Odnosząc się do katolickiego systemu społecznego zupełnie pomija się w debacie publicznej pojęcia takie jak elitaryzm i hierarchia, będące wartością samą w sobie. Wielu współczesnych myślicieli katolickich, nawet takiego formatu, jak Gilbert Chesterton, wydaje się być mniej lub bardziej zarażonych bakcylem egalitaryzmu, co nie pozwala im docenić społeczności zhierarchizowanej, a zwłaszcza feudalizmu – ale o tym za chwilę.

Św. Tomasz z Akwinu nauczał, że nierówność jest warunkiem wstępnym do doskonałości stworzonego porządku [Summa Theologica, I, q. 47,  a.2]. By rzecz pokrótce uzasadnić: wynika to z miłości, która jest pierwszym i najważniejszym aksjomatem katolicyzmu. Otóż miłość realizuje się poprzez służbę:  "Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony". Mt 23; 11-12 .

Awans w hierarchii odbywa się poprzez większą służbę, która realizuje większą miłość. W związku z tym miłość może realizować się najpełniej w społeczeństwie zhierarchizowanym. Dlatego sprzeczne z miłością, a więc z katolicyzmem, jest dążenie do równości, które wynika z zazdrości, czyli jest nienawiścią. Warto zwrócić uwagę (a prawie nikt tego nie robi), że Księga Rodzaju nie mówi o tym, że szatan chciał się wywyższyć ponad Boga, ale jedynie nie chciał mu służyć, czyli Go nie kochał – diabeł promował egalitaryzm, chciał być mu równym. Każda ideologia, która nie promuje miłości (która się może realizować tylko poprzez służbę, co prowadzi do awansu poprzez uniżenie, a w konsekwencji do hierarchii), a w zamian obiecuje równość jest w istocie satanizmem w najczystszej postaci.

Tyle  uzasadnienia teologicznego. Historycznie – feudalizm jest najdoskonalszym systemem społeczno-ekonomicznym (niestety pogardzanym nawet przez bardzo ortodoksyjnych katolików). Zwracając uwagę na fakt, że tylko w Europie przyświecało mu założenie, zgodnie z którym wyższy status społeczny wiąże się z większymi obowiązkami oraz służbą słabszym [„Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie” (Łk 12,39-48)], to śmiało można powiedzieć, że tylko w średniowieczu mieliśmy do czynienia z katolickim społeczeństwem.

Wracając do Chestertona i innych, chciałbym docenić wkład jaki wnieśli oni do katolickiej myśli społecznej, chcąc w epoce industrialnej na powrót wprowadzić katolickie wartości w nurt dyskursu publicznego. Niestety nie ma tam za wiele o hierarchii, a to jest najważniejsze. Te wszystkie idee o silnej rodzinie jako instytucji, gdzie każdy ma własność prywatną, gwarantującą godne minimum socjalne, której może bronić, własny mały warsztat albo jest członkiem większej gildii, chroniącej przed nieuczciwą konkurencją – to wszystko jest piękne i dobre, ale dotyczy najbiedniejszych warstw społecznych.

Co do kwestii praktycznych – lub o czym się nie mówi. Hierarchia chroni przed totalitaryzmem i nie ma innej alternatywy. Monarchia stanowa była zupełnym przeciwieństwem monarchii absolutnej (rewolucja francuska nie tyle była buntem przeciw absolutyzmowi, ile jego logiczną kontynuacją, doprowadziła do jeszcze większego absolutyzmu). Mówiąc obrazowo:  monarchia stanowa była monarchią rozproszoną. Była cała drabina władzy, która zaczynała się na królu i prowadziła przez książąt, margrabiów, markizów, hrabiów, a kończyła się na ojcu rodziny. Oczywiście wszystko zgodnie z zasadą pomocniczości, zwaną prawem lennym, zgodnie z którą: "wasal mojego wasala nie jest moim wasalem". To chroniło instytucje niższe przez zakusami totalitarnymi instytucji wyższych. Instytucja wyższa nie mogła ingerować w wewnętrzne sprawy instytucji niższej – przykładowo swoim członkom rodziny rozkazywać mógł tylko i wyłącznie ojciec rodziny, zaś nad wójtami władzę miał tylko hrabia (król nie miał takiego prawa). Dopiero nad hrabiami pieczę miał król. Sytuację dopiero zmienił egalitaryzm, który aktywnie wspierali królowie uzyskania zbudowania (świadomie lub nie) swej władzy absolutnej.

Kolejnym argumentem za tym, że feudalizm chroni przed totalitaryzmem, jest fakt (znany historycznie), że tylko silne jednostki są w stanie sprzeciwić się złej władzy. Przecież było wiele przykładów w historii, kiedy poszczególni margrabiowie lub książęta emancypowali się np. spod jurysdykcji Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Tylko osoba z dużą władzą (ma własną ziemię, pieniądze, ludzi, wojsko) może stawić aktywny opór tyranowi. Tylko ktoś pokroju hrabiego, czy murgrabiego może coś znaczyć. My możemy jedynie biernie patrzeć na postępującą deprawację naszych dzieci. W monarchii stanowej nad dziećmi władzę mieli tylko rodzice (zasada pomocniczości).

To właśnie feudalizm dał początek federalizmowi, którego relikty możemy znaleźć jeszcze w Szwajcarii, czy USA, które doskonale się sprawdzają (ale nie gwarantują takich swobód jak dawniej, bo są tylko zminiaturyzowanymi wersjami rządu quasi totalnego). Podsumowując: przed totalitaryzmem chroniły 2 rzeczy: zasada pomocniczości oraz hierarchia – klasa ludzi silnych  i majętnych (im wyżej w hierarchii tym bardziej może się sprzeciwić władzy). To też działa w drugą stronę. Ludzie uciskani przez np. hrabiego mogą się odwołać do instancji wyższej – króla.

Tutaj nasuwa mi się jeszcze jedna refleksja. W jednym filmiku porusza Pan Karoń kwestię współpracy Rockefellera z komunistami. Teraz już wiadomo, dlaczego mu się to opłacało. Kiedy ludzie stają się równi, wtedy powiększa się różnica między najbiedniejszymi i najbogatszymi – część elit się zrównuje z chłopami i proletariatem, część zbija fortunę. Zamyka się we własnym gronie wąska kasta najbogatszych, która może dowolnie pomiatać motłochem, bo brakuje tam ludzi silnych, którzy dzięki jakiemuś stopniowi władzy i pieniędzy mogliby dać właściwy odpór. 

 

Jan Stożek