Kostyła: Maduro był tylko pretekstem
Podczas konferencji prasowej Trump obiecał, że nie opuści Wenezueli, póki nie powróci tam demokracja. W międzyczasie wejdą tam amerykańskie firmy, aby przywrócić obywatelom dobrobyt. Mieszkańcy tego kraju dostąpią szczęścia jakiego do tej pory nie było im dane poznać. Cały sektor naftowy przejdzie w ręce amerykańskie, ulice wypełnią się paradami LGBT, piewcy globalnego okupanta wyznaczą nowe kierunki, w których podążać będzie Wenezuela, opanowana przez amerykańskie bazy, fasfoody, obrońców praw człowieka i kuglarzy anglosaskich wartości.
Naprawdę nie ma znaczenia kim był jako prezydent Nikolas Maduro. Czy był gangsterem, czy ofiarą, łajdakiem czy nieudacznikiem, stał się pretekstem do masowego rabunku kraju, w którym rządził. Podzielił los Manuela Noriegi, z tym że Maduro i jego żona zostali zdradzeni za 50 mln petrodolarów. Teraz media na całym świecie, będące własnością amerykańskich korporacji, zaczną obrzucać wszelkimi inwektywami wenezuelskiego prezydenta – jak kiedyś Saddama Husseina, o którym mało kto już pamięta. Luminarze amerykańskiej polityki zapowiadają całkowitą kontrolę nad Wenezuelą, większą, niż życzyli by tego sobie politycy w kraju nad Wisłą.
USA zmierzają ku wojnie, a każdej wojnie jest potrzebne paliwo. Wenezuela ma tego paliwa nieprzebrane ilości. Poza tym w tej rozgrywce Amerykanie chcą wyeliminować wpływy chińskie w tej części świata. Podobnie było na Ukrainie, kiedy prezydentem był Wiktor Janukowycz. Jego umowy z Chinami storpedował Majdan, opłacany przez amerykańskich banksterów.
Marco Rubio wspominał o Kubie. Ten kubański syjonista, pełniący funkcję sekretarza stanu USA dał do zrozumienia, że chce ubiec Chiny w zainstalowaniu tam demokracji. Czas pokaże.
Polityka USA nie zaskakuje. Trwa budowanie nowego porządku świata w oparciu o starotestamentowe zasady. Decyzje deep state, oznajmiane przez poszczególnych prezydentów USA, nie robią żadnego wrażenia. Tym bardziej w Polsce, która bez żadnego oporu akceptuje bezwarunkowo każdą decyzję Waszyngtonu, Londynu i Berlina. Mając tuż obok wojnę na Ukrainie, amerykańskie garnizony i otumaniony naród, możemy się spodziewać kolejnej katastrofy dziejowej.
Tomasz Kostyła
Kategoria: Polityka, Publicystyka




