banner ad

Matuszewski: Watykan vs. Econe – rzecz o perspektywach

| 9 lutego 2026 | 0 Komentarzy

Od kilku dni wzrasta zainteresowanie ogłoszoną 2 lutego 2026 decyzją ks. Davide Pagliaraniego, przełożonego generalnego Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, dotyczącą wyświęcenia dlań nowych biskupów.

Sama decyzja nie może dziwić. Bractwo istnieje od roku 1970, a zatem 56 lat. Pierwsza próba zapewnienia mu ciągłości poprzez wyniesienie czterech kapłanów do godności biskupiej nastąpiła w roku 1988 – a zatem 18 lat od powstania organizacji. Druga wydarzy się za kilka miesięcy – 38 lat po święceniach dokonanych przez arcybiskupa Lefebvre w Econe. Dystans czasowy jest tu znaczny: to 38 lat nieustannej posługi dwóch działających do dziś biskupów Bractwa: Bernarda Fellay’a i Alfonso de Galarrety. W 2024 po wieczną nagrodę odszedł do Pana biskup Bernard Tissier de Mallerais. Czwarty z tych, którzy otrzymali sakrę z rąk arcybiskupa Lefebvre, bp Richard Williamson, został z Bractwa wykluczony w roku 2012 (zmarł w styczniu 2025).

Już ten krótki wgląd w kalendarium jasno wskazuje, że z nowymi święceniami czekać nie sposób. Dodajmy, że na dzień dzisiejszy dwóch posługujących obrębie Bractwa biskupów, z których jeden liczy sobie lat 68, a drugi 69, musi objąć opieką duszpasterską nie tylko prawie 700.000 wiernych (są to dane sprzed kilku lat, zatem podana tu liczba może być wyższa), ale również 733 kapłanów, 264 seminarzystów, 145 zakonników,  88 postulantów, a także 250 sióstr zakonnych; działają oni w 62 krajach na 6 kontynentach. Wobec rosnących potrzeb, a także w kontekście – nazwijmy rzecz po imieniu: coraz bardziej zaawansowanego wieku dwóch posługujących ciągle ordynariuszy, jest to w rzeczy samej kwestia przetrwania i zapewnienia ciągłości kanonicznej i duszpasterskiej.

Decyzja, jaką ogłosił ks. Pagliarani, od razu rozbudziła skojarzenia z rokiem 1988 – a zatem otwartym konfliktem i ekskomuniką (której ważność była co prawda zasadnie negowana), jaką nałożono zarówno na osobę założyciela Bractwa, jak i wyświęconych przezeń biskupów. Nie są to obawy bezpodstawne.

Wydaje się, że samo Bractwo pragnie uregulowania swojego statusu i skupienia się na pracy w oparciu o akceptację ze strony Kościoła instytucjonalnego, jednocześnie jednak pozostaje przygotowane na powtórne wejście w rolę wyrzutka. W opublikowanej dziś wypowiedzi ks. Pagliarani stwierdził:

Jeżeli jednak [kary] zostałyby ogłoszone, Bractwo z pewnością pogodzi się z tym nowym cierpieniem, nie chowając urazy – tak, jak zaakceptowało takie cierpienie w przeszłości. Z pewnością szczerze ofiaruje je dla dobra Kościoła.

Powyższe słowa dobrze oddają zasadniczą różnicę perspektyw, z jakich na obecną sytuację patrzą obie strony. Dla Bractwa święcenia biskupie nie są aktem konfrontacji ani demonstracją siły. Są konieczne dla jego przetrwania. Dla Watykanu stanowią one natomiast gest problematyczny, dotykający kwestii autorytetu, posłuszeństwa i porządku kanonicznego.

Trzeba jasno powiedzieć: jedność jest wskazana i pożądana dla obu stron, lecz jej brak będzie miał dalece asymetryczne konsekwencje.

Bractwo Kapłańskie św. Piusa X przez niemal sześć dekad nauczyło się funkcjonować w warunkach napięcia, niepewności prawnej, a nawet jawnej wrogości. Wypracowało własne struktury, seminaria, szkoły i stabilne zaplecze wiernych, którzy – niezależnie od ocen kanonicznych – pozostają realną częścią Kościoła katolickiego. Kolejny kryzys, nawet połączony z sankcjami, nie oznaczałby dla Bractwa ani rozpadu, ani utraty tożsamości – być może nawet ją utrwali. Byłby bolesny, lecz możliwy do udźwignięcia, co historia lat po 1988 roku już raz potwierdziła.

Inaczej wygląda to z perspektywy Stolicy Apostolskiej. Utrata – bądź dalsze alienowanie – środowiska liczącego setki tysięcy wiernych, setki kapłanów i dynamicznie rozwijające się seminaria oznaczałaby realne osłabienie katolickiej obecności tam, gdzie liturgia, doktryna i dyscyplina kościelna wciąż przyciągają młode powołania i rodziny. W sytuacji głębokiego kryzysu powołań w wielu krajach Zachodu jest to strata, na którą Kościół instytucjonalny może sobie coraz mniej pozwolić.

I nie chodzi tu wyłącznie o liczby. Stawką jest również wiarygodność Rzymu jako ośrodka jedności, starającego się budować wizerunek organizacji zdolnej integrować różnorodne wrażliwości w obrębie jednej wiary. Kolejne zaostrzenie konfliktu z Bractwem umocniłoby przekonanie, że dialog ma swoje granice wyznaczone nie przez dobro dusz, lecz przez logikę postępującego, posoborowego zaślepienia, którym wierni są już coraz bardziej zmęczeni.

Paradoks polega na tym, że to właśnie Watykan ma dziś więcej do stracenia. Bractwo – niezależnie od decyzji Rzymu – będzie nadal święcić, nauczać i spowiadać. Stolica Apostolska natomiast ryzykuje utratę szansy na rzeczywiste, trwałe pojednanie z jednym z najżywotniejszych tradycyjnych nurtów we współczesnym Kościele. Jedność, owszem, jest dobrem wspólnym. Ale jej brak nie wszystkich zaboli w równym stopniu.

Warto wreszcie wspomnieć o jeszcze jednym, często pomijanym, elemencie tej układanki. Oto bowiem klimat w Kościele powszechnym wyraźnie się zmienia – i to w sposób, który coraz częściej zbliża się do tego, co Bractwo Kapłańskie św. Piusa X głosi i praktykuje od dziesięcioleci.

W ostatnich latach obserwujemy rosnące zainteresowanie tradycyjną liturgią, klasyczną teologią moralną, jasnym nauczaniem dogmatycznym oraz formacją kapłańską opartą na intelektualnej dyscyplinie. Zjawisko to nie ogranicza się już do środowisk utożsamianych z „tradycjonalizmem”. Coraz częściej przenika ono do diecezji, wspólnot zakonnych i seminariów, pozostających w pełnej komunii z Rzymem. To, co jeszcze dwadzieścia czy trzydzieści lat temu uchodziło za marginalne lub anachroniczne, dziś bywa postrzegane jako odpowiedź na kryzys tożsamości i praktyki wiary.

Nie bez znaczenia jest fakt, że znaczna część młodych kapłanów i kleryków – nawet jeśli nie identyfikuje się z Bractwem wprost – myśli kategoriami bardzo mu bliskimi: pragnie liturgii sprawowanej z najwyższą czcią, jasnych granic doktrynalnych i duszpasterstwa, które nie negocjuje prawd wiary z duchem czasu. W tym sensie Bractwo przestało być jedynie „kontestatorem Soboru” w oczach wielu wiernych, a zaczęło jawić się jako prekursor tendencji, które dziś stają się coraz bardziej powszechne (choć oczywiście jeszcze nie masowe).

To dodatkowo komplikuje sytuację Stolicy Apostolskiej. Każdy gest twardej konfrontacji z Bractwem będzie odbierany nie tylko jako spór z jedną strukturą kościelną, lecz jako sygnał wysyłany do znacznie szerszego kręgu wiernych i duchowieństwa, którzy – choć pozostają w pełnej jedności kanonicznej – podzielają podobne intuicje teologiczne i liturgiczne. Zastosowanie wobec Bractwa (kolejnej) kary ekskomuniki będzie zapewne odczytane jako jeszcze jedno uderzenie w tych, którzy chcą pozostawać w jedności z Rzymem i brać udział w życiu liturgicznym lokalnych wspólnot parafialnych, ale coraz jawniej nie zgadzają się z obowiązującą w nich wizją Kościoła oraz Jej stosunku do innych religii, wyznań oraz nurtów politycznych.

W tym sensie Bractwo Kapłańskie św. Piusa X nie funkcjonuje już na peryferiach. Niezależnie od ocen prawnych i historycznych z wolna staje się ono punktem odniesienia, a niekiedy wręcz zwierciadłem, w którym coraz większa część Kościoła rozpoznaje własne pytania, niepokoje i aspiracje. I to właśnie ten fakt sprawia, że ewentualna eskalacja konfliktu byłaby dla Rzymu bardzo kosztowna.

Póki co ostatnie doniesienia potwierdzają, że obie strony gotowe są do rozmów. Rzecznik Watykanu, Matteo Bruni, w krótkim komunikacie stwierdził, że celem Stolicy Apostolskiej jest „uniknięcie kolejnego zerwania oraz jednostronnych działań”. Módlmy się, by dobry Bóg zechciał udzielić swoim sługom ducha mądrości, który pozwoli utrzymać jedność, a który z czasem doprowadzi być może do odnowy Kościoła w duchu, jaki wskazywali święci i papieże dwóch tysiącleci Jej dziejów.

 

Mariusz Matuszewski

 

Kategoria: Mariusz Matuszewski, Publicystyka, Religia, Wiara

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *