banner ad

Georges Bernanos (1888-1948)

| 13 stycznia 2026 | 1 Komentarz

Nie, nie jestem pisarzem – deklarował Georges Bernanos. Gdybym takowym był, nigdy bym nie czekał do czterdziestki z opublikowaniem swojej pierwszej książki. Rzecz miała miejsce w roku 1906, kiedy to wydano jego debiutancką powieść Sous Le Soleil De Satan, co przyniosło jej autorowi nagłą popularność zarówno jako pisarzowi, jak i psychologowi. Kilka komisji rozważało nagrodzenie dzieła, ale ostatecznie nigdzie nie udało się zebrać większości głosów – pisarz cały czas pracował bowiem jako inspektor w firmie ubezpieczeniowej. Zacząłem pisać – mówił – by spróbować uciec od tej obrzydliwej epoki.

Jego pierwsza nagroda pojawiła sie w roku 1929: otrzymał wówczas Prix Femina-La Vie Heureuse za kontynuację L'lmposture. Grand Prix du Roman Akademii Francuskiej przyznano Bernanosowi w roku 1936 za Le Journal d'un cure de Campagne, prawdopodobnie najbardziej znaną z jego prac. Przetłumaczono ją na pięć języków, a o. C. C. Martindale S. J. mówił o niej: Ta zatem książka, napisana przez osobę świecką, była tak dobra, jak rekolekcje wygłoszone przez jednego z kapłanów. Mamy nadzieję, że będzie czytana w Ameryce. Czytelnik musi jednak zdobyć się na pewien wysiłek. Jeżeli okaże się nazbyt wygodny, musi pamiętać, że Autor, który został wychowany w znacznie mniej komfortowych warunkach, świetnie dostrzega to, co my z głębi naszych wyściełanych foteli ledwo możemy sobie wyobrazić.  

Bernanos urodził się w Paryżu 20 lutego 1888. Najlepsze lata swojego dzieciństwa oraz wiek młodzieńczy spędził jednak w starej posiadłości, należącej do jego ojca, w miejscowości Fressin (Pas de Calais), otoczonej lasami i pastwiskami, którą w mniejszym lub większym stopniu wybierał potem jako tło dla tworzonych przez siebie postaci. Jego rodzina pochodziła z Hiszpanii, ale na długo przed jego narodzeniem zdążyła już zapuścić korzenie w kilku francuskich prowincjach. Bernanos jest już do głębi Francuzem, mocno związanym ze wszystkim, co we Francji dawne i wielkie. Jego matka pochodziła z Berry. Za nauczycieli miał księży jezuitów z Vaugirard, gdzie nawiasem mówiąc był kolegą z ławy generała de Gaulle'a.  

Kolejne szkoły, do jakich uczęszczał, to Instytut Katolicki i Uniwersytet Paryski, na którym uzyskał licencjat z zakresu prawa i literatury. Po wybuchu I wojny światowej służył jako podoficer kawalerii, został zresztą ranny w klatkę piersiową. Odznaczono go Croix de Guerre.  

Ożeniony w roku 1917, Bernanos dochował się trzech synów i trzech córek. Najstarszy z jego synów wyjechał do Anglii, gdzie w roku 1941 służył w Siłach Powietrznych, potem jednak, chory, powrócił do Brazylii. Drugi z synów wyjechał w roku 1942 i służy w marynarce na jednej z łodzi podwodnych. Jego najmłodszy syn ma dziś (1947) dopiero lat dwanaście. Jego żona pochodzi z rodziny Lys d'Arc, która powołuje się na pokrewieństwo ze Joanną d'Arc, która to Święta jest dla pisarza symbolem Francji. Bernanos jest rojalistą i jako taki został odkryty przez Leona Daudet, dyrektora L'Action Francaise.

W roku 1936 Bernanos mieszkał w Palmie (Baleary). Doświadczenie hiszpańskiej wojny domowej, które tam właśnie stało sie jego udziałem, pchnęło go do napisania Les Grandes Cimetieres Sous la Lune. Ta płomienna książka wywołała burzliwą dyskusję o tyle, że autor skrytykował w niej katolików na poparcie, jakiego udzielili Franco w latach 1937 – 39. Doświadczenie hiszpańskie – pisał Bernanos – jest prawdopodobnie najważniejszym w moim życiu. W roku 1937 powrócił do Francji, do Toulon, gdzie zachorował. Rok później wraz z całą rodziną przeniósł się najpierw do Paragwaju, a następnie do Brazylii. Na wyżynie Minas Geraes prowadził farmę, z dala od kolei i dróg, bez żadnego towarzystwa z wyjątkiem naszych koni i krów. To tam napisał Nous Autres Francais i Scandale de la Verite. Gdy Francja skapitulowała, Bernanos przeniósł się bliżej cywilizacji. jego niewielka farma pozostawała na odludziu, jednak komunikacja pozostawała znacznie dogodniejsza. Z czasem zdobył w kraju niemałą popularność, zaprzyjaźnił się też z Ministrem Spraw Zagranicznych – Aranhą. W roku 1946 powrócił do Francji. Jest postawnym, barczystym mężczyzną, z siwymi włosami i wąsem. Chodzi podpierając się dwoma laskami, mocno utykając z powodu starego wypadku motocyklowego. Stary kawalerzysta, najszczęśliwszy bywa w siodle.  

Bernanos jest znany ze swojego elektryzującego obrazowania zła i walki, które toczy ono z duszą. Jego klarowne obrazy diabła czynią jego idee niezrozumiałymi dla większości współczesnego świata. Odpowiadając niegdyś prowadzącemu wywiad dziennikarzowi, stwierdził: Widywałem diabła tak, jak dziś widzę pana. Od dzieciństwa. W swoich tekstach pełni rolę propagandysty. Jak sam mówi: Znoszę z pokorą wstyd będący efektem tego, ze jak dotąd ledwie spryskałem tuszem twarz niesprawiedliwości, której nieustanne znieważanie jest radością mojego życia.  

Pisał: Gdybym zechciał powiedzieć swojemu przyjacielowi kilka słów o esencji tego, czym jest moja wiara religijna i formacja moralna, rzekłbym, że dorastałem otoczony nie tylko szacunkiem i miłością, ale także najbardziej liberalnym z możliwych rozumieniem przeszłości tak mojego kraju, jak też mojej religii".

Pozostaje wdzięczny swojemu pióru za to, że umożliwia mu utrzymanie licznej rodziny w warunkach dosyć wygodnych, ale pisanie jest dlań pracą ciężką. Nie jestem pisarzem. Sam widok czystej kartki nuży mojego ducha, a potworna fizyczna izolacja, jaką narzuca ta praca, jest mi tak obrzydliwa, że unikam jej jak mogę. Przesiaduję bazgrząc w kawiarniach i ryzykując bycie posądzonym o pijaństwo i zapewne tym właśnie bym był, gdyby nie to, że nasz wszechwładny rząd jest tak uciążliwy w opodatkowaniu [każdej] krzepiącej filiżanki. Piszę przy stołach kawiarnianych – bo nie potrafię przed dłuższy czas pozostawać pozbawiony [towarzystwa] ludzkiej twarzy i głosu, bez których usiłowałem obywać się z godnością. Niech mądry lud przypuszcza, że siedzę i obserwuję swoich bliźnich… Nie obserwuję niczego. Obserwacja nigdy na wiele się nie przydaje. Piszę w kawiarniach tak, jak niegdyś pisałem w wagonach kolejowych". Podróżował zaś sporo w czasie, gdy jako inspektor ubezpieczeniowy zmuszony był do ograniczenia pisania do podróży pociągiem, odbywanej ze swojego domu w Bar-le-Duc. Jego kolejowe gryzmoły wywindowały go jednak na sam szczyt.

Bernanos umiał pisać regularnie do prasy brazylijskiej oraz kilku podziemnych wydawnictw we Francji. The Time z 14 października 1946 stwierdzał: Georges Bernanos jest najbardziej uznanym katolickim pisarzem we Francji, a równocześnie pozostaje najostrzejszym krytykiem swojego Kościoła. W wywiadzie udzielonym ks. Edwinowi V. O'Harze Bernanos wyjaśniał, że jego surowe ataki na katolików służą wyłącznie spowodowaniu ich przebudzenia do odpowiedzialności.

  Jest autorem następujących dzieł: Sous le Soleil de Satan (1926); Saint Dominique (1927); L'lmposture (1927); La Joie (1928); Jeanne D'Arc (1929); La Grande peur des Bien-Pensants (1932); Un Crime (1935); Journal d'un Cure de Campagne (1936); Nouvelle Histoire de Mouchette (1937); Les Grands Cimetieres sous la Lune (1938); Scandale de la Verite (1938); Nous autres Francais (1939); Lettre aux Anglais (1942); Monsieur Ouine (1943); Le Chemin de la Croix-des-Ames (1943 and 1944), i The Open Mind (1945).

 

Pierwodruk w: St. Mary's Abbey's Catholic Authors, 1948.

 

Tłum. Mariusz Matuszewski

 

Kategoria: Kultura, Publicystyka

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Gierwazy pisze:

    Kusiło mnie, żeby napisać coś o Bernanosie już wówczas, gdy pojawiła się na portalu jego notka biograficzna, autorstwa prof. Bartyzela. A ponieważ nadal jest tutaj stręczony Czytelnikom, skreślę parę urywków z aktywności owego jegomościa.

    Z jego dzieł mam za sobą lekturę kryminału ''Zbrodnia''. Suspensu fabuły trudno się dopatrzyć, gdyż w miarę szybko idzie się domyślić, kim jest złoczyńca, natomiast swoista aura mroczności oraz tajemniczości postaci nadaje powieści pewien sznyt. Tak więc lektura w miarę przyjemna. Nie można tego powiedzieć o drugiej książce Bernanosa, którą przeczytałem, czyli o ''Dzienniku proboszcza ze wsi''. Monotonność narracji sprawia, że trzeba samozazaparcia, by dotrwać do końca, a i tak z przemyśleń, zawartych w książce (z pewnością głębokich…) niewiele się pamięta. Stylistyka i psychologizowanie przypomina nieco Dostojewskiego, z mniejszym atoli talentem – więc jeśli ktoś to lubi…

    W skrócie, jako powieściopisarz, Bernanos mnie nie porwał, w moim prywatnym rankingu usytuowałbym go gdzieś ''w dolnej strefie stanów średnich''. Aczkolwiek – tu dygresja – podobnie jest z wieloma znanymi literatami francuskimi jak np,: Balzac – i jego nużącymi opowiastkami, pozbawionymi praktycznie dialogów; Wiktor Hugo – z jego słodko-pierdzącym moralizatorstwem, przerostem treści nad formą, ocierającym się o grafomaństwo; Emilem Zolą – rzekomym ''naturalistą'', przejaskrawiającym rzeczywistość do granic groteski; Stendhalem – znanym mi co prawda jedynie z powieści ''Czerwone i czarne'', ale w tym przypadku stykamy się z grafomanią ''czystej formy''… Uważam na tej podstawie, że światowa sława owych twórców jest pochodną nie ich talentu, lecz ówszesnego zasięgu języka i kultury francuskiej oraz… snobizmu.

    Przejdę teraz do clou mego komentarza. Bernanos z lubością stroił się w piórka katolika i monarchisty, przypatrzmy się tedy jego opiniom na tematy bieżące jego czasom, w których zabierał głos. W pamflecie ''Wielki strach prawomyślnych'', gdzie co prawda główne ostrze swego ataku kieruje przeciw III Republice, nie szczędzi jednak też krytyki za represje wobec krwawych komunardów z roku 1870 tudzież za ''perwersyjne upokorzenie'' Niemiec po I wojnie światowej… Chociaż przez pewien czas członek Akcji Francuskiej, w miarę szybko zrywa z nią związki i pisząc potem w "Le Figaro'' regularnie ją obsrywa. Szczyt bęcwalstwa osiąga podczas hiszpańskiej wojny domowej z 1936-39 roku, gdy jego filipiki, totalnie oderwane od kontekstu wydarzeń, skierowane wyłącznie w stronę powstańców przeciw czerwonej zarazie opanowującej Hiszpanię, a w tamtejszy Kościół katolicki w szczególności (osobiście i osobliwie w stronę kardynała Gomy, z którego szydził niewybrednie za ogłoszenie krucjaty przeciw Czerwonym). Do dziś pozostają one głównym ostrzem, którym pogrobowcy ''bohaterskich republikanów'' mordujących księży i gwałcących zakonnice, dźgają po oczach szeroko rozumianą stronę narodową. Niektóre źródła sugerują, iż nie tylko piórem wspierał hiszpańską lewicę, ale że udzielał również pomocy logistycznej i to z tego powodu frankiści wydali jego nakaz aresztownia. Oczywiście nie poprzestał na tym. Po inwazji Niemiec na Francję w 1940 roku, siedząc sobie bezpiecznie w Brazylii, natarł z furią (zresztą to jadowite ataki, często pozbawione jakiejkolwiek rzeczowej analizy sytuacji, były jego spécialité de maison) na marszałka Petaina, którego obrzucał inwektywami typu: ''stary zdrajca'', a próbę moralnej odnowy (po degrengoladzie międzywojennej, jaka dotknęła Francję) zainicjowaną przez marszałka ochrzcił ''rewolucją partaczy'', itd. Z radością powitał powstanie tzw. Ruchu oporu, przejętego wkrótce w całości przez komunistów, którego głównym ''osiągnięciem'' były czystki przeprowadzane przez tychże na osobach, z którymi było im nie po drodze… Podawane dzisiaj liczby tego procederu są tak rozbieżne, że nie pokuszę się tutaj o jakieś konkretne dane. Warto wszak wiedzieć, że tzw. Ruch oporu cieszy się dzisiaj we Francji aurą podobną do Armii Krajowej u nas i jest zdecydowana tendencja do, jeśli nie wybielenie owych czystek, to przynajmniej zminimalizowania ich liczby. W każdym razie, deputowany socjalistyczny i minister spraw wewnętrznych, Adrien Tixier, twierdził w roku 1945 o 105 tysiącach egzekucji… Bernanos wraca po wojnie do Francji. Życie w wyzwolonej Francji mu się nie podoba, ale krytykuje nie tyle, np. tu wspomniane czystki (półgębkiem zaledwie) czy kumanie się de Gaulle'a z komunistami. W swoich odczytach (przynajmniej z jednego z takowych zachowała się radiowa wersja; egzaltowany głos prelegenta i treść tych wypocin, przynajmniej w moim odczuciu, odarły osobę Bernanosa z jakiejkolwiek powagi…) znalazł sobie innego ''winowajcę'': postęp techniczny, mechanizację, itp., które to miały powodować odczłowieczenie rodzaju ludzkiego, itd.

    Podsumowując, dzisiaj powieści Bernanosa praktycznie już nikt nie czyta. Za to w kręgach ''ludzi wykształconych z wielkich miast'' Francji figuruje on jako monarchista i pisarz katolicki, który jednak miał odwagę przeciwstawić się reakcyjnej ciemnocie. Szkodliwość tego kabotyna (pomijając temperament i sławę, przypomina mi on nieco naszego ''pobożnego'' Marka Jurka…) świetnie streszczają słowa pewnego uczestnika audycji, poświęconej Bernanosowi, o skłonnościach liberalno-lewicowych, w których stwierdził, iż dzisiaj, w czasach ''bezrobocia, powszechnego wykluczenia i (uwaga!) wzrostu integryzmu religijnego'' chętnie posłuchałby głosu Bernanosa smagającego te plagi… Cóż, coś mi się zdaje, że w tej materii faktycznie mógłby liczyć na niezawodnego ''królewskiego kamelota''…

     

     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *