Mariański: Bezinteresowność

| 16 grudnia 2021 | 0 Komentarzy

W okresie adwentu uczymy się jednej szczególnej rzeczy, której brak nam dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek – jest nią umiejętność czuwania. Chrystus mówił nam od samego początku, jeszcze będąc z uczniami tu na ziemi: „Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie” [1]. Mamy być trzeźwi i czujni, powołani do świętości zawsze i w każdym momencie. W naszej współczesnej cywilizacji jesteśmy jednak niezdolni do tego powołania – to nas Pan zastaje zawsze śpiących mówiąc „Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?” [2]. Przy okazji budzenia się naszych dusz na przyjście Pana powinniśmy na nowo nauczyć się jednej z rzeczy kluczowych do zrozumienia modlitwy, ale także życia, wartości i kultury, czyli bezinteresowności w działaniu. Pozornie mała i niepozorna tak naprawdę jest symbolem chrześcijaństwa, Średniowiecza, arystokracji i dobrych rządów.

Współczesny człowiek nie rozumie Ewangelii – nie wynika to jednak z braku wiedzy teologicznej, słabej katechezy czy nawet racjonalistycznego nastawienia. Głównym powodem tego niezrozumienia jest jego ułomna mentalność, która nigdy nie obejmie gestu wdowy oddającej ostatni grosz do skarbony [3]. Będzie on na wszystkie bezinteresowne czyny odpowiadał jak apostołowie w Betanii: „Widząc to, uczniowie oburzali się, mówiąc: «Na co takie marnotrawstwo?»” [4]. Człowiek współczesny to z jednej strony homo oeconomicus, który życie widzi w kategoriach zysku i interesu, a z drugiej strony, homo faber, który sens i realizację swojego bytu przewiduje w pracy. Jeżeli aktywność ludzka nie mieści się w jednym z tych dwóch wyobrażeń egzystencjalnych to pozostaje poza humanitas, jest czymś niegodnym istnienia, grzechem dla świeckiej religii. Jedni uznają to za swoisty skutek gospodarki kapitalistycznej w duchu Locke’owskiego indywidualizmu, drudzy stwierdzą, że jest to produkt degeneracji kulturowej. Niezależnie od tego należy zobaczyć, że źródła tego zjawiska można odnaleźć w okresie przede wszystkim nowożytnym, gdzie zjawiska kulturowe, polityczne i metafizyczne zachodziły na siebie w obskurnym splocie dewolucji. 

Fundamentem była filozofia – ludzka pycha, absolutna wiara w możliwości jednostki, jednym słowem humanistyczny renesans, doprowadziły do epoki określanej przez Juliusza Evolę erą indywidualizmu i nierealizmu. Pierwszy z tych terminów wydaje się oczywisty, jednak drugi wymaga głębszego wyjaśnienia. Europa nie stała się wraz z wkroczeniem w nowożytność ateistyczna – jednak już od 1517 r., jeśli nie wcześniej według włoskiego barona, istniały w jej organizmie kultury bakterii, które miały do ostatniego upadku doprowadzić. Religijność i magiczność, rozumiana jako symbolizm rzeczywistości bytu względem tego co metafizyczne, stały się właśnie nierealne i niezrozumiane. Oczywiście pojawiały się wyjątkowe sytuacje takie jak Bitwa pod Lepanto czy Odsiecz Wiedeńska, których zwycięski wynik interpretowano teocentrycznie – w ogólności jednak człowiek stał się kowalem własnego losu i w tym objawiał się nierealizm sacrum. Politycznie natomiast król, mimo że oficjalnie pozostawał w boskim prawie do władania, stał się „tylko wojownikiem i politycznym wodzem państwa” [5], który nie pełnił już funkcji „absolutnego pryncypium autorytetu (…)”[5]. Tak zaszła rewolucja nowożytna, prowadząca do sekularyzacji i partykularyzmu –„Na miejscu Christianitas pojawiły się „państwa-narody” – miejsce religii jako naczelnej zasady organizacji społecznej zastąpiła przynależność narodowa”[6], jak pisze Jacek Koronacki w swoim artykule na łamach „Teologii Politycznej”. Ten antropocentryzm prowadzi jednak nieuchronnie do zniesienia swojego założenia, czyli człowieka jako celu i sprowadzenia go przez ekonomocentryzm i utylitaryzm do roli środka lub maszyny – podobnie jak indywidualizm na zasadzie akcji-reakcji prowadzi do kolektywizmu.

Na takiej bazie powstała nowa polityka interesu – swoiste preludium do określanej przez Spenglera imperium pieniądza kultury anglosaskiej. W centrum działania politycznego pojawia się przede wszystkim nowa kategoria interesu narodowego, nawet jeśli nie jest to jeszcze w pełni uświadomione. Partykularne i narodowe „dobro wspólne” staje się nie tak jak wcześniej jedną z hipostaz dobra rozumianego etycznie – z czego wynikał uniwersalizm idei imperialnej i całego Christianitas – lecz właśnie kolektywną kalkulacją zysków i strat. Evola wskazuje na konsekwencje tak prowadzonej polityki, z czym zdaje się zgadzać też Jacek Koronacki w swoim artykule: „Chrześcijańska Europa jest bezsilna i staje się świadkiem upadku Wschodniej Europy i Konstantynopola w ręce Osmańskie; król Francji, Franciszek I, zadał ostateczny cios mitowi „Chrześcijaństwa”, który był fundamentem europejskiej jedności kiedy w walce przeciwko Świętemu Cesarstwu Rzymskiemu nie zawahał się stanąć po stronie buntowniczych książąt protestanckich, a nawet samego sułtana.” [7] 

Tak rozumiana interesowność przebija się właśnie na kulturę – dopóki rządzili możni miecza to interes był rozumiany kolektywnie i narodowo, jednak wraz z kapitalistyczną emancypacją przejmuje jego idee burżuazja. To właśnie w tym środowisku rozkwita kultura ekonomicznego zysku jako podstawy wartościowania, ale także użyteczności wszystkich zadań. Wspierana przez miejski tryb życia „cnota” przedsiębiorczości jest tak naprawdę środkiem, który może służyć zarówno dobru, gdy wpisuje się we większą całość, jak i złu, gdy służy własnym jednostkowym celom. Tak właśnie to drugie staje na piedestale i oficjalnie zadomawia się w naszej kulturze. Kultura pucybutów prowadzi też jednak do charakterystycznej według Evoli cechy czwartego stanu: kultu pracy – ostatnie wypowiedzi pewnych „autorytetów” młodego pokolenia wskazujące na zachwyt spędzaniem prawie całej doby w służbie swojemu pracodawcy są dobrym tego przykładem. Nie chodzi tutaj jednak o to, żeby wychwalać lenistwo – wręcz przeciwnie, należy dążyć do prawdziwego i wartościowego działania. Jest ono tylko możliwe gdy jest podejmowane z tytułową bezinteresownością, rozumianą jako działalność prowadzona w celu idei, ducha czy wartości, a nie właśnie interesu. To jest podstawa i fundament arystokratyzmu, który przecież nie żyje z pracy własnych rąk, lecz czyni w formacie makrokosmicznym. Bezinteresowny musi być rycerz umierający za Boga, króla, ojczyznę czy damę serca, gdyż jego śmierć jest symbolem świata większego od tego kim on sam jest. 

Człowiek współczesny obraża się na wiele antycznych instytucji i zjawisk, nazywając je barbarzyństwem i złem nie do zniesienia. Wynika to jednak z jego własnej mentalności, która karze mu rozpatrywać wszystko pod kątem interesowności. Najlepszym tego przykładem jest przesycone bezinteresownością Średniowiecze, a szczególnie idea krucjat. Świeccy historycy pod wpływem mentalności homo oeconomicus bardzo często uznawali, że przyczyną wypraw krzyżowych na wschód był prospekt materialnego zysku, wielkiego majątku na wzór wręcz kolonialny. Jeden z najbardziej znanych współcześnie specjalistów od wypraw krzyżowych bardzo dobrze udowadnia jednak, że tak nie było – Jonathan Riley-Smith wskazuje, że pierwotnymi motywami krucjat były idee czysto religijnie. „Za wyprawami krzyżowymi stała masa mężczyzn i kobiet, którzy byli gotowi do poświęceń by dopiąć ich celu.” [8] Rodziny musiały się rozejść, ludzie opuszczali domy i ojczyste ziemie, a to wszystko dla dalekiego lądu, o którym opowiadali tylko niektórzy pielgrzymi. „W świetle dowodów trudno uwierzyć w materializm większości krzyżowców. (…) Zdecydowanie sensowniej jest zakładać, o tyle o ile można generalizować, że poruszył ich idealizm, który zainspirował nie tylko ich samych, ale także ich rodziny.” [8] Duch krucjat kruszył się jednak wraz z narastaniem tendencji materialistycznych – apogeum tego zjawiska jest śmierć Św. Ludwika IX, króla Francji i ostatniego prawdziwego krzyżowca Zachodu. To właśnie on był idealnym przykładem Średniowiecznego człowieka bezinteresowności w działaniu, gdzie zarówno politycznie wyznaczał się wybitną sprawiedliwością, jak i wielką skromnością w życiu dworskim wobec własnych poddanych. Oszukany przez człowieka nowego typu – dążącego do partykularnego imperium dynastycznego, Karola Andegaweńskiego – zginął wierząc w świętość VII krucjaty, inspirowanej właśnie przez Karola, który miał w niej swoje własne interesy. 

Gdy dziś polityka zdominowana jest już przez Karolowy partykularyzm bogactwa lub biedoty nie sposób widzieć w niej nadzieję na lepsze jutro. Bezinteresowność władzy dawno zniknęła, a Nowe Średniowiecze nie widnieje na horyzoncie. Odnówmy więc swoje życie, nauczmy się czynić, a nie tylko pracować. Arystokratyzm ducha i miłość bliźniego – konserwatysta tylko w tym może widzieć szansę odnowy. W czas Adwentu posłuchajmy więc wszyscy biblijnego Tobiasza mówiącego do swojego syna: „Jak ci tylko starczy, według twojej zasobności dawaj z niej jałmużnę! Będziesz miał mało – daj mniej, ale nie wzbraniaj się dawać jałmużny nawet z niewielkiej własności! Tak zaskarbisz sobie wielkie dobra na dzień potrzebny” [9].

           

Bartosz Mariański

 

1 – Mk 13, 33

2 – Mt 26, 30

3 – Mk 12, 41-44

4 – Mk 26, 8

5 – Juliusz Evola, Rewolta przeciw współczesnemu światu

6 – Jacek Koronacki, Rewolucja nowożytna https://teologiapolityczna.pl/jacek-koronacki-rewolucja-nowozytna

7 – Juliusz Evola, Rewolta przeciw współczesnemu światu

8 – Jonathan Riley-Smith, The First Crusade and the Idea of Crusading

9 – Tb 4, 8-9

Kategoria: Myśl, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: