banner ad

Racz: Chrystus Królem narodów czy galaktyk?

| 29 listopada 2025 | 0 Komentarzy

Jaka jest geneza święta Chrystusa Króla? Kiedy było pierwotnie obchodzone i jak zostało zmienione? Czy rzeczywiście dziś świat i Kościół pamiętają, że to On jest Panem całego stworzenia? Co należy rozumieć przez to, że Chrystusowi należy się społeczne, a więc i polityczne panowanie?

Skąd pochodzi jakakolwiek władza, polityczna, sądownicza czy rodzicielska? Od Boga. Tymi oto słowami Pan Jezus upomniał Piłata: Nie miałbyś żadnej władzy nade mną, gdyby ci jej nie dano z góry (J 19, 11). Dzisiaj żyjemy w paradygmacie demokracji i wydawać się może, że to lud namaszcza władzę, a nie Bóg. Mimo braku legitymizmu, premier czy prezydent odpowiadają przed Bogiem za swe czyny i decyzje. Jeżeli deklarują się jako katolicy, powinni uznać nad sobą władzę Jezusa Chrystusa – Króla królów i Pana panów. Od średniowiecza królowie i książęta, jacy by nie byli, pamiętali skąd pochodzi ich władza i kto jest ich Panem. Począwszy od rewolucji francuskiej, przez cały XIX wiek, aż do dzisiaj następuje detronizacja Chrystusa Króla w liberalnych demokracjach, które zastąpiły monarchie. Aby przypomnieć światu, kto jest jego prawdziwym Władcą, papież Pius XI ustanowił w 1925 święto Chrystusa Króla. W encyklice Quas Primas ogłoszonej 11 grudnia tegoż roku, wyjaśnia czym jest panowanie Jezusa Chrystusa i jak w dobie demokracji uznać królewskość jego władzy. Jest to przede wszystkim uznanie prymatu prawa boskiego nad państwowym i dostosowanie tego drugiego, co się tyczy wszystkich, którzy mają wpływ na proces legislacyjny. Dzisiaj każdy kto woła, że nie można tego zrobić, ze względu na Unię Europejską, bądź tolerancję wobec osób niewierzących, jest niczym Żydzi, którzy wołali do Piłata: Nie mamy króla innego jak cesarz.

Warto przypomnieć, że encyklika ustanawiająca nowe święto, była owocem roku jubileuszowego (obchodzonego co 25 lat) oraz tysiąc sześćsetną rocznicą Soboru Nicejskiego, który zdefiniował Credo katolickie, odmawiane do dziś na Mszy w niedzielę i uroczystości. Fragment : „Sobór ten orzekł i jako prawdę wiary katolickiej wiernym do wierzenia podał, że Jednorodzony Syn Boży jest współistotny z Ojcem, a zarazem, stawiając w skład wiary czyli Symbol słowa: «którego królestwa nie będzie końca», potwierdził królewską godność Chrystusa Pana.” Dalej cytuje Pisma Starego Testamentu, m. in. psalmy 2, 44 i 71 (według starej numeracji), a także księgi proroków Izajasza, Jeremiasza i Daniela. Psalmy tzw. intronizacyjne i powyższe fragmenty ST dowodzą królewskości władzy przyszłego Mesjasza, który miał się narodzić, gdy nadejdzie pełnia czasów.  W Ewangelii wg św. Mateusza, Anioł Gabriel zwiastując Maryi Dziewicy dobrą nowinę mówi, że w Panu Jezusie wypełni się obietnica odnowienia królestwa patriarchy Jakuba i stolicy króla Dawida. Następnie papież wspomina kanon 21, VI sesji Soboru Trydenckiego: „Chrystus Jezus dany jest ludziom jako Odkupiciel, w którym pokładać mają nadzieję, ale zarazem jest On prawodawcą, któremu ludzie winni posłuszeństwo.” Jest też wezwanie do tych co stoją na czele narodu: „Niech więc nie odmawiają władcy państw publicznej czci i posłuszeństwa królującemu Chrystusowi, lecz niech ten obowiązek spełnią sami i wraz z ludem swoim, jeżeli pragną powagę swą nienaruszoną utrzymać, i przyczynić się do pomnożenia szczęścia swej ojczyzny.” Mamy tutaj zupełne zaprzeczenie doktryny masońskiego rozdziału Państwa od Kościoła i rozdwojenia jaźni polityków, którzy deklarują się prywatnie jako katolicy, lecz sprawując publiczne urzędy, zwłaszcza te najwyższe, mówią dyrdymały o tolerancji, chowaniu wiary do kieszeni i byciu reprezentantem także niewierzących i innowierców.

Pius XI tłumaczył historię świąt w liturgii Kościoła. Na początku czczono w świętych obrzędach,  Męczenników, co było zachętą i przygotowaniem pierwszych chrześcijan do oddania życia za wiarę. Potem świętych Wyznawców, Dziewice i Wdowy, co miało uświadamiać potrzebę doskonalenia się w cnotach i zwalczania wad. Święta na cześć Matki Bożej zaszczepiły w wiernych świadomość maryjnych prawd wiary, które potem Kościół potwierdził dogmatami, które ochroniły go od herezji. Na przestrzeni wieków, gdy słabła cześć do Najświętszego Sakramentu, zostało ustanowione święto Bożego Ciała, a gdy szalał jansenizm, powstało nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusowego. Wreszcie w dobie laicyzacji i sekularyzacji, upadku katolickich monarchii, Najwyższy Pasterz ustanawia święto Chrystusa Króla, które ma przypomnieć niezmienną prawdę wiary. iż potrzeba, aby On królował nam „zawsze i wszędzie”, jak jest zapisane w pięknej polskiej pieśni. W uroczystej prefacji na to święto czytamy, jaką władzę ma Chrystus i czym jest jego królestwo: „Poddawszy swej władzy wszystkie stworzenia przekazał nieskończonemu Majestatowi Twojemu wieczne i powszechne królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju”. Dzisiaj widać szczególnie dobrze walkę królestwa prawdy i życia z królestwem kłamstwa i śmierci, królestwa świętości i łaski z królestwem bezbożności i grzechu. Walka tych królestw toczy się od początku ludzkości, także w nas samych, każdego dnia. Chrystus, gdy Izraelici chcieli obwołać go królem, uciekł w góry (J 6, 15). Jednak w trakcie przesłuchania przez Piłata Pan Jezus mówi, że jest Królem i na to się narodził, by dać świadectwo prawdzie (J 18, 37). Zdanie wcześniej mówi, że teraz Jego królestwo nie jest stąd; lecz po ukrzyżowaniu Chrystus tryumfuje zmartwychwstając jako Król życia, zwyciężając śmierć, piekło i szatana.  Stało się tak
„aby dopełnił tajemnicy Odkupienia rodzaju ludzkiego ofiarując siebie samego na ołtarzu krzyża jako niepokalaną ofiarę pojednania”, jak czytamy we wcześniejszej części prefacji.

Nieprzypadkowo data święta została wyznaczona na ostatnią niedzielę października, jako poprzedzająca Uroczystość Wszystkich Świętych i dzień Zaduszny. Podkreśla to trzy części Kościoła, walczącego na ziemi, tryumfującego w niebie i cierpiącego w czyśćcu.  A więc Chrystus Król ma mobilizować Swoich poddanych o walkę tu na ziemi o Królestwo Niebieskie.

Viva Cristo Rey!

Już rok po ustanowieniu święta w Meksyku wybuchło powstanie Cristeros przeciwko masońskiemu prezydentowi Callesowi. Doprowadził on do prześladowań katolików. Noszenie sutanny przez duchownych było zakazane i karalne (warto to przypomnieć wielu dzisiejszym księżom, którzy nie noszą nawet koloratki, bojąc się negatywnej reakcji ze strony lewaków). Odbywały się tajne Msze i nabożeństwa, ze względów bezpieczeństwa. Cristeros nie walczyli jednak o wolność religijną i swobodę kultu, lecz o Chrystusowe królestwo w Meksyku. Chcieli ustanowić katolicką władzę, co powinno być celem także współczesnych Cristeros rozsianych po całym świecie. Ich zawołaniem było: Viva Cristo ReyNiech żyje Chrystus Król. Film Cristiada opowiada z rozmachem historię ich walki, w sposób efektowny, lecz upraszczający niektóre kwestie polityczne czy religijne. Przykładem takiego uproszczenia lub wręcz błędu, jest scena udzielania Komunii podczas polowej Mszy świętej. Przez ponad 1500 lat, aż do zmiany liturgii Rzymskiej dokonanej za czasów pontyfikatu Pawła VI (o czym w dalszej części artykułu), katolicy przyjmowali Ciało Pańskie wyłącznie na klęcząco i do ust.

Jeśli chodzi o błędy natury historyczno-politycznej, jest ich więcej, o czym więcej można przeczytać u takich znawców Cristiady, jak prof. Jacek Bartyzel czy Gabriel Maciejewski. Dobrze natomiast w filmie pokazano męczeństwo św. Józefa Sánchez del Río. Podczas bitwy z wojskami Callesa 25 stycznia 1928, schwytano go i wtrącono do miejscowego kościoła, zamienionego na więzienie. Widząc że był młodzikiem, żołnierze zasugerowali, by zgodził się pójść do karnej szkoły wojskowej, ale odmówił. Torturowany, by wyrzekł się świętej wiary katolickiej, wytrwał w niej, mimo że zdzierano mu skórę ze stóp, kazano mu chodzić po soli, po czym zawleczono na cmentarz, gdzie strzelano do niego w taki sposób by go zranić, a nie od razu zabić. Chodziło o przedłużenie jego agonii i złamanie ducha. Masońscy prześladowcy kusili go, ale nie wyrzekł się wiary i umarł zastrzelony 10 lutego 1928 roku z okrzykiem: „Niech żyje Chrystus Król! Niech żyje Maryja z Guadalupe!”. Miał zaledwie 14 lat, a zachował się „jak trzeba”.

Konstytucja Cristeros z 1 stycznia 1928 roku mówi w pierwszym artykule: „Naród meksykański uznaje i składa hołd Bogu Wszechmogącemu i Najwyższemu Stwórcy Wszechświata”. Postanawia, że najwyższą władzę w Meksyku będzie sprawował Chrystus Król. Nie bez powodu meksykańscy bojownicy o Prawdę, obok Matki Bożej z Gaudelupe, wzięli na sztandary Chrystusa Króla, bo on jako Mesjasz, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, odkupiwszy świat na krzyżu, ma władzę również polityczną jako ten, który siedzi po prawicy Boga Ojca. Chrystus Król był nadzieją dla całego Kościoła, dla którego lata najgorszych prześladowań miały nadejść kilkanaście lat później w trakcie II wojny światowej, a potem w wyniku komunistycznej inwazji na wiele państw.

Chrystus Król dzisiaj

Po Soborze Watykańskim II w nowym kalendarzu liturgicznym zmieniono nazwę tego święta na Jezusa Króla Wszechświata i przeniesiono je na ostatnią niedzielę roku liturgicznego. Zmieniono także hymn nieszporny, którego druga zwrotka oryginalnie brzmi tak:
Zbrodnicza tłuszcza woła:
Nie chcemy, ażeby nami Chrystus władał!
My zaś obwołujemy, Panie,
Ciebie, najwyższym Królem wszystkich.

A w nowym brewiarzu tak:
Tobie śpiewa chór aniołów
I majestat Twój wychwala;
Także my sławimy Ciebie,
Jako Pana wszystkich rzeczy
.”
Widać różnicę?
Za zmiany te był odpowiedzialny osobiście arcybiskup Annibal Bugnini CM, o którym uważa się, że mógł być masonem. Niektórzy twierdzą, że na polecenie przełożonych masońskich przyłożył rękę do protestantyzacji liturgii i zubożenia brewiarza. Pisze o tym m.in. Michael Davis, konwertyta z protestantyzmu, obrońca apologetyki starej Mszy, w swoich książkach „Liturgiczne bomby zegarowe” i „Nowa Msza papieża Pawła”.  Uważa się, że kiedy zaufani kardynałowie przedstawili Pawłowi VI dowody na przynależność Bugniniego do masonerii, papież podjął decyzję o jego usunięciu z Rzymu i wysłaniu jako nuncjusza do Teheranu. Oczywiście szkodliwych zmian w Kościele, próbujących odebrać panowanie Królowi królów, było więcej. Wymienię tylko jeden dokument, który jest moim zdaniem jest najbardziej szkodliwy i najbardziej niezgodny z nauką Kościoła, sięgającą apostołów. Jest to „Dignitatis Humanæ”- traktat soborowy o wolności religijnej. Trzeba wiedzieć, że jest to jedyny dokument SWII, którego nie podpisał bł. prymas Wyszyński.

Rozmiękcza on doktrynę katolicką, iż poza Kościołem nie ma zbawienia.

Na chrzcie w starym rycie, kapłan pyta się katechumena (lub rodziców chrzestnych małego dziecka): O co prosicie Kościół? Odpowiedź brzmi: O wiarę. Następnie kapłan zadaje kolejne pytanie: Co daje ci wiara? Życie wieczne, odpowiada katechumen. Choćby z tego wielowiekowego rytuału Kościoła, każdy rozumny człowiek wywnioskuje, że tylko religia i święta wiara katolicka daje nadzieję na zbawienie. Być może dlatego obrzędy chrzcielne po reformie liturgicznej również zostały zmienione (zostało tylko pierwsze pytanie, na które odpowiedź jest opcjonalna). Wracając do wyżej wymienionych dokumentów, chociaż ich ranga jest dość niska, nie są częścią magisterium nadzwyczajnego ani nie są dogmatem soborowym, to wywarły one i nadal niestety wywierają na współczesny Kościół ogromny wpływ. Cała ta zmiana formularza Mszy, brewiarza, sakramentów i doktryny, ma sprawić mylne wrażenie, że skoro Pan Jezus jest Królem galaktyk, to po co ma być jeszcze Królem naszych rodzin, naszej miejscowości, narodu czy kraju.

Wbrew temu, co woła „zbrodnicza tłuszcza”, musimy dobrowolnie uznać jego władzę nad sobą i przyjąć słodkie jarzmo Bożej miłości. Pan Jezus powiedział św. siostrze Faustynie: „Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę wpierw jako Król miłosierdzia”. Potrzeba do tego pokory i ukorzenia się przed stwórcą. Trzeba się wyzbyć pychy, która podpowiada „Non serviam– Nie będę służył”. Codziennie w słowach Modlitwy Pańskiej mówimy: „Przyjdź królestwo twoje”. Jak to osiągnąć, skoro Pan Jezus mówi, że królestwo Boże jest w nas? Walczmy o prawo Boże w naszym kraju, by było przestrzegane, a nie łamane, dawajmy świadectwo wiary na uczelni,w miejscu pracy i w naszych rodzinach, nie pozwólmy obrażać naszego Boga i naszej świętej wiary. Uznajmy Chrystusa za Króla w swym sercu i bądźmy jego poddanymi, kimkolwiek jesteśmy, niezależnie od wieku, powołania, pracy, pozycji społecznej, lub stanowiska politycznego, które zajmujemy. Zadbajmy o duchowy pokarm dla nas i dla naszych rodzin. Nie dajmy się nabrać na parakatolickie i pseudoekumeniczne doktryny. Extra Ecclesiam nulla salus. Vivat Christus Rex!

 

Wojciech Racz

Kategoria: Polityka, Publicystyka, Religia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *