywołaną zasadę liturgii, można żywić nadzieję, że uczestnictwo w tych Mszach, nawet jeśli w ramach tzw. indultu, oddziaływało na zmysł wiary wiernych oraz kapłanów na tyle, by wywołać tak potrzebną refleksję na temat przyczyn i źródeł tak widocznego przecież kryzysu w Kościele. Już w niedzielę po publikacji motu proprio (18.07.2021r.) zaobserwować można było w kaplicach FSSPX nowe twarze. Warto więc nie poprzestać na gestach triumfu i zwiększyć gorliwość modlitw o rozwój apostolatu Bractwa w Polsce i na świecie poprzez modlitwę i czyny, mając na celu zawsze jak największą chwałę Bożą, prosząc również o jak najwięcej świętych powołań kapłańskich Tradycji oraz o to, by jak najwięcej kapłanów, którzy zostali obecnie pozostawieni przed sytuacją trudnych dla nich wyborów, odnaleźli drogę wierności kapłaństwu Chrystusowego poprzez wzmocnienie szeregów Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X.

 

Sławomir Wełniński

 


[1] Wspomniany kanon 392 do którego odsyła SP w § 1 podkreśla to, iż biskup zobowiązany jest do utrzymania karności i przestrzegania wszystkich przepisów kościelnych, natomiast w § 2 mówi, iż biskup ma czuwać nad dyscypliną kościelną, przeciwdziałać nadużyciom.

[2] https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WE/kep/summorum_wskazania_03102007.html

[3] Zgodnie z instrukcją wydaną przez Episkopat Polski dotyczącej implementacji SP w Polsce, jeżeli wierni chcący uczestniczyć w tzw. Tridentinie są z różnych diecezji wniosek składa się do biskupów diecezjalnych, jeżeli z jednej parafii to do proboszcza.

[4] Arcybiskup poinformował, że nie zgodzi się ani na zmianę miejsca celebracji na kościół lub boczną kaplicę w kościele, ani na odprawianie częstsze niż raz w miesiącu. Osoby pytające o powody, dla których Msza nie może być sprawowana w dostępnym dla wiernych kościele w centrum miasta, usłyszeli, że „jeszcze mógłby wejść ktoś postronny i byłoby zgorszenie”.

[5] Bractwo jest i pozostanie dziełem Kościoła wspólnotą będącą w pełni jego częścią w sposób tak pełny jak i kompletny. Naturę bractwa definiuje jego cel, a celem tym jest (Statuty II,1) „kapłaństwo”, więc (Statuty III,1) formacja kapłańska, dzięki której „seminarzyści unikają błędów współczesnych, szczególnie liberalizmu i jego następstw”.

[6] Jedność Kościoła opiera się na jedności wiary, kultu oraz władzy. Gdyby rozważyć to jeszcze głębiej, to paradygmatu tego nie da się również pogodzić z tym trzecim wyznacznikiem, ponieważ całkowicie zmieniło się rozumienie samego papiestwa i ustroju Kościoła, jego status Ecclesiae, czego najlepszym przykładem niech będzie tzw. kolegializm lub synodalność. Widoczne więc staje się, że rozumienie tego szumnego określenia  „jedność Kościoła” odmienianego przez wszystkie przypadki przez adwersarzy Bractwa, sprowadza się do tego aby „było miło”.

[7] Informacja ta pojawiła się najpierw na włoskim portalu „Messa in latino”, została potwierdzona następnie przez dobrze poinformowanego amerykańskiego dziennikarza Edurado Pentina z National Catholic Register(śmietanka katolickiego dziennikarstwa).

[8] Z łac. pozwolenie, tu rozumiane jako pozwolenie na odprawianie Mszy Wszechczasów. W 1984 r. specjalnym indultem Quattuor abhinc annos Kongregacji Kultu Bożego Jan Paweł II przyznał prawo do korzystania z Mszału Rzymskiego wydanego w 1962 r. przez Jana XXIII; W dokumencie tym kwestia „Mszy Trydenckiej” to problem, pierwszy warunek tego indultu była kwestia akceptacji nowej mszy.  Następnie w 1988 r. listem apostolskim Ecclesia Dei w formie Motu Proprio(akt założenia FSSP), Jan Paweł II wezwał biskupów do szerokiego i hojnego korzystania z tego prawa na rzecz wszystkich wiernych, którzy by o to prosili.

Kategoria: Myśl, Publicystyka, Wiara

Komentarze (3)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Paweł Żabicki pisze:

    Zaletą współistnienia środowisk związanych z indultem i FSSPX był zachodzacy nieuchronnie proces konwergencji. Spodowodowany tym efekt synergii był wielce obiecujący dla prawdziwej odnowy Kościoła. Wielu wiernych nie miało problemu  z jednoczesnym sympatyzowaniem z FSSPX, jak i niektórymi grupami indultowymi (sam mam takie podejście). Trawestując Nicolása Gómeza Dávilę, możemy powiedzieć, że kaplice Bractwa i kaplice/kościoły indultowe mogą wymieniać się personelem. Jest to bardzo zdrowa sytuacja. Oczywiście, w obu tych środowiskach występują osoby, które nie podzielają takiego stanowiska, widząc u swych adwersarzy to "schizmę", to "modernizm". Jak się wydaje, jedną z nich jest Autor powyższego tekstu, który z zacisza swej "strefy komfortu" triumfalnie i ortodoksyjnie oznajmia osobom zwiazanym z Ecclesia Dei/Summorum Pontificum: "Naiwniacy, widzicie, daliście się nabrać. Chcieliście dobrze, a wyszło jak zawsze. Zobaczymy, czy przejdziecie pomyślnie test tradycyjności po Tradicionis Custodes". Chociaż z Bractwa św. Piusa X promienieje blask katolickiej Prawdy, to Kościół i Tradycja to nie tylko FSSPX. Warto w tej niełatwej sytauacji wbić sobie do głowy to, co napisał pewien znany katolicki bloger: "pamiętajmy, że nie ma wrogów między tradycjonalistami!".

  2. Paweł Żabicki pisze:

    *Traditionis custodes

  3. Gierwazy pisze:

    Zgadzam się w zupełności z komentarzem p. Żabickiego. Schadenfreude autora tekstu z zaistniałej sytuacji bije po oczach. Wydaje mi się, iż bycie katolikiem, to coś więcej niż uczęszczanie na mszę we właściwym rycie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: