Kowalski: De insignibus
Staliśmy się niedawno świadkami narodzin, by posłużyć się słynnym bareizmem, „nowej świeckiej tradycji”. Urzędujący prezydent RP, Karol Nawrocki, zdecydował niedawno, by – począwszy od 3 stycznia br. – w każdą sobotę odbywała się ceremonia zmiany powiewającej nad Pałacem Prezydenckim flagi biało-czerwonej. „Nowy zwyczaj ma na celu podkreślenie i docenienie wartości symboli narodowych. Zdjęte flagi trafią do wspólnot lokalnych, szkół w szesnastu województwach oraz służb mundurowych” (za: prezydent.pl).
Stanowi to niebłahy przyczynek do rozważenia kwestii symboli narodowych przez pryzmat zeszłorocznego, królewskiego jubileuszu. Flaga biało-czerwona jest bowiem znakiem stosunkowo młodym. Jej państwową funkcję uregulowała ustawa o godłach i barwach RP z dnia 1 sierpnia 1919 roku, stanowiąca, iż „za barwy Rzeczypospolitej Polskiej uznaje się kolory biały i czerwony, w podłużnych pasach równoległych, z których górny – biały, dolny zaś – czerwony”. Konfiguracja ta wynika z reguł heraldycznych: ponieważ herbem Polski jest orzeł biały w polu czerwonym, biały pas, odpowiadający godłu, sytuuje się ponad pasem czerwonym, odpowiadającym barwie tarczy. Flaga jest zatem niejako funkcją herbu, który zresztą wspomniana ustawa wymienia jako pierwszy znak Państwa Polskiego.
Geneza herbu wiąże się z restauracją Królestwa Polskiego przez Przemysła II, księcia Poznania i króla Polski od 26 czerwca 1295 roku do śmierci 8 lutego roku następnego. Jego pieczęć majestatyczna wyobrażała orła w koronie, otoczonego sentencją Reddidit ipse Deus victricia signa Polonis [Sam Bóg zwrócił Polakom zwycięskie znaki]. Niecałe dwa wieki później Jan Długosz pisał: „naczelnym znakiem całego Królestwa Polskiego i jego stolicy jest orzeł biały, dzierżący na głowie koronę złotą, z rozpostartymi skrzydłami, ozdobiony złotą pręgą, w czerwonym polu, którego wyłącznie król i suweren Polski zwykł używać jako znaku i nosić go na tarczy podczas wojny” (Clenodia). Dziejopis wskazywał nadto, iż „tak jak Cesarstwo Rzymskie ma czarnego orła w polu złotym, tak Królestwo Polskie – białego w czerwonym. Żaden król w całym świecie nie równa się podobieństwem i znakomitością tego znaku z królem bądź Królestwem Polskim” (ibidem).
Król Jagiełło, po tym jak pięć dni przed bitwą grunwaldzką przekroczył koło Lidzbarka granicę Prus, podniósłszy Chorągiew Wielką Królestwa Polskiego, miał rzec: „w imię Twoje przeto, w obronie sprawiedliwości i narodu mego, chorągiew tę podnoszę” (Cronica conflictus, anon.). Posłużył się tym znakiem nie jako człowiek prywatny, lecz jako głowa politycznego corporis mystici Królestwa Polskiego: król bowiem „sam w sobie jest swoim krajem, w jedności swego wcielenia” (Sire, Jean Raspail).
Polska niepodległa, jakkolwiek niemonarchiczna, przywróciła znak tradycyjnie przysługujący monarchom polskim: wspomniana ustawa z dnia 1 sierpnia 1919 roku o godłach i barwach RP przyznała go Naczelnikowi Państwa pod nazwą Chorągwi Rzeczypospolitej. Osiem lat później prezydent Ignacy Mościcki wydał rozporządzenie, w ramach którego zaliczył ów znak w poczet znaków Państwa, definiując go jako „chorągiew barwy czerwonej z wizerunkiem orła państwowego pośrodku i z obramieniem dookoła”.
Ten przydługi wywód faktograficzny zmierza ku postulatowi. Współcześnie prezydentowi, jako Zwierzchnikowi Sił Zbrojnych, przysługuje Proporzec wzorowany na wersji z roku 1927. My, jako monarchiści polscy, słusznie zżymamy się na głęboką nędzę symboliczną republiki, która resztki podniosłości zapożycza z tradycji monarchicznej. Wobec faktu, że Polacy doczekali prezydenta, któremu, jak się zdaje, nie są obce polskie sprawy, a także pewnych jego słusznych gestów, zachowując atoli zdrowy dystans, powinniśmy domagać się ustanowienia Proporca znakiem Państwa, równorzędnym z Herbem i Flagą, a także jego Głowy. Może to – jak sądzę – stanowić preludium odejścia od anarchicznego sejmowładztwa i jazgotu partyj na rzecz przywrócenia Polsce gospodarza, najpierw poprzez władzę prezydenta odpowiedzialnego „wobec Boga i historii za losy Państwa”.
Podnoszę ten postulat, wychodząc z założenia, iż należy popierać każdy fakt, który może przybliżyć przywrócenie właściwego porządku. Faktem takim byłoby niewątpliwie podniesienie Proporca Prezydenckiego nad Pałacem Prezydenckim, aby jutro – kto wie – jego pierwowzór załopotał nad Zamkiem Królewskim. Prezydent bowiem, choć legitymizuje się tzw. „wolą ludu”, pozostaje figura regis – echem dostojnej postaci Króla.
Michał P. Kowalski
Kategoria: Myśl, Publicystyka




