banner ad

Kilijanek: Nowe święcenia, stare problemy

| 6 lutego 2026 | 0 Komentarzy

Kilka dni temu Bractwo Kapłańskie św. Piusa X ogłosiło zamiar wyświęcenia nowych biskupów. To musiało wywołać szereg komentarzy. Niestety, odzwierciedlają one jedynie animozje kilku walczących ze sobą obozów, zamiast spróbować problem postawić w świetle prawdy.

Trochę historii

Francuski arcybiskup Marcel Lefebvre założył w 1970 roku Bractwo Kapłańskie, mające na celu formację duchownych w ten sam sposób, jak było to czynione przed zmianami wprowadzonymi w wyniku recepcji postanowień II Soboru Watykańskiego (1962-65). W 1988 roku sędziwy i chory Lefebvre po szeregu nieudanych prób uzyskania zgody Stolicy Apostolskiej na święcenia, wraz z biskupem Antônio de Castro Mayerem, dokonał wyświęcenia czterech księży na biskupów. Mieli oni za zadanie formować i wyświęcać nowych kapłanów, którzy odprawialiby tylko Mszę w rycie sprzed II Soboru Watykańskiego. Było to bezpośrednią przyczyną ekskomuniki arcybiskupów oraz świeżo wyświęconych biskupów, ogłoszonej przez Papieża Jana Pawła II. Ekskomunika została zdjęta przez papieża Benedykta XVI w 2009 roku. Kluczowe jest tutaj to, że biskupi bractwa nie zmienili swoich poglądów, sposobów działania, ani nie wydali żadnego oświadczenia, które pozwalałoby sądzić, że żałują faktu święceń z 1988 roku. Wskazywałoby to raczej na to, że ekskomunika nie miała podstaw i w rzeczywistości nie zaistniała, co Benedykt XVI potwierdził swoją decyzją.

Końca sporu nie widać

Spór tradycjonalistów, zwolenników rozwiązań posoborowych oraz idących środkiem między nimi, tzw. indultowców, trwa od dekad, a jego końca nie widać. Stanowiska tych trzech grup, nie licząc pomniejszych radykalniejszych odprysków, nadają ton komentarzom, które zapełniły religijne profile mediów społecznościowych. Jedni mówią: „chwała Bogu” i chcą śpiewać „Te Deum”, inni, że to schizma. Ugodowcy zaś prześcigają się w wymyślaniu dróg pośrednich, licząc, że oświadczenie Bractwa to tylko gra z Watykanem, że trzeba poczekać na ruch papieża, że w sumie to jeszcze nic nie wiadomo itd. Chociaż media społecznościowe nie są odpowiednim miejscem na roztrząsanie tak zawiłych kwestii jak zasadność święceń kapłanów bez zgody papieża lub jej brak, to trzeba przyznać, że to one napędzają opinię publiczną i stanowią pierwsze źródło informacji dla ogromnych rzesz osób zainteresowanych tematem. Zauważmy od razu, że coraz mniej wyrafinowana publika zadowala się coraz mniej zniuansowanymi komentarzami. W rezultacie otrzymujemy walkę na hasła, które niczego nie tłumaczą, a spór jak był, tak pozostaje: nierozstrzygnięty, bolesny, gorszący.

Dobrze czy źle robią?

Bractwo, oświadczając zamiar wyświęcenia biskupów, powołuje się na stan konieczności spowodowany kryzysem w Kościele i wywołane tym zagrożenie zbawienia dusz wiernych. Istnienie tego stanu konieczności jest podważane przez drugą stronę sporu. Ilość różnych tłumaczeń jest naprawdę imponująca. Są tacy, którzy mówią, że Kościół zawsze jest w kryzysie. Inni mówią, że jako ciało mistyczne Chrystusa nigdy nie może w niego popaść. Jeszcze inni mówią, że aby uznać istnienie stanu konieczności musiałby on zostać ogłoszony przez papieża. Niezależnie od tego, co kto mówi, powinniśmy oceniać to w świetle prawdy, czyli zgodności tych sądów z rzeczywistością. Co nam pokazuje taki rachunek? Spójrzmy na Kościół i użyjmy zdrowego rozsądku. Co widzimy? Puste seminaria, liczne odejścia z kapłaństwa, pustoszejące zakony, ceremonie kościelne wyzute z powagi i lekceważące wszelkie przepisy i zwyczaje. Widzimy wiernych, którzy nie tylko nie mają pojęcia o tym, w co powinien wierzyć katolik, ale wręcz z zadowoleniem wyznają herezje i nie mają zamiaru przestrzegać nauki moralnej Kościoła. Widzimy postępujący, a raczej galopujący, zanik praktyk religijnych, wrogość do Kościoła, indyferentyzm dostojników i ich uległość wobec sił laicyzujących społeczeństwo. To wszystko oraz jeszcze więcej składa się na obraz problemów piętrzących się w łonie świętego Kościoła katolickiego w Roku Pańskim 2026. Czy to przesada? Sądzę, że gdyby tu przytoczyć jeszcze garść statystyk, to mój opis okazałby się zbyt powierzchowny i nie oddający rozmiarów katastrofy. Czy to można nazwać kryzysem Kościoła? Cóż, można uprzeć się na inne określenia jak: laicyzacja, zanik wiary, odwrócenie się od katolickiej moralności, ale to nie zmieni kościelnej codzienności, która za nimi stoi. Jeśli to, co na własne oczy widzimy, nie jest kryzysem i nie zagraża zbawieniu dusz, to co nim jest?

Uzurpatorskie Bractwo

Czy uznając istnienie kryzysu w Kościele, nie powinniśmy raczej zwrócić się do papieża i biskupów z oczekiwaniem pomocy i rozwiązania problemów? Z pewnością. To są odpowiednie osoby. Jednak w naszych czasach mamy do czynienia z hierarchami, którzy nie uważają obecnego stanu spraw za groźny, którzy świetnie odnajdują się w tej rzeczywistości. Czy od hierarchów celebrujących żydowskie święta lub organizujących dni islamu mielibyśmy oczekiwać pracy na rzecz poprawienia dyscypliny w seminariach czy podniesienia poziomu katechezy w szkołach? Czy od lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku, od kiedy problemy zalążkowo obecne już wcześniej eksplodowały, hierarchia kościelna z kilkoma wcześniejszymi papieżami na czele nie miała czasu na działania? Czy zareagowała choćby deklaratywnie? No chyba, że mamy na myśli deklaracje dialogu z innymi religiami… Niestety nie, nie doczekaliśmy się reakcji adekwatnej na wyzwania, jakie postawił Kościołowi świat. Jeśli razi kogoś subiektywizm tego stwierdzenia, niechże wskaże przejawy takiej reakcji i jej wyniki. Czy Bractwo uzurpuje sobie prawo reagowania na zagrożenia dusz, płynące z zarysowanej sytuacji? Nie. Ono wykonuje swój obowiązek. Istnieje i robi to, co robi, bo nie ma obecnie nikogo innego, kto by się tego podjął.

Co będzie dalej?

Sądzę, że w przypadku Bractwa św. Piusa X zabawa w proroka jest dosyć łatwa. Co się stanie po święceniach bez zgody papieża? (Brak zgody to tylko moje założenie, bo to wciąż nie jest przesądzone. Jest na to jeszcze czas). Nic się nie zmieni. Bractwo będzie budowało nowe seminaria i szybko zapełniało je alumnami z całego świata. Będzie rozszerzało swoje misje, budowało nowe kościoły i przejmowało te opuszczone, będzie katechizowało, uczyło szacunku do kapłanów. Bractwo będzie dalej wydawało książki i organizowało szkoły prywatne. Co najważniejsze, jego kapłani będą wciąż odprawiać Mszę, co do której nie ma wątpliwości, czy naśladuje protestanckie nabożeństwa, czy słowa konsekracji są prawidłowe, czy wyznawane tam Credo jest katolickie. Każdy kapłan Bractwa będzie dalej uznawał papieża i będzie się za niego modlił. Wciąż nie powstaną parafie Bractwa, a biskupi nie zostaną przypisani do diecezji, aby nie stworzyć schizmatyckiej, równoległej hierarchii. Nowa Msza będzie gwałtownie zanikała, a ludzie szukający nauki katolickiej będą coraz liczniej odwiedzać kościoły, gdzie Msza św. odprawiana jest przez kapłanów albo w Bractwie formowanych, albo z nim współpracujących.

Czy Bractwo popadnie w schizmę? Nie. Same święcenia bez zgody papieża do tego nie wystarczą z powodu obiektywnie istniejącego kryzysu i subiektywnego przekonania o tym władz Bractwa, a przekroczenia granic i utworzenia równoległych struktur kościelnych czy deklaracji, że Stolica Apostolska wakuje, nie należy się spodziewać. Bractwo miało na to pięćdziesiąt sześć długich i burzliwych lat prześladowań, konfliktów, pomówień, a jednak nadal na każdej Mszy każdy kapłan Bractwa wskazuje i papieża i miejscowego ordynariusza. Czy jest to tylko fasada? Czy można wiernym, korzystającym z posługi księży z FSSPX przy nazwisku zarzucić, że w sercu są schizmatykami, a uznają papieża jedynie zewnętrznie dla wytrącenia przeciwnikom jednego z argumentów? Można. Ale żeby to udowodnić, trzeba odczytać treść aktów woli, a tego chyba nikt poza Bogiem nie potrafi uczynić. Wobec tego, bezstronny obserwator lub nieuprzedzony uczestnik tych wydarzeń,  staje w świetle faktów, które mówią same za siebie i nie wymagają habilitacji z teologii, ani mistycznego wglądu w dusze wiernych. A fakty te aż nadto wykazują potrzebę działania wobec kłopotów w jakie popadło duchowieństwo i lud wierny. Na tym nie koniec prorokowania. Niech mi będzie wolno zakończyć jeszcze innym proroctwem, co do którego nie ma żadnych wątpliwości: Kościół nigdy nie upadnie, a nasz Pan Jezus Chrystus nigdy go nie opuści.

 

Karol Kilijanek

Kategoria: Karol Kilijanek, Publicystyka, Religia, Wiara

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *