banner ad

Goźdźik: Ludwik XVII – chłopiec zamurowany przez Rewolucję

| 22 stycznia 2026 | 0 Komentarzy

Najsłynniejszą ofiarą (anty)Francuskiej Rewolucji pozostaje król Ludwik XVI, z którego architekci nowego porządku uczynili kozła ofiarnego. Po 233 latach w Polsce wyróżnić można dwie grupy osób zainteresowanych tym wydarzeniem. Z jednej strony mamy prawicowców, w tym przypadku pojmowanych klasycznie – podczas farsowego procesu króla po „prawicy” ustawiali się przeciwnicy jego egzekucji, a na „lewicy” usytuowani byli kaci. Z drugiej neojakobinów, którzy słysząc o Ludwiku XVI wychodzą ze swych nor dając, zwłaszcza w sieci, upust prymitywnym instynktom wypisując hasła takie jak „dobrze, że zdechł” – są to duchowi spadkobiercy ludzi, którzy po ścięciu królewskiej głowy zbierali krople krwi Ludwika na chusteczki, czyniąc z nich świeckie relikwie bożka Postępu. 

21 stycznia 1793 roku o godzinie 10:23, w momencie kiedy król wydał ostatnie tchnienie, niedysponowana korona przypadła jego synowi, w którym rojaliści niezwłocznie rozpoznali Ludwika XVII.

Trudne dzieciństwo

Ludwik Karol Bourbon przyszedł na świat jako książę Normandii w 1785 roku w Pałacu Wersalskim. Delfinem, czyli następcą tronu, został w wieku 4 lat, gdy gruźlica zabrała jego starszego brata. Rodzina Królewska z pałacu Króla Słońce przeniosła się do paryskiego pałacu Tuileries, oddając się pod opiekę, i wystawiając się na szykany, Gwardii Narodowej. W sierpniu 1792 r. Bourbonów przeniesiono do XIII-wiecznej twierdzy Temple, dawnej siedziby zakonu Templariuszy. Ludwik XVI miał wkrótce stracić życie, jego 8-letniego syna odseparowano od matki, Marii Antoniny, która miała wówczas powiedzieć:

„Synu mój, teraz się rozstaniemy. Niech Pan zawsze pamięta o obowiązku względem Boga, który nas doświadcza, i o swojej matce, która Pana kocha”.

Chłopiec został oddany pod opiekę Antoine Simona – szewca o reputacji degenerata, którego niskie predyspozycje intelektualne łączyły się z fanatycznym uwielbieniem dla Rewolucji. Opieka miała tu znaczenie przenośne, bowiem Simon od władz otrzymał jasny rozkaz: „Nie zabijać [chłopca]. Nie truć. Jedak pozbyć się go”, który realizował z wielkim zapałem. Więzień początkowo odmówił przyjmowania pokarmów i pogrążył się w rozpaczy. Niespodziewanie, po trzech dniach, ubrał się samodzielnie i władczym tonem zaczął domagać się od pilnujących go komisarzy przedstawienia ustawy Zgromadzenia, na mocy której jest traktowany w taki sposób.

Kronika okrucieństwa

Codzienność młodego króla wypełniono biciem, poniżaniem, obelgami i rozdrapywaniem mentalnych ran. Simon ogolił mu wypielęgnowane włosy i nakazał zastąpienie czarnej szaty żałobnej strojem jakobińskim, ale zmienił zdanie po zabójstwie Jeana-Paula Marata. Ludwik był już wówczas obdarzony dojrzałym umysłem i silną wolą. Nie złościł się na prześladowców widząc w nich jedynie zagubionych, zaszczutych ludzi.

Zniecierpliwiony Simone posuwał się do radykalnych rozwiązań – głodził chłopca przez kilka dni, następnie podawał mu obfity posiłek z dużą ilością soli, a gdy król chciał ugasić pragnienie do dyspozycji miał jedynie wino. Upojonego władcę opiekun potrafił nakłonić do śpiewania rewolucyjnych pieśni i głośnego wyklinania własnej rodziny w taki sposób, by usłyszała to matka zamknięta w innej części Temple. Szczytem perfidii było wmówienie chłopcu, że jego matka dopuściła się czynów kazirodczych – pod przygotowanym oświadczeniem Ludwik złożył wprawdzie własnoręczny podpis, ale użył w nim dziecięcych, nieskładnych liter, podczas gdy normalnie miał staranny, wyrobiony styl.

Nieupojony Ludwik XVII pozostawał głuchy na prowokacje, nigdy nie udało się go nakłonić do wzniesienia okrzyku na cześć republiki. Simon i jego żona mieli w repertuarze kilka zabaw, których ofiarą zawsze padało niewinne dziecko. Król musiał usługiwać im do stołu, a że byli ludźmi prymitywnymi, nawet wzorowa postawa stanowiła uzasadnienie dla obelg i kar cielesnych. Wprowadzili także zwyczaj obmywania stóp, który parodiował lavatio pedum, czyli wielkoczwartkowe obmywanie stóp wybranym osobom ubogim przez króla.

Zbrodnia dziecka? Urodzenie w rodzie Bourbonów

Ustawicznie pijany Simone lubił rzucać w Ludwika butem z wystającym gwoździem. Pewnego razu król, podczas tej demonicznej zabawy, nieomal stracił życie, ale uratował go przypadkowo przebywający w twierdzy lekarz, któremu na znak wdzięczności chłopiec wręczył zachowane z obiadu jabłko. Pewnej nocy opiekun-oprawca odkrył, że Ludwik XVII modli się przy łóżku. Wylał na niego wówczas kubeł zimnej wody i zmusił do pozostania w mokrym łóżku i mokrych ubraniach.

W styczniu 1974 roku, z rozkazu Robespierrea, drzwi do komnaty chłopca zamurowano, a jedyny kontakt z otoczeniem miał, kiedy na moment otwierano kratę w drzwiach by wrzucić do środka jedzenie. Prawdopodobnie w tym okresie nikt nie wchodził do środka. Po 6 miesiącach król był skrajnie wyniszczony, jego ciało pokrywały wrzody i robaki. Przypominał zwierzę, a każdy, nawet najmniejszy ruch sprawiał mu ból. Czas ten spędził w większości w letargu, być może oddając się przemyśleniom nad swoim losem. Uważa się, że Ludwik był wówczas w pełni świadomy swojej królewskiej roli. J. Charles-Roux (zob. Męka i krzyż dziecka – króla Francji w Czarnej Księdze Rewolucji Francuskiej) porównał Ludwika do Chrystusa – obydwu nie odmówiono królewskości jak też skazano za niewinność i potraktowano w okrutny i nieuzasadniony sposób. Wśród niektórych frakcji rewolucyjnych pojawił się pomysł, by małoletniego władcę posadzić na tronie w koronie i wystawić na widok publiczny by w ten sposób zakpić z monarchii i potęgi ustroju reprezentowanego przez wychudzonego chłopca.

Ku wieczności

Po sześciu miesiącach w odciętej od świata komnacie sytuacja Ludwika XVII uległa poprawie. Zmienił się jego opiekun, który wprawdzie wierzył w rewolucyjne idee, ale nie utracił elementarnej ludzkiej przyzwoitości i nie czekając na odpowiedź od Komitetu Bezpieczeństwa Publicznego, niezainteresowanego już wówczas losami więźnia, rozpoczął akcję ratunkową. Odmurowane wejście ukazało widok przerażający – komnata była niesamowicie brudna, wypełniona po brzegi odpadkami i ekskrementami. Z braku możliwości sprzątania egzystencja władcy stopniowo zaczęła przypominać byt zwierzęcia w warunkach naturalnych (czy o to chodziło Rousseau w „powrocie do natury?). Jego ciało pokrywały wrzody, a włosy zamieszkiwały kolonie robaków. Leżał w jednej pozycji, a każdy, najmniejszy nawet ruch, sprawiał mu ogromy ból. Opiekun usłyszał ciche błaganie: „Pozwólcie mi umrzeć”.

Niezwłocznie przeniesiono króla w inne, czyste miejsce i przystąpiono do przywracania mu człowieczeństwa. W ciągu kilku miesięcy jego stan udało się częściowo ustabilizować, ale z uwagi na długotrwałe wyniszczenie organizmu i postępującą gruźlicę dni króla były już policzone. Otuchę u kresu życia przynosili mu dwaj strażnicy, którzy pod płaszczykiem lojalności rewolucyjnemu reżimowi skrywali żarliwe uczucia rojalistyczne. Pozostali wiernymi sługami do samego końca, podnosząc monarchę na duchu i wspierając drobnymi gestami i przysługami.

Jeden z nich, nazwiskiem Gomin, należał do tajnej organizacji monarchistycznej markiza de Fenoui. Tuż przed śmiercią Ludwika XVII oznajmił, że słyszy cudowną muzykę. Chciał jeszcze coś przekraczać słudze, ale nie zdążył dokończyć zdania.

Po śmierci ciało 10-letniego chłopca złożono w nieoznakowanym grobie i przysypano wapnem. Dokumenty potwierdzające jego bestialskie traktowanie zaginęły otwierając pole narracji, zgodnie z którą bestialskie traktowanie Ludwika było jedynie rojalistycznym wymysłem. Twierdzę Temple zburzono z rozkazu Napoleona w latach 1808-1811 kiedy okazało się, że stanowi ona miejsce kultu wiernych poddanych dynastii Bourbonów (pozostałości usunięto około 1860 roku na rozkaz Napoleona III). Dziś znajduje się tam skromna tablica pamiątkowa poświęcona ofiarom Rewolucji.

Losy królewskiego serca

Serce Ludwika XVII zostało przed pochówkiem wykradzione przez chirurga nadzorującego sekcję zwłok, Philippe-Jeana Pelletana. Przez około 9 lat organ przechowywano w roztworze winnym, który następnie wyparował. W 1815 r., podczas Restauracji Bourbonów, Pelletan próbował przekazać serce królowi Ludwikowi XVIII, ale ten nie dowierzał w autentyczność. Trafiło wówczas do arcybiskupa Paryża, Hiacinthe-Louisa de Quelena. Ta barwna postać zasługuje na więcej uwagi w osobnym wątku, tu przytoczymy jedynie anegdotę: kiedy w dobie tak zwanej Monarchii Lipcowej „obywatelski król Francuzów” Ludwik Filip I podejrzewał duchownego o sprzyjanie legitymistom i straszył go: „Arcybiskupie, pamiętaj, że więcej niż jedna mitra została rozerwana na strzępy”, abp. Quelen miał odpowiedzieć: „Sire, niechaj Bóg chroni królewską koronę bowiem wiele koron także zostało zniszczonych”.

Podczas rewolucji 1830 r. pałac arcybiskupi ograbiono, a zmumifikowane serce odnalazł i osadził w kryształowej urnie syn Pelletana, Filip Gabriel. Był jego powiernikiem do śmierci w 1879 r., kiedy relikwia trafiła w ręce Edouarda Dumonta. W 1895 roku przedmiot przekazano prawowitemu królowi Francji, Karolowi XI (był zarazem prawowitym królem Hiszpanii jako Karol VII). Tak serce trafiło do podwiedeńskiego Zamku Frohsdorf. Organ oddano następnie w ręce monarszego syna i spadkobiercy obydwu koron, dalej do Beatrycze de Bourbon (żony papieskiego księcia Fabrezio Massimo), a następnie, w 1938 roku, do córki arystokraty, Marii della Neve.

Z jej rąk relikwia trafiła do Jacquesa (8.) księcia de Bauffremont – wiernego poddanego dynastii Bourbonów, który w 1976 roku utworzył Instytut Domu Bourbońskiego. Jego staraniem urna z organem została złożona w królewskiej nekropolii w Saint-Denis. Przeprowadzone badania i testy niemal w 100% potwierdziły, że serce faktycznie należało do Ludwika XVII. W 2004 roku legitymiści francuscy zorganizowali uroczysty pochówek serca w opactwie Saint-Denis. Był to niewidziany od dawna przypadek, kiedy podczas oficjalnej ceremonii użyto sztandaru z fleur-de-lis i królewskiej korony. Brał w niej udział najstarszy dziedzic dynastii Kapetyngów, obecnie (nie)panujący król Ludwik XX. Ta okoliczność zaprowadziła chwilowy rozejm miedzy dwoma gałęziami dynastii, której młodsza, orleańska gałąź, reprezentowana przez hrabiego Paryża, zgłasza pretensje do tronu.

Dziedzictwo

Po śmierci Ludwik XVII został otoczony swoistym kultem, który dał podstawy legendzie o zaginionym Delfinie. Restauracja Bourbonów w 1814 roku przyciągnęła około 100 pretendentów twierdzących, że są cudownie uratowanym królem. Najsłynniejszym był Karl Wilhelm Naundorff, którego intrygę obaliły dopiero nowoczesne badania DNA przeprowadzone w 1993 r. Egoztyczny przypadek udawania „zaginionego” króla stanowi Eleazer Williams, protestancki misjonarz z amerykańskiego stanu Wisconsin, który na widok portretu Antoine Simona zaczął sobie „przypominać” doznane okrucieństwa. Twierdził później, że odwiedził go książę de Joinville z dokumentami, na mocy których Williams miał się zrzec praw dynastycznych. Wątek wpisuje się w szersze zainteresowanie Amerykanów wątkami monarchistycznymi – w powieści Przygody Hackleberry’ego Finna Mark Twain sportretował oszusta, który podawał się za Ludwika XVII. Była to satyra na prawowitość dynastyczną i „romantyczną fascynację monarchią”.

Tragiczna postać Ludwika XVII pokazuje, że niewinność dziecka nie ma dla Rewolucji żadnego znaczenia, a „zbrodnia bycia królem” wynika z samego faktu urodzenia, a nie tyrańskich postępków, które niesłusznie zarzucano Ludwikowi XVI. Dziesięcioletni chłopiec umierał będąc świadomym swej roli i niemożności jej wykonywania. Nie kierował oskarżeń w kierunku prześladowców, zachowywał pokorę i cierpliwie czekał na swój kres.

Rewolucjoniści traktowali młodego króla jako zagrożenie dla krwawego reżimu, który wprowadzili w miejsce starej monarchii francuskiej. Dla nas, polskich monarchistów, tragiczna postać Ludwika XVII może być źródłem nadziei. Pokazuje bowiem, że monarchia może powrócić za sprawą jednego dziecka – wcześniej odpowiednio uformowanego i wyedukowanego. Wydaje się to znacznie bardziej racjonalnym podejściem aniżeli pokładanie nadziei, że kilka setek posłów wykaże się uczciwością, partyjni liderzy będą realizować rację stanu i troszczyć się o dobro obywateli, a miliony głosujących, wysyłanych do urn celem legitymizacji systemu, podejmą słuszną, nieomylną i nie podyktowaną emocjami decyzję. Pamiętajmy o Ludwiku XVI, Ludwiku XVII i innych ofiarach Rewolucji.

 

 Tomasz Goździk, styczeń 2026

 

 

Kategoria: Historia, Publicystyka, Tomasz Goździk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *