Juan Vázquez de Mella: Monarchia chrześcijańska

Juan Vázquez de Mella y Fanjul (1861-1928), Asturyjczyk, myśliciel polityczny i religijny, publicysta, orator, współzałożyciel (1888) i redaktor „El Correo Español”, deputowany do Kortezów (1893-1899 i 1904-1916), uczestnik Kongresu Antymasońskiego w Trydencie w 1896, członek Królewskiej Akademii Języka; największy z mistrzów klasycznego karlizmu, zwany „Słowem Tradycji” (el Verbo de la Tradición), chociaż po scysji (1918) z królem de iure Jakubem III (D. Jaime de Borbón y Borbón-Parma, 1870-1931) opuścił Wspólnotę i założył Partię Katolicko-Tradycjonalistyczną, swoje ostatnie przemówienie o Boskości Kościoła Katolickiego wygłosił w Teatrze Królewskim w Madrycie w 1924 roku; jego Obras completas, opublikowane w 30 tomach (1931-1947) zawierają nie tylko pisma polityczne, ale również filozoficzne, religijne i ascetyczne, w tym czterotomową Filozofię Eucharystii.
Monarchia chrześcijańska, zrodzona w akcie adoracji Króla Królów u progu stajenki w Betlejem, uniżona przed tronem z marnych słomek, przez co pokora i władza idą zawsze razem jako cnota służąca za piedestał prawu; namaszczona (ungida) boską krwią na Kalwarii i obrębiona (orlada) diademem z cierni, symbolem cierpkości obowiązku, który przypomina królom, że najwyższym przywilejem rządzenia, przed otrzymaniem nagrody (galardón), było ozdobienie tiary papieskiej palmą męczeńską wraz z boleścią katakumb i chwałą w cyrku; w błysku na niebiosach zobaczyła swój sztandar (enseña) i swoje godło (blasón) w krzyżu Konstantyna; wraz z Teodozjuszem schyliła z uszanowaniem głowę przed napomnieniami biskupa Mediolanu; i kiedy Rzym został rozerwany na strzępy toporem barbarzyńców, rozsiewając swoje prochy (cenizas) na wszystkie dominia swojego imperium, a na głos boski ustały burze i ucichły wichry, historia, pod opieką Kościoła, zaczęła się na nowo i odnowione zostały wszystkie instytucje, skąpane (bañándose) w Jordanie łaski, począwszy od hiszpańskiego króla Swebów Rechiara1, i oczyszczona z plamy grzechu (pecado) barbarzyństwa przez wody chrzcielne, ponownie pojawiła się – jeszcze przed świątyniami Chlodwiga – korona monarchii chrześcijańskich, oszlifowana (abrillantada) znacznie później przez Karola Wielkiego i Alfreda [Wielkiego], uwznioślona (sublimada) przez Pelagiusza (Pelayo) i Alfonsa Wielkiego2, okolona nieśmiertelnymi laurami przez Sancza Mocnego3, Piotra III4 i Jakuba (don Jaime)5, dosięgająca pełni swojego blasku, wraz z przemienieniem się tego wieku rycerskiego w najbardziej uduchowione ze wszystkich stuleci chrześcijańskich, w wieńcu świętych, jak Elżbieta Węgierska6, Ludwik [IX] Francuski i Ferdynand Kastylijski7; i chociaż pogańskie szumowiny (escorias) oblepiły ją w wielu miejscach, zamieniając diademy człowieczeństwa w pierścionki służalczości, to jeszcze, u schyłku Wieków Średnich, pojawiła się, promieniejąca jak jutrzenka, z Królami Katolickimi8, z Karolem I i z Filipem II, walcząc przeciwko protestantom i Turkom; i w taki sposób rozszerzyła krąg, który obejmowała, że samo słońce nie mogło wysyłać swoich promieni na ziemię bez przejścia przez pierścień tej korony, która zdawała się w tym momencie być równikiem (ecuador) planety; i wyrzucona do kosza pod gilotyną razem z głową Ludwika XVI, w czasie zaćmienia lub krwawej łuny, tocząc się zakrwawiona pomiędzy kamieniami barykad lub kartaczowana przez armaty w dniach paroksyzmów i szaleństwa (locura), będzie mimo to zawsze, jak mawiał Saavedra Fajardo9, «sferą majestatu i berłem sprawiedliwości», i jedynym symbolem (emblema) władzy, który mogą znosić na czele państwa ludy prawdziwie wolne.
Przeł. Jacek Bartyzel
Kategoria: Myśl, Polityka, Publicystyka




