Solarewicz: Kwarantanna …uje, czyli tydzień szósty

Na cmentarz można dostać się już lege artis. I nie, nie mam na myśli podróży ze szpitala w jedną stronę. Na spacer też już wolno, co jest okazją do swobodnej, wreszcie realnej wymiany poglądów. A pogląd człowieka na rzeczywistość, przede wszystkim do władzy, wyraża się dzisiaj głównie poprzez jego stosunek do noszenia maski.

Chciałam uczestniczyć w majówce, ale pocałowałam klamkę jednych i drugich drzwi. Komplet. No trudno, tak jest w soboty po mszy wieczornej. Jeszcze nie zdążyłam odpiąć roweru od stojaka, gdy dopadł mnie. Nazwijmy go Pan Zapałka (głowę miał drobną i pozbawioną włosów, a temperament stosowny). Na oko mój równolatek. Ogarnął wzrokiem świątynię, popróbował – drzwi zamknięte – i z błyskiem w oku rzekł:

– Co to żydostwo z nami zrobiło!
Tu spojrzał mi w oczy wyczekująco. „Aha, pan się wygada, a niezależnie od moich poglądów, za kilka dni ukaże się artykuł o antysemitach pod kościołem”. Pan Zapałka kontynuował monolog, gdyż słuchać za bardzo nie chciał. Kiedy krytykował zamykanie firm za jednym zamachem i skłócenie narodu przez dwie bliźniacze partie, trudno się było nie zgodzić. Gorzej z pana wiedzą merytoryczną. Maski nie nosi, bo to "nic nie daje". Choroba nie jest gorsza niż grypa, "bo to wszyscy wiedzą", a epidemii nie ma, "bo przecież ludzie nie leżą na ulicach".

Tak się składa, że w czwartek zmuszona byłam odwiedzić jeden duży szpital.
– Rozmawiałam przypadkowo z lekarzem SOR – odpowiedziałam – jego słowa: „Mówię ci, to jest masakra”. Izoluj rodziców w czterech ścianach, bo my to może przeżyjemy, ale oni nie”.
Pan wybałuszył oczy. O prof. Simonie, chociaż on też jest z Wrocławia, a wyraźnie zachowuje swoje zdanie wobec pomysłów władzy, Pan Zapałka też nie słyszał. Jego wrogowie mogą spać spokojnie, jeśli ktoś "coś z nim zrobił", to przede wszystkim on sam. Chociaż sama mam rezerwę do pomysłu masek, w tym momencie poczułam zadowolenie, że mam na twarzy taką rękodzielną zaporę. Kto wie, czym by mi on w twarz napluł?

Ogólnie, poglądy P.Z. nie odbiegały od poglądów różnych państwa spotykanych podczas przejażdżki rowerowej. Im dalej od centrum i granic miasta, tym maski okazują się gorzej dopasowane, a nawet całkiem za luźne. Zgodnie też z odkryciem WHO, czy innych Amerykańców, chorobie sprzyjają nałogi, a przecież gołym okiem widać, że ani palić papierosów, ani pić piwa z Żabki w masce się nie udaje. No i dlatego chodzenie do sklepu ratuje przed maską. Przed czym zaś ratuje maska, pomijając oczywistą ochronę przed opluciem, toczą się nerwowe dyskusje.

W masce trudno się uprawia sport. Krzyczeć, a krzyk sam ciśnie się na usta, za bardzo nie można. Ale można – a nawet trzeba – wykonywać drobne prace remontowe, a także tworzyć Sztukę. Tak to w pewnym przepuście pod towarową obwodnicą Wrocławia natknęłam się na odważną demonstrację artysty. Pierwotnie umieścił on napis: „Kwarantanna nie ratuje”. Jednak czyjaś pracowita ręka usunęła zbędną część napisu i teraz spacerowicze – a pewnie i uciekinierzy z domowego więzienia – czytali napis: „Kwarantanna …uje”.

Tak to się musiało skończyć. Prędzej czy później.

 

Aleksandra Solarewicz

 

Kategoria: Aleksandra Solarewicz, Reportaż

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: