banner ad

Nie jestem demokratą, jestem legitymistą: archiwalny wywiad z księdzem Romanem Kneblewskim

| 30 marca 2024 | 0 Komentarzy

Jan Tyszkiewicz: Na początek chciałbym się zapytać: czym dla księdza jest monarchia?

Ksiądz Roman Kneblewski: Dla mnie monarchia jest ustrojem po prostu naturalnym. Monarchia panuje w Niebie więc też i na Ziemii powinna panować. W Niebie panuje monarchia i idealna hierarchia, wszystko jest uporządkowane. Nie jestem demokratą, wręcz przeciwnie, jestem antydemokratą, legitymistą i przez to monarchia jest dla mnie rzeczą oczywistą.

JT: Schodząc na polskie podwórko: jaką formę monarchii widziałby ksiądz w Polsce?

RK: To jest sprawa dyskusyjna i otwarta dlatego, że nasze tradycje rodzime, polskie, są raczej republikańskie, mieliśmy czas elekcji kiedy wybierano króla. Jeśli król miałby być elekcyjny, to trzeba by było najpierw odbudować szlachtę jako warstwę społeczną. Oczywiście nie mam tu na myśli takiej szlachty jaką straszy nas redaktor Michalkiewicz, ale taką nawiązującą do naszych najszczytniejszych, polskich tradycji. Mógłby być także monarcha dziedziczny – to jest kwestia do uzgodnienia. W każdym razie jedno jest pewne – byłby to pomazaniec Boży, czyli nie osoba świecka, tylko ktoś kto ubrany w szaty kapłańskie byłby pomazany olejami świętymi i przyjąłby to królestwo jako sacramentale, czyli coś na kształt sakramentu. Zresztą obrzęd koronacji jako żywo przypomina obrzęd święceń kapłańskich. Są one bardzo podobne.

JT: Jakby zatem ksiądz widział powrót takiej monarchii do Polski?

RK: Nie ma jakiejś jedynej słusznej recepty i trudno mi przewidzieć jak to nastąpi, bo wierzę, że to nastąpi i to nawet nie za długo. Najpierw trzeba stworzyć odpowiednią aurę, kształtować świadomość w tym duchu żeby ludzie, większa grupa osób, zrozumiała, że to nie jest jakaś abstrakcja, że to jest rzecz naturalna, że wraz z monarchią wróciłaby do naszego polskiego życia normalność. Osobiście jestem gorącym zwolennikiem monarchii polsko-węgierskiej. Nawet założyliśmi w Bydgoszczy takie stowarzyszenie Dwie Korony, ruch na rzecz monarchii polsko-węgierskiej. Dlaczego akurat tak? Ponieważ zarówno my, Sarmaci, jak i nasi bracia Madziarzy mamy tradycje imperialne i ani my nie odbudujemy z Litwinami współczesnymi Rzeczpospolitej Obojga Narodów, ani Węgrzy tak łatwo nie odzyskają wielkich Węgier. Natomiast pod wspólnym berłem moglibyśmy coś takiego stworzyć, zalążek pewnego imperium. Poza tym nam jest, spośród wszystkich narodów świata, do siebie najbliżej. Łączy nas wiele, nie będę wymieniał wszystkich wspólnych królów, świętych, wzajemnego przychodzenia sobie z pomocą. Nawet okazało się, że genetycznie jesteśmy spokrewnieni, co wydawało się kiedyś rzeczą niemożliwą, jako, że nasze języki są bardzo różne. Ale przede wszystkim łączy nas unikalna, jedyna w swoim rodzaju, szlachecka kultura oraz duch rycerstwa przedmurza.

JT: Jak już napomknęliśmy o stowarzyszeniu Dwie Korony, to chciałbym by ksiądz powiedział nam coś więcej na ten temat. Coś o przyszłych planach, może o dotychczasowych działaniach?

RK: Na razie mamy naszą stronę na Facebooku, można nas odwiedzić i polubić. Spotykamy się regularnie raz w miesiącu, a w planie mamy zorganizowanie kongresu monarchistycznego polsko-węgierskiego. Nawet rozmawiałem o tym z panem Januszem Korwin-Mikke, który się też zapalił do tego pomysłu i obiecał też pomoc w tym zakresie. Autorem samej nazwy Dwie Korony jest z kolei pan Grzegorz Braun. Byliśmy z moim przyjacielem, aktualnym prezesem stowarzyszenia w Budapeszcie i tam w Peszcie chłopaki z Jobbiku oprowadzali nas po budynku parlamentu. Wielkie wrażenie zrobiła na nas korona św. Stefana tam wystawiona oraz uroczyście zmieniająca się przy niej warta honorowa. No i tak pod wrażeniem tego powiedziałem: „A gdyby tak powołać ruch na rzecz monarchii polsko-węgierskiej?” i tak się zapaliliśmy do tego pomysłu. Spotkaliśmy się z Grzegorzem Braunem potem w Warszawie, dosłownie na pięc minut. Kiedy powiedziałem mu o naszym pomyśle, to on od razu gorąco to przyjął: „Tak! Mam, czuję to! Dwie Korony!” i stąd właśnie ta nazwa. Mam taką nadzieję, że to będzie zataczało coraz większe kręgi, wciągnie coraz większą grupę ludzi. Zależy nam także żeby udział w tym brali Węgrzy w większej liczbie, bo paru już jest. Przeszkodą jest tu bariera językowa, bo kto umie mówić po węgiersku? Mamy paru przyjaciół Węgrów, którzy umieją za to mówić po polsku. No ale zawsze można się posłużyć współczesną łaciną, czyli angielszczyzną. Dlatego też na Facebooku nasz fanpage zawiera także nazwę Dwie Korony po angielsku – Two Crowns. Z nadzieją patrzę w przyszłość licząc na to, że to nie jest utopia i że taka unia naszych dwóch narodów pod wspólnym berłem jeszcze dojdzie do skutku.

JT: Wracając jeszcze do monarchii i jej kształtu, jaką rolę dla narodu widziałby ksiądz w takiej monarchii, gdyby ona powróciła?

RK: Osobiście jestem nacjonalistą polskim, nacjonalistą-patriotą, jestem z tego bardzo dumnym. Zawsze podkreślam, że nacjonalizm i patriotyzm to są dwie cnoty, które się wzajemne dopełniają i przenikają. Nacjonalizm to jest cnota umiłowania własnego narodu i tego co narodowe, a patriotyzm to cnota umiłowania własnej ojczyzny i tego co ojczyste. Ale jestem też nacjonalistą w wydaniu sarmackim. Zawsze mówiąc „my Polacy” mam w podtekście na myśli, „my, polski naród szlachecki”, tak jak szlachta mówiła o sobie przed wiekami. Uważam, że powinniśmy dążyć do tego by w sensie kulturowym, duchowym, nobilitować całą współczesną populację Polaków, tak byśmy mogli o sobie mówić współcześnie z dumą „my Polacy”, mając na względzie nasze dzieje niemające sobie równych, bogatą szlachecką kulturę i całe nasze wspaniałe dziedzictwo – my, polski naród szlachecki, rycerstwo przedmurza.

JT: Chciałem się jeszcze księdza zapytać, jaką opinię ma ksiądz na temat koronacji Chrystusa na króla Polski? Różne środowiska katolickie różnie na to reagują, a jak do tego podchodzi ksiądz?

RK: Jestem za, a nawet nie przeciw. (śmiech) Jestem absolutnie zwolennikiem koronacji Chrystusa na króla Polski. Matka Boska jest naszą królową, sama sobie tego życzyła przecież, to ona objawiła taką wolę swego czasu w Neapolu włoskiemu jezucie, więc to nie jest wymysł nasz polski. Skoro więc Matka Boska sama chciała być naszą królową, to jej syn powinien być królem, logiczne, prawda? Poza tym chodzi też o poczucie, o uznanie społecznego panowania naszego pana, Jezusa Chrystusa. On musi panować społecznie, nie można spychać naszego Boga do zakrystii, czy do spraw wyłącznie intymnych, prywatnych. To nie jest sprawa prywatna – Chrystus musi panować społecznie i to musi być uznane, przez króla i przez wszystkie stany.

JT: Niektórzy jednak uważają, że taka koronacja byłaby ruchem zbyt politycznym. Spotkałem się z takim stanowiskiem, że „No panowanie społeczne tak, ale król to władza polityczna” i tak dalej i tak dalej. Co ksiądz na taki argument?

RK: Oczywiście, że jest to władza polityczna, ale przecież panowanie boskie i cała religia też ma wymiar polityczny również. Przecież ten sam Dekalog, ta sama Ewangelia obowiązują zarówno w alkowie jak i na trybunie sejmowej, mają zatem wymiar ten jak najbardziej intymny jak i najbardziej publiczny, czyli polityczny.

JT: To jeszcze jedno pytanie na koniec. Jaką rolę pełniłaby monarchia w Polsce gdyby się dziś pojawiła?

RK: Przede wszystkim pełniłaby rolę uzdrowicielską. Gdyby był na tronie pomazaniec Boży, to samo odniesienie do niego już by inaczej nas ustawiało. Mam taką wielką nadzieję, że monarchia by wyleczyła z tej korupcji, z tego całego zamieszania na scenie politycznej. Przede wszystkim te nasze życie publiczne, polityczne stałoby się i bardziej normalne i poważniejsze zarazem.

JT: Dziękuję bardzo za rozmowę.

(2016)

Za: monarchia.info.pl/

Kategoria: Myśl, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *