Liedtke: Stadny rozwój człowieka przy użyciu najwyższych standardów hodowlanych (cz. 2)

| 26 sierpnia 2021 | 0 Komentarzy

Pierwsza część niniejszego artykułu służyła szkicowemu opisowi podłoża, które pozwoliło na pojawienie się i rozwój zjawiska eugeniki. Wszechobecny i momentami przechodzący w religię scjentyzm, bezrefleksyjnie podążający za dziurawą teorią ewolucji Darwina osadzonej na intelektualnym podłożu przygotowanym przez Lutra, Rousseau, Hegla, Marksa itp. (żeby wymienić tylko niektórych). Jednym słowem ideowy potworek w postaci oświeceniowego humanizmu, który wywyższył człowieka, pozwalając mu wprowadzać dowolnie ludzki porządek świata w miejsce porządku naturalnego, boskiego. Od tej pory Bóg, zabity w chorym umyśle Fryderyka Nietzschego, miał już nie stawać na drodze dumnego człowieka, kroczącego od teraz już nieuchronnie w kierunku okropności 20 wieku. Jednym z bardziej spektakularnych wykwitów tej “kultury rozumnego człowieka” jest właśnie eugenika. O ile dziś pojęcie eugeniki nabrało zdecydowanie negatywnego wydźwięku, o tyle pamiętajmy, że w czasach, o których tutaj piszę – a więc na początku XX wieku – była to koncepcja, którą zafascynowane i pochłonięte były całe ówczesne elity. Teoria obiecująca człowiekowi, że będzie mógł wpływać na rozwój ludzkości tak samo jak można wpływać na rozwój zwierząt lub roślin hodowlanych- i za pośrednictwem tego zbudować nowy wspaniały świat i lepszego człowieka- stała się na tyle kusząca dla ówczesnych ludzi, że niemal od razu (przy pominięciu empirycznej drogi naukowej, w którą wszak tak wtedy wierzono) przyjęto ją za pewnik. Z pewnością dodatkową pokusę mogła stanowić myśl, że tym razem nowy porządek zaprowadzony być może za pośrednictwem rewolucji naukowej, a nie zbrojnej, posługującej się jako orężem nie spauperyzowanym, głodnym ludem, ale mając sobie za broń siłę naukowych argumentów. To mogło – w rzeczy samej – stwarzać złudzenie, że tym razem nie przyniesie to ofiar otwartej walki. No właśnie, ale czy nie przyniosło? O ile pytanie to na tym etapie wywodu wciąż jeszcze ma formę otwartą, o tyle pewne jest to, że ofiary nigdy nie mają głosu, a nawet jeśli go uzyskają, to jest to głos najmniej słyszalny.

Intelektualno-mentalna konstrukcja eugeniki, jako kolejnego kroku na drodze samostwarzania się nowego człowieka i emancypacji rodzaju ludzkiego, osadzała się również na innym wytworze oświeconych umysłów, a mianowicie na darwinizmie społecznym. Ten cudaczny twór myślowy to zlepek niebezpiecznych poglądów trzech panów: Thomasa Malthusa, Herberta Spencera i Karola Darwina.

W 1798 roku za sprawą Thomasa Malthusa pojawia się nowa teoria filozofii społecznej mówiąca, że zasoby żywności na ziemi są niewystarczające dla populacji ludzkiej (ten przekaz co i rusz pojawia się również w dniu dzisiejszym), w związku z czym mniej przystosowane warstwy społeczne, są siłą rzeczy skazane na wymarcie z głodu. To ten moment, w którym po raz pierwszy w sposób tak wyraźny ujawnia się myśl, iż ingerencja w ten naturalny, jakże “pożyteczny” proces, jest z założenia godzeniem w dobro społeczeństwa. Pojawia się również sugestia, że rzeczą wielce szlachetną byłoby wręcz wsparcie tej “samoregulacji natury”, poprzez kontrolę narodzin i pozwolenie na posiadanie potomka tylko tym, którzy dysponują wystarczającymi zasobami na jego utrzymanie. Dodajmy koniecznie w tym miejscu, że Thomas Malthus był anglikańskim duchownym!!! Autor tego systemu myślenia był również ekonomistą, w związku z czym jego przemyślenia wiązały się z ogólną krytyką systemu gospodarczo- społecznego jako całości, i obrazowały – jak to sam określał – naturę nędzy. Ponadto stwierdzał nawet, że w niektórych przypadkach pomoc dobroczynna działa na ogólną szkodę społeczeństwa, przyczyniając się do mnożenia nędzy z pokolenia na pokolenie w obszarze niskich warstw społecznych. Choć nie była to przewodnia myśl w jego sposobie postrzegania problemu, to był to niestety najistotniejszy, a dla niektórych jedyny aspekt teorii Malthusa, nazwanej maltuzjanizmem, na której skupili się jego późniejsi entuzjaści i naśladowcy. Podważenie sensu dobroczynności stało się najbardziej atrakcyjnym – bo i opłacalnym – motywem maltuzjanizmu dla nowych wojowników o dobro ludzkości!

Drugi z wymienionych dżentelmenów, Herbert Spencer (angielski filozof, agnostyk), objawił swoje przemyślenia w dziele wydanym w połowie XIX wieku pod tytułem “Social statics”. Użył tam po raz pierwszy określenia “dobór naturalny “, będącym jakby naturalną kontynuacją i uzupełnieniem teorii Malthusa. Jego z kolei teoria odnosząca się w sposób bezpośredni do mocno doskwierającej i powszechnej nędzy w owym czasie, stwierdzała, że natura w sposób samoczynny niejako pozbędzie się nędzy, likwidując to co niedoskonałe, a wspierając to co wartościowe, na drodze naturalnej ewolucji. Znaczyło to ni mniej, ni więcej, że najlepszą formą pozbycia się biedy i nędzy, jest pozostawienie jej samej sobie. A więc jak widać Intelektualne wyskoki obydwu panów, były ze sobą dość zbieżne i składały się na jeden spójny przekaz, iż chrześcijańska dobroczynność jest zgubą narodów. Nawiasem mówiąc wydatki na niezbędną opiekę coraz liczniejszej – wraz z rosnącą industrializacją i urbanizacją – schorowanej, i głodującej, głównie miejskiej biedoty były coraz poważniejszym elementem osłabiającym finansową kondycję państwa. W przypadku Anglii – ojczyzny obu “myślicieli “– była to cena, której zapłacenia państwo to nie było wstanie uniknąć po odłączeniu się od kościoła katolickiego, w czasach Henryka VIII. W tym momencie głową kościoła stał się król, reprezentujący i uosabiający państwo. Oprócz tego, że zakończyło to czas rozdziału kościoła od państwa, to skutkowało jednocześnie koniecznością przejęcia funkcji opiekuńczo medycznej sprawowanej do tego momentu przez Święty Kościół Katolicki, przypieczętowując ten fakt likwidacją kościołów i klasztorów wraz z pozostającymi pod ich opieką szpitalami, przytułkami itd. Niestety zagrabione dobra kościelne nie starczyły na długo i z założenia – rzecz jasna – nie były z góry przeznaczone na “rozdanie” ich ubogim, aby spełnić w końcu postulat od zawsze kierowany w stronę Kościoła przez jego wrogów. Jednocześnie dobrowolne ofiary wiernych (od zawsze wypominane instytucji kościoła) zostały zamienione na podatki, które zawsze są przymusowe i nieuniknione. Społeczeństwo będące tego ofiarą i ponoszące dotkliwą cenę za ten stan rzeczy, stanowiło wielce podatny grunt dla tego rodzaju myśli, jak tezy Malthusa i Spencera.

Trzeci z naszych “bohaterów “to Karol Darwin. Zaznaczyć tu należy, że on sam nigdy nie użył terminu darwinizm społeczny, i zdaje się, że nigdy nie był mu on specjalnie bliski. W zasadzie poglądy eugeniczne uznawał za utopijne. Mimo to pozostawało to bez większego wpływu na niebagatelną rolę jaką Darwin miał do odegrania w tym pionierskim eugenicznym teamie. Jego dzieło naukowe dotyczące ewolucji, sfinalizowane pracą pod tytułem O pochodzeniu gatunków” z 1859 r. była niejako oficjalną, swoistą odpowiedzią nauki na teorie Spencera i Malthusa, a także w sposób naturalny stawała się naukowym potwierdzeniem tez stawianych przez wyżej opisanych eugenicznych pionierów.

Aby dopełnić obraz intelektualnej atmosfery tamtych czasów w kontekście eugeniki, należy przytoczyć jeszcze kilka nazwisk, które odegrały niebagatelną rolę “oświetlając” drogę ludzkości do XX-sto wiecznych potworności.

Jednym z nich jest Cesare Lombroso. Był to włoski psychiatra i kryminolog. Swoje “genialne” tezy obwieścił światu w 1876 roku w dziele pod tytułem L’uomo delinquente, czyli człowiek -zbrodniarz. Trzon jego poglądów osadzał się na teorii, że skłonność do zbrodni i wszelka psychiczna degeneracja dziedziczona jest drogą biologiczną z pokolenia na pokolenie. Co więcej zewnętrzne symptomy tej wadliwej ścieżki dziedziczenia da się określić na podstawie określonych cech wyglądu, takich jak nisko osadzone czoło, czy cofnięte oczodoły. Nasuwające się wrażenie, że w tym momencie jesteśmy już niebezpiecznie blisko Głównego Urzędu Rasy i Osadnictwa SS (niem. Rasse- und Siedlungshauptamt, RuSHA), Urzędu Polityki Rasowej NSDAP (Rassenpolitisches Amt) czy Urzędu Genealogii Rzeszy (Reichssippenamt); jednym słowem całej idei higieny rasowej (Rassenhygiene) z armią naukowych szaleńców mierzących czaszki i inne parametry anatomiczne, występujące u tych “niepożądanych”, jest jak najbardziej uzasadnione. Owe symptomy zewnętrzne rzekomo wskazujące na to, iż mamy do czynienia z “urodzonym przestępcą” (sic!) Cesare Lombroso nazwał stygmatami (sic). Lombroso był jednym z ojców kryminologii w kształcie jaki dzisiaj znamy. W związku z tym naturalne jest, że patrzył na zagadnienie eugeniki przez pryzmat swojej dziedziny. Spojrzenie jakie zaproponował doczekało się kontynuatorów i zaczęło funkcjonować jako szkoła lombrosowska. Stworzona przez niego idea zyskała z czasem miano eugeniki prewencyjnej.

Kolejnym głosem, który dorzucił swój głos do eugenicznego chóru był Jean- Baptiste de Lamarck. Ten francuski biolog zbiór swoich przemyśleń na tematy genetyczne opublikował w 1809 roku wy pracy pod tytułem Filozofia zoologii “. Jego poglądy opierały się na transmutacji genetycznej, budując swoje przemyślenia znowuż na systemie dziedziczenia pewnych cech, doszedł do wniosku, że środowisko w jakim dany organizm egzystuje, ma wpływ na genetyczny układ przekazywany przez niego potomstwu. Innymi słowy środowisko wywiera bezpośredni wpływ na niektóre cechy przekazywane potomstwu, dokonując zmian w tak zwanej ówcześnie plazmie zarodkowej. To ostatecznie miało formę powrotu do idei, mówiącej w dużym skrócie, iż syn alkoholika lub przestępcy będzie prawdopodobnie również alkoholikiem lub przestępcą. Powyższe skłaniało do stwierdzenia, iż jak najbardziej wskazane jest współżycie osobników o cechach uznanych za społecznie pozytywne, a ograniczanie prokreacji osobnikom o cechach społecznie negatywnych. W praktyce Lamarck skłaniał się do raczej miękkiej eugeniki nazwanej z czasem eugeniką reform. Zjawisko to znane jest w obrębie nauki i używane do dziś pod pojęciem tzw. Lamarkizmu. Oczywiście tego zestawu myśli, jaki został zaprezentowany przez Jeana-Baptiste de Lamarcka nie mogli przeoczyć i nie wykorzystać jako kolejne narzędzie do swoich celów zwolennicy idei hodowli ludzi osadzonej jako jedno z kół w nabierającym prędkości “powozie postępu”.

Z kolei inną postacią dokładającą swoją cegiełkę do powstającego gmachu ku chwale ludzkiej wielkości był człowiek, który już bardzo bezpośrednio wprowadził ten swoisty pochód oświeconych, na tory łączące bezpośrednią linią sny o człowieku – bogu z jego “ikarowskim”, bolesnym upadkiem.

Tym człowiekiem był francuski dyplomata i filozof, hrabia Joseph- Artur de Gobineau. Stworzył on teorię wg. której przyczyną wszelkich nieszczęść i degeneracji człowieka, nie jest ani bieda czy nędza, ani genetyczna transmutacja, tylko mieszanie się ludzkiej krwi różnych ras. Natomiast myślą przewodnią owej idei – a zarazem główną, a nawet jedyną – była teza, iż bezpośrednim elementem “niszczącym” ludzką szczęśliwość i wielkość jest mieszanie się nieistotnych, prymitywnych ras wszystkich narodów z jedyną wartościową, szlachetną i godną miana rasy urodzonych panów – rasą aryjską. Należy zwrócić uwagę na fakt, że zasadniczo tezy te były sprzeczne z tezami stawianymi przez Malthusa, Lamarcka i Spencera. Nie stanowiło to jednak najmniejszej przeszkody dla wykorzystania tej koncepcji w kooperacji z pozostałymi, sprzecznymi z nią ideami w budowaniu jednej, spójnej eugenicznej machiny wymierzonej przez człowieka, przeciw człowiekowi. Swoją myśl Joseph-Arthur de Gobineau zaprezentował światu w czterotomowym dziele “Essai sur I’inegalite des races humaines” (Esej o nierówności ras ludzkich) w 1853 – 1855. Oczywistym staje się fakt, że miało to olbrzymi wpływ na narodziny i rozwój myśli rasistowskiej, której trzonem była elitaryzacja jednej rasy kosztem pozostałych. Rzecz jasna, że (w imię starej zasady, że wygrywa ten, kto nadaje zjawiskom nazwy), iż twórcy tego światopoglądu i systemu hierarchii ras byli przedstawicielami jedynej rasy stawianej przez nich na szczycie, rasy Ariów. Aryjska rasa panów i rasy arbitralnie określone przez nich za gorsze, stały się takimi w myśl owego poglądu, tylko dlatego, że twórcy rasizmu tak to ocenili. Nie szła za tym żadna racjonalna droga naukowych badań, czyli duch nauki (dla wielu wtedy i dzisiaj jedyny bóg wszechczasów i wszechrzeczy) – celowo w tym wypadku pominięty. Gdyby przedstawiciele innych ras, na przykład ras semickich (czego z resztą niejednokrotnie mieliśmy i mamy przejawy) zdobyli się na równie słyszalny głos, stworzyliby w świadomości ludzkiej system myślenia, którego ofiarą mogłaby stać się rasa aryjska, tylko dlatego, że tak głosił system koncepcji powołany przez nich do życia. Nie łudźmy się, że tego typu ciągotki i, co i rusz podejmowane próby dominacji jednych nad drugimi, oparte na mechanizmach dyskryminacyjnych (choćby w imię równości), kiedykolwiek zanikną, dopóki jedynym dyskryminowanym zjawiskiem nie będzie zło i jego istota – osobowa istota. Nie zapominajmy, że u podłoża eugeniki leży właśnie eliminacja jednych z korzyścią dla drugich. I jak pokazuje przedstawiony tu skrótowy zestaw przedstawicieli – proroków eugeniki i szkół jakie reprezentowali, wraz ze wszystkimi sprzecznościami i elementarnymi czasami różnicami, nie mają większego znaczenia poglądy, ważny jest cel, czyli dobro ludzkości; ich ludzkości – znaczy tych, którzy zasłużyli na miano człowieka, a więc istoty godnej dobra.

Owa lista przedstawicieli i twórców opisywanego tu zjawiska eugeniki mogłaby być znacznie dłuższa i stanowi tylko skrótowy opis zjawisk towarzyszących powstaniu i ugruntowaniu się na stałe w ludzkim bycie eugeniki – nie wyłączając dnia dzisiejszego. Począwszy od eugeniki ekonomicznej, poprzez eugenikę reform, eugenikę ewolucyjną, eugenikę demagogiczną, eugenikę prewencyjną, eugenikę eksperymentalną Augusta F.L. Weismanna, eugenikę dziedziczenia o. Gregora J. Mendla, eugenikę despotyczną, aż po opisaną eugenikę rasistowską stanowiącą niewątpliwy prolog do higieny rasowej rassenhygiene Alfreda Ploetza. Powyższe wskazuje wyraźnie, że bez względu na wszystko, tak naprawdę chodzi o jedno: kto otrzyma miano “elementu niepożądanego” i kto będzie o tym decydował.

Ten wywód jak dotychczas dotyczy tylko warstwy ideologicznej, teoretycznej zjawiska. Czas zatem przejść do opisu historii zamiany tych koncepcji w praktykę. Mowa tutaj o tym co wydarzyło się w USA na początku XX wieku, czyli o eugenice po amerykańsku. Ale o tym w następnej części…

 

Sławomir Liedtke

 

Źródła:

Edwin Black “Wojna przeciw słabym” Wydawnictwo MUZA, 2004

Michał Klichowski “NARODZINY CYBORGIZACJI, nowa eugenika, transhumanizm i zmierzch edukacji” Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2014

Stefan Konstańczak “Intelekt na usługach totalitaryzmu. O próbach “naukowego uzasadnienia” idei higieny rasy, ACTA Medicorum Polonorum – Nr 7/2017 * Zeszyt 1

 

Kategoria: Myśl, Publicystyka, Społeczeństwo

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: