Wielomski: Cristeros – anatomia ludowej kontrrewolucji

| 4 października 2021 | 0 Komentarzy

Historia zapamiętała dwie wielkie ludowe kontrrewolucje: wandejską i, złożoną z kilku oddzielnych epizodów w XIX stuleciu, karlistowską. Tymczasem istnieje jeszcze jedna wielka ludowa kontrrewolucja: Cristeros (po polsku należałoby przetłumaczyć jako Chrystusokrólowie) w Meksyku w latach 1926-29. W odróżnieniu od kontrrewolucji wandejskiej i karlistowskiej, ta nie posiada właściwie poświęconej sobie literatury. Istnieje kilka prac w języku hiszpańskim, wydanych w dalekim Meksyku, co czyni je praktycznie niedostępnymi dla światowego czytelnika ; prawie nie istnieje bibliografia w języku angielskim (wyjąwszy jedną pracę autorstwa Davida Bailey’a ). Jedynie w języku francuskim mamy dwie prace autorstwa Jeana Meyera i, napisaną w formie opowiadania raczej niż naukowej narracji, książkę Huguesa Kéraly’ego . To, że temat nie fascynuje historyków lewicowych i liberalnych jest zrozumiałe: wymagałoby to opisania ogromu zbrodni popełnionej przez liberalny i laicki reżim, który na swoich sztandarach wypisał hasła postępu i tolerancji. Historyków z tych kręgów karlizm i Wandea także nie interesują. Znacznie bardziej interesujący jest fakt milczenia badaczy katolickich i prawicowych. Ale i ono jest zrozumiałe, gdyż opisując Cristeros nie sposób pominąć, nazwijmy to łagodnie, dwuznacznego zachowania się wyższej hierarchii meksykańskiej, a szczególnie Piusa XI. Temat jest tedy drażliwy i niewygodny dla wszystkich, a więc tym bardziej interesujący – szczególnie dla autora niniejszego tekstu, który lubi to, co kontrowersyjne i co godzi we wszelkie dogmaty polityczne.

I. Meksyk jeden czy dwa? Geneza wojny domowej

Aby zrozumieć Cristeros, należy cofnąć się do historii Meksyku w XIX wieku. Kraj ten wybiwszy się na niepodległość (1821) był rządzony przez hiszpańskich plantatorów, będących właścicielami wielkich hacjend. W połowie stulecia przetoczyła się tu wojna domowa związana z próbą kolonizacji kraju przez Napoleona III (w postaci cesarstwa Maksymiliana von Habsburga). Niepokoje wewnętrzne i porażki w kolejnych wojnach ze Stanami Zjednoczonymi trwały aż do roku 1876, gdy do władzy doszedł Porfirio Díaz, aby panować aż do roku 1910. Epoka porfiriańska cechowała się, z jednej strony, rozwojem gospodarki i stabilizacją wewnętrzną – dlatego Meksykanie zachowali o niej dobre wspomnienia – a z drugiej, wykluwaniem się konfliktu, który zakończy się rebelią Cristeros. Można mówić o powstaniu wtenczas dwóch oddzielnych światów religijnych, polityczno-doktrynalnych, społecznych, etnicznych, a nawet rasowych. Z jednej strony mamy elitę: 20 tysięcy osób posiadających prawa wyborcze. Cechuje ją fakt zamieszkiwania w wielkich miastach, agnostycyzm lub ateizm, źle skrywany antyklerykalizm, liberalizm ideologiczny i fakt przewagi krwi rasy białej. W zdecydowanej większości są to bogaci potomkowie hiszpańskich kolonizatorów, którzy są zapatrzeni w American Way of Life i zastanawiają się jak ten model wprowadzić w Meksyku, którego 95% populacji stanowią przedstawiciele „Meksyku B”: są to potomkowie Indian lub metysi z przewagą elementu autochtonicznego, zwykle ubodzy, którym obce są zachodnie ideologie liberalne i których tożsamość obraca się wokół religii katolickiej, a szczególnie kultu maryjnego. Co dla polskiego czytelnika może być faktem nieznanym, to ten, że biali liberałowie są zajadłymi wrogami hiszpańskiej i katolickiej tradycji – której symbolem jest Konkwista Meksyku przez Cortèsa – podczas gdy Indianie, rzekomo ujarzmieni przez Hiszpanów, wspominają ją z sympatią, widząc w niej uwolnienie od krwawego, najeżonego sadystycznymi obrzędami, panowania Azteków. Cechą charakterystyczną Meksyku w XIX wieku jest nieprawdopodobna kulturalna i doktrynalna sprzeczność, przepaść pomiędzy liberalno-laicką elitą władzy, a katolickimi masami, które jednak nie posiadają politycznych elit i zaplecza intelektualno-finansowego.

Rządzący do 1910 roku Porfirio Díaz – choć liberał i antyklerykał – był politycznym pragmatykiem i unikał otwartej konfrontacji z katolicyzmem. Naraził się jednak Amerykanom swym nacjonalizmem gospodarczym, dlatego też północny sąsiad udzielił poparcia opozycyjnemu politykowi Francisco Madero, który w 1910 roku wygrywa wybory, co w efekcie kończy się wielką wojną domową (1913-15) znaną nam dobrze z licznych westernów, gdzie walki toczą ze sobą różne frakcje rewolucjonistów, którym przewodzą Carranza, Pancho Villa i Emiliano Zapata. Jest to wojna pomiędzy różnymi frakcjami liberałów, toczona w gruncie rzeczy przy apatii katolickich mas . Po śmierci zwycięskiego Carranzy i jego następcy gen. Obrégona, do władzy dochodzi przedstawiciel rewolucyjnej lewicy Plutarco Elías Calles (1924-28), który oficjalnie głosi ideę, że „kler jest nieprzejednanym wrogiem cywilizacji i wolnościowych rewolucji” .

Calles jest ogarnięty obsesją antyklerykalną. Jest maniakiem. Nie interesuje go antyklerykalizm elit epoki Díaza. Ogarnięty fanatyczną gorączką chce „wyzwolić” Meksyk spod władzy księży i religii. Swoją frakcję określa mianem desfanatizadores (defanatyków), czyli wrogów religijnego fanatyzmu. Jego działania są wymierzone w katolicyzm jako religię, jak i w Kościół jako jedną z wielu instytucji będących tzw. ciałami pośredniczącymi między jednostką a państwem. Calles był i antyklerykałem i etatystą, dążącym do podporządkowania wszystkiego laickiemu państwu. Kościół był tedy wrogiem nie tylko ideologicznym, lecz także antypaństwowym, wymykającym się rękom mającemu totalitarne skłonności państwa. Calles uważa się za meksykańskiego nacjonalistę – wbrew temu, co mogłoby się wydawać nie uważał się za socjalistę. W jego przekonaniu, uniwersalny katolicyzm jest niezgodny z nacjonalizmem, gdyż przewodzi mu papież, który nie tylko nie jest Meksykaninem, ale kieruje Kościołem zza oceanu. Jeden z generałów reżimowych tłumaczy: „Wasza sekta katolicka podobałaby mi się bardziej gdyby była narodowa, czyli gdybyście to wy sami nominowali papieża, który byłby Meksykaninem (…) kler, zdrajca ojczyzny, zależy od zagranicznego przywódcy, wiecznie spiskującego dla sprowokowania zagranicznej interwencji dla zabezpieczenia swych dóbr i przywilejów. (…) Papież nie jest reprezentantem Boga. To inteligentny obcokrajowiec akumulujący bogactwa na spółkę z kilkoma eksploatującymi (kraj) mnichami, który wykorzystuje lud kretynów na korzyść zagranicznego kraju” . Trudno doprawdy zrozumieć w jaki sposób rządzący Meksykiem nacjonaliści mogli korzystać z amerykańskiej pomocy finansowej i militarnej dla zdławienia Cristeros…

W cieniu antyklerykalizmu Callesa mamy zabory mienia prywatnego w postaci nacjonalizacji wielu gałęzi przemysłu, reform rolnych, likwidacji prywatnego szkolnictwa i zastąpienia go laickim, państwowym. Te socjalistyczne reformy odbywają się jednak w cieniu walki z Kościołem, która przypominała metody bolszewickie. Żołdactwo konno wjeżdżało do świątyń, profanowało je na wszelkie sposoby, min. urządzając orgie na ołtarzach. Wiele kościołów i kaplic najzwyklej zburzono (w stanie Tabasco przetrwał 1 kościół i 3 kapliczki). Jeden z rządowych generałów publicznie głosi, że „nie chodzi tylko o prześladowanie, lecz o eksterminację tej hydry zwącej się klerem” . Wprowadzono karę 10 pesos za wymawianie słowa „Bóg” (Dios), którą rozciągnięto na wyrażenia zawierające to słowo, takie jak Adios (Z Bogiem, czyli do widzenia), czy si Dios quiere (jeśli Bóg zechce). Ustawą z 28 II 1925 zakazano pracy duszpasterskiej duchownym nie urodzonym w Meksyku (aby wyeliminować licznych księży z Hiszpanii); mającym mniej niż 40 lat (ponad połowa duchownych); tym, którzy nie ukończyli szkoły podstawowej i średniej typu laickiego; wreszcie tym, którzy nie mają… żony (ten ostatni zakaz wynikał z protestanckich sympatii meksykańskich elit). Następnie wprowadzono grzywnę w wysokości 50 pesos za dzwonienie dzwonem kościelnym, nauczanie dzieci modlitwy, posiadanie figurki świętego lub świętej i ok. 30 podobnych wykroczeń. Co ciekawe, to ostatnie prawo wprowadzono bez trybu ustawowego, za pomocą afiszów na tablicach we wsiach, nigdy też nie znalazło się w żadnym oficjalnie wydanym kodeksie czy dzienniku ustaw. 14 VI 1926 roku wygnano z kraju wszystkie zakony, znacjonalizowano cały majątek Kościoła i skasowano wszystkie pozapaństwowe związki zawodowe (czyli katolickie). 02 VII 1926 światło dzienne ujrzała ustawa o „rejestracji księży”, która zmuszała duchownych do pisemnego zobowiązania do wierności państwu ponad wierność Kościołowi i nie prowadzenia działalności misyjnej w stosunku do niekatolików. Ustawę tę porównuje się do słynnej Konstytucji Cywilnej Kleru (1790), gdyż łączy je fakt, iż de facto mają one charakter schizmatycki, skoro wymagają posłuszeństwa najpierw państwu, a dopiero potem Kościołowi i papieżowi.

Reakcja katolików była natychmiastowa: Liga Nacional Defensora de la Libertad Religiosa (LNDLR) w ciągu kilku dni zebrała 2 miliony podpisów pod petycją do władz z prośbą o cofnięcie represji. Podpisy rzekomo giną po dostarczeniu władzom. 28 III 1926 grupa 200 antyklerykałów próbuje sprofanować kościół w San Marcos, ale mają pecha, gdyż przybyli na miejsce w czasie mszy i wierni przeganiają ich kijami i kamieniami. Po kilku godzinach antyklerykałowie wracają z oddziałem wojska, które ogniem z karabinów maszynowych masakruje tłum, zabijając kilkadziesiąt osób. W odpowiedzi, LNDLR organizuje bojkot socjalistycznego państwa: katolicy nie palą papierosów z państwowych zakładów; nie kupują niczego, co wyprodukowały znacjonalizowane fabryki; nie jeżdżą państwowymi pociągami i statkami; nie chodzą do państwowych teatrów; wycofują pieniądze z państwowych banków. Akcja ta ma na celu bojkot ekonomiczny zetatyzowanej gospodarki, czyli zmniejszenie dochodów budżetu państwa.

W dniu 31 VII 1926 episkopat meksykański nakłada na kraj rodzaj interdyktu, zakazując odprawiania nabożeństw i udzielania sakramentów w całym kraju. Lud traktuje tę uchwałę jako uwolnienie od obowiązku lojalności względem obłożonego interdyktem państwa i zaczyna powstanie.

II. Wojna

Opisanie wojny domowej w tak krótkim tekście nie jest w zasadzie możliwe. Rebelia Cristeros miała bowiem wszelkie cechy wojny partyzanckiej. W chwili wybuchu rebelii nie było ani dowódców, ani jakiejkolwiek organizacji. Broń zdobywano na wrogu. Dosyć trudno jest nawet oznaczyć datę jej wybuchu, gdyż miała ona spontaniczny charakter i powstania wybuchały w różnych miejscach kraju i w różnym czasie. Gdy armii rządowej jedne udało się stłumić, inne jeszcze nie wybuchły. Rejony już spacyfikowane, powstawały ponownie. Cechą tej wojny jest brak wielkich bitew i składa się ona z tysięcy epizodycznych potyczek staczanych przez kilkudziesięcio-, góra kilkusetosobowe oddziały. Początek powstania możemy równie dobrze datować na sierpień (4 regionalne powstania), wrzesień (12 podobnych powstań) 1926 roku, lub dopiero na styczeń 1927, gdy wybucha powstanie w całym środkowym Meksyku. Liczba powstańców jest także trudna do ustalenia. Szacuje się ich liczbę na 20-50 tysięcy działających jednocześnie. Pamiętać przy tym trzeba, że są to tylko oddziały będące w ustawicznej gotowości bojowej. Tysiące Cristeros to chłopi, którzy w dzień orzą pola, a w nocy strzelają do reżimowego wojska. Liczba takich ni to powstańców, ni cywilów jest nie do oszacowania. Podstawowym problemem Cristeros nie była zresztą rekrutacja – z tą nie mieli żadnych problemów – lecz uzbrojenie oddziałów. Nie docierała do nich żadna pomoc zagraniczna. Broń można było jedynie zdobyć na wrogu lub kupić od niego. Skorumpowani żołnierze i oficerowie chętnie sprzedawali broń i amunicję. Tu jednak ograniczeniem było ubóstwo meksykańskiej wsi. Stosunkowo niewielka liczba powstańców wynika więc z faktu, że pozostałych chętnych nie było w co uzbroić i musieli oni czekać, aż rebelianci zdobędą kolejne karabiny. Cristeros w zasadzie nie posiadali nigdy naczelnego wodza. Nominalnie funkcję tę pełnili Luis Navarro Origel, następnie gen. Enrique Gorostieta i Jesus Degollado Guizar, jednak tego dowodzenia nie należy traktować zbyt poważnie, gdyż nie było ono zdolne dowodzić partyzantką, którą kierowali lokalni przywódcy. Zaledwie ok. 1/3 ogółu Cristeros słuchało poleceń głównodowodzącego. Liczbę lokalnych dowódców oblicza się na 200-300 komendantów. Siły rządowe szacuje się tymczasem na ok. 100 tysięcy ludzi. Armia rządowa przeważała więc liczebnie – jeśli chodzi o oddziały regularne – a przede wszystkim uzbrojeniem. Ustępowała Cristeros w znajomości terenu, motywacją do walki (dezercja na poziomie ok. 30% stanu rocznie w jednostkach liniowych). Była to armia zawodowa, którą rekrutowano głównie z miejskiego pospólstwa i źle wynagradzano. Jej zdolność bojowa nie była wysoka. Żołnierze traktowali wojnę jako możliwość szybkiego wzbogacenia się i dlatego trasy przemarszów wojsk rządowych znaczone były nieprawdopodobnymi grabieżami.

Trwająca prawie trzy lata rebelia Cristeros, mimo lokalnych niepowodzeń, charakteryzowała się jednak bezustannym wzrostem liczebnym uzbrojonych partyzantów i powiększaniem zasięgu terytorialnego walk. Armia rządowa nie była zdolna zdusić rebelii tradycyjnymi metodami, dlatego generalicja postanowiła użyć metod brytyjskich znanych z wojen burskich. Jak wiadomo, to Brytyjczycy upowszechnili prowadzenie wojen z partyzantami za pomocą obozów koncentracyjnych. Partyzantka, mająca bezwzględne poparcie miejscowej ludności, dostarczającej jej całości zaopatrzenia, jest w zasadzie nie zniszczalna dla klasycznej armii. Jedynym sposobem zwycięstwa staje się tedy odcięcie jej od ludności. Można tego dokonać tylko poprzez wywiezienie ludności z rejonu objętego rebelią lub jej izolację. Tak jak Anglicy pozamykali ludność cywilną burską do obozów koncentracyjnych, tak też próbowali uczynić meksykańscy generałowie z chłopami na terenach objętych rebelią. Tak więc ludność cywilną zaganiano do specjalnych obozów mieszczących się na pustyniach, gdzie przetrzymywano ją całymi miesiącami, dając każdej rodzinie po kilka metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej. Zabierając ludność do obozów kazano jej zabrać ze sobą zapasy żywności, gdyż do obozów jej nie dostarczano. Głód i fatalne warunki higieniczne dziesiątkowały pozamykaną w obozach ludność. Taktyka ta okazała się jednak dla rządu fatalna w skutkach: 100 tysięczna armia rządowa nie była zdolna pilnować w obozach ok. 15 milionów chłopów i równocześnie znaleźć jeszcze siły na prowadzenie działań wojennych, więc tzw. koncentracje miały charakter lokalny, co pozwalało powstańcom przenieść się w rejony, którymi nie były objęte. Co więcej, chcąc uniknąć zbliżających się koncentracji chłopi masowo uciekali „do lasu”, przyłączając się do partyzantki. Wypuszczeni po kilku miesiącach z obozu wieśniacy, żądni zemsty za upokorzenie i głodową śmierć bliskich, masowo przyłączali się do rebelii. Polityka obozów koncentracyjnych okazała się jednym z najważniejszych powodów bezustannego przyrostu liczebnego oddziałów Cristeros. Wydaje się, że brak jednolitego dowództwa rebeliantów było najpoważniejszą przyczyną nie uzyskania przez nich decydujących zwycięstw militarnych i obalenia reżimu.

Ale problem ten można inaczej sformułować: czy Cristeros w ogóle mieli na celu obalenie reżimu, zdobycie stolicy i ustanowienie swoich rządów? Wydaje się to wielce wątpliwe. Biorący udział w rebelii chłopi chcieli jedynie zakończenia rządowej polityki antyklerykalnej na terenie własnej prowincji. W chwili, gdy przepędzili oddziały rządowe i rządowych urzędników i zorganizowali własną administrację, realizowali założone cele. Cele te można więc sprowadzić do możliwości uczestnictwa w kulcie religijnym i zabezpieczenia kościołów przez burzeniem lub profanacją, a także duchownych i wiernych przed groźbą szykan lub nawet śmierci za wyznawanie katolicyzmu. Cristeros nie stworzyli żadnej doktryny politycznej, nie sformułowali swojej wizji władzy, państwa, gospodarki. Ich cele są czysto defensywne. I w tym tkwił dramat tego ruchu: Cristeros chcieli aby rząd dał im w spokoju być katolikami, zamiast dążyć do obalenia reżimu i przebudowania Meksyku jako państwa wedle własnej wizji doktrynalnej i politycznej. To tłumaczy dlaczego nie stworzyli scentralizowanych władz politycznych i wojskowych, tworząc kilkadziesiąt czy kilkaset regionalnych wspólnot. Horyzont stanu (prowincji) w której mieszkali był najszerszym jaki znali. Nie umieli myśleć w duchu państwa Meksyk. W ruchu zabrakło inteligencji – hołdującej liberalizmowi – która stworzyłaby filozofię polityczną Cristeros, wyznaczyła cele, zorganizowała regularne siły zbrojne i pokusiła się o zdobycie władzy nad Meksykiem. Rząd nie był właściwie nigdy zagrożony w postaci możliwości ataku powstańców na stolicę i największe ośrodki miejskie, a co najwyżej, że stolica zostanie całkowicie odcięta od świata – gdyż całą prowincję opanują poszczególni komendanci Cristeros – i rząd będzie zmuszony do ucieczki z kraju drogą lotniczą.

Mimo tego anarchizmu struktur i braku dalekosiężnych celów o charakterze politycznym, odwaga i poświęcenie Cristeros spowodowały, że armie rządowe cofały się na wszystkich frontach, tracąc kontrolę nad połową kraju, zamieszkałą przez większość ludności. W 1929 roku rząd zachował kontrolę nad dużymi miastami, pustyniami na północy kraju i porośniętym dżunglą Jukatanem. I oto nagle powstanie kończy się, zanim zdołało unicestwić ateistyczny reżim. Cios przyszedł ze strony, której Cristeros nigdy się nie spodziewali: od Kościoła.

III. Kościół pogromcą katolickiego powstania?

22 VI 1929 prasa meksykańska opublikowała tekst porozumienia pomiędzy Kościołem katolickim a państwem meksykańskim. Zgodnie z nim, powstańcom udzielono amnestii, a Kościołowi miano zwrócić zagrabione dobra. Kościół ze swojej strony zobowiązywał się znieść interdykt nałożony na państwo, ugasić rebelię, co też mu się udało, gdyż wierni przestali popierać powstańców, gdy Kościół im tego zakazał, a opornych Cristeros obłożono ekskomuniką. Czerwcowe porozumienia były katastrofą, gdyż rząd nie został obalony, powstańcy nie dostali żadnych rzeczywistych gwarancji braku prześladowań, a status prawny Kościoła nie zmienił się, gdyż nie uchylono praw antykatolickich, które były przyczyną powstania. Tyle, że rząd przestał prowokować antyklerykalne burdy, a wojsko przestało profanować świątynie. Porozumienia te to koniec powstania, które upadło w chwili, gdy reżim chwiał się w posadach.

Dlaczego Kościół zadał Cristeros cios w plecy – tak bowiem trzeba nazwać porozumienie z 1929 roku?

Polaryzacja Meksykanów na katolickich Cristeros i antyklerykalnych liberałów ze stolicy wydaje się dawać oczywistą odpowiedź na pytanie po której stronie sporu opowiedział się Kościół. Jednak wbrew wszelkiej logice, episkopat meksykański nie poparł rebelii, zachowując w stosunku do niej postawę neutralną lub czasami wręcz wrogą. Duchownym zakazano udziału i popierania powstańców i ci, którzy to czynili działali wbrew wyraźnym poleceniom Kościoła. Poza jednym arcybiskupem, wszyscy pozostali wyżsi hierarchowie wystąpili albo przeciw Cristeros albo zachowali neutralność. Dostępne opracowania tak naprawdę nie dają odpowiedzi na pytanie o powody tej rezerwy. Nie znamy odpowiedzi na jedno zasadnicze pytanie: czy jest to szczera postawa samego episkopatu, czy też skutek nakazów płynących z Rzymu? Archiwa watykańskie dotyczące Cristeros wciąż są zamknięte, a zapewne kryją rozwiązanie tej zagadki.

Opinie w tej sprawie są podzielone. Hugues Kéraly uważa, że całą winę ponosi episkopat meksykański i cytuje liczne wypowiedzi Piusa XI pochlebne dla Cristeros . Philippe Prévost – znany badacz (i zajadły krytyk) Piusa XI – nie ma wątpliwości, że to zalecenia płynące z Rzymu skierowane były przeciwko Cristeros. Na argumenty Kéraly’ego, iż Pius XI chwalił Cristeros, Prévost odpowiada, iż wszystkie przytaczane przezeń wypowiedzi papieża, pochlebne dla ruchu, pochodzą z początku powstania charakteryzującego się rzeziami wiernych przez wojsko, a nie regularną wojną domową. Później Pius XI na temat ten już się nie wypowiadał, a prowadzenie polityki meksykańskiej przejął kard. Pizzardo, który jednoznacznie nakazywał kapitulację, co – zdaniem Prévosta – miało uzasadnienie w Leonowej doktrynie ralliement . Jednocześnie badacz ten odrzuca tezę, że „zdrady” wobec Cristeros dopuścili się meksykańscy hierarchowie, wskazując, że byli nastawieni opozycyjnie wobec reżimu i ich stanowisko uległo zmianie dopiero po wizycie w Watykanie.

Pogląd Prévosta łączy się z ustaleniami innych badaczy dotyczącymi Piusa XI. Panujący wówczas na Stolicy Piotrowej papież wykazywał prawdziwie bizantyńską uległość wobec władzy świeckiej. Pamiętajmy, że jest to ten sam papież, który w roku 1926 potępił Action Française i zalecił francuskim katolikom politykę ralliement z demoliberalnym państwem; to Pius XI podpisał Traktaty Laterańskie z faszystowskimi Włochami, uznając tym samym aneksję Państwa Kościelnego i zawarł konkordat z III Rzeszą. Badacze tej problematyki twierdzą, że polityka Piusa XI cechowała się najzwyklejszym oportunizmem w postaci podporządkowywania się każdej władzy o ile decyduje ona o pozycji materialnej i prawnej Kościoła w państwie . We Francji lat 20-tych nuncjusz apostolski zalecał episkopatowi nawet popieranie rządzącej lewicy . Rzym wyrzeka się, za pontyfikatu Piusa XI, wszelkich związków z radykalnymi, choć katolickimi ruchami antyestabliszmentowymi, negującymi nie tylko demokratyczny, lecz i laicki charakter państwa. Watykan oskarżał Cristeros o zabobony, przesądy i idolatrię, czyli zarzucił buntującym się katolickim chłopom herezję. Gdy w 1932 roku abp Díaz począł oponować przeciwko nie dotrzymywaniu przez rząd zobowiązań kończących rebelię Cristeros, Rzym nakazał mu milczenie i poddanie się władzy . Pius XI nakazuje bowiem katolikom wygasić ducha krucjaty i ukorzyć się każdorazowo przed państwem. Wskazuje się, że papież ten był prekursorem reform II Soboru. Kościół „porządku”, dbały o sferę polityczną, porządek, dyscyplinę, nauczający szacunku dla władzy, tradycji i autorytetów, w nauczaniu piusowym ustępuje zupełnie nowemu modelowi Kościoła skupiającego się na wnętrzu człowieka, dbającego o jego duszę, ewangelizującego jego umysł. Kościół przestaje być walczący, wojujący, polityczny, staje się kontemplujący i uległy wobec świata, gdyż przestaje cenić przywództwo polityczne, skupiając się na ewangelizacji. To, co polityczne zostaje podporządkowane temu, co moralne. Mamy tu do czynienia z wizją społeczeństwa, które kieruje się moralnością, a nie polityką, gdzie moralność całkowicie podporządkowuje sobie sferę polityczną, sprowadzając ją do realizacji celów moralnych. Porządek polityczny, kontrrewolucja, idea monarchii z Bożej łaski, tradycyjnych elit z nauczania Piusa XI, a następnie Kościoła posoborowego, znika. W laickiej republice Meksyku Jezus Chrystus może być panem ludzkich serc tak samo dobrze jak w państwie katolickim. Słabość instytucjonalna relatywistycznej demokracji może zostać odrobiona na polu formacyjnym, na lepszej ewangelizacji obywateli. Z takiego punktu widzenia rebelia Cristeros nie ma sensu.

A jeśli słuszna jest interpretacja Kéraly’ego, że kapitulacja powstania to inicjatywa episkopatu Meksyku? Kéraly nie tłumaczy tego zachowania hierarchów, zadowalając się jego opisem (co najwyżej sugerując ich postępowość – ale to niewiele wyjaśnia, gdyż teologami wyzwolenia z pewnością nie byli). Jeśli interpretacja ta jest słuszna, to wydaje się, że wynikała z pozycji społecznej meksykańskich hierarchów. Z odległości tysięcy kilometrów dzielących nas od Meksyku i przy braku dostępu do źródeł nie jesteśmy w stanie sprawdzić pochodzenia społecznego biskupów. W tym okresie i w tym rejonie świata pochodzili oni zwykle z zamożnych elit, czyli z tego samego świata co rządzący antyklerykalni liberałowie. W niechętnych Cristeros wypowiedziach hierarchów dominuje motyw, że rebelia stanowi zagrożenie dla własności prywatnej (rebelianci nakładali kontrybucje na bogatych właścicieli hacjend, którzy nie wspierali powstania). Trzeba także pamiętać, że w Ameryce Łacińskiej na początku XX wieku nadal dominował intelektualnie pozytywizm, którego tu Fin de siècle nie ośmieszył, gdyż w ogóle jeszcze tu nie dotarł. Laicka kultura pozytywizmu, rozpowszechniona pośród elit z których pochodzili hierarchowie, nie sprzyjała sympatii dla wiejskich Cristeros, którzy wychowanym na kulcie nauki i postępu elitom musieli się wydawać obskuranccy, ciemni i zabobonni. Podział na dwa Meksyki nie obcy był chyba nawet episkopatowi, który, przez swoje rodzinne środowisko, mentalnie był częścią Meksyku liberalnego.

Dopóki archiwa watykańskie dotyczące Cristeros nie zostaną otwarte, nie dowiemy się kto odpowiada za katastrofę powstania. Nie budzi jednak wątpliwości fakt, że to przedstawiciele episkopatu meksykańskiego zawarli w 1929 roku ugodę z rządem na mocy której powstańcom udzielono amnestii, a Kościołowi miano zwrócić wszystkie zagrabione dobra. Polityka ta doprowadziła do katastrofy. Wbrew rządowym gwarancjom, zamordowano ok. 5000 eks-powstańców, przede wszystkich dowódców; wbrew tym samym gwarancjom, Kościołowi nie oddano wszystkich jego dóbr. Po kolejnej fali prześladowań wybucha druga wojna Cristeros , jednak lud drugi raz nie wykazał już entuzjazmu aby walczyć o sprawę Kościoła, który go zdradził. Zresztą nie miał już kto nim dowodzić, gdyż przywódcy zostali wymordowani. Ostatni Cristeros poddali się w 1941 roku. Meksyk po dzień dzisiejszy jest rządzony przez Partię Rewolucyjno-Instytucjonalną i po dzień dzisiejszy pokazanie się duchownego w stroju typowym dla tego stanu na ulicy zagrożone jest karą kilkuset pesos.

Powstanie Cristeros upadło z powodu kunktatorskiej postawy Kościoła, który ekskomunikował tych z Cristeros, którzy nie złożyli broni i zakazał wiernym popierania powstania. Dramat tego powstania wynikał z faktu, że wybuchło w obronie Kościoła i w chwili, gdy ten nakazał je zakończyć, masy powstańcze rozeszły się do domów. Cristeros nie stworzyli własnej doktryny politycznej, nie mieli klarownego przywództwa, które mogłoby wyznaczyć powstaniu cele polityczne i prowadzić je – nawet wbrew Kościołowi – do politycznego i militarnego sukcesu. Pozwoliło to stać się Kościołowi czymś w rodzaju politycznej ekspozytury ruchu, jednak Kościół – powołany do innych zadań niż prowadzenie wojen i polityki – nie umiał, a nawet nie chciał, roli tej wypełniać. Ale temu winni są sami powstańcy nie będąc zdolnymi do wykreowania elit i celów politycznych – o ile prości ludzie byliby zdolni pojąć o co więcej chodzi powstaniu, niż tylko o obronę Kościoła. Czy prosty lud może wywołać skuteczną rebelię i wygrać ją militarnie? Tak. Ale czy umie wygrać batalię polityczną? Nie. Cristeros zabrakło elit i to jest przyczyną ich ostatecznej katastrofy.

 

Adam Wielomski

 

Za: Konserwatyzm.pl

Kategoria: Historia, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: